Gość: bonczek
IP: *.acn.pl / 10.69.0.*
09.02.03, 19:55
W świecie szpiegów podobnie jak w dyplomacji istnieje pewien język
porozumiewania się pomiędzy dwoma stronami barykady.Ma on pewne zasady do
których oba z mocartw zobowiązały się odpowiednimi trkatatami i ustaleniami z
których część ujrzała światło dzienne a część nie. Priorytetową zasadą
owego "języka" jest szeroko zrozumiała nietykalność swoich szpiegów przez
przeciwnika gdy powrócą do "pracodawcy". Innymi słowy Kukliński uciakająć czy
też wyjeżdżając do USA mógłby się w/g owej zasady czuć bezpiecznym. O tym
przekonują i upewniają nas historie innych jak np Philbiego /który zmarł w
spokoju w służbie ZSRR po powrocie / czy tez Pieńkowskiego, który nie zdążył
opóścic ZSRR i jak skończył to zapewne wiecie.( zasady te nie dotyczą tylko
dysydentów)Sprawa Kuklińskiego jest o tyle ciekawa, że wielki brat a mam tu
na myśli USA po raz pierwszy w znanej nam historii czyni kanałami mniej
oficjalnymi starania by pana pułkownika pozbyć się z USA z całym mu należnym
szacunkiem i honorami. Dowodzą tego nieoficjalne rozmowy jaki Miler odbył
piastując stanowisko szefa MSWiA, jak również cała euforia i kontrowersjie
przy jego przyjeździe do Polski i ewentualnym miszkaniu w Krakowie (chyba).
Jest to chyba wyjątek w historii USA by takie próby nieoficjalne podejmowało
bo sięgając wzrokiem i pamięcią wstecz nie było takich przypadków a jedynie
wymiany na moście berlińskim. Nawet ów bohater , który w 1976 uprowadził
miga 23 do Japonii nie jest stawiany w takiej sytuacji jak Kukliński.
Rodzi się zatem pytanie dlaczego w ten sposób jest nagłaśniana i finalizowana
sprawa Kuklińskiego i jego powrotu do Ojczyzny?
Ano coraz weselej się robi tym bardziej iż oficjalne organy ZSRR oraz Rosji
nie wypowiedziały się w sposób jednoznaczny i oficjalny o swoim do niego
stosunku co czyniły w przypadku innych szpiegów bedacych obywatelami tzw
demoludów.Nasz nowy wielki brat obudził się dopiero po kilkunastu latach z
ręką w nocniku ,że tak naprawdę rola pułkownika nie była taka, jaka firmują
nam nasze media i media zachodnie (z wyjątkiem NYT)a ,że tak naprawdę był
Kukliński niczym innym jak forpocztą ZSRR (to czy świadoma czy nie - nie
wiem) mającą w sposób jednoznaczny dać USA do zrozumienia jaka polityke w
stosunku do PRL bedzie prowadził ZSRR.Pamiętajmy ,że wtedy stała na ostrzu
noża sprawa ewentualnej inwazji USA na Kube.Generalnie informacja sprowadzałą
się do tego "że nie wejda" bo o tym decydowały dokumenty jakie przekazał
dotyczące wprowadzenia stanu wojennego. Głupio teraz w świetle tych wydarzeń
chłopcom z "etosu" bo brat wiedział, nie powiedział a to było tak....
Regan oczywiście tłumaczył się czemu tego nie zrobił jak to zapewne co starsi
pamiętają generalnie jednak w tymm ekstremalnym momencie wypiął sie
na "Solidarność".Dni płynęły , Kuklińskiego obwołano bohaterem i płyneły łzy
wzruszeń i radości jakich to oficerów bohaterów mamy w swoich szeregach aż do
czasu gdy Wielki Brat ocknął się i by wyjśc do końca z twarzą zaczął czynić
to o czym wyżej napisałem......return to origin panie pułkowniku!!!
czy bohater czy zdrajaca zatem?
pozdrawiam bonk