Gość: Szczepan IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.04.03, 15:39 Szczerze mówiąc to chciałem być pierwszy z tym komentarzem i tylko po to go napisalem.Dzieki za mozliwosc bycia pierwszym.Wspaniale uczucie normalnie. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Robert Oj szczepcio IP: *.arch.pwr.wroc.pl 30.04.03, 08:56 Jestes boski Szczepciu, ale mogles choc wspomniec o spektaklu normalnie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robert Co do nudzenia się... IP: *.arch.pwr.wroc.pl 30.04.03, 09:03 Ja tam się nie nudziłem, wręcz przeciwnie. Dzieczyny zrobiły dobry spektakl i myślę że wielkim plusem dla ich siły wyrazu jest to, że w pewnych momentach było mi wstyd że jestem facetem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: psychoanalityk Re: Co do nudzenia się... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.04.03, 10:37 Gość portalu: Robert napisał(a): > Ja tam się nie nudziłem, wręcz przeciwnie. > Dzieczyny zrobiły dobry spektakl i myślę że wielkim plusem dla > ich > siły wyrazu jest to, że w pewnych momentach było mi wstyd że > jestem facetem. To plus dla twoich kompleksow raczej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robert Re: Co do nudzenia się... IP: *.arch.pwr.wroc.pl 30.04.03, 10:53 :* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Arystokles "Świat kobiet" IP: 62.233.178.* 03.05.03, 13:42 „Świat kobiet” Zaprezentowana po raz pierwszy w piątkowy wieczór sztuka „Bez czułości” jest niezwykłą pozycją w i tak już barwnym dorobku Ad Spectatores. Wyróżnia się ona pod kilkoma względami. Przede wszystkim oryginalna obsada: Anna Ilczuk, Ewa Galusińska i Magda Biegańska-po raz pierwszy na scenie są same kobiety. Zaskakująca jest także osoba reżysera – za sterami spektaklu usiadła Anna Ilczuk, dla której był to debiut w tej roli. Spisała się całkiem nieźle, spektakl jest interesujący i od samego początku przykuwa uwagę widza. Bardzo odważnym posunięciem było wprowadzenie kilku monologów, wygłaszanych przy dyskretnej modulacji nastrojowej muzyki. Są one świetnie wplecione w fabułę i stanowią poważny atut sztuki. Zadziwia także przemyślne prowadzenie postaci w nielicznych scenach z udziałem wszystkich postaci. Ich ruchy zazębiają się, reagują precyzyjnie na swoje gesty. Plany są bardzo przejrzyste, akcja jest dobrze uchwytna, aktorki nie przeszkadzają sobie wza-jemnie, nawet teksty wygłaszane są niby interwałami. Wszystko jest zgrane i dopracowane, nie ma chaosu. Do tego dodać można kilka efektownych smaczków- kąpiel na scenie, kwestie mówione do wnętrza muszli klozetowej, odpychająca piękna kobieta, płacząca aktorka, prześliczna taneczna solówka, czy zabawna choreografia aerobiku. Całość dobrze komponuje się z frapującą scenografią popełnioną przez Dagmarę Bielecką. Wnętrze Wieży Ciśnień wystylizowane zostało na dość typową łazienkę, w której znajduje się wszystko to, co jest zdolne unieszczęśliwić kobietę. Poczesne miejsce zajmuje tu wanna, bę-dąca kością niezgody pomiędzy bohaterkami, wraz z mnóstwem kąpielowych parafenaliów, waga, za pomocą której dołuje się Joe, toaletka z niezliczonymi kosmetykami i nawet muszla klozetowa- ulubione siedzisko Mary. Właściwie jest to spektakl kameralny! Spektakl spina w spójną całość zajmująca muzyka, bardzo energiczna i żywiołowa. Nawet tak dyskusyjnej jakości kawałek „ Nas nie dogoniat” brzmi jakoś lepiej. Wszystkie trzy aktorki zbudowały niezwykle zwarte i logicznie spójne postacie. Papierowe role zamieniły się w niemal realne osoby obdarzone szeroką gamą uczuć, wrażliwością i swo-imi intymnymi marzeniami. Mary to cicha i jakby zagubiona osóbka, introwertyczka na pozór pozbawiona gustu. Jednak w miarę rozwoju akcji dowiadujemy się skąd pochodzi ten jej mroczny rys charakteru. Pewnego wieczoru, wracając z pracy, została napadnięta na skraju lasu i.... Jej pozornie nijakie stroje to obrona przed mężczyznami. Za nieszczęście, które ją spotkało, wini siebie- ubrała się zbyt wyzywająco, teraz zaś czuje się bezpieczna w swoim kamuflażu. Cierpi, nie mogąc znieść faktu, że inni mają swoje życie, nieważne czy rzeczywiste, czy urojone, podczas gdy ona znajduje pocieszenie jedynie na dnie butelki. Skąd biedna może wiedzieć, że piękno kobiety tkwi w czymś zupełnie innym i ujawnia się pomimo nijakiego stroju. Nie da się ukryć, że Mary jest ładna tą silną, naturalną urodą, która manifestuje się sama i nie potrzebuje do tego żadnych środków. Przypomina trochę Pepę Antonową, która „jak w antycznej tragedii pokutuje za czyjeś grzechy. Tu, na Bałkanach, antyczna tragedia nie kończy się nigdy.” Wyrzućmy Bałkany i mamy Mary. Wspaniała kreacja Magdy Biegańskiej, występującej w Wieży po raz pierwszy. Przepiękny, przerywany łkaniem, monolog opowiadający wstrząsającą tragedię młodej dziewczyny budzi respekt. Z trudem można powstrzymać się przed wtargnięciem na sceną i przytuleniem nie-szczęśliwej bohaterki. Do tego taniec wieńczący epizod o pustej kobiecie i gorylu. Widzimy ruch pełen gracji, ale i pazerności, głodu życia, który tylko w tańcu może się objawić, bo na nic innego nie starcza jej sił. Bardzo sugestywny jest też pozorny bełkot pijanej Mary, który ma w sobie wiele głębi. Zupełnie inaczej na świat zapatruje się Joe. To dziewczyna pełna kompleksów, uważa się za grubą i nieatrakcyjną, jakąś taką niedokończoną. Snuje liczne wizje, w których jest dużo wyższa i wszyscy się w nią wpatrują z uwielbieniem, może śmiało chodzić seksownie ubrana. Poznaje bogatego cudzoziemca, z którym nie musi rozmawiać, choć potrafi pięknie konwersować. Zdaje się być nieco żywszą od Mary, choć popada w skrajności. Raz buja w obłokach, by za chwilę upaść twardo na ziemię i oburzać się na swoje mankamenty urody (których nie udało mi się dostrzec). To chyba brak samoakceptacji, gdy żyje się równolegle dwoma urojeniami- jednym, w którym nie widzi się własnych słabości i drugim, gdzie nie widzi się swoich atutów. Joe, nie wierząc w siebie, daje się zaliczać różnym fagasom, tak po prostu, bez czułości. Wydawałoby się, że to mało interesująca postać, lecz Ewie Galusińskiej udało się nadać jej głębszy wymiar. Gdy widzimy ją siedzącą samotnie na krześle i wsłuchujemy się w jej piękne marzenia o podróżach autostopem, to dostrzegamy tam rozdzie-rającą samotność inteligentnej dziewczyny o wielkim sercu, która nie mogąc nic zrobić, płacze w poduszkę. Drugi solowy popis aktorki to marzenie o zachwycającej wielokrotnej miłości, gdzie pożądają jej wszyscy obecni na sali mężczyźni, i nie mogąc się oprzeć jej wdziękom, kochają się z nią po kolei. Jednak i tutaj miłość taka wyzuta jest z akceptacji drugiego człowieka i fascynacji jego osobowością. Taki taśmowy seks jest tylko męczący, nic ponadto. Skomplikowana to postać, o kilku elementach dynamicznych. Od własnego wyidea- lizowanego światka dochodzi do realnego świata, w którym jest potrzebująca jej Mary. Ostatnia z bohaterek to despotyczna Celia, wyzywająco piękna fanatyczka zabiegów wokół swojej urody. Obłudnie miła, w rzeczywistości jest bardzo nerwowa, niemal banalna. Ale Anna Ilczuk nie pozwoliła tej postaci wyczerpać się w tym miejscu, nadała jej kilka dojrza-lszych rysów. Kilkakrotnie pośród płytkich tyrad typu tych na temat wyższości pudru w kremie padają silnie akcentowane wykrzykniki. Celia zauważa, że nikt jej nie szanuje, ale nie wie, czemu. A odpowiedź nie jest chyba specjalnie trudna- jak można akceptować kogoś, kto nie jest sobą? Osoba nakładająca tony makijażu ukrywa swoją urodę, a nie podkreśla ją. Nigdy nie ujawnia swojego prawdziwego „ja”, zawsze udaje. Żyje śmieszną iluzją, nie ma żadnych kłopotów ani zmartwień. Idealna uroda toruje jej drogę przez życie. Nie widzi nic niepokojącego w fakcie, że daje się podrywać facetom, na których nawet zdesperowana Joe nie chciała spojrzeć. Rola ta jest wyzwaniem, od początku towarzyszy jej ostracyzm. Jednak Anna Ilczuk trafioną mimiką i modulacją głosu potrafiła udanie urealnić tę postać. Reasumując muszę stwierdzić, że wielce ciekawy to spektakl. Dobry scenariusz, brawurowe wykonanie, szokująca scenografia to, obok nastrojowej muzyki i odważnej reżyserii, podsta-wowe jego atuty. Właściwie trudno dociec, o czym sztuka traktuje, ja trzymałbym się wersji mówiącej o kobiecych problemach, trapiących aktualnie płeć nadobną. Mimo pozornie płytkiego tematu warto spektakl obejrzeć. Arystokles Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: natka .... :( IP: *.crowley.pl 08.05.03, 12:57 jestem zawiedziony,że Leszek Pułka nie napisał recenzji z owej premiery...!!! Odpowiedz Link Zgłoś