capo_di_tutti_capi
08.04.06, 12:41
Marek Szempliński 07-04-2006 , ostatnia aktualizacja 07-04-2006 18:15
"Kolej likwiduje kolejne pociągi, bo jak twierdzi, nikt nie chce nimi
jeździć. Tymczasem 1 kwietnia w naszym regionie z rozkładu znikły także
kursy, które cieszyły się dużym zainteresowaniem pasażerów
Dolnośląski Urząd Marszałkowski, który dotuje pociągi regionalne, przyznaje,
że to bardzo możliwe. - Nie ufamy danym podawanym przez kolej. Choćby
dlatego, że na zamknięcie niektórych połączeń skarży się wielu pasażerów,
którzy nimi jeździli - przyznaje Ewa Nowakowska, wicedyrektorka departamentu
rozwoju regionalnego urzędu marszałkowskiego.
Dlaczego jednak kolej miałaby rezygnować z połączeń, które przynoszą dochód?
Ewa Nowakowska: - Docierają do nas opinie, że w ten sposób chcą wymusić od
nas zwiększenie dotacji.
Jak? - Koleje zamykają połączenia, a ludzie od urzędu marszałkowskiego
domagają się, aby zapłacił za ich przywrócenie - tłumaczy jeden z
urzędników. - Tym bardziej że spółka PKP Przewozy Regionalne wprowadziła
cięcia w rozkładzie jazdy jeszcze w czasie negocjacji z urzędem wysokości
dotacji. Przewoźnik domagał się prawie 80 mln zł, samorząd oferował o połowę
mniej, dostali 45 mln zł.
- Jedynym kryterium zawieszania połączeń jest ich nierentowność. Nie jesteśmy
samobójcami. Prowadziliśmy bardzo szczegółowe analizy - oburza się Łukasz
Krupiewski, rzecznik prasowy PKP PR.
Na Dolnym Śląsku zlikwidowano 42 połączenia. Pasażerowie niektórych z nich
twierdzą, że zabrano im pociągi, które jeździły wręcz przepełnione. - Przed
południem był taki pociąg, którym dojeżdżałam na uczelnię spod Obornik
Śląskich. Zawsze było w nim tłoczno - mówi studentka uniwersytetu Monika
Krajewska.
Co innego o połączeniu Żmigród - Wrocław - Jelcz-Laskowice twierdzą PKP
Przewozy Regionalne - ich zdaniem na tej trasie jeździło dziennie zaledwie 47
osób.
Ale w tym pociągu pasażerów liczyło też stowarzyszenie Centrum Zrównoważonego
Transportu. Stanisław Biega, szef CZT: - Nasi ankieterzy naliczyli 205 osób,
i to na krótkim odcinku. Znaczy to, że na całej trasie musiało być ich
jeszcze więcej. Liczyliśmy podróżnych 31 marca, w ostatnim dniu
funkcjonowania starego rozkładu jazdy, w czterech wyrywkowo wybranych
pociągach. I dane aż z trzech są zupełnie inne od tych podawanych przez
kolej.
- Podajemy średnią badań prowadzonych przynajmniej przez tydzień. Liczenie
pasażerów przez jeden dzień nie pokaże, ilu ich korzysta z pociągu - odpiera
zarzuty Andrzej Piech, wicedyrektor Dolnośląskiego Zakładu Przewozów
Regionalnych.
Jednak Stanisław Biega przekonuje, że niezależnie od sposobu liczenia różnice
nie mogą sięgać aż kilkuset procent: - Wiemy to z doświadczenia. W
województwie opolskim dzięki niezależnym badaniom przewoźnik został zmuszony
do uruchomienia połączenia wcześniej zamkniętego. Teraz na trasie Opole -
Kluczbork wciąż przybywa pasażerów.
Czy Dolnośląski Urząd Marszałkowski sprawdzi wiarygodność podawanych przez
kolej danych?
Ewa Nowakowska: - Już stworzyliśmy stanowisko kontrolera, który będzie
sprawdzał kolejarzy. A w nowych szynobusach będą zamontowane specjalne
urządzenia elektroniczne do liczenia pasażerów."
Podsumowując, nie mam pytań...