pskrzyn 20.02.07, 15:27 pamietam te chwile. Zdrojewskiego nie ogolonego w tv, pamietam ludzi walczących o Ostrów Tumski wsrod nich ja. Jestem dumny z tego ze Wroclaw jest moim miastem. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: CivitVratis Pamietam rynek - wyspę :) IP: *.chello.pl 20.02.07, 17:17 Z Żoną dotarliśmy w piękny dzień do linii torów kolejowych przy Swidnickiej i Bogusławskiego, potem jak w jakimś surrealistycznym snie dotarlismy do rynku brodządz w wodzie az do pół uda. A w rynku otwarte knajpki i ogólna siesta, grile i piwo w wiadrach z lodem... i wtedy zrozumiałem na czym polega DUCH MIASTA !! Pozdrawiam CivitVratis Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misiuncio Napisalem prace mgr o powodzi..:D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.07, 22:46 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Pamietam rynek - wyspę :) IP: *.chello.pl 03.03.07, 17:00 potem jak w jakimś surrealistycznym snie dotarlismy do rynku > brodządz w wodzie az do pół uda. A ja zap....łem dziurawym pontonem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Pamietam rynek - wyspę :) IP: *.chello.pl 03.03.07, 19:28 . i wtedy zrozumiałem na czym polega DUCH > MIASTA !! W przeciwieństwie, nie jestem poganem i wyznaję Ducha świętego.Tylko prymitywne ludy wyznają bożków. Odpowiedz Link Zgłoś
beretelwi Re: Walka wrocławian z powodzią 20.02.07, 17:45 pamietam jak przy wiezy cisnien na Wisniowej rozbieralismy do workow halde gleby i piasku. Jak Pani z prywatnej firmy wciskala kazdemu hamburgery gorace pieknie zapakowane do kieszeni. Jak wszyscy podawali sobie wode do picia bo pot lal sie rowna ze wszystkich. Pamietam tez, ze za zaszczyt pakowania haldy do workow trzeba bylo miec swoja lopate i dorzucic wypraske wody mineralnej dla wszystkich Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
o.beyzyma Re: Walka wrocławian z powodzią 31.03.07, 19:13 Byłam w tym miejscu, ale bliżej ulicy Powstańców Śląskich. Na mnie zrobili wrażenie niewidomi nauczyciele z zakładu przy pobliskiej ulicy Kasztanowej, którzy siedzieli obok tych napełniających worki i z dużych bel odcinali odpowiedniej długości sznurki do przewiązywania worków. Kawałki te wieszali na ogrodzeniu wykopu, aby pracujący mieli je pod ręką.Każdy chciał byc przydatny... A starsze panie przynosiły kanapki z ogóreczkami małosolnym. Pycha. To było epokowe przeżycie. W to miejsce dotarłam pieszo z Ossolineum, gdzie pod kierunkiem dyrektora Juzwenki nosiliśmy książki z niższych na wyższe piętra: w ciemności rozświetlanej żarówkami przywiązanymi do kabla leżącego na schodach (na dziedzińcu był wojskowy spalinowy agregat prądotwórczy). Książki "płynęły" trzema nurtami - podawane z ręki do ręki przez ludzi stojących obok siebie. Wspaniała atmosfera, chociaż ręce brudne od kurzu i bolały przeguby rąk. Potem przyszedł pan dyrektor i powiedział, żebyśmy uciekali do domu, bo miasto jest zalewane. Następne dni to moja praca w magazynie na Klecinie - przygotowywanie worków do zrzucania z helikoptera, ale tu to już było cwaniactwo i złodziejstwo, niestety. Nie spałam wtedy prawie przez trzy dni. Jak to człowiek wytrzymywał... Odpowiedz Link Zgłoś
membrum_virile Re: Walka wrocławian z powodzią 21.02.07, 07:15 Dwunastego lipca roku Anno Domini 1997 przebywałem w Kołobrzegu, gdzie poznałem moją uroczą małżonkę. Widziałem was w TV. Zuchy-chłopcy! Potem wróciłem do rodzinnej wsi Brzeziny pod Kaliszem. Tam też było niebezpiecznie. Woda zalała łąki i krowa nam zdechła z głodu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Martix Re: Jest co opisywać! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.02.07, 08:11 Ale nie byłeś w trudnych chwilach z Wrocławiem. Ja pamiętam naprawdę wiele i to nie wymaże się z pamięci do końca życia.Na mojej ul.Traugutta widziałem jak woda wdzierała się przez bramy od Oławki i pochłaniała coraz większą częśc ulicy a potem miasta.Tu była masa fotoreporterów,ze szpitala karetki szybko ewakuowały pacjentów.Ta woda parła strasznie,niosła ze sobą różne świństwa.My siedzieliśmy w domu bo wszystko było zalane,na ulicy było od 1,3 m do ponad 2 m wody,zależy gdzie.Widziałem że przez ulicę po której jechały dopiero co tramwaje i samochody płynące łodzie WOPRu,strażackie i nie tylko,kajaki,pontony,amfibie wiele gdzieś z daleka nie z Wrocławia.Widziałem pozalewane samochody i ludzi którzy jedni pływali w kierunku nurtu,inni szli pod prąd z trudem.Widziałem helikoptery zrzucające żywność.To trwało ok.3 dni,straszna była ta cisza,jakieś krzyki ze szpitala i tylko szum płynącej wody.Wcześniej zanim to się zaczęło chodziłem na Niskie Łąki gdzie było masę osób i widziałem jak woda zalała łąki i nasze ogródki,mówiłem wtedy że nas nie ominie choć do wdarcia się na ulicę brakowało jeszcze naprawdę sporo,ze dwa i więcej metrów. Wcześniej próbowałem wyjść z domu ale nie da rady,zaraz cały mokry i w dodatku zraniłem się lekko w nogę w pozapadaną studzienkę.Gdy woda w moim rejonie ulicy opadła ale zagrozenie jeszcze było gdyż była fama o drugiej nadchodzącej fali poszedłem pomagać nosić wory by odgrodzić całkiem Oławkę by nie było już ryzyka powrotu nurtu na ulicę.Udało nam się to wielką determinacją,gdyż wtedy pomagało wielu nie patrząc na codzienne podziały kto lepszy a kto gorszy.Wszyscy byliśmy na Ty i niemal braćmi.Ja pomagałem w dodatku w rozdawaniu chleba,wody przy moim Kościele na Krakowskiej.U nas już wody nie było ale poszedłem w kierunku miasta i tam na ul.Pułaskiego z uwagi że jest niżej woda miała jeszcze ze dwa metry i mniej zależy gdzie.Ubrałem kalosze i poszedłem na ogród,o Boze jakie zniszczenia i smród zastałem,zniszczone drzewka i wszystko powywracane.Wogle po zejściu wody na naszej ulicy były straszne zniszczenia.Woda zmyła chodniki,uszkodziła ulicę i porobiła gdzie niegdzie doły.O stanie budynków i zalanych mieszkań na parterze już nie piszę. Potem problemy z wodą,kolejki,oczekiwania na nią,batalie,śmieszne bieganiny z wiadrami za cysternami.Woda była niemal jak na wagę złota,dowożono ją z Poznania,Piotrkowa Tryb..Nie było jej w kranach,w czasie powodzi używało sie do spłukiwania kibla jedynie tą powodziową z wiader.Nie było gdzie niegdzie gazu {unas był jedynie właśnie gaz},prądu,nie działały telefony niemal jak na wojnie.Potem panika wybuchu jakiejśc epidemii bo był brud a na wsiach dodatkowo padlina.Ja się zaszczepiłem przeciw tężcowi. To wszystko opisałem i tak w streszczeniu.Tych trudnych chwil nie da się zapomnieć.Jedynym kontaktem ze światem było małe radyjko na baterie,gdzie słyszało się:woda wdziera się do....potrzebne dla dziecka.. potrzebni są ludzie do naszenia worków...itp.Przed powodzią popisała się też Tv TeDe relacjonując na żywo jak wdziera się woda w poszczególne miejsca. Oby nigdy więcej to się nie powtórzyło! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 18:57 . Woda zalała łąki i krowa nam zdechła z głodu. A moje rybki akwariowe poczuły przestrzeń i wypłynęły na ulicę. Odpowiedz Link Zgłoś
dzidal Re: Walka wrocławian z powodzią 21.02.07, 08:32 tak, mimo całego tragizmu, były to niesamowite dni. Ludzie znowu udowodnili, że potrafią być solidarni i bezinteresownie dobrzy. Bywały i zabawne chwile. Pewien mężczyzna płynął kajakiem wzdłuż zalanej ulicy, a ponieważ sygnalizacja wciąż działała, zapaliło się czerwone światło i on się zatrzymał... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
zla_wiedzma Re: Walka wrocławian z powodzią 21.02.07, 08:47 Ja pamiętam jak wyjrzałam za okno i zobaczyłam jak słońce odbija sie od ulicy az dojrzałam ze to nie ulica a WODA zakrywająca nawet znaki. Pamietam tez obronę "Kozanowskiej" gdy ludzie tam mieszkający błagali by zburzyć pseudo wał .... doszło nawet do jakiejś bójki a i tak wał pozostał. Pamiętam tez jak tym ludziom sprzedawano chleb za 10z (chleb który miał byc za darmo) i jak brano wszystko co sie pojawiło jako tzw.dary. Jak moja 60-letnia sąsiadka (u nas zalana była tylko piwnica) brała darmowe pampersy dla dzieci... Troche starchu było i juz prawie śmierć widziałam :))(bo sama w domu byłam). Jedyne co dobre było ze ludzie faktycznie (nie wszyscy) potrafili sie zjednoczyć i np. obić bezintersownie m.. mendom próbującym na tym nieszczęściu zarobić.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Martix Re: Jest co opisywać!C.D. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.02.07, 16:06 Niektóre hieny sprzedawały chleb za dychę.Inna strona medalu z chlebem,również zła:Gdy do mojej parafii przy Krakowskiej przyjechał chleb przywieziony przez księdza aż...z Trzcianki za Piłą,ja ten chleb rozdawałem ludziom to ten chleb potem walał się po drodze.A wystarczyło dać go tym co go nie mieli jak ktoś wziął za dużo.Po prostu marnotrastwo i ludzka głupota. O moich przeżyciach z powodzią napisałem wcześniej.Dodam jeszcze,że powódż zaczęła się 12.07.1997 właśnie od mojej ul.Traugutta-głośne zalanie tomografu w szpitalu Marciniaka naprzeciw mnie gdzie mieszkam.Dnia 13.o7. to data moich urodzin{ale miałem urodziny,nie?}. Na krótko przed zalaniem gdy bacznie śledziliśmy komunikaty dokąd woda się wdziera podjęliśmy ewakuację samochodu.Zastanawiałem się,gdzie mam bezpiecznie postawić samochód by nie sięgnęła go woda.Zaparkowałem na nasypie kolejowym na Krakowskiej{koło obecnego McDonalda i Carrefoura}.Inni kierowcy mi odradzali mówiąc,ze tu się sięgnie woda co okazało się nieprawdą bo teren ten leży wyżej i woda na granicy Traugutta/Kościuszki z Krakowską się kończyła i dalej było sucho.Ale bojażń o swój samochód sprawiła,ze postawiłem go na skwerze przy drodze za wiaduktem łączącym się z Armii Krajowej i Krakowską nad którą samochód był z 5 m wyżej.Tu woda by go nie sięgła.Obstawione było to miejsce samochodami jak również wzgórze Andersa choć w tej części miasta powodzi nie było.W czasie powodzi człowiek nawet nie myślał specjalnie o swoim samochodzie,inne rzeczy to przysłaniały. Dwie godziny przed powodzią byłem na działce którą wkrótce woda zalała na 2,5 m.Mówiłem do ojca-uciekamy bo nie zdąrzymy,inaczej tkwilibyśmy na dachu altany.Udało się jeszcze zerwać ze dwa wiadra wiśni które wkrótce zniszczyła woda. Pamiętacie te stosy zniszczonych rzeczy wyrzuconych z zalanych piwnic i parterów?My też musieliśmy sporo wyrzucić łącznie z niestarą butlą na wino.Ale byli tacy którym woda zabrała wiele więcej i odszkodowanie im tego nie zrekompensowało. Odpowiedz Link Zgłoś
sztuk6mistrz Re: Jest co opisywać!C.D. 01.03.07, 14:14 Też tam byłem i piach sypałem do worków. Byli tam wszyscy - Piter, Kogut, bracia Gotfrydowie, Paulus i babcia, która przyniosła pościel bo worki się skończyły. A panowie ze szpitala im. Marciniaka palcem nie kiwnęli żeby ratować sprzęt. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: astan Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.07, 16:43 Pamiętam tamte dni. Woda zalewała Ołbin. Na prośbę jednego strazaka (nie wiem co za stopień miał Cztery gwiazdki)pojechałem samochodem na most Warszawski. Mialem CB-radio, a więc i łączność z innymi (pozdrawiam Czarnego Konia). Ni stąd ni z owąd zostałem kierującym akcją na wałałach przy moście. Pamietam spontaniczność wrocławian pracujących przy układaniu worków na wałach. Pamiętam kilkuletnich i kilkunastoletnich chłopców sypiących piach do worków, ich ręce z odciskami od łopat. Pamietam starsze panie ktore zorganizowały punkt sanitarny i żywnościowy dla ludzi pracujacych na wałach. Pamietam palety napoi przywożonych przez pracowników Browaru Piatowskiego oraz samochody z posiłkami z okolicznych restauracji. Pamiętam strażaków (nie wiem nawet skąd przyjechali) którzy oświetlali nam plac gdzie ludzie napełniali worki. Jestem dumny z wrocławian. Ale i pamietam pana Zdrojewskiego fotografującego się z łopatą, z workami itp. zamiast jako prezydent maista kierować akcją ratunkową. Pamietam zwiewajacych strazników miejskich gdy ich poprosiłem o pomoc, pamiętam pana Łosia (wtedy chyba przewodniczacego Rady Miasta) który przyjechał z sekretarzem na most Warszawski tylko po to aby stwierdzić że to On i prezydent uratowali miasto. Nawet nie podzienkował zmęczonym pracujacym tam ludziaom. Z tego nie jestem dumny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Martix Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.02.07, 15:07 Prezydent Zdrojewski pojawiał się w wielu miejscach,ja widziałem go w amfibii na Kościuszki stojącego jak generał na paradzie.Własnie przypisuje mu się zangażowanie w sprawy związane z powodzią,to podkreślał jego zarost który miał być znakiem braku czasu dla siebie.Przecież "Zdrój" nie zostawił miasta i nie wyjechał ale został w mieście niemal jak kapitan w tonącym statku,wiem że nie zmrużył wtedy oka i był frontem do mieszkańców Wrocławia. Nic się nie mówi o księdzu Prawosławnym proboszczu parafii przy ul.Św,Jadwigi na Ostrowie,który dowodził akcją ratowania przed zalaniem właśnie Ostrowa.Obok przy Młynie Maria strażacy ratowali ten obiekt przed napierającymi belami drzewa które mogły go uszkodzić.Systematycznie wyciągali je dżwigiem z wody. Najgorsze było to,że po powodzi po pomoc-dary szli ci mieszkańcy miasta którzy mieszkali w nie zalanych dzielnicach,a byli tacy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 19:41 > Prezydent Zdrojewski pojawiał się w wielu miejscach,ja widziałem go w amfibii > na Kościuszki stojącego jak generał na paradzie A co,ma zapędy dyktatorskie?Przerabialiśmy to już w PRL-u. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 17:38 > Ale i pamietam pana Zdrojewskiego fotografującego się z łopatą, z workami itp. > zamiast jako prezydent maista kierować akcją ratunkową. No ,Zdrojewski ładny chłopaczek,nawet mnie kręci,i tyle.Minął się z powołaniem.Może powinien zostać modelem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kajtek Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 08:50 prosze tylko nie zapominać, że Pan Zdrojewski jest z wykształcenia socjologiem i naprawdę potrafi odpowiednio sie sprzedać mediom i wszystkim tym którzy go oglądają bądź czytają. W tym przypadku i jego znaczenia przy obronie wrocka przez powodzią nie popadajmy w zachwyt. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Basia Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.07, 13:06 Pozdrawiam Złą Wiedźmę i Martixa . Wasze opowiadania przypomniały mi tamte dni. W drugi dzień powodzi chciałam skontaktować się z moimi rodzicami, bardzo się o nich martwiłam. Wyruszyłam, z Kozanowskiej na Traugutta.To była niesamowita wyprawa, która niestety mogła sie dla mnie zakończyć tragicznie. Dotarłam na Traugutta od strony Krakowskiej. Dom, w którym mieszkali był w zasięgu mojego wzroku, lecz ta woda płynąca ulicą była wartka i taka strasznie bura.....Bałam się. Mimo lęku pomyślałam, że dam radę, przecież to taki malutki kawałek. Powolutku zaczęłam wchodzić do wody, brnęłam środkiem ulicy obok mnie szły trzy albo cztery osoby, już nie pamiętam. Przed nami płynęła amfibia. Ludzie z amfibii krzyczeli abyśmy zawrócili, bo jest niebezpiecznie. Nie zwracałam na te krzyki uwagi, chęć zobaczenia rodziców była przeogromna. W pewnym momencie uznałam, że bezpieczniej będzie jak pójdę przy budynkach i to był błąd. Nie zdawałam sobie sprawy, że woda, która płynęła od strony Oławki i bramami wdzierała się na ulice wymyła wielkie doły w jezdni. Ze środka jezdni skręciłam w stronę budynku i przy bramie wpadłam właśnie w taki duł. Koszmarne przeżycie. Pamiętam, że młody człowiek pływający pontonem mnie zabrał i wysadził w bezpiecznym miejscu. Byłam brudna, cała mokra i okropnie przerażona. Z Krakowskiej odjechałam wraz z ludźmi, których ewakuowano z Traugutta. Prawdę powiedziawszy nawet nie, pamientam, dokąd nas zawieźli. Potem szłam ulicami miasta w stronę Kozanowa. Suche chodniki, ludzie normalnie ubrani, dzieci....... Inny świat, wtedy było to takie dla mnie nierealne. Dotarłam na Modrą. Jakiś człowiek w kajaku mnie zabrał........Do mojego budynku wchodziłam przez okno na klatce schodowej. W domu czekałam aż opadnie woda, po tym wydarzeniu, nie miałam już ochoty na żadne wycieczki. Z rodzicami zobaczyłam się dopiero po powodzi. Ogrom zniszczeń, jakie zobaczyłam na Traugutta był przerażający i te wielkie wyrwy w jezdni...........brrrrrr Potem dowiedziałam się, że na człowieka, który pływał pontonem po Traugutta i mi pomógł, mówili Ryba. Spotkałam się z nim i wspominaliśmy tamte dni :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Basia Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.07, 13:10 oczywiscie miało być DÓŁ, przepraszam :) Odpowiedz Link Zgłoś
sztuk6mistrz Re: Walka wrocławian z powodzią 01.03.07, 14:20 Woda wymyła doły przy numerach 99 potem koło 110. Miałaś sporo szczęścia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Basia Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.07, 18:36 Tak to prawda miałam sporo szczęścia........ Co ma wisieć nie utonie:) Jak już pisałam, kiedy opadła woda pojechałam na Traugutta do rodziców. Mam film nakręcony amatorską kamerą. Na Kozanowie przed drugą falą powodziową razem z mężem pracowałam przy workach z piaskiem. Kobiety i mężczyźni ładowali do worków piasek. Mężczyźni targali te ciężkie wory i układali wał. Pracowaliśmy do późnych godzin nocnych. Teren był oświetlony halogenami, które bardzo raziły w oczy. Pamiętam, że przyjechali z telewizji i robili reportaż. I jeszcze jedna sprawa......... tysiące komarów, które niemiłosiernie gryzły. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 17:52 > Na Kozanowie przed drugą falą powodziową razem z mężem pracowałam przy workach > z > piaskiem. Kobiety i mężczyźni ładowali do worków piasek. Mężczyźni targali te > ciężkie wory i układali wał. Pracowaliśmy do późnych godzin nocnych. A ja się byczyłem,opalałem na dachu i fotografowałem,jak Zdrojewski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 00:22 > prosze tylko nie zapominać, że Pan Zdrojewski jest z wykształcenia socjologiem > i naprawdę potrafi odpowiednio sie sprzedać mediom i wszystkim tym którzy go > oglądają bądź czytają Czlowieku, powiem ci jedno: nie pier*ol! (przepraszam co bardziej wrazliwych). Akurat wtedy widzialem Zdrojewskiego codziennie i wierz mi: to co robil - zle lub dobrze - nie bylo robione na pokaz. A skad to wiem? Bylem szefem programow informacyjnych w telewizji, o ktorej sie mowi, ze pomogla uratowac to miasto przed powodzia - TeDe. Wiem, ze papier (w tym przypadku - net) jest cierpliwy, ale jak musze czytac takie idiotyzmy to czuje, ze moja cierpliwosc sie konczy. Bez powazania, Jacek Scioblowski Odpowiedz Link Zgłoś
sztuk6mistrz Re: Walka wrocławian z powodzią 01.03.07, 14:24 Pozdrawiam cię Jacek. Wtedy bardzo nam pomagaliście w koordynacji. Nie wściekaj się na innych. Odreagowują, albo to zwykła małostkowość - kogoś przecież trzeba obwinić, nigdy siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.07, 22:44 Dzieki. Wiem, ale czasem nerw puszcza :) Najfajniejsze z tego czasu jest to, ze pomagalismy sobie wszyscy (z bardzo malymi i nielicznymi wyjatkami) nawzajem. Pamietam setki ludzi, ktorzy przynosili jedzenie i wode, czasem po butelce i bochenku chleba, do Poltegoru, z ktorego przy pomocy wojska i strazakow rozwozilismy to po Kozanowie, Rakowcu, Biskupinie, Zalesiu, Olbinie i Kowalach. W poniedzialek okazalo sie, ze straz ma problem z dowozem paliwa oraz tankowaniem samochodow i potrzebne byly puste kanistry. W ciagu 3-4 godzin od czasu, jak Monika Jagielska przeczytala apel w tej sprawie, na parkingu pod Poltegorem byly setki, tak - SETKI !!! - kanistrow. 10 lat. Ciekawe jak bardzo, i czy w ogole, zmienilismy sie od tamtego czasu? I dlaczego potrzeba kataklizmu, zebysmy przypominali normalne spoleczenstwo... To pytania retoryczne. Odpowiedz Link Zgłoś
wielki_czarownik Re: Walka wrocławian z powodzią 28.02.07, 14:46 Ja układałem zaporę pod wiaduktem Hubska/Dyrekcyjna oraz na Stawowej (też wiadukt). Pamiętam też potwornego chama ze stacji CPN koło salonu Forda na Kamiennej (dzisiaj tam jest chyba Shell), który robił wielkie problemy jak kupowałem paliwo to kuchenki turystycznej. A! No i jeszcze przesypywałem piaskownice na Orzechowej do worków które potem jakiś facet prywatnym autem zawiózł na barykadę. No i moja podróż rowerem ze Szczepina na Gaj. Nic specjalnego, gdyby nie to że złapałem kapcia i musiałem prowadzić rower. Jakiś dziadek chciał mi dać łatkę, żebym mógł naprawić oponę (nie miałem swojej łatki) ale okazało się, że do jego garażu już się nie da wejść. Dobrze, że auto wcześniej wystawił. No i noszenie wody do domu :/ Targanie 20 litrowego baniaka to nic przyjemnego. Odpowiedz Link Zgłoś
a.os Re: Walka wrocławian z powodzią 01.03.07, 12:21 ja mam wspomnienia z calkiem innej czesci wroclawia - wielka wyspa, ale od strony zalanej - zalesie zacisze. czas kiedy woda przerwala waly i wdarla sie na ulice to jeden z najbardziej synkretycznych okresów w moim zyciu. uczucie strachu, dumy, zachwytu, zrezygnowania, podniecenia,... cale spectrum odczuc. zaczelo sie niepozornie. byla najpierw pewnosc ze woda nas nie przemoze, ze solidnie wykonane przez niemcow waly wytrzymaja, ze wody nie bedzie az tak duzo. noc z pochodniami na walach, latanie walu miedzy mostami jagielonskimi a mostem chrobrego i poczucie zadowolenia ze przesiąknięcia udało się załatać i ze moze woda jednak sie nei rpzeleje. potem praca przy ladowaniu workow na tylach stadionu olimpijskiego czym sie dalo, bo o piasku mozna bylo tylko marzyc, i do czego sie dalo [w pewnym momencie nawet do workow plastikowych!!!]. dalej noc, i strzępkowe informacje ze wały gdzies na zaciszu pękły. dalej zalewana juz ulica kochanowskiego, gdzieś w okolicy śniadeckich, gdzie miała być kolejna linia obrony, bo zacisze już było pod wodą. dalej następna linia gdzieś w okolicy chopina, potem morskiego oka - i nadzieja ze ten zbiornik pochlonie cala wode i zalesie zalane nie zostanie... pamietam niesamowite uczucie rano, kiedy juz bylo wiadomo ze walka zostala przegrana, i ze nic nei zatrzyma wody, a ja bylem tak wykonczony po ponad 24 godzinach na nogach, ze porypaly mi sie i kierunki swiata [wschodzace slonce wzialem za zachodzace], i poczucie czasu [myslalem ze jest wieczor dnia nastepnego]. i na koniec droga do domu i widok jak woda cieknie przy kraweznikach, od studzienki do studzienki, jak wlewa sie do ogrodow i piwnic. to bylo takie poczucie bezsensu i zrezygnowania. juz nic nie mozna bylo zrobic. tylko isci spac. ale z perspektywy, kiedy juz slady wielkiej wody obeschly niemal do szczetu, mysle ze to byl piekny czas, piekni ludzie, piekne czyny. i jeszcze jedna rzecz mi sie przypomniala. bo po pierwszej fali, jakis czas pozniej miala przyjsc fala druga. do wroclawia sciagnely wtedy grupy ludzi z innych czesci polski. oni chcieli pomagac. nie wiem ile takich osob pracowalo we wroclawiu. ja mialem zaszczyt poznac kilkunastu harcerzy z bialegostoku. alez to byla ekipa! ukladalismy worki przy moscie szczytnickim, a wlasciwie miedzy nim a II LO. linia obronna, ktora wtedy powstala, miala kilka warstw, wzmocnienia i takie tam. ci ludzie przez dwa lub trzy dni pracowali za nocleg i jedzenie. wiekszosc z nich pierwszy raz byla we wroclawiu. a woda tym czasem znow zrobila psikusa i nawet nie otarala sie o tę naszą szczytnicką linię maginota :)))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Martix Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.03.07, 20:30 Przynajmniej poszło ci na zdrowie bo chyba nie w garba! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Emeryt Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 13:29 Pamiętam, że też byłem nieogolony, w podartych dżinsach i rozwalających się adidasach. Z kolegami ratowaliśmy szpital Marciniaka. Szkoda tylko, że nie miałem czasu występować po parę godzin dziennie w TeDe i dlatego nikt mnie nie pamięta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.07, 22:47 Mam dziwne wrazenie, ze Wroclawianie bardziej niz na Twoje wystepy (z pelnym szacunkiem) czekali na informacje od Prezydenta Wroclawia dotyczace aktualnej sytuacji w miescie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Emeryt Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 21:00 A pamiętasz jak pan prezydent informował, że Siechnicom nic nie grozi, a na drugi dzień TVP pokazała w tejże miejscowości przywiązane, potopione krowy. Ludzie uwierzyli tej informacji. A zresztą o jakie informacje chodziło jak całe miasto było zatopione. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 21:07 > A pamiętasz jak pan prezydent informował, że Siechnicom nic nie grozi, A znasz pojecie "wypadek"? Stalo sie, waly puscily. O 4 rano bylismy w Siechnicach z kamera, robilismy material, wtedy wlasnie puscil wal. Oszalaly kon samotnie lecial w strone Olawy.... Skad Zdrojewski mial to widziec? Nie chce go bronic na sile, ale zastanowcie sie czasem w jakosci krytyki. Jedziesz samochodem, dzwonisz do domu, ze wszysko w porzadku. 5 minut pozniej auto z naprzeciwka wali na Ciebie )nie zycze Ci tego; to tylko przyklad) i masz czolowke. Czy to oznacza, ze dzwoniac do domu klamales? Przypadek. Potopione krowy pokazalismy w TeDe, nie pamietam zeby TVP miala ten material. Ale moge sie mylic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Emeryt Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 23:03 Masz rację. TeDe w tym czasie była na medal.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
wesoly_siewca_pesymizmu Re: Walka wrocławian z powodzią 01.03.07, 15:53 A ja ratowałem bibliotekę uniwersytecką, do której teraz nie chcą mnie zapisać :/ Pamiętam brak wody i łapanie deszczówki z dachu żeby mieć czym klocka spłukać chociaż, pamiętam szczury i sąsiadów wracających w nocy z pontonem obładowanym "towarami" z szabru. Pamiętam smród i zacięte mordy wiochmenów leżących na wale którego wysadzenie miało uratować Wrocław. Pamiętam burdel organizacyjny i to, że tak naprawdę to miasto zawdzięcza wszystko mieszkańcom. Pamiętam sterty redaktorów robiących karierę na ludzkiej tragedii. BTW. Nieogolony Zdrojewski był strasznie pretensjonalny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.07, 22:50 > Pamiętam sterty redaktorów robiących karierę na ludzkiej tragedii. A tych, ktorzy zamiast "robienia kariery", razem z Toba ratowali swoje miasto nie pamietasz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KAmil Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.wro.vectranet.pl 03.03.07, 02:33 Ja w czasie powodzi byłem w górach odcięty od świata, pamiętam setki osób stojących w tasiemcowych kolejkach do auotomatów TP, ludzi dzwoniących do sąsiadów z prośbą o wyważenie drzwi i ratowanie pamiątek rodzinnych, sprzętu elektronicznego pieniędzy. Miałem wtedy 10 lat a wyobrażałem sobie słuchając radia