Dodaj do ulubionych

Koncert Nicka Cave'a

IP: *.mpp.com.pl 28.05.01, 12:28
W bardzo beznadziejny sposob P. redaktor GCH pisze
belkotliwie cos o szelescie mamony i ataku komercji w
muzyce. To biblia jakas czy co? Slowne gierki i
zadufane komentarze, jakby P. red. wszystkie rozumy
pojadl. Odrobine luzu panie...ile pan masz lat i jakie
szkoly zes pan pokonczyl, bo na pewno nie muzyczne.
Obserwuj wątek
    • Gość: Tadek Re: Koncert Nicka Cave'a IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 28.05.01, 21:22
      Gość portalu: PataraS napisał(a):

      > W bardzo beznadziejny sposob P. redaktor GCH pisze
      > belkotliwie cos o szelescie mamony i ataku komercji w
      > muzyce. To biblia jakas czy co? Slowne gierki i
      > zadufane komentarze, jakby P. red. wszystkie rozumy
      > pojadl. Odrobine luzu panie...ile pan masz lat i jakie
      > szkoly zes pan pokonczyl, bo na pewno nie muzyczne.

      Podpisuje sie obiema rekami! Czytalem tylko piatkowy wroclawski dodatek wyborczej na dworcu kolejowym, ale facet
      rzeczywiscie pieprzyl niemilosiernie. "Muzyka dobiegajaca zza przyciemnianej szyby limuzyny"... "Nick Cave otarl sie
      o smierc i sie przestraszyl... " Cave ocieral sie o smierc dziesiatki razy wczesniej, chociazby z przecpania i pare razy
      ledwo uratowali mu zycie. Trzeba byc gluchym na oba uszy, zeby nie uslyszec, ile w tych pozornie spokojnych
      piosenkach jest obledu, rozpaczy, ale tez ironii. Moze pan Cholewa nie umie po angelsku i nie czyta tekstow? Trudno
      sie wlasciwie dziwic, skoro jedyna plyta Cave'a, jaka znaja tam w "Wyborczej" to "Murder Ballads" - patrz teksty w
      piatkowej gazecie; nie zaspiewal ANI JEDNEGO z nich, to sie nazywa dziennikarski profesjonalizm!
      Cave jest soba nie tylko, kiedy smaruje krwia po scianach, albo zasypia na klawiaturze maszyny do pisania piszac
      "And the Ass Saw the Angel". Podziwiam go rowniez za to, ze - w przeciwienstwie np. do Micka Jaggera - nie udaje
      dwudziestolatka. A przy tym ciagle jest 100% rockmanem. I potrafie sobie kpicna calego - rowniez z siebie
      ("Hallelujah", "Oh My Lord")
      • Gość: aga Re: Koncert Nicka Cave'a IP: *.toya.net.pl 29.05.01, 00:06
        Dokladnie. Lepiej bym tego nie napisala. Pozdrawiam zwlaszcza starych fanow
        Cave'a.
        • Gość: Tadek Re: Koncert Nicka Cave'a IP: *.phils.uj.edu.pl 29.05.01, 12:16
          Gość portalu: aga napisał(a):

          > Dokladnie. Lepiej bym tego nie napisala. Pozdrawiam zwlaszcza starych fanow
          > Cave'a.

          Jezeli "Lepiej bym tego nie napisala" odnosi sie do mojego listu, a nie do tekstow z "Wyborczej", to
          dziekuje za dobre slowo. Mam hipoteze nt. red. Cholewy: on po prostu zazdrosci Cave'owi kasy. Juz w
          piatkowej "Wyborczej we Wroclawiu" obsesyjnie powtarzaly sie watki wielkiej limuzyny, klimatyzowanej
          restauracji, telewizorow w hotelu i sum, jakie artysci biora za koncerty - o tym, co Cave pisze, spiewa i ma
          do powiedzenia, byla tylko garstka zalosnych banalow, a pozniej znowu: "czy gdybym zaprosil Cave'a na
          koncert, to wzialby on polowe tej sumy, co Madonna?" Podobno dzentelmeni o pieniadzach nie
          rozmawiaja, ale red. Cholewa dzentelmenem najwyrazniej nie jest; typ krytyka, ktory artyscie zaglada do
          portfela, pokoju hotelowego i limuzyny., ale raczej nie do duszy. Prosze, ten australijski blazen kosi taka
          kase, a ja - nie mniej zdolny i przystojny - obijam sie po jakichs lokalnych dodatkach i pisze drugorzedne
          recenzje, ktorych nie chcieliby w "Machinie", by o "Rolling Stone" nie wspomniec.
          Slonimski kiedys napisal, ze w oczach przecietnego mieszczanina artysta musi glodowac przez cale zycie
          i napisac nie wiadomo ile arcydziel, zeby wreszcie przez ostatnie pare lat pozyc sobie na poziomie, ktory
          rowna go z solidnym burzujem; red. Cholewa nie chce zreszta podarowac Cave'owi nawet luksusu po
          czterdziestce. To kretynski mit, ze artysta musi biedowac caly czas, zeby nie stracic kontaktu z zyciowym
          miesem. Jak sie jest glodnym, to mysli sie o tym, jak zachalturzyc, zeby miec wieczorem pieniadze na
          kolacje i nie snuje sie artystycznych planow. Kazdy sobie moze wtedy toba podetrzec tylek - zwlaszcza
          jezeli jestes po czterdziestce i masz zone i dzieci, musisz przeciez z czegos utrzymac rodzine. Czy Cave
          ciagle mial wegetowac w Londynie, bez pradu, gazu i wody - jak w latach osiemdziesiatych? Nikt w
          show-businessie nie zapracowal sobie tak jak on na wszystko, co ma. Ja osobiscie ciesze sie i jestem
          dumny, ze moj ulubiony wykonawca ma forse, klase i nikt go nie bedzie traktowal jak popychadla -
          menadzerzy, wytwornie, organizatorzy... Dobra, dosc o wypocinach drugorzednego dziennikarza.
          Aga, czy starzy fani Cave'a to fani po szescdziesiatce? Nie wiem, czy jestem "starym fanem" - pierwsze
          zauroczenie w drugiej klasie liceum, przegralem jakas kasete, ale kompakty zaczalem kupowac dopiero
          na studiach, ktore teraz koncze. Zaczelo sie bodajze od "Brother, My Cup Is Empty", ale znam wielu, ktorzy
          wpadli po "Papa Won't Leave You, Henry" i nie dziwie sie im. Rozumiem, ze "starzy" fani zywia niechec do
          tych, ktorzy zaczeli go sluchac po "Where the Wild Roses Grow", to zjawisko ktore powtarza sie i gdzie
          indziej - fani The Cure nie znosza tych, ktorzy zaczeli ich sluchac po "Friday I'm in Love", a depesze - tych
          co dolaczyli po "Enjoy the Silence". Nie popadajmy jednak w przesade - "where the wild roses..." to
          swietna piosenka i jezeli nawet jakas glupia panienka zaczela sluchac Cave'a dlatego, ze zaspiewal z K.
          Minogue, to a) szybko musiala sie zrazic; b) jesli sie nie zrazila po wysluchaniu innych piosenek,
          zostala i cos z ta muzyka przezyla, to znaczy, ze wcale nie byla taka znowu glupia panienka. Wiem, ze do
          Cave'a ma sie zawsze stosunek wyjatkowo osobisty i patrzac na reszte ludzi na koncercie mysli sie - co
          te szczyle tak naprawde o nim wiedza, on jest tylko moj! Cave'a sluchaja samotnicy i indywidualisci i
          przedziwny jest widok tlumu samotnikow i tlumu indywidualistow na widowni.
          Ja pozdrawiam wszystkich fanow Cave'a bez wyjatku. No, moze z wyjatkiem tych, ktorzy przy "God Is In the
          House", gwizdali, przeszkadzali i krzyczeli "Tupelo" (Cave od dawna nie gra tej znakomitej skadinad
          piosenki chociazby dlatego, ze ma dosc pytan o Elvisa P.)
          • Gość: Tomeqqq Re: Koncert Nicka Cave'a IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.01, 10:58
            A czytaliście Jego opinię w dziale kulturalnym w ogólnopolskiej Wyborczej?
            Głównym wątkiem jest zdyskredytowanie Hali Ludowej, jako obiektu zupełnie nie
            nadającego się do koncertów. Ciekawe dlaczego nie wspomniał o tym w
            Dolnośląskiej? Poza tym jedno (!) zdanie o artyście i jego występie. Żenada na
            maksa, że ktoś taki puszcza w kraj "reklamówki" o Wrocławiu. A może to tajny
            agent z Warszawy ?
            • Gość: Tupelo Re: Koncert Nicka Cave'a IP: *.ifr.uni.wroc.pl 31.05.01, 11:34
              Pan redaktor napisal tez, ze Cave zwykle spiewa zza fortepianu, jesli
              to "zwykle" to byl konkurs PPA dwa lata temu, to bylo to raczej "niezwykle"
              wydarzenie: Cave bez zespolu to rzadkosc. Podobno na koncertach z Bad Seeds
              wlasnie szaleje i daje z siebie wszystko, tak jak to bylo w piatek na
              WSPANIALYM, NIEPOWTARZALNYM koncercie. A akustyka hali... moglaby byc lepsza,
              czasami strasznie "gwizdalo", ale na trybunie slychac bylo OK.
              • Gość: magician Re: Koncert Nicka Cave'a IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.06.01, 20:00
                tylko jak on mógł (Cave) zapomnieć o jednej z lepszych piosenek na nowej plycie
                jaką jest "Sorrowful wife" !?!?!?!?!?!?! No jak? :)
                :)))))))
                • Gość: Tadek Re: Koncert Nicka Cave'a IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.01, 20:39
                  Zgadza sie, "Sorrowful Wife" to genialna piosenka. Cave o niej nie zapomnial: gral ja przez jakies trzy-cztery
                  koncerty na poczatku tej trasy, a pozniej z niej zrezygnowal. Dlaczego - nie wiem. Moze na zywca nie dawala
                  takiego efektu jak w wersji studyjnej? Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka