es_wu
26.11.05, 22:20
To tak w ramach otrzeźwienia i uświadomienia sobie, że wielokrotnie jedna
jaskółka wiosny nie czyni... niestety :-(
www.ratusz.info/?id_dzialu=0&id_poddzialu=0&id_artykulu=242&full_tekst=1&startowa=2
24.11.2005 08:07 Panorama Dolnośląska
Bieda wokół pałacu
Brudna krowa, stary kundel, zrujnowana chałupa. A w jedynym w okolicy sklepie
nalewka w plastikowych butelkach. Tę jednak piją tylko miejscowi krezusi.
Reszty nie stać. Tak na co dzień wygląda Krzyżowa. Ta prawdziwa - o rzut
beretem za murami pałacu.
Bo prawda jest taka, że większości mieszkańców Krzyżowej nic nie obchodzą
debaty z udziałem polityków i przedsiębiorców. Mają swoje codzienne kłopoty:
biedę, brak wody, męża alkoholika.
Krzyżowa to wieś kontrastów. Pełen splendoru wielki świat, gdzie co roku
spotyka się śmietanka finansowa i polityczna sąsiaduje z tym oddalonym
zaledwie o kilkaset metrów, gdzie najważniejsze debaty dotyczą posyłania
dzieci do szkół i wyższości parówek nad kaszanką. Okazałe budynki dawnego
dworu hrabiów von Moltke wyraźnie odróżniają się od walących się chałup, które
już dawno powinny być rozebrane. Widać to zwłaszcza podczas corocznego Forum
Politycznego i Gospodarczego, kiedy na teren hrabiowskiej posiadłości
zjeżdżają najdroższe samochody z VIP-ami z pierwszych stron gazet, a wystawne
bankiety trwają do białego rana. Miejscowi zgrzytają tylko zębami i klną pod
nosem.
Przynajmniej już nie kradną
Zdaniem Rafała Borkowskiego, dyrektora Międzynarodowego Domu Spotkań w
Krzyżowej, w ostatnim czasie bardzo poprawiły się stosunki placówki z
mieszkańcami wsi.
– Kilka lat temu dał się zaobserwować wyraźny podział na „my” i „oni” -
tłumaczy. - Ale ta granica powoli się zaciera i coraz częściej pojawia się
postawa „my”. Zdaję sobie jednak sprawę, że na gruntowną zmianę mentalności
tutejszych chłopów potrzeba wielu lat.
Póki co, za przejaw dobrej woli byłych pracowników dawnego tamtejszego PGR-u,
Borkowski uważa zastopowanie fali kradzieży. Bo jeszcze siedem lat temu, gdy
ośrodek dopiero rozkręcał się, ginęło wszystko. Dużym zainteresowaniem
cieszyły się zwłaszcza drewniane bele i miedziane rynny. Nie brakowało też
aktów zwykłego wandalizmu. Bo jak inaczej nazwać bezmyślne wybijanie szyb?
Lokalna społeczność powoli uczy się dbać o wygląd własnych gospodarstw.
Oczywiście w granicach zakreślanych zasobnością portfela. Bo wielu nie stać na
generalny remont chałupy. Ale już wybielanie poszarzałych ścian wapnem stało
się równie popularne, jak stawianie ogrodzeń.
Niemiec zdumiony biedą
Aż strach pomyśleć, jak ta licząca 215 mieszkańców wioska wyglądała wcześniej.
Jej sołtys Józef Wolak potwierdza: - Było dużo gorzej. Nie było kanalizacji,
nie było chodników, ludziom nie chciało się grodzić domostw. Dziś sołtysowego
dobytku pilnuje spory kundel. Obok drzwi wejściowych do chałupy stoi krowa z
utytłanym zadem. Już na odległość czuć, że zdałoby się nieco przewietrzyć te
podwoje.
Szefujący Krzyżowej od 20 lat sołtys zaprasza do środka, jednak i tu
specyficzny zapach tradycyjnej wsi nie ustępuje. A może to tylko
przewrażliwiony węch mieszczucha płata figle? Dość, że uderzenie rześkiego
zimnego wiatru po wyjściu z chałupy jest upojne jak mało kiedy.
Skromne chaty z Krzyżowej są jednak niczym w porównaniu z ruderą, na jaką
natykają się przyjezdni w sąsiedniej wsi. Liczące cztery razy więcej
mieszkańców Grodziszcze to w porównaniu z Krzyżową metropolia. Nic to jednak,
skoro podróżujących tędy Niemców interesuje niezmiennie jedna chałupa.
Rzeczywiście, jest wyjątkowa. Gdyby się na niej oprzeć, złożyłaby się zapewne
niczym domek z kart. W ruch idą więc aparaty i kamery. Niech za granicą
zobaczą, jakie to w Polsce osobliwości można spotkać.
Świadkiem takich scen jest Zbigniew Staszków, sołtys wsi Grodziszcze. Nie jest
z tego powodu szczęśliwy, ale pogodził się już z myślą, że pewnych problemów
nie da się przeskoczyć. Około 15 tys. zł, przeznaczanych rocznie na estetykę
wsi, zaspokaja tylko podstawowe potrzeby: malowanie przystanków, czy koszenie
przydroży.
Sołtys ma i powody do zadowolenia. Dzięki współpracy z Fundacją „Krzyżowa”, od
1997 roku mieszkańcy Grodziszcza mogą korzystać z telefonów. A połowa także z
kanalizacji.
Fundacja, czyli cyrk i półkolonie
Beacie Balickiej nie poszczęściło się. Ta mieszkanka Grodziszcza nie ma
kanalizacji, a wodę dźwiga wiadrami. Ma za to masę problemów. Dom w ruinie,
pracy brak, a trzeba przecież utrzymać dwójkę dzieci. W pośredniaku
zaproponowano jej wyjazd za granicę, ale odmówiła. Nie zostawi przecież
dzieci. Jeżeli jeszcze raz odmówi, wyrejestrują ją.
Fundacja kojarzy jej się głównie z zajęciami dla dzieci i młodzieży. Jej
11-letnia córka była kilka razy „na salonach”. Oglądała cyrk, filmy dla
dzieci, brała udział w artystycznych półkoloniach. Wszystko za darmo. To duże
ułatwienie dla rodziców, których nie stać na rozrywki dla dzieci, inne niż
kopanie piłki na boisku.
W możliwość pracy w sąsiedniej wsi Balicka nie wierzy. – Do tego pałacu to
pewnie tylko po znajomości można się dostać – zamyśla się.
Został, bo ma słabość do Krzyżowej
Ale bywa inaczej. Żywym dowodem na to jest Paweł Kukla. Energiczny, 28-letni
mężczyzna zajmuje się w ośrodku sprawami technicznymi. W praktyce, robi niemal
wszystko: od obsługi konferencji po koszenie trawników. Praca nie jest lekka,
ale on jest dyspozycyjny przez całą dobę. Śpi nad recepcją. Nie narzeka, bo
wie jak trudno o pracę w okolicy.
Prawie wszyscy jego rówieśnicy z Krzyżowej wyjechali za granicę. Do Włoch,
Irlandii, Anglii, USA. Wszędzie, gdzie można zarobić godziwe pieniądze. Z
Krzyżowej uciekły także jego dwie siostry. We wsi bez perspektyw zostają
głównie ci młodzi, którzy przejmą wkrótce ojcowiznę. Kukla został, bo – jak
mówi z nutką ironii – ma do Krzyżowej słabość.
Na salony, oprócz Pawła, trafiło jeszcze kilkanaście osób z Krzyżowej i
okolic. Pracują w kuchni, sprzątają. Kiedyś ośrodek zatrudniał znacznie więcej
ludzi, ale dwa lata temu postanowił ograniczyć koszty personalne. Zmniejszył
im pensje, część pracowników zwolnił. Jak wszędzie, tak i tu liczy się zimna
ekonomia. Inna sprawa, że część miejscowych, zatrudnionych w ośrodku, nie
sprawdziła się. Byli zbyt leniwi, albo za dużo pili.
Według Borkowskiego, problem zaczyna się wtedy, gdy potrzebni są ludzie
znający języki. Takich nie znajdzie się ani w Krzyżowej, ani w Grodziszczu,
ani w żadnej z sąsiednich wsi.
– Zazwyczaj są to osoby z Dzierżoniowa albo Świdnicy. Ale także z dalszych
zakątków: Opola, Chełmna, Wrocławia – wylicza dyrektor ośrodka.
Świdnica: chlebodawca
Sami mieszkańcy Krzyżowej uciekają za chlebem przede wszystkim do oddalonej o
8 km Świdnicy, gdzie zdecydowanie łatwiej o zarobek. Działa tam kilka
zagranicznych koncernów. Jednym z nich jest Galess. Zajmuje się m.in.
cynkowaniem i niklowaniem. Zatrudnia ok. 200 osób. Electroluks – szwedzki
gigant z branży AGD - ma w świdnickiej podstrefie Wałbrzyskiej Specjalnej
Strefy Ekonomicznej zainwestować ok. 40 mln euro i zatrudnić minimum 400 osób.
Kolejnym światowym koncernem, który zasili podstrefę jest Colgate-Palmolive –
amerykański producent pasty do zębów i kosmetyków. Wartość inwestycji wyniesie
40 mln euro, a pracę znajdzie 450 osób.
Na pojawieniu się tak dużego inwestora skorzystają nie tylko świdniczanie, ale
także mieszkańcy okolicznych wsi. Tym bardziej, że Colgate-Palmolive znana
jest z pomocy lokalnym społecznościom (przekazuje środki higieny, wspiera
szpitale i szkoły).
Światowa nalewka z plastiku
Borkowski zna realia Krzyżowej.
– Nie każdego stać na to, żeby dojeżdżać do pracy do Świdnicy – mówi dobitnie.
Bywa jednak inaczej. Teresa Kowalik pochodzi ze Świdnicy. P