co się dzieję we wrocku. Pamiętam dzień kiedy jechałem po opadnięciu wody z w-wy do zgorzelca sterty śmieci, całe mnóstwo mebli, wesalek i innych sprzętów na tymczasowych wysypiskach. Nie pamiętaj jakie to były rejony, ale na pewno nie ok Traugutta, nie potrafię sobie wyobrazić takiej katastrofy. CO do zdrojewskiego to uważam że dobrze że dbał o PR miasta nawet w takich chwilach, robienie sobie zdjęć zapewne przez wielu wrocławian jest, było nieetycze ale tak naprawdę to dowało dramatyzmu sytacji i spowodowało później że do wrocławia trafiła pomoc na odbudowę. Staram się rozumieć wszytkich i zdaję sobię sprawę, że odbieram to inaczej bo nie uczestniczyłem w tym, nie miałem zalanego domu itd. itd.. Uważam że nie ma sensu się kłucić, cieszmy się tym że miasto gdzie studiuję z którym wiąże swoją przyszłość potrafiło solidarnie stanąć do obrony przed wielką wodą, pomijając oczywiście margines, który starał się zarobić na tej tragedii Odpowiedz Link Zgłoś
wesoly_siewca_pesymizmu Re: Walka wrocławian z powodzią 03.03.07, 16:02 Gość portalu: Obserwator napisał(a): > > Pamiętam sterty redaktorów robiących karierę na ludzkiej tragedii. > > A tych, ktorzy zamiast "robienia kariery", razem z Toba ratowali swoje miasto n > ie > pamietasz? Ci którzy pomagali nie mieli kamer i mikrofonów, nie wiadomo było czy media czy nie ;) BTW. Przypomniały mi się jeszcze wszy które wykorzystywały uwięzionych przez wodę mieszkańców, sprzedając im wodę 10x drożej niż w sklepie. Odpowiedz Link Zgłoś
sztuk6mistrz Re: Walka wrocławian z powodzią 03.03.07, 16:31 Mam taką teorię, podpartą zresztą nie tylko moimi obserwacjami - mówił o tym też Eichelberger, że każdy spotyka takich ludzi jakich oczekuje. Gdyby ktoś chciałby mi wtedy sprzedać za tyle wodę, to musiałby sobie listka poszukać, bo bez szmat bym go puścił. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.07, 21:11 Polowa naszej redakcji zastawiala workami wiadukt kolejowy na Pilsudskiego kolo starej '7-ki'. Ale zawsze mozna nam postawic zarzut, ze bronilismy tylko Poltegoru i naszego miejsca pracy :) EOT. Odpowiedz Link Zgłoś
wesoly_siewca_pesymizmu Re: Walka wrocławian z powodzią 06.03.07, 15:04 Czyli rozumiem, że jesteś urażonym redaktorem, skoro o tym napomykasz. Przecież nie napisałem "Wszyscy ci pierd.. redaktorzy", tylko sterty redaktorów... Właziłeś komuś z obiektywem w bebechy? Nie, to się nie obrażaj, bo tekst nie był do Ciebie ;) Boziu, boziu, zawsze tak macie, nawet jak napisali o dziennikarzu - pedofilu, to też się czułeś urażony? :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 23:07 jw - EOT Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 16:24 PRAWIE wzruszyłem się Waszymi wspomnieniami.Wrocławianie to rozmemłane dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 16:25 ...a może razem popłaczemy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 16:29 ...a może razem podyskutujemy o d..ie Maryni?O tym jaka fajna,powabna.Czy już rozczuliliście się?Osiągnęliście stan ekstazy?Bo ja już prawie szczytuję! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 16:33 ...a może podyskutujemy o tym ,jak fajnie wdepnąć w gó.o i poczuć jego smród?To takie ekscytujące.Można godzinami o tym rozprawiać.Ależ wzruszyłem się.Wy też? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 16:48 Właśnie otworzyłem browara i puściłem bąka(jadłem fasolkę po bretońsku),...i wziąłem głęboki wdech.Ale aromat!Chcecie o tym podyskutować? A może ktoś napisze o tym magisterke? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 16:55 > pamietam te chwile. Zdrojewskiego nie ogolonego w tv Ja też lubię chłopaczków,ale gładko ogolonych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 18:45 Jestem dumny z tego ze Wroclaw jest > moim miastem. Czyim miałby być?Niemcy zabrali się stąd 1945r.,więc jest nasz.Obudż się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Walka wrocławian z powodzią IP: *.chello.pl 03.03.07, 20:17 Może drodzy Wrocławianie powazelinujemy sobie,powłazimy w du.ska?Przecież lubicie to. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Martix Re: Jeszcze o powodzi na Traugutta IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.03.07, 20:26 Przypomniałaś mi o tych dołach.Były od strony ulicy bliżej Oławki.Podobno ktoś się w jednym z nich utopił.Zabawnie za to było gdy opadła woda,lecz w tych dołach jeszcze była i jeden gość zauważył w nich szczupaka.Wogle a propo ryb to po powodzi były piękne brania w nieco czyściejszej oczyszczonej przez powódż Odrze gdyż wiele ryb przedostało się ze stawów.Ta ulica była tak rwąca że i bez tych dołów była niebezpieczna,niektórzy śzli pod prąd a ta woda ich z powrotem cofała albo z trudem pokonywali ten nurt który rwał w stronę centrum. Niezły był widok jak z bramy na Traugutta z której wychodzą ludzie i jeżdżą samochody wypłynął sobie dwuosobowy kajak. My staliśmy na balkonie i wszystko widzieliśmy.Widzieliśmy białe szmaty za oknami co oznaczało prośbę o żarcie i wodę pitną.Widzieliśmy spuszczane wiadra nawet przez niektórych zachłannych wielokrotnie.Śmiechu warte!I helikoptery coś spuszczały na dachy.A do nas na balkon rzucali saszłyki i podawali wodę.Ale tylko raz. O ile chodzi o te kamienice to usłyszeliśmy komunikat przez megafon:PROSZĘ OPUŚCIĆ BUDYNEK,W KAŻDEJ CHWILI MOŻE SIĘ ZAWALIĆ.Chodzi o kamienice które zniszczyła woda a które już wyburzono a na ich miejscu teraz stoii plomba 136- 144.Ci lokatorzy to mieli wtedy chwile! Odpowiedz Link Zgłoś
sztuk6mistrz Re: Jeszcze o powodzi na Traugutta 03.03.07, 20:40 Gwoli ścisłości doły te powstały w nocy z 13 na 14 lipca kiedy nurt był najbardziej wartki, ale wcześniej też pod nr99 przez spiętrzenie wody na tamie z worków w poprzek Traugutta. Woda poszła bokiem przez podwórza i wlewała się wąskim gardłem przez bramę. Trochę wiedzy hydrotechnicznej wówczas by się przydało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: Jeszcze o powodzi IP: *.chello.pl 03.03.07, 20:48 Słyszałem ,że Zdrojewski rozpędził łopatką z piaskownicy największą fale.Szkoda,że kamerzysta nie zarejestrował tego wiekopomnego wydarzenia.Pomnik należy się ex-prezydentowi.Wycieczki będą miały,gdzie wieńce składać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek do Basi IP: *.chello.pl 03.03.07, 21:12 Gdzie uczą bajkopisarstwa?Szczególnie podoba mi się w twoim wydaniu.Jak podszkole się,to będę aspirował na naczelnego pijarowca Wrocławia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Basia Re: do Basi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.03.07, 22:25 Jesteś niesprawiedliwy i podejrzewasz mnie o kłamstwa. No cóż, nie musisz wierzyć w moje opowiadanie. Ludzie piszą różne bzdury, aby wzbudzić zainteresowanie. Ja nie muszę. Sztuk6mistrz napisał, że doły powstały w nocy z 13 na 14 lipca. Ja szłam od ulicy Krakowskiej. Wpadłam do dołu po prawej stronie ulicy na odcinku od kiosku do bramy 126 ( potem jest brama 124,122 i zaczyna się teren szpitala) tak, więc musiałam być na Traugutta nie, 13 lecz 14 lipca, czyli nie drugiego, ale trzeciego dnia powodzi. Masz rację „skłamałam”, byłam trzeciego dnia powodzi nie drugiego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: do Basi IP: *.chello.pl 03.03.07, 22:37 Ja szłam od ulicy Krakowskiej. Wpadłam do dołu po prawej stroni > e Szkoda,że mnie tam nie było - wylizałbym twoje rany. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Basia Re: do Basi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.03.07, 22:58 Jesteś rozbrajający i taki „chętny” do pomocy. Wzruszyłam się do łez. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: do Basi IP: *.chello.pl 03.03.07, 23:00 Jestem rozbierający i zawsze chętny.Zawsze wzruszam do łez koleżanki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robek Re: do Basi IP: *.chello.pl 04.03.07, 00:12 Dobranoc Basiu.Będę śnił o Tobie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc pamietam Karłowice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:31 Nieprzespane noce i prace na wałach, pamietam gorace zupy dostrczane dla broniacych, przez kuchnie koscioła Franciszkanów. Pamietam ten strach który towazyszył ze wały nie wytrzymaja. I pamietam jeszcze jedno ze jak nadchodziła pierwsza fala na samym poczatku o swiecie (moze 4 czy 5 godzina),byli tylko zołnierze ale oni wkrótce po godzinie czy dwoch odjechali pozostawiajac ludzi samym sobie. To ze Karłowice nie zostały zalane zawdzieczamy swojej własnej pracy bo w załozeniach miały byc zalane. Odpowiedz Link Zgłoś
o.beyzyma Re: pamietam Karłowice 31.03.07, 19:25 A potem bardzo piękna szopka na Boże Narodzenie 1997 r. w kościele na Karłowicach: w oddali Odra ze wzburzonymi falami, bliżej wał z worków z piaskiem, a na pierwszym planie Święta Rodzina w szopce ze śladem na ścianie po tym, dokąd sięgała woda... Najbiedniejsi z biednych - powodzianie... To było takie symboliczne... Odpowiedz Link Zgłoś