06.11.02, 23:25
Macie taki niezapomniany koncert, który Wami wstrząsnął?
Ja mam. Requiem Mozarta oczywiscie w Saint Germain des Pres. Stuosobowy chór
w kosciele gotyckim. To raz. Dwa to IX Bethoveena pod Karajanem na zburzenie
Muru. Słyszałam, jak członkowie chóru płakali.. Trzy to Konkurs Chopinowski z
dziesięć lat temu. Kiedy Francuzka pomyliła emolla z fmollem... Cztery,
nieodparcie, to to, co się dzieje na ul. Szerokiej w czasie Festiwalu
Żydowskiego w Krakowie...
Obserwuj wątek
    • tjczekaj Re: Dreszcz 06.11.02, 23:43
      Ojejku, a co to za jedna, ktora pomylila emolla z
      efmollem??????
      Blagam o szczegoly, niechze sie usmieje!!!!!!!


      Dreszcz
      Tria Schuberta przez Beaux Arts Trio
      Koncert skrzypcowy Beethovena (Perlmann z Barenboimem)
      [minuta ciszy, bynajmniej nie zapowiedziana z gory-w
      Pleyelu, w ktorym klaszcza jak w Bialym Domu, po czesciach]
      • mulka Re: Dreszcz 07.11.02, 07:12
      • soova Re: Dreszcz 07.11.02, 16:50
        tjczekaj napisała:

        > Ojejku, a co to za jedna, ktora pomylila emolla z
        > efmollem??????
        > Blagam o szczegoly, niechze sie usmieje!!!!!!!
        >
        >
        Francuzka Caroline Sageman na konkursie w 1990 roku, bodajze XIII-tym (ale moge
        się mylić). Miała wtedy 17 lat. Nie ma się z czego śmiać, jak przesłuchałam
        jej nagranie z wcześniejszych etapów, stwierdziłam, że naprawde nieźle się
        zapowiadała.

        Nie wiem, co się z nią później stało.
    • johann3 Re: Dreszcz 07.11.02, 07:05
      iwa_ja napisała:

      > Macie taki niezapomniany koncert, który Wami wstrząsnął?
      > Ja mam. Requiem Mozarta oczywiscie w Saint Germain des Pres. Stuosobowy chór
      > w kosciele gotyckim. To raz. Dwa to IX Bethoveena pod Karajanem na zburzenie
      > Muru. Słyszałam, jak członkowie chóru płakali.. Trzy to Konkurs Chopinowski z
      > dziesięć lat temu. Kiedy Francuzka pomyliła emolla z fmollem... Cztery,
      > nieodparcie, to to, co się dzieje na ul. Szerokiej w czasie Festiwalu
      > Żydowskiego w Krakowie...


      koncert fortepianowy a- moll Schumanna, wariacje fortepianowe Francka, II suita
      z baletu Romeo i Julia Prokofiewa oraz Pulcinella Pergolesiego- Strawińkiego,
      koncerty orkiestry szkolnej w Bytomiu w latach 1982- 83,
    • brunosch Re: Dreszcz 07.11.02, 12:14
      III koncert c-moll Rachmaninowa, w wykonaniu Witolda Małcużyńskiego (solista),
      Witolda Rowickiego (dyr.) i Orkiestry