Dodaj do ulubionych

"Wrocław, miasto otwarte"

18.02.06, 18:33
Dorota Hartwich
Tygodnik Powszechny nr 8/19.02.06
16-02-2006



Wrocław na rozbiegu
- Kraków, gdzie pracowałam, wydawał mi się miastem ugiętym pod ciężarem
przeszłości. We Wrocławiu natomiast, prócz dziedzictwa, ważna jest
perspektywa przyszłości. Tutaj ludzie, w tym władze miejskie, są otwarci,
przyjmują moje pomysły - twierdzi Krystyna Meissner.

«Aż cztery Paszporty Polityki powędrowały w tym roku do artystów związanych z
Wrocławiem. Miasto przyciąga mocne postaci - swój festiwal filmowy będzie tu
robił Roman Gutek, kierownictwo artystyczne nad festiwalem Wratislavia
Cantans obejmuje światowej sławy dyrygent Paul McĆreesh. Mówi się o panującym
tu zachęcającym klimacie dla sztuki. Genius loci? Możliwe. Miejsce
prawdopodobnie daje siłę ludziom, ale przede wszystkim to ludzie dają siłę
miejscu. Wspomnienie sprzed kilku lat: późny wieczór, opustoszała ulica, z
oddali słychać tylko wyraźny, miarowy dźwięk stukających o bruk obcasów.
Szybko rozpoznaję sylwetki. To znani warszawscy aktorzy i reżyser, którzy
zaraz spotkają się na rozmowach ze swoją publicznością na poddaszu Teatru
Współczesnego, gdzie trwa festiwal teatralny Dialog. Przyspieszam kroku.
Docierają do mnie strzępy rozmów: "świetna publiczność, dobry klimat, ale
jest w tym Wrocławiu jakaś obcość...", "wyraźnie się czuje, że to nie jest
polskie miejsce, widać to w pejzażu miasta."

Mają rację, to mało polskie miasto - to nie my budowaliśmy stary Wrocław, nie
my stawialiśmy reprodukowane dziś na widokówkach kamienice, kościoły,
uniwersytet. Początki były piastowskie, ale potem gród przechodził w ręce
Czechów, Habsburgów, stanowił część Prus, III Rzeszy, by w końcu na powrót
znaleźć się na mapie Polski. Kulturę tworzyli tu Niemcy, Czesi, Walonowie,
Żydzi, Węgrzy, Austriacy i "przyprowadzeni" po wojnie mieszkańcy kresów
wschodnich. Poczucie obcości mogło zatem towarzyszyć wszystkim przyjezdnym
(jako że przeważnie stanowili przypadek "innego"), a zwłaszcza tym, którzy
znaleźli się tu w wyniku politycznych decyzji. Fakt, iż ducha miasta tworzyło
wiele narodowości, jest niepodważalny i ma wartość historyczną; nie zawsze
jednak, co warto odnotować, wymiana kulturowa dokonywała się z pełną
życzliwością. Czasem wpływy bardziej wypierały się niż dopełniały (co też
owocowało, bo przecież negacja bywa inspirująca). Dlatego też sztandarowe
hasło "miasto wielokulturowe", lansowane jako wizytówka dzisiejszego
Wrocławia, musi być rozumiane wielowymiarowo. I to zarówno przez wzgląd na
złożoną przeszłość, jak i z uwagi na czas teraźniejszy - dzisiejszego
międzynarodowego wymiaru Wrocławia nie tworzą bowiem żadne większe,
współistniejące mniejszości narodowe czy grupy imigranckie, lecz (nie inaczej
niż w Krakowie, Warszawie, Gdańsku czy Poznaniu) zagraniczni turyści,
studenci, naukowcy i biznesmeni.

Przy drzwiach otwartych

"Tutaj każdy jest skądś" - mówią często wrocławianie, przypominając, że
ludność miasta została po wojnie w pełni wymieniona. Kresowianie, którzy
przyjechali po 1945 r., to jednak starsze pokolenie; obok (trudno tego nie
zauważyć zdążyły wyrosnąć co najmniej dwie kolejne generacje - już
ludzi "stąd", którzy tworzą własne "tutaj". Aktualna wielokulturowość
Wrocławia jest zatem w pewnym sensie mitem, ale mitem żywym, bo podsycanym
zarówno przez mieszkańców (którzy niejednokrotnie czynią to odruchowo), jak i
przez władze miasta (te czynią to zupełnie świadomie). "Wrocław, zamiast
rozdrapywać rany historii, wykorzystuje ją do budowy swego wizerunku jako
miasta współczesnej, wielokulturowej przeszłości. .W przeciwieństwie do
Warszawy - pisze korespondent prasy niemieckiej i austriackiej Klaus Bachmann
(Polityka, nr 24 z 18 czerwca 2005), który przeciwstawia patrzący w
przyszłość Wrocław kreującej się na miasto bojowników, ofiar i martyrologii
stolicy. Pominę to zestawienie, ale pozwolę sobie myśl Bachmanna uzupełnić:
dzisiejszy Wrocław, szczególnie dbający o wsparty na faktach historycznych
wizerunek, jest nie tyle miastem wielokulturowym, co na wielokulturowość
otwartym.

Otwartość to jedna z głównych wartości, które podkreśla w obrazie miasta
ekipa speców od jego promocji. Mówi się o otwartości człowieka na człowieka,
ale i o otwieraniu drzwi, przestrzeni. Wyrosłe z inspiracji słowami Jana
Pawła II promocyjne hasło: "Wrocław - the meeting place" (Wrocław - miasto
spotkań ma w sobie z jednej strony nutę przeszłości (motyw przyjazdu), z
drugiej strony brzmi przyszłościowo (zapraszamy tych, których jeszcze tu nie
było). Paweł Romaszkan, szef Biura Promocji Miasta przy Urzędzie Miejskim
Wrocławia: - Odeszliśmy od standardu polegającego na reklamowaniu miasta
jedynie jako atrakcji turystycznej. Zależy nam na pokazaniu, że to nie tylko
miejsce pełne pięknych zabytków, ale że to odpowiednia przestrzeń do życia.

Dlatego też, prócz szeroko zakrojonej akcji promocyjnej opartej na
haśle "Wrocław - the meeting place", w listopadzie ub. roku ruszyła kampania
billboardowa "Wrocław - twoje klimaty", mająca na celu ściągnięcie do
Wrocławia studentów. Pretekst był iście meteorologiczny: -We Wrocławiu jesień
zaczyna się dwa tygodnie później, a wiosna budzi się szybciej niż w innych
częściach kraju - przekonuje Paweł Romaszkan. - Wiadomo jednak, że nie chodzi
jedynie o średnie temperatury w mieście. Chcemy przekonać młodych, że panuje
tu dobry klimat do nauki i mieszkania, że po studiach znajdą pracę, że będą
mieli co robić w wolnym czasie.

Obecnie we Wrocławiu studiuje aż 130 tys. studentów, ale jest o kogo walczyć,
bo na wyższe uczelnie już zagląda niż demograficzny. Miasta obiecuje
stworzenie około 70 tys. miejsc pracy w ciągu 5 lat. To będzie cud nad Odrą-
grzmiały głosy krytyczne. Założenia władz nie wydają się jednak być wyssane z
palca; akcję ściągania studentów wspierają firmy, które inwestują we
Wrocławiu: Hewlett Packard, Volvo i Siemens. Inny inwestor, gigant LG,
zapowiada, że przyjmie na swoje stanowiska 15 tysięcy ludzi. O władzach
Wrocławia mówi się, że nie szukają inwestorów, lecz na nich polują. Nie
działają jednak według praw dżungli: bierzemy wszystko, co da się ustrzelić.
Czynniki ekonomiczne są oczywiście znaczące, ale miasto nie zabiega o
wszystkich tak samo; najbardziej pożądane są firmy, które potrzebują
wykwalifikowanych pracowników. - Stawiając na studentów, odpowiadamy na
potrzeby inwestorów. Mamy przy tym świadomość, że wykształcenie i praca to
nie wszystko. Odpowiednia musi być też oferta kulturalna miasta - podkreśla
Jarosław Broda, dyrektor wydziału kultury Urzędu Miejskiego Wrocławia.

Ruch na scenie, ruch na ekranie

Wrocław ma szczęście do włodarzy. Nie najważniejsze (choć bardzo istotne)
jest to, że władza jest politycznie stabilna - miastem od 15 lat rządzi
centroprawica. Decydująca jest świadomość roli, jaką w rozwoju miasta pełni
kultura. Świadomość tę miał już pierwszy po PRL-u prezydent Bogdan
Zdrojewski, tak samo myśli jego następca Rafał Dutkiewicz wraz ze swoją
ekipą. - Kultury nie można używać, czy to do celów politycznych czy
jakichkolwiek innych - uważa Jarosław Broda. - Jeśli wspierani przez nas
artyści i ich sztuka promują miasto, to dobrze, to pozytywny efekt uboczny.
Promocja miasta nie może być celem, a kultura nie może być narzędziem.

W ramach umacniania Wrocławia jako znaczącego ośrodka kultury prezydent
Bogdan Zdrojewski zaczął zatrzymywać w mieście (i powstrzymywać przed
ucieczką do stolicy) artystów. Uznani za najbardziej zasłużonych malarze,
aktorzy, muzycy, pisarze dostali wyremontowane mieszkania komunalne. Także
Zdrojewski namówił Normana Davisa, by napisał historię miasta. "Mikrokosmos"
ukazał się w 2002 roku. Trzy lata wcześniej prezydent udał się do
warszawskiego mieszkania Krystyny Meissner, by zaproponować jej fotel
dyrektora Teatru Współczesnego i prosić o "podjęcie próby odnowienia życia
teatralnego we Wrocławiu
Obserwuj wątek
    • Gość: marco-van-basten Re: "Wrocław, miasto otwarte" IP: 81.219.217.* 18.02.06, 18:47
      nie za duzo mozna dodać
    • Gość: erni Re: "Wrocław, miasto otwarte" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.06, 18:38
      Tak trzymać.
    • Gość: pasazer Otwarte, tylko na kogo? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.02.06, 20:57
      Sliczna laurka i jako wroclawianin bardzo bym chcial zeby byla prawdziwa, tylko
      czasem sobie mysle czy ta otwartasc nie obraca sie przeciw miastu? Niekiedy mam
      wrazenie ze Wroclaw bardziej niz na artystow otwarty jest na roznego rodzaju
      cholote. Wystarczy przejsc sie sobotnim wieczorem po Rynku czy (o zgrozo)
      okolicach Pasazu Niepolda. Agresywne burasy i pyskate kurewki, ciagly festiwal
      pulsujacej podskornie przemocy. Jasne, ze podobne obrazki mozna zobaczyc
      chociazby w centrum Krakowa, ale tam przynajmniej czuc ze chamstwo "nie pasuje",
      tymczasem Wroclaw chlonie wszystko jak gabka.
    • Gość: tg Re: "Wrocław, miasto otwarte" IP: *.kom / *.os1.kn.pl 19.02.06, 21:07
      dalszy ciąg tekstu:

      Także Zdrojewski namówił Normana Davisa, by napisał historię
      miasta. "Mikrokosmos" ukazał się w 2002 roku. Trzy lata wcześniej prezydent
      udał się do warszawskiego mieszkania Krystyny Meissner, by zaproponować jej
      fotel dyrektora Teatru Współczesnego i prosić o "podjęcie próby odnowienia
      życia teatralnego we Wrocławiu". - Kraków, gdzie pracowałam, wydawał mi się
      miastem ugiętym pod ciężarem przeszłości. We Wrocławiu natomiast, prócz
      dziedzictwa, ważna jest perspektywa przyszłości. Tutaj ludzie, w tym władze
      miejskie, są otwarci, przyjmują moje pomysły - twierdzi Krystyna Meissner.

      Krystyna Meissner nie tylko zajęła się wrocławskim Teatrem Współczesnym,
      stworzyła też Dialog - jeden z ważniejszych festiwali teatralnych w Europie. W
      ramach prezentacji festiwalowych, co dwa lata, pokazywane są spektakle z całego
      świata. Wśród nich były najnowsze dokonania wybitnych reżyserów (Christoph
      Marthaler, Luk Perceval, Krystian Lupa czy Jerzy Grzegorzewski) oraz
      przedstawienia młodych twórców (Arpad Schilling, Alvis Hermanis, Grzegorz
      Jarzyna, Jan Klata). Nazwa festiwalu nie jest przypadkowa; jak wiele
      przedsięwzięć w tym mieście, impreza nawiązuje do zapisanego w tysiącletniej
      historii dialogu ponad podziałami. I stanowi przez to kolejny udany przykład
      świadomego wykorzystania opartej na wielokulturowości etykiety miasta, którą
      się posługuje - co ważne - bez goło-słowności. Codziennie w programie festiwalu
      jest bowiem jeden spektakl zagraniczny i jeden polski ("tak, by ze sobą
      gadały", jak czytam w opisie III edycji). Repertuar jest efektem wcześniej
      sformułowanego tematu i odpowiedniego doboru spektakli, które stwarzają pole do
      dyskusji. Pokazom na scenie towarzyszą spotkania z twórcami i zaproszonymi
      gośćmi. Festiwal promuje przy tym teatr polski, promuje Wrocław, ale znów
      dzieje się to przy okazji, bo naczelnym zadaniem Dialogu jest wymiana dokonań
      artystycznych i próba udzielenia w teatrze i poprzez teatr odpowiedzi na ważne
      pytania (na przykład, jak w przypadku ostatniej edycji, na pytanie o kondycję
      współczesnego Europejczyka).

      Ciąży ku Wrocławowi także środowisko filmowe. Finansowe, infrastrukturalne i
      promocyjne wsparcie festiwalu Era Nowe Horyzonty zaproponował ostatnio Romanowi
      Gutkowi Rafał Dutkiewicz. Szef festiwalu zdecydował - największą międzynarodową
      imprezę filmową w Polsce przenosi z Cieszyna do Wrocławia. - W Cieszynie wciąż
      borykaliśmy się z trudnościami, dlatego nie wahałem się z decyzją. Festiwal we
      Wrocławiu oznacza dla nas dużo większe możliwości rozwoju, widzowie mogą
      oczekiwać bogatszego programu, lepszych warunków projekcyjnych, do dyspozycji
      będą sale kinowe, Opera, Teatr Lalek, no i większa baza noclegowa - cieszy się
      Roman Gutek.

      Po świeże oblicze

      Pod względem wydatków na kulturę Wrocław plasuje się na trzecim miejscu po
      Warszawie i Krakowie. W tym roku na imprezy kulturalne i utrzymanie 24
      miejskich placówek kultury przewidziano 42,1 mln złotych. Budżet nieznacznie
      rośnie, trzy lata temu wynosił prawie 36 mln, w 2004 roku - prawie 37 mln, w
      ubiegłym roku 38,5 min. Pieniędzy jest zatem niemało, ważna jest jednak
      strategia przyjęta przy ich wydawaniu. Najwięcej pochłania (i tu zaskoczenie)
      biblioteka miejska i jej oddziały. Czy to dobry kierunek? Okazuje się, że tak,
      bo jak pokazuje statystyka, wrocławianie są rekordzistami w dziedzinie
      czytelnictwa. Rocznie we Wrocławiu notuje się 4 mln wypożyczeń (przy 637 tys.
      mieszkańców); w Mediatece - nowoczesnej wypożyczalni książek i materiałów
      audiowizualnych (z siedzibą w starej warzelni piwa) wciąż widać tłok.
      Biblioteka otrzymuje zresztą dodatkowe zadania (wydaje "Notatnik Teatralny",
      finansuje spotkania poetów Port Literacki Wrocław, przeniesiony nota bene z
      Legnicy -kolejny udany transfer kulturalny!).

      Wrocław wkłada co prawda pieniądze w wielkie wydarzenia ludyczne na rynku (np.
      transmitowaną przez TVP zabawę sylwestrową, ale nie szczędzi też środków na
      kulturę niszową, na eksperyment. Przykładem teatr Pieśń Kozła - laureat trzech
      nagród na festiwalu w Edynburgu z 2004 r. (obecnie na występach w Australii),
      który otrzymuje dotację na własną działalność i na drugą edycję festiwalu
      ginących kultur etnicznych. Zdarzają się jednak i wpadki. Zespół Skalpel,
      tegoroczny laureat Paszportów Polityki, skarży się na zupełną ignorancję ze
      strony miasta. To fakt, do niedawna Skalpel znany był bardziej w Londynie
      (gdzie nagrywa płyty) niż w rodzinnym Wrocławiu. Nie jest też tak, że na
      dotację miejską mogą liczyć wszyscy, którzy po nią wyciągną rękę. Lista tych,
      którym odmówiono, jest długa.

      Przestrzenią działań kompromisowych (pomiędzy rozrywkąa sztuką,
      utrzymywanych z miejskiej kasy, jest wrocławski Teatr Muzyczny Capitol, który w
      ciągu ostatnich trzech lat, za sprawą sprowadzonego na powrót do Wrocławia
      Wojciecha Kościelniaka, przeżył istną metamorfozę. Odmłodzony zespół pod
      kierunkiem nowego dyrektora tworzy odważny repertuar, w którym jest miejsce na
      rzeczy lekkie i na projekty ambitniejsze. Za wizją Kościelniaka przyjechał do
      Wrocławia Leszek Możdżer, który regularnie tu pracuje (nie mieszka, choć władze
      miasta już proponowały mu lokum) czy nowa ekipa Wrocławskiego Przeglądu
      Piosenki Aktorskiej (Kościelniak jest nowym dyrektorem artystycznym imprezy).
      Wśród organizatorów PPA rzutki producent Michał Juzoń, który mierzy wysoko - na
      tegorocznym przeglądzie wystąpią kultowi artyści, m.in. amerykańska performerka
      Laurie Anderson czy jedna z najbardziej oryginalnych postaci francuskiej sceny
      muzycznej Arthur H. Obok polskich gwiazd, które tradycyjnie występują na
      przeglądzie, zaproszeni zostali świetni polscy artyści spoza mainstreamu -
      wśród nich Pogodno i Maria Peszek z nowym projektem "Miasto Mania". Jurorzy nie
      będą już oceniać wyłącznie wykonań songów Jacquesa Brela, Gilberta Becaud czy
      Ewy Demarczyk, bo prócz konkursu na aktorską interpretację, będą konkursy na
      produkcję offową i happening. - Nie chcemy wyrywać tej imprezy z korzeniami,
      ale potrzebne jej było odświeżenie. Będą zatem, jak co roku, gwiazdy takie jak
      Agnieszka Dygant, Zbigniew Zamachowski, Zbigniew Wodecki, ale wystąpią też
      młodzi, w tym amatorzy, którzy przekonali nas swoimi scenicznymi projektami -
      wymienia Michał Juzoń.

