panna20
14.11.06, 00:35
(...)Ja tą całą głowno-nożną rozgrywkę dzisiejszą
Wziął i rzuciłbym w cholerę i to najjaśniejszą.
Ja już tylko proszę niebo o jedną majętność:
O taką, jaką czas ma dla Dziuni, obojętność.
O jakiś rodzaj filtra na oczy i uszy.
Co by się nie działo wtedy, tak mnie nic nie ruszy.
Tak bym sobie siedział, jak doświadczony jogin
I ze spokojem patrzył, jak wszystkie głowy, nogi
Stykają się, walcząc w bezpiłkowym turnieju,
Niesione przygrywką: „I w koło Macieju”.
Ze spokojem patrzyłbym, jak się toczy kolejna
Gra chłopaków z innej ery niż Lato, czy Deyna.
Ze spokojem patrzyłbym, jak na wiejskich boiskach
Gracze kpiny robią sobie z sędziowskiego gwizdka.
Trzymając w ręku kubek z herbatą zieloną,
Ze spokojem patrzyłbym na publikę karmioną
Tym samym jedzeniem, tradycyjnie podanym
Z ostatnią wersją sosu marki: „Czas już na zmiany”.
Tak bym sobie spokojnie na Dziuni nogi zerkał:
O, jaka śmieszna Dziunia! O, jak śmiesznie ćwierka!
Jak śmiesznie przygadała poważnemu Jasiowi!
O, jak się Jasiu zgasił! O, jak się teraz głowi!
O, jak go teraz nosi, by blaskiem przyćmić Dziunię!
O, jak śmiesznie, bo Dziunia i tak nie nic rozumie!
A jak nawet tylko ściemnia, kto mu świecić kazał?
O, jaki śmieszny Jasiu i jak się znów rozmazał!
Jasiu swoje, Dziunia swoje, ja mam obiad z sosem,
Jem, aż mi się uszy trzęsą, śmieję się pod nosem.
I nawet jeśli porcje zwiększać będą mi stale,
Nawet, jak mi się odbije, śmiać się będę dalej.
Chociaż, prawdę mówiąc, żebym mógł się tak bawić,
Sos musiałby ktoś szczyptą szaleju doprawić.
Co tam szczyptą! Kopą trzeba by ten sos wzbogacić,
Bo w warunkach, jak moje, wódka moc swoją traci.
Niby piję, niby bliższa staje mi się joga,
Krótko patrzę na Dziunię i świerzbi mnie noga.
Tak jak w chwili gdy, wciąż marząc o sosie z szalejem,
Myślałem, że zrobię wykop i Dziuni przyleję,
Bo Dziunia, ciągle w stanie samoadoracji,
Ćwierknęła, że maskotką naszej reprezentacji
Byłaby idealną. Ku swojej radości
Dziunia bowiem ujrzała zbieg okoliczności
Albo też, jak woli Dziunia, własne przeznaczenie.
Że szaleju nie miałem, skoczyło mi ciśnienie.
Dziunia usłyszała ze studia w telewizji
O osiągnięciu naszych i doznała wizji.
W stanie ciężkich zaburzeń w układzie nożności,
Dopatrzyła się Dziunia wyraźnej zależności
Między meczu przebiegiem i własną osobą.
Do tego, że ma zostać kadry naszej ozdobą
Predystynuje Dziunię jej wiek ponadczasowy,
Który łączy ją z naszymi golem honorowym.
Dziunia uchachana zaczęła nogę ćwiczyć,
Myślenie pobudziła, więc mogła się doliczyć
Że drugi gol naszych w wydaniu Bosackiego
Stanowił dwukrotność jego gola pierwszego.
I tak dwa gole naszych, po jednym na nogę,
Wprowadzić miały Dziunię na nową życia drogę.
Dziś maskotka, jutro trener, pojutrze Listkiewicz
Zwolni fotel, by Dziunia- nożny dorobkiewicz
Spełniając własnej nogi życzenia pobożne,
Zacząć mogła panowanie w Związku Piłki Nożnej.
Gdy katastrofa nożna zajmie fotel prezesa,
Świat piłki, zniesamaczony, psy zacznie na nas wieszać,
Wykopie nas z hukiem poza układ zbiorowy
I będę miał przynajmniej jeden problem z głowy(...)
Z pozdrowieniami od byłej uczennicy.I oby do przerwy!