vobiska1
14.04.08, 00:49
minąć się z powołaniem
Bóg nie poskąpi łask małżeństwu w kryzysie, bo swoich darów nie
odwołuje. Są wspaniałe przykłady małżeństw, które odnalazły drogę do
siebie, nawet po latach rozłąki. Nawrócenia dokonują się czasem po
wielu latach. Boże prowadzenie nie realizuje się za pomocą z góry
zaprogramowanego scenariusza, nie możemy powiedzieć, że każdy etap
naszego życia został przez Boga dokładnie wytyczony. Zdarza się, że
Boga uznajemy (przynajmniej w wypowiadanych słowach), ale w
niektórych wymiarach naszego życia Go odrzucamy. Stąd rodzą się
najróżniejsze życiowe pomyłki. Ale w ważnych momentach, takich jak
zawarcie małżeństwa, złożenie profesji zakonnej czy otrzymanie
święceń kapłańskich Bóg daje nam pewność, że wkroczył w nasze życie.
Świadomość tego bardzo ułatwia życie i uwalnia od niepotrzebnego
kwestionowania dotychczasowej drogi. Pozwala budować na mocnym
fundamencie, choć przecież nadal trzeba podejmować osobiste decyzje,
pytając Boga o ich sens i prawdziwość. Niektórzy w trudnych
momentach niepokoją się, że minęli się z powołaniem. Ich błąd polega
na tym, że źle stawiają pytanie. Jeśli nam się coś nie udaje, nie
wychodzi, to trzeba raczej zapytać, dlaczego myślimy, że musi nam w
życiu "wyjść". Celem naszego życia nie jest sukces, ale usynowienie,
życie w jedności z Bogiem, przejście naszej życiowej pielgrzymki w
pełnym zaufaniu Bogu. Może się zdarzyć, że nasze życie, po ludzku
patrząc, będzie trudne. Dadzą znać o sobie nasze słabości, trudności
zdrowotne, emocjonalne czy finansowe. Jednak one nie są
najważniejsze. Najważniejsze jest jednoczenie się z Bogiem poprzez
przeżywanie tajemnicy naszego życia, tak jak ona się rozwija, bez
niepotrzebnych ucieczek.
twoim powołaniem jest to co, teraz robisz
I już ostatnia myśl na ten temat. Nieprecyzyjne ujmowanie natury
ludzkiej woli, które omówiłem
powyżej, wygenerowało w retoryce chrześcijańskiej sformułowania
mogące rodzić niedobre skojarzenia. Gdy mówi się np. o "dobrym
wypełnianiu woli Bożej" albo o "właściwym rozeznaniu powołania"
czy "oddaniu się Bogu w niewolę", to nie chodzi o rezygnację z
naszej woli i wolności. Bóg nie ześle nam rozkazów z nieba, które
powiedzą, co mamy w danej chwili czynić. Światła Ducha Świętego
bywają najczęściej delikatne. Czasem podpowiadają nam, co warto
zrobić, ale czasem działają wewnątrz naszej woli, która zostaje
porwana ku jakiemuś dobru. Bywa też czasem, że świateł tych zupełnie
nie widzimy i nie mamy pewności jak postąpić. Wtedy trzeba dokonać
aktu zawierzenia Bogu i zdecydować się na rozwiązanie, które w danej
chwili wydaje się być najlepsze. W momencie decyzji wątpliwości
ustąpią. Bo twoim powołaniem jest zawsze to, co w tej chwili robisz.
Gdy pewnego dnia uda nam się wreszcie uwolnić od myślenia w
kategoriach programu komputerowego, który Bóg dla nas przygotował,
odkryjemy wartość życia w zawierzeniu, w obcowaniu z Bogiem, w
nieustannym zapraszaniu Go do naszych działań. Wtedy staniemy się
uważni i nastawieni na przyjmowanie wyzwań, które Bóg przed nami
stawia, przestaniemy uciekać przed nimi, przestaniemy się buntować.
Zrozumiemy, że najważniejsza jest hojność daru. Oczywiście ważna
jest też fachowa kompetencja. Darów Bożej łaski nie należy zakopywać
w ziemi. Trzeba ich używać odważnie, powiedziałbym nawet, że z
elementem pewnego ryzyka. Nie musimy się jednak niepokoić o "dobre
wypełnienie woli Bożej". Bowiem doskonała miłość usuwa lęk (1 J
4,18).
o. Wojciech Giertych, dominikanin, obecnie Teolog Domu Papieskiego,
profesor teologii moralnej, studiował na Papieskim Uniwersytecie św.
Tomasza Angelicum w Rzymie. Był magistrem braci studentów w
klasztorze w Krakowie, później asystentem Generała Zakonu do spraw
Europy Środkowej i Wschodniej oraz do spraw życia intelektualnego.
Jest autorem książek "Malchusowe ucho" i "Rachunek sumienia teologii
moralnej".