isis!
05.03.03, 12:35
Ściślej - winiarnia, czyli piwnica, czyli straaaszne podziemia. Byłam na dole
po raz pierwszy i jestem zachwycona. Przyjemnie chłodno (lubię), choć stał
grzejniczek. Chwiejąca się ścianka z lustrem, niebezpiecznie opadająca w moją
strone przy próbie powieszenia na niej okrycia. Półmrok, tajemniczość,
intymność, nastrój. Rewelacyjne wino hiszpańskie w prześlicznej karafce (no,
może nieco za drogie - 60 zł.). Ponieważ wczoraj był "śledzik", w ofercie
były aż 4 rodzaje tego przysmaku. Wybrałam śledzika po chłopsku i był to
dobry wybór. Z ogórkiem, cebulą, jabłkiem i majonezem. Mniam. Sałatka Caesar
duża, nareszcie z sałatą lodową, a nie jak w innych knajpach z pekińską.
Oprócz sałaty cudnie chrupiący boczek, jajko, pomidory, ziołowe, słone
grzanki i coś co miało byc parmezanem. To jedyny mankament - ser był żółty,
twardy, ale z pewnością nie parmezan. Wybaczam, bo pasował do sałatki i nawet
był niezły. Tylko zmienić napis w menu. Sałatka wiosenna równie obfita i
smaczna. Na uwagę zasługują sosy do tych sałatek - jeden biały, czosnkowy,
świetnie wyważony, drugi na bazie oliwy z oliwek, z kawałkami chilli, pycha!
Przed zamówieniem deseru długo sie wahałam, bo tiramisu we Wrocławiu jest
oględnie mówiąc nie zawsze zasługujące na tę nazwę. Przemiły kelner
zapewniał, że jest z prawdziwego mascarpone. I było. Ale kakao powinno być
czarne, a biszkopt nasączony amaretto lub innym alkoholem. Przez brak tego
nasączenia, mascarpone był zbyt zbity, a cały deser trochę bez smaku. Za to
espresso wyśmienite - takie jak powinno być - mocne i na dwa łyki. Z
pewnością Pod Gryfy wrócę, gdyż karta jest bogata. Kto lubi drinki, znajdzie
dla siebie coś dobrego (kilka drinków własnego pomysłu) za cenę niższą niż
gdzie indziej, na przykład niż w Union Pacifik. Ta wyprawa Pod Gryfy była
przypadkowa, najpierw ulokowałyśmy się właśnie w Union, ale nie było mojego
wina, tylko Kalifornijskie, którego nie znoszę. Przyjaciółka wypiła
margheritę (za mało soli i za droga), a ja szukałam w międzyczasie lokalu ze
śledzikiem i winem. Właściwie już miałysmy wylądować w casa Patio, ale na
szczęście przypomniałysmy sobie o winiarni w Gryfach. I nie żałujemy :)