      Odnowę zapowiada Andrzej Kosendiak, nowy dyrektor połączonych we wspólnie
      zarządzaną instytucję Filharmonii Wrocławskiej oraz festiwalu Wratislavia
      Cantans. Na 2009 r. planowane jest otwarcie nowoczesnego centrum koncertowego
      (największa inwestycja miejska; szacowany koszt 220 min zł, które będzie
      siedzibą filharmonii. - Do tego czasu poziom artystyczny zespołu zostanie
      podniesiony tak, by odpowiadał świetności tego miejsca - zapowiada Kosendiak.
      Maksymalizm w planowaniu i radykalizm myślenia nowego dyrektora filharmonii
      ("...sztuka nie znosi kompromisów, kompromisy w sztuce natychmiast się
      mszczą...") przynosi pierwszy efekt: oto dyrygent o światowej renomie Paul
      McCreesh godzi się objąć stanowisko dyrektora artystycznego festiwalu
      Wratislavia Cantans. O tym, czy nowemu szefowi filharmonii uda się zrealizować
      plany, przekonamy się w przyszłości; tymczasem wiadomo na pewno, że Paul
      McCreesh chce powrócić do korzeni festiwalu-jego oratoryjno-kantatowego
      kształtu. Na początek zespół Gabrieli Consort & Players wykona pod kierunkiem
      McCreesha Wielką Mszę c-moll Mozarta oraz oratorium "Stworzenie świata" Haydna.
      Trudno o lepsze otwarcie.

      Klimat na nowe

      W latach 60. i 70. o Wrocławiu było głośno, bo tu wykluwały się nurty
      awangardowe. Za sprawą Jerzego Grotowskiego i Henryka Tomaszewskiego
      przewartościowało się myślenie o teatrze, tu na organizowany przez Bogusława
      Litwińca Festiwal Teatru Otwartego przyjeżdżały grupy z całego świata, tu
      odbyło się Sympozjum Wrocław 70 - zdarzenie o wielkiej wadze dla rozwoju
      polskiej sztuki współczesnej. Wrocław był miejscem, w k
    • Gość: tg trzecia (ostatnia) czesc tekstu IP: *.kom / *.os1.kn.pl 19.02.06, 21:10
      Klimat na nowe

      W latach 60. i 70. o Wrocławiu było głośno, bo tu wykluwały się nurty
      awangardowe. Za sprawą Jerzego Grotowskiego i Henryka Tomaszewskiego
      przewartościowało się myślenie o teatrze, tu na organizowany przez Bogusława
      Litwińca Festiwal Teatru Otwartego przyjeżdżały grupy z całego świata, tu
      odbyło się Sympozjum Wrocław 70 - zdarzenie o wielkiej wadze dla rozwoju
      polskiej sztuki współczesnej. Wrocław był miejscem, w którym szybciej i
      bardziej zdecydowanie niż gdzie indziej przełamywano standardy, gdzie nie
      obawiano się nowości. Nawet system polityczny obalany był, już w latach 80.,
      nie tylko wchodzeniem na barykady, ale poprzez te same formy, które
      wykorzystywała sztuka (happeningi Pomarańczowej Alternatywy). Może dlatego
      doskonale w miasto wpisuje się prezentujące sztukę najnowszą Międzynarodowe
      Biennale Sztuki Mediów WRO - organizowane od 1989 roku, rozwijające się wraz z
      każdą edycją (ostatnio rekordowa ilość prac, nadesłanych z 46 krajów). Piotr
      Krajewski, dyrektor artystyczny przedsięwzięcia, przywiązuje wielką wagę do
      tego, by festiwal nie był wyłącznie popisem możliwości wykorzystania nowych
      technologii w sztuce: -Nie chodzi o to, by pokazywać, z jakich nowinek
      technicznych korzystają artyści. Wybieramy prace wartościowe, tworzone
      świadomie, często zawierające wątek samo-odniesienia. Festiwal ma być swego
      rodzaju forum, gdzie poruszamy kwestie stawiane z jednej strony w samym
      układzie medialnym, z drugiej strony w sferze dyskursu o sztukach pięknych -
      tłumaczy Piotr Krajewski. Dla Centrum Sztuki Mediów WRO moment obecny jest
      przełomowy - po latach działalności centrum otrzymuje do dyspozycji przestronne
      poddasze (w budynku Mediateki), gdzie będzie mogło prezentować sztukę
      regularnie, nie tylko przy okazji Biennale. Choć przez lata centrum nie miało
      siedziby z prawdziwego zdarzenia, Piotr Krajewski nie myślał o przeniesieniu
      festiwalu do innego miasta. - Zanim w Polsce zaczęło się mówić o gatunku
      performance, tu, we Wrocławiu, wystąpił legendarny The Performance Group, przy
      tłumnym i żywym przyjęciu wrocławskiej publiczności. Na Festiwal Teatru
      Otwartego przyjeżdżały najbardziej awangardowe grupy, tu pojawiła się Pina
      Bausch i wielu innych twórców, których potem dopiero odkrywał świat. To ma dla
      mnie ogromne znaczenie - dodaje szef WRO.

      Na tym gruncie powstawała też w Muzeum Narodowym we Wrocławiu jedna z
      największych i najbardziej reprezentatywnych kolekcji sztuki współczesnej w
      Polsce, której twórcą jest Mariusz Hermansdorfer, dyrektor placówki. Zbiory
      wciąż są wzbogacane. W ciągu ostatnich lat wrocławskie muzeum pozyskało obiekty
      nie tylko najbardziej znanych twórców polskich związanych z Wrocławiem
      (Stanisława Drożdża, Alojzego Gryta, Natalii Lach-Lachowicz), ale także dzieła
      artystów cieszących się światową renomą: Magdaleny Abakanowicz, Romana Opałki,
      Mirosława Bałki, Pawła Althamera. Kolekcja tworzona jest konsekwentnie, z
      uwzględnieniem najważniejszych nurtów i tendencji, które kolejno dochodziły do
      głosu w historii sztuki polskiej. - To reprezentatywność, dążenie, by dać obraz
      tego, co rzeczywiście dzieje się w polskiej sztuce, z pewnym zaakcentowaniem
      sztuki lokalnej, jest głównym czynnikiem decydującym przy zakupach nowych prac
      i tworzeniu kolekcji - wyjaśnia Mariusz Hermansdorfer.

      Sztuka współczesna nie ma się jednak we Wrocławiu idyllicznie. Galeria sztuki
      współczesnej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu pęka w szwach, przestrzeni na
      ekspozycję swojej młodej kolekcji nie ma też Dolnośląskie Stowarzyszenie
      Zachęty Sztuk Pięknych. - We Wrocławiu bezwzględnie potrzebne jest muzeum
      sztuki współczesnej. To skandal, że nie ma żadnej realnej perspektywy
      stworzenia tego rodzaju miejsca. Władze miasta co jakiś czas wspominają o
      możliwości adaptacji różnych obiektów, nie wierzę jednak, by cokolwiek zmieniło
      się w ciągu najbliższych lat - narzeka Mariusz Hermansdorfer. Dużo bardziej
      optymistycznie do sprawy podchodzi Jarosław Broda: -Muzeum sztuki współczesnej
      będzie z całą pewnością następną wielką inwestycją miasta, po realizacji sali
      koncertowej. W tej chwili bierzemy pod uwagę adaptację starych hal
      elektrociepłowniczych albo budowę nowego obiektu. Sztuka współczesna będzie
      miała we Wrocławiu godne miejsce.

      Czy rzeczywiście uda się zapewnić kolekcjom odpowiednie lokum? Czy festiwal Era
      Nowe Horyzonty powiedzie się w nowym miejscu i czy wprowadzi się do Wrocławia
      na dobre? Czy Wratislavia Cantans, filharmonia, PPA nie poprzestaną na
      aspiracjach i zrealizują plany? Czy dobra passa WRO, Dialogu, Pieśni Kozła,
      laureatów Paszportów Polityki trwać będzie dalej? Na odpowiedzi jest za
      wcześnie. Wrocław-choć już jest jasnym punktem na polskiej i europejskiej mapie
      kulturalnej - wciąż wypracowuje swoją pozycję, jest w rozbiegu. W promieniu
      kilkuset kilometrów ma Warszawę, Kraków, Wiedeń, Pragę i Berlin. Jest zatem
      kogo dystansować.»

