cyklista 01.09.06, 11:30 wirtualna, bo do Warszawy daleko Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Zebra Re: Świeczka dla Jacka Kuronia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.06, 11:35 Zapalam i ja Odpowiedz Link Zgłoś
xsatanistax Re: Świeczka dla Jacka Kuronia 01.09.06, 12:35 a co się stało? znowu umarł? Odpowiedz Link Zgłoś
jakis.ktos Re: Świeczka dla Jacka Kuronia 01.09.06, 14:20 no własnie ze dwa lata temu wiec o co chodzi ?? pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Kuroń ani na urodzin ani na rocznice śmierci data mi nie pasuje Odpowiedz Link Zgłoś
el4 Re: Świeczka dla Jacka Kuronia 01.09.06, 22:01 Świeczka dla Pana Jacka i chorągiewka w ... LPR Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JGA Re: A na kogo on pracowal??? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.09.06, 14:42 Nie bedzie swieczki w moim imieniu. Prawdziwe oblicze polskiej kontrrewolucji sponsorowanej przez CIA: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=79&w=47848122 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rok 1989 Zmierzch kapłanów pamięci IP: *.akron.net.pl 01.09.06, 21:50 OPINIE: Zmierzch kapłanów pamięci Czas, kiedy zamiast historii Sierpnia czy antykomunistycznej opozycji serwowano nam ich mitologię, dobiegł końca. I na nic zdadzą się histeryczne głosy części dawnych opozycjonistów, wspieranych przez „Gazetę Wyborczą”. Pora się z tym pogodzić i zacząć tworzyć prawdziwą historię tamtych dni i tamtych bohaterów. Liczbę obelg, jaka spadła w ostatnich dwóch dniach na dziennikarzy Życia Warszawy, innych mediów i historyków IPN-u, trudno nawet zliczyć. „Szambonurki”, „gnojki”, „dranie” „nieświęci młodziankowie z prasy, radia i telewizji” – to te pikantniejsze z nich, którymi posługiwali się Adam Michnik i Andrzej Celiński. Inni komentatorzy z grona dawnej opozycji, a przynajmniej jakoś powiązani z „GW”, byli ostrożniejsi, ale też nie pozostawili na materiale o Jacku Kuroniu suchej nitki. Zarzucali mu i poszukiwanie sensacji (czemu niewątpliwie przysłużył się, niezbyt szczęśliwie dobrany tytuł), i opluwanie („obrzucanie g…” – jak malowniczo ujął to Maciej Kuroń), i nawet (to już w sumie nudne) niszczenie bohaterów. Nikt tylko nie zarzucił materiałowi kłamstwa, nikt nie wskazał, że materiały upublicznione przez Życie Warszawy, a w całości przez „Arcana”, są nieprawdziwe, nierzetelne lub sfabrykowane. Wszyscy zgodnie przyznawali, że takie rozmowy (pytanie czy rzeczywiście można je określić „negocjacjami”?) rzeczywiście się odbywały, i że jest wysoce prawdopodobne, że Jacek Kuroń mówił w nich mniej więcej to, co zanotowali esbecy. O co więc cały hałas? O co tak mocne i grubiańskie zarzuty? Za co propozycja kary „niepodawania ręki” dziennikarzom Życia Warszawy? Odpowiedź jest prosta: za ujawnienie niewielkiej części dokumentacji, zgromadzonej przez bezpiekę, a poświęconej działalności opozycyjnej Jacka Kuronia. Dokumentacji, która pozwala zrozumieć część zachowania jego środowiska, także po roku 1989, ale też pokazuje stan ówczesnej świadomości jednego z bohaterów opozycji. Niby to nic takiego, a jednak dla środowiska „Gazety Wyborczej” i skupionych wokół niego lewicowo nastawionych członków dawnego KOR-u – ta publikacja oznacza koniec pewnej epoki. Epoki, w której to oni dyktowali, co jest, a co nie jest prawdą historyczną, kto jest, a kto nie jest prawdziwym bohaterem, i jak należy rozumieć poszczególne etapy odzyskiwania wolności. Kształtowali w ten sposób coś, co określić można „laicką historią świętą”, a wraz z nią „laicką hagiografię”, w której spotkać można było bohaterów bez skazy, nieomylnych jak papież (w odróżnieniu od tego ostatniego we wszystkich sprawach, a nie tylko w kwestii wiary i moralności) i w zasadzie nieskalanych jakąkolwiek złą myślą, nie mówiąc już o uczynku. Jak święci staruszkowie mitologię pisali Działalność mitotwórcza środowiska „Gazety Wyborczej” opierała się na zreinterpretowanym na nowo schemacie manichejskim. Naprzeciwko siebie stały w nim dwie siły. Siła jasności, przebaczenia, pojednania, honoru, której wyznawcy z obrzydzeniem odrzucali wszelką myśl o samej możliwości poznania skomplikowanych losów opozycji czy też dowiedzenia się, kto był kapusiem, a kto nie. Z drugiej strony, znajdowali się wyznawcy sił zła: szambonurki, gnojki, oszołomy (by posłużyć się dzisiejszym językiem przeciwników lustracji), które domagały się normalnych badań historycznych nad zgromadzonym i zabezpieczonym archiwum SB. Badań, które pozwoliłyby wyeliminować z życia