bartleby
24.01.07, 20:58
Byłem dziś niestety zmuszony wyjechać elektrycznym wózkiem inwalidzkim (90kg
sam wózek) z domu. Trasa Leśnica-Solidarności, 0 problemów. Warunki parszywe,
wiadomo co się dziś działo... Załatwiłem sprawy na mieście, odstałem swoje na
Jana Pawła (cały już mokry od śniegu, mróz, jak się siedzi na wózku to się na
człowieku robią zaspy), przyjeżdża 403, od czapy, wiem jaka pogoda, rozumiem,
jestem wyrozumiały. Podjeżdżam jak zwykle wózkiem pod drzwi, żona idzie
zastukać do kierowcy żeby opuścił i otworzył "klapę", kierowca zamyka drzwi.
Żona wali w szybę, zatrzymał się, żona krzyczy że niepełnosprawny, otworzyć,
opuścić itd. Gość otwiera drzwi, opuszcza autobus i nie wychodzi. Kobiety
mordują się z "klapą" (rączka zapchana śniegiem/błotem), przychodzi pan
kierowca: "ostrożnie, nie upuścić żeby nie zachlapać ludzi błotem". Ludzie
podnoszą i opuszczają mi "klapę", kierowcy już nie ma. Jedziemy do leśnicy, w
tą śnieżycę zapomina zamknąć na którymś przystanku drzwi, wrzaski w autobusie,
zamyka. Jesteśmy w Leśnicy, oczywiście nie przychodzi mnie wypuścić, muszę się
drzeć na cały autobus. Przychodzi, otwiera klapę (miny barana nie opiszę),
proszę żeby obniżył autobus bo jest za duży kat, idzie opuścić i po chwili
podnosi tak jak było, mówi że niżej się nie da. Zawieszam się tylnymi kołami w
autobusie i przednimi antywywrotnymi wbity w śnieg, koła napędzające wózek
kręcą się w powietrzu... Prawie spadłem na pysk, żona mnie złapała i
utrzymała, zaprawiona w bojach.
Miejsce akcji - Plac Jana Pawła II <-> Leśnica
Autobus - 403, Jelcz, nr 9508
Czas - 13.45
Tym samym autobusem jechałem ze 2 godziny wcześniej (poznałem po opakowaniu po
tiktakach na podłodze) z Leśnicy, kierowca tip-top! (pozdrawiam!)
Mam dużo szacunku dla kierowców autobusów w naszym mieście. Zawsze otwierali
mi tę klapę bez słówka, prawie zawsze opuszczają autobus żebym się nie musiał
wspinać/nie zleciał jak wysiadam. Zawsze pytają gdzie wysiadam i przychodzą
mnie wypuścić. Jeśli któryś mnie już poznaje, nie muszę nawet prosić żeby
wysiadł i mnie wpuścił. Po prostu prawie zawsze jest cacy. Temu nadętemu
bucowi jednak nie odpuszczę! Chcę to zgłosić, i chcę żeby poniósł
konsekwencje. Chcę żeby poczuł się na dywaniku u szefa tak malutki, jak
malutka była moja duma kiedy byłem z baranem zmuszony podróżować.
Proszę mi doradzić gdzie konkretnie i w jakiej formie mam pisać żeby dotarło
tam gdzie trzeba.
Pozdrawiam
Marcin