      "Wrocław, miasto otwarte"
      Dorota Hartwich
      Tygodnik Powszechny nr 8/19.02.06
      16-02-2006
      __________________
      MIASTO - MASA - MASZYNA
    • Gość: erni Re: Turystyczny Boom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.06, 23:12
      Turystyczny boom we Wrocławiu

      Maciej Miskiewicz, Maciej Nowaczyk 19-02-2006 , ostatnia aktualizacja 19-02-
      2006 21:15

      W 2002 r. Wrocław przegrał walkę o Expo, ale klęskę przekuł na sukces - wygrywa
      z innymi polskimi miastami walkę o zagranicznych turystów. W zeszłym roku
      przyjechało ich do miasta ponad milion, najwięcej po Krakowie i Warszawie. W
      ciągu dwóch lat Wrocław poprawił się o trzy miejsca


      Porażka w Paryżu była bolesna - w walce o Expo Wrocław dostał dwa głosy na 88
      możliwych. Miejscy urzędnicy słyszeli od kolegów z innych miast: - Porwaliście
      się z motyką na słońce. Sami Wrocławianie też mieli kaca. Ale powtarzano im, że
      wysiłek i pieniądze włożone w kampanię promocyjną przyniosą efekty. Dzięki
      staraniom o Expo miasto przestało być anonimowe. Dziś spacerując po wrocławskim
      rynku, słyszy się już nie tylko język niemiecki, ale i angielski, francuski
      oraz włoski.

      Witold Bartoszewicz, kierownik Zakładu Badań Statystycznych Instytutu Turystyki
      w Warszawie, mówi, że jeszcze kilka lat temu Wrocław był prawie nieznany w
      Europie Zachodniej. Potwierdza to Jerzy Szegidewicz, dyrektor biura Polskiego
      Ośrodka Informacji Turystycznej w Londynie: - Ludzie mieszkający na Wyspach
      dziwili się, że takie małe nieznane miasto chce organizować tak dużą imprezę
      jak Expo. Wrocław zaintrygował na tyle, że w zeszłym roku odwiedziło go o 40
      proc. więcej Brytyjczyków niż w 2004 r.

      Miejscy urzędnicy chwalą się statystyką. Jeszcze dwa lata temu więcej
      obcokrajowców odwiedzało pięć innych polskich miast. W 2005 r. Wrocław
      wyprzedzały już tylko Kraków i Warszawa.

      Takie fajne miasto

      Skąd ten boom? - Wrocław przyciąga, bo ma swój niepowtarzalny klimat. To fajne
      miejsce, w którym można sympatycznie spędzić czas - zachwala prezydent Rafał
      Dutkiewicz. Stąd hasło promocyjne: "Wrocław - miasto spotkań".

      Wrocławski rynek żyje 24 godziny na dobę. Latem tłum na ul. Świdnickiej,
      głównym deptaku prowadzącym do rynku, jest taki sam o godz. 15 jak i o 1 w nocy.

      - Oferta pubów i restauracji jest porażająca - mówi Rohat Ergonul, Anglik,
      który w styczniu z 16 przyjaciółmi przyleciał do Wrocławia na swój wieczór
      kawalerski. - A do tego ludzie są bardzo otwarci i mówią po angielsku. To spory
      atut na tle wielu innych miast Europy Środowej i Wschodniej.

      Tanie latanie

      Fachowcy z branży turystycznej podkreślają, że w sukcesie bardzo pomogły tanie
      linie lotnicze. Właśnie tu swoje loty z Polski zainaugurował Ryanair, który
      dziś lata do Londynu i Nottingham. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z Wrocławia -
      mówi Tomasz Kułakowski, szef sprzedaży Ryanaira na Europę Środkową. -
      Zapowiadaliśmy, że z połączenia z Londynem w ciągu roku skorzysta 100 tys.
      osób. Taki wynik osiągnęliśmy w dziesięć miesięcy.

      W najbliższych tygodniach Ryanair uruchomi dwa połączenia z Irlandią - do
      Dublina i Shannon. Wrocław walczy też o bazę Ryanaira, czyli miejsce noclegu
      dla trzech lub czterech maszyn, która oznacza również otwarcie co najmniej
      sześciu kolejnych połączeń. Konkurentami są Poznań i Łódź.

      Z Wrocławia samolotami Centralwings można dostać się do Irlandii i Mediolanu. W
      marcu WizzAir zacznie latać do Dortmundu. Są również połączenia do Kopenhagi,
      Monachium i Frankfurtu.

      Efekt - w ubiegłym roku port na Strachowicach obsłużył pół miliona pasażerów, o
      jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. Stary terminal robi się już za ciasny.
      Dlatego władze lotniska szykują się do budowy nowego. Ma być gotowy mniej
      więcej za dwa lata i na początek obsługiwać 2 mln pasażerów rocznie.

      Grunt to kultura

      Wrocław chce uchodzić za miasto kultury. Superprodukcje Opery Dolnośląskiej
      ściągają tysiące widzów zza granicy, głównie z Niemiec. "Gioconda" Amilcare
      Pochiellego została wystawiona na sztucznej wyspie zacumowanej na Odrze przy
      Ostrowie Tumskim. Sześć spektakli obejrzało cztery tysiące cudzoziemców. Prawie
      trzy tysiące przyjechało na cztery spektakle "Złota Renu" Ryszarda Wagnera w
      Hali Ludowej.

      Początkowo melomani zza Odry sami dowiadywali się o spektaklach i na własną
      rękę przyjeżdżali do Wrocławia. Dziś działania wrocławskiej opery to już dobrze
      zorganizowane kampanie: zaproszenia na premiery dostają recenzenci wpływowych
      niemieckich gazet i magazynów muzycznych oraz co ważniejsi impresariowie.
      Informacja o "Giocondzie" trafiła do niemieckich folderów z kilkumiesięcznym
      wyprzedzeniem, spektakle były promowane podczas targów turystycznych w
      Berlinie. Opera miała na nich własne stoisko.

      Do sukcesu przyczyniła się też książka - "Mikrokosmos" Normana Daviesa.
      Szegidewicz: - Duża rzesza starszych Brytyjczyków zaczęła pytać o miasto nad
      Odrą, o którym pisze Davies.

      Jak cię widzą, tak cię piszą

      W 2005 r. Wrocław często gościł na łamach wielu zagranicznych czasopism i był
      pokazywany w programach telewizyjnych niemal całego świata. To efekt
      zapraszania do stolicy Dolnego Śląska zagranicznych dziennikarzy w ramach tzw.
      study tour. - Miasta nie stać na wykupywanie reklam w zachodnich mediach, więc
      postanowiliśmy z Dolnośląską Organizacją Turystyczną ściągać dziennikarzy z
      zagranicy - mówi Andrzej Pawluszek, wicemarszałek województwa dolnośląskiego.

      Tylko w zeszłym roku Wrocław odwiedziło ich ponad 60, m.in. ekipy z "Boston
      Globe", "Los Angeles Times", "Chicago Tribune" ze Stanów Zjednoczonych, z TV
      Katalonia z Hiszpanii, a także z "Suddeutsche Zeitung" z Niemiec.

      Wojciech Fedyk, dyrektor Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej: - Study tour
      to jedna z efektywniejszych i tanich form promocji. Zaproszony dziennikarz
      spędza u nas kilka dni, zwiedza Rynek, Ostrów Tumski, Panoramę Racławicką,
      rejony Hali Ludowej. Czasem dodatkowo zabieramy go na wycieczkę do zamku w
      Książu, pokazujemy uzdrowiska w Polanicy Zdrój, Dusznikach. Później niektórzy z
      zaproszonych odpłacają nam się dobrą prasą na Zachodzie. Miasto na wizyty
      dziennikarzy nie wydaje dużych sum, bo do akcji promocyjnej przyłączyły się
      wrocławskie hotele, restauracje przyjmujące ich rotacyjnie.
    • Gość: corgan Re: "Wrocław, miasto otwarte" IP: *.chello.pl 20.02.06, 06:43
      > W przeciwieństwie do Warszawy - pisze korespondent prasy niemieckiej
      > i austriackiej Klaus Bachmann (Polityka, nr 24 z 18 czerwca 2005), który
      > przeciwstawia patrzący w przyszłość Wrocław kreującej się na miasto
      > bojowników, ofiar i martyrologii stolicy.

      No cóż... wypominanie kilkuset tys ofiar, obrócenie miasta w perzynę i w ogóle
      martyrologii jest strasznie passe. Monopol na mówienie o sobie jako o ofiarach
      ma wyłacznie pani Erica Steinbach. Poza tym rozumiem że wspominanie o
      martyrologii jest dla pana Bachmanna kłopotliwe. Wszak takiej miłej, ładnej i
      przyjaznej Austria udało się zabiegami PR zrzucić z siebie odium faszyzmu, a
      przecież Adolf był Austriakiem, wielu mieszkańców uwielbialo AH łącznie z kadrą
      kierującą obozami koncentracyjnymi, ktorej 70-80% kadry było pochodzenia
      austriackiego że o innych oficerach i urzednikach służb machiny wojennej nie
      wspomnę. A tu teraz ten okropny Kaczyński otworzył jakies durne muzeum, zaczął
      wyliczac straty jakie poniosła stolyca.. Karygodne i takie passe. bueee!

      > w listopadzie ub. roku ruszyła kampania
      > billboardowa "Wrocław - twoje klimaty", mająca na celu ściągnięcie do
      > Wrocławia studentów. Pretekst był iście meteorologiczny: - We Wrocławiu
      > jesień zaczyna się dwa tygodnie później, a wiosna budzi się szybciej niż
      > w innych częściach kraju - przekonuje Paweł Romaszkan. - Wiadomo jednak, że
      > nie chodzi jedynie o średnie temperatury w mieście.

      Rozumiem, że urzednicy miejscy takze czytają to forum? :))) tzn już nie będzie
      Szampanii/Nadrenni?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka