isis!
14.10.02, 16:01
Bezinteresowność i poświęcenie...
Nawet sobie nie zdawałam sprawy, że widuję je codziennie obok siebie. Ba –
przechodzę obok nich i mimo, że przyglądam się im co dzień, dotąd nie
łączyłam tych rzeczy ze sobą. Kiedyś miałam wątek o wiewiórkach w parku. Te
przejawy bezinteresowności i poświęcenia są jak te wiewiórki – dopóki im się
nie przyjrzałam bliżej, przechodziłam obok. Więcej – one też są w tym samym
parku. Pierwszy przykład – starszy pan dokarmiający ptaki. Buduje im domki,
robi poidełka, odgradza je, czyści, a co rano wysypuje z reklamówki okruszki
pod jednym z drzew. Wiewiórki zresztą też się tam stołują. Jeszcze się nie
zdarzyło, aby karmnik był pusty. Tego pana nie widuję codziennie, bo czasem
spaceruję z Psem później. Drugi przejaw – na alejce spotykam dwie kobiety.
Jedna dobrze po sześćdziesiątce, ale elegancka, zadbana, podtrzymuje drugą, o
lasce, ledwo poruszającą się o własnych siłach, pewnie swoją matkę. Spacerują
(czy spacerują jest dobrym określeniem? raczej dreptają krok po kroczku,
przemierzając 100 m. w czasie, gdy ja już kończę spacer) o tej późniejszej
porze, czasem siadają na ławce i młodsza czyta starszej... wiersze. Widać, że
starsza niczego już nie rozumie, a może tylko tak to wygląda? Z oczu córki (a
może to nie jest córka?) bije miłość i jasność.
I trzeci przejaw – dla mnie najbardziej wzruszający. Ich widuję o każdej
porze – rano i po południu. W każdy dzień tygodnia i niezależnie od pogody.
To starsze małżeństwo (chyba oboje na emeryturze, ale jeszcze
nie „dziadkowie” – ona: brunetka z rozwianym włosem, typ „malarki”, on:
siwiejący, szczupły) z pieskiem, małym, czarnym kundelkiem. Podjeżdżają z nim
pod park czerwonym cinquecento z rejestracją LNE, wynoszą go w koszyku, biorą
ze sobą krzesełko i kocyk, po czym udają się na stałe miejsce. Wzdłuż boiska
do piłki nożnej wydeptali już solidną ścieżkę. Ta ścieżka to trasa tego
pieska. Trasa treningowa, a raczej rehabilitacyjna. Piesek jest stary i
chory, chyba po wypadku. Całą tylną część ciała ma sparaliżowaną. Dziwnie też
szczeka – chrapliwie, z trudem. Przywiązują mu do ogonka drugą smycz i
przemierzają ten odcinek wzdłuż boiska tam i z powrotem – wygląda to
strasznie – przednie łapki chodzą same, tylne są nieruchome, unoszone na tej
drugiej smyczy. Piesek nimi powłóczy... Już mija rok, odkąd ujrzałam ich po
raz pierwszy, a jak dotąd nie widzę zmian w stanie zdrowia kundelka. Sprawa
raczej beznadziejna, ale jak widać – oni wierzą. Aż mi dziwnie przykro
przechodzić obok nich ze swoim „wypasionym” (jak ktoś go ostatnio nazwał)
rasowcem.
Rozejrzyjmy się wokół siebie – świat nie jest wcale taki zły, są jeszcze
ludzie, dla których istnieją pewne wartości, którzy mają kogoś lub coś, dla
czego warto się poświęcić. Tak po prostu, bezinteresownie.
„Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno”
(Jan Twardowski, fragment „Śpieszmy się” z „Poezji wybranych”)