Dodaj do ulubionych

Narodziny syna

10.04.26, 03:56
Dzień dobry, przychodzę tu z aktualizacją dotyczącą mojego syna, Wojciecha. Młody urodził się 9 kwietnia ok. 13:00, jest cały i zdrowy. Jednak od ostatnich 2 dni jestem nerwowy i nie mogę spać przez to, co się wydarzyło w drodze do szpitala. Wszystko zaczęło się przedwczoraj w nocy, kiedy pracowałem na komputerze. Nagle usłyszałem gwałtowne pukanie do drzwi, wręcz dobijanie się. Gdy otworzyłem, zobaczyłem moją żonę, przestępującą z nogi na nogę, wyraźnie zestresowaną. Powiedziała mi wprost - będzie rodzić, a Jarek jest w okolicy, jednak na godzinę przed sytuacją pojechał na nocną przejażdżkę rowerem. Błagała mnie, bym zawiózł ją do szpitala. Targały mną różne emocje i myśli, miałem ochotę zamknąć przed nią drzwi i ją spławić, albowiem nigdy nie wybaczę jej tego, co mi zrobiła. Jednak zdecydowałem, że ją zabiorę - to również moje dziecko i nie chciałem, aby rodziło się na ulicy, albo co gorsza, umarło podczas porodu. Dlatego ubrałem się, chwyciłem za klucze i pobiegłem z żoną do auta. Szpital był oddalony o 10 minut drogi samochodem, więc mieliśmy nawet blisko. Po pokonaniu jakiegoś kilometra gwałtownie przyśpieszyłem. W pośpiechu nie zauważyłem rowerzysty przejeżdżającego na pasach bezpieczeństwa który wyjechał mi na drogę. Na domiar złego było ciemno, a moje światła były wadliwe i miałem je wymienić następnego dnia. Zatrzymałem samochód i wybiegłem na ulicę, by zobaczyć, czy rowerzysta oddycha i jak wielki odniósł uraz. Gdy poświeciłem latarką, ujrzałem twarz Jarka. Tak - tego Jarka, z którym zdradzała mnie moja żona. Byłem wściekły i miałem ochotę zrobić mu krzywdę, jednak opanowałem się i zadzwoniłem na numer alarmowy. Po przybyciu ratowników przyjechała również policja, która eskortowała moją żonę do szpitala. Po usunięciu mojego auta z drogi podałem funkcjonariuszom swoje dane personalne. Kątem oka przyuważyłem, że ratownicy udzielają Jarkowi pomocy medycznej. Podszedłem do niego z pretensjami, przez co rozpętała się pomiędzy nami konfrontacja słowna. Zarzuciłem Jarkowi, że doskonale wiedział o ciąży Klaudii i że powinien być dostępny w odpowiedniej chwili. Jarosław natomiast wyskoczył na mnie, że to wszystko by się nie wydarzyło, gdybym był wystarczający dla mojej żony, wtedy nie musiałaby szukać sobie innego faceta. Aby zapobiec eskalacji sytuacji, policjanci nas uspokoili. Ostatni raz, gdy widziałem Jarka, to kiedy odjeżdżał w karetce w stronę szpitala. Następnego dnia moja żona wysłała mi wiadomość SMS, w której wyraziła skruchę za cały ten burdel, oraz powiedziała, że nasz syn, Wojciech, urodził się zdrowy. Waży 3,3 kg. Kiedy to piszę, dalej mam przed oczami te wydarzenia i jestem pewien, że za niedługo zaczną mi się śnić. Jestem jednak szczęśliwy, że Wojtek urodził się bez żadnych problemów. Jedyny problem jest taki, że planuję wziąć rozwód z Klaudią, co oznacza, że dziecko będzie mieszkać albo u mnie, albo u niej, ponieważ zdecydowałem się na przeprowadzkę do Zawiercia. Mam także przeczucie, że to wczorajsze potrącenie może wpłynąć na decyzję sądu odnośnie prawa do opieki nad dzieckiem, jednak jestem dobrej myśli. Jeśli się uda, postaram się wszystko ułożyć korzystnie dla mnie i Wojtka. Dziękuję i pozdrawiam
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka