siara66
15.03.06, 22:05
Nie jest tak, ze każde dziecko mysli o odejściu od rodziców,
to nie tak. Rodziłem się z miłości. Oni okazali sie z
tych, ze do narodzin bardzo się starali, po juz nie bardzo. Bo po co?
Bielizna
dla dziecka mogła byc brudna, nieładna, wygnieciona. Wspólne wyjścia do
żłobka,
na plac zabaw? Po co, jak można było posiedzieć w domu i oglądać w kółko TV.
Dziecko podrastało i niewiele się zmieniało. Z czasem zabawka raz w miesiącu
była
naduzyciem z mojej strony, bo oni już wychowali i po co mi ta cała reszta
głupot.
Z miłych, wesołych rodziców stali się chamscy i głupi. Wciąż
trwałem, bo przysięgałem i chyba wciąż kochałem. Miarka się jednak
przebrała.
Lata nadziei i śmiesznej z perspektywy 6 zmarnowanych lat potrzeby
przytulenia nie mają już żadnego sensu. Odchodzę od nich (duchowo
zrobiłem to juz jakiś czas temu). Pojawią się jacyś nowi. Odmienię swoje
zycie.