zeziufive
25.01.09, 14:13
Po erze totalnej polonizacji dziejów Wrocławia z punktem startowym
AD 1945 pojawił się trend do pochylenia się nad pamiątkami sprzed
tejże daty. Tak naprawdę, to odkrywanie dawno odkrytego, bo przecież
większość monolitu urbanistycznego miasta to dzieło bynajmniej nie
naszych umysłów. Wkraczając radośnie w te granice dociekań, możemy
po czasie dojść do wniosku, że kroczymy po cokolwiek grząskim dla
nas gruncie.
Sami Niemiaszkowie naszą chęć beztronnego poznania dziejów Wrocławia
łatwo mogą (a potrafią to znakomicie) przeinterpretować w sposób
daleko odbiegający od naszych najlepszych intencji, uderzając choćby
w "powalający nawet Polaków jednoznaczny charakter germańskości
tejże ziemi". A warto tu ciągle pamiętać, że w myśl litery
Poczdamskiego dzielenia Europy, to my tu ledwie administrujemy, a
uznanie granic na Odrze i Nysie może odwołać ten co go (pod
przymusem! - J.Nowak-Jeziorańskie doskonale znał temat) uznał
(prawnicy to potwierdzą) czyli parlament "obecnie nam kolegujący" z
siedzibą w Berlinie. W stosunkach z tą krainą nie mieliśmy w
historii dobrej karty, a poza ich kilkoma wpadkami przy pracy jak AD
1410, to naszą krwią najczęściej są pisane podręczniki polskich
szkół historii. Tak więc, przy nieomal jednoznacznej identycznośći
do podziałów administracyjnych Królestwa Polskiego z 1772 i
późniejszych, dzisiejsza obecność polskości we Wrocławiu może trącić
klimatami rozbiorów...
I nie oto tu chodzi by piętnować chęci rzetelnego utrwalania
historii Breslau przez polskojęzycznych zapaleńców jak w treści
artykułu. Rzecz w tym, że pod każdą z tych odrestaurowanych pamiątek
trzeba będzie się umieć wytłumaczyć - nieomal z roli intruza w tym
miejscu i czasie.
Że my tu na zawsze i nie ma co pękać? Spoko, Rozdrapana
Rzeczpospolita podniosła się z kolan po 123 latach, a rozjechane
czerwogwiezdnymi czołgami i zdemolowane bombowcami Harrisa
podzielone przez Zwycięzców Niemcy, dziś już są ponownie
zjednoczonym organizmem, stojącym całkiem całkiem na gospodarczych
nogach. I tak jak przed I i II wojenną zadymą świata, to my jeździmy
tam do nich tyrać wszędzie tam, gdzie im się nie chce robić.
Poza tym, i tu i teraz w naszym gronie, łatwo można wykreować mit, o
ponownym i bezwolnym dryfowaniu Wrocławia w kierunku wyższości z
tytułu germańskiej przeszłości miasta. I nie ważne, że konotacji w
tym kierunku znajdzie się wiele w innych miejscach Polski, tu mimo
najlepszych chęci - lepiej nie budzić upiorów (niemieckości) Bo oni
pokazali nam jak "szanują" nasze dzieje (przenosząc całe katedry
Jagiellonki do Oświęcimia) a dziejach naszego dziś Uniwerku znany
jest fakt ichniejszego miglanca który doktoryzował się tezą,
że "niższość polskości potwierdza nawet fakt użycia przypadków w
gramatyce".
Pytanie: jak daleko dzisiejsze pokolenie Niemiec odskoczyło od tych
klimatów? Jeśli nawet dziś nie koniecznie im w głowie
rewizjonistyczne awantury, to znając ichniejszą pragmatykę, cała
mądrość napompowana antypolskością może drzemać gdzieś cierpliwie,
rzetelnie uporządkowana w akademickich archiwach.