publicznego zdrajców, oszustów, ludzi uwikłanych w zadawnione zależności, ale też umożliwiłyby stworzenie w końcu normalnej historii Solidarności, opartej nie tylko na ułomnej ludzkiej pamięci, ale też na dokumentach, także tych stworzonych przez ideowych i politycznych jej przeciwników. Dualizm ten przekraczał (w imię „aktu stwórczego” swoistego Genesis, jakim stał się dla jego wyznawców układ Okrągłego Stołu i wyinterpretowana z niego zasada „grubej kreski”) przy tym dawny podział na „my” – społeczeństwo i „oni” – władza komunistyczna. Przeciwnie, włączał on ludzi władzy, i to nawet tych najbardziej umoczonych w komunizm, jak generał Czesław Kiszczak czy Jerzy Urban, w krąg „sił światłości”. I to nie tylko teraźniejszy, ale i przeszły. Na zewnątrz kręgu pozostawali zaś ci, którzy nie chcieli jakoś uwierzyć, że III RP, SdRP czy SLD zostały stworzone z niczego. Oni – dzięki zgrabnej podmianie znaczeń – działać mieli w odróżnieniu od esbeków – na niekorzyść Polski, bo zmierzać mieli do krwawej rewolucji, której tak Adam Michnik (by posłużyć się tym zasłużonym dla Polski przykładem), jak i Czesław Kiszczak chcieli za wszelką cenę uniknąć. W myśl tego nowego mitu stwórczego III RP (a może lepiej byłoby posłużyć się terminem ukutym przed laty przez redaktora „Brulionu” Roberta Tekielego: RPRL) niepodległość miała być stworzona wspólnie przez działaczy PZPR-u, Służbę Bezpieczeństwa i rozsądną część Solidarności. Obie strony (no, może nie w jednakowym stopniu) miały zmierzać do tego samego celu, obie miały walczyć o niepodległość i w obu znajdować się mieli „ludzie honoru”, którzy niekiedy (oczywiście z obrzydzeniem dla samych siebie, ale z poczucia obowiązku) musieli wprowadzać stan wojenny albo okłamywać społeczeństwo w trakcie konferencji prasowych. Koniec czasu mitów Ten zgrabny schemat interpretacyjny bywał, oczywiście, podważany przez historyków, ale tych ostatnich albo przemilczano, albo wciągano na listę ludzi owładniętych „teczkową obsesją” i jako takich uznawano z definicji za niewiarygodnych. Ten stan mógłby oczywiście (zdaniem przeciwników lustracji) trwać wiecznie, ale po wielu latach sporów wreszcie powołano Instytut Pamięci Narodowej, który zaczął zbieranie, porządkowanie, a przede wszystkim badanie papierów znajdujących się w archiwach bezpieki. A badania naukowe mają zwykle to do siebie, że niszczą mity. I tak się właśnie stało. Historycy (a za nimi – o zgrozo – także dziennikarze) miast powtarzać, jak za panią matką, stosowne opowieści, opinie, hagiografie czy wreszcie „historie święte” zaczęli sprawdzać rozmaite tropy, konfrontować wspomnienia czy autobiografie z innymi źródłami. Czyli zaczęli uprawiać w miejsce bezkrytycznej lektury wybiórczej pamięci części środowisk opozycyjnych, krytyczną naukę. I od razu na ich głowy posypały się gromy (wystarczy wspomnieć dyskusje na łamach „Gazety Wyborczej” na temat (nie)kompetencji historyków z IPN-u). Historia opozycji (oczywiście, tej jedynie słusznej) nie miała być przecież badana, ale miała pozostać „Świętą Pamięcią”, do interpretowania której prawo przyznawaliby dawni opozycjoniści i/lub ich bezpośredni wychowankowie. To oni mieli przekazywać następnym pokoleniom „jedynie prawdziwy” obraz rzeczywistości, w którym nie ma miejsca na podważanie „honoru Kiszczaka” czy nieomylności Michnika i Kuronia. Znakomitym przykładem takiego zachowania było ostrzeżenie przez procesem skierowane przez Adama Michnika do historyków, którzy chcieliby przebadać dokładnie jego teczkę… Rytualne pohukiwania, zaklęcia rzeczywistości jednak nie na wiele się zdały. Młodzi historycy (co zresztą jest dla przeciwników lustracji zarzutem, tak jakby wymogiem warsztatu historyka był wiek pozwalający pamiętać czasy, które się bada), gdy tylko nadarzyła się okazja, zaczęli bowiem robić to, czego nauczono ich na studiach, czyli krytycznie badać dokumenty, konfrontować ich treść ze wspomnieniami uczestników pewnych wydarzeń i pisać na ten temat prace. A wyniki ich prac zaczęli cytować dziennikarze. Tego nieuniknionego p Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rok 1989 Re: Zmierzch kapłanów pamięci - całość IP: *.akron.net.pl 01.09.06, 21:55 www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=94006 Odpowiedz Link Zgłoś
spojrzenie.kota.w.butach Re: Zmierzch kapłanów pamięci - całość 01.09.06, 23:18 niczego nie słuccham, niczego nie czytam, zyję w tym kraju od lat, mam ukształtowane poglady.... zapalam [*] i trwam w swoim świecie pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś