Gość: cyfer
IP: proxy / *.com.hk
19.11.02, 11:21
w ubieglym tygodniu mijalem dwoch dobrze ubranych
mlodziencow ze skorzanymi teczkami, ktorzy w lacinie
"podworkowej" uzalali sie nad swoim losem. przeciez
oferuja tak rewelacyjny towar, obeszli juz tyle
mieszkan, a nikt od nich nic nie kupil. jeden z nich
zauwazyl moje zmagania z zamkiem w drzwiach bramy
(uklony w strone administracji) i ruszyl w moja strone.
nie zdazylem uciec i zostalem trafiony pytaniem: "czy
chodzi pan do apteki?". reakcja mogla byc tylko jedna:
glosny smiech :) to jednak tylko jeden z przykladow,
tym bardziej, ze powoli zaczalem sie przyzwyczajac do
domokrazcow oferujacych jajka, ziemniaki, tapetowanie,
wymiane okien etc. dzis jednak w drzwiach mojego
mieszkania stanal pan oferujacy... dywany. czyzby
rynkowa luka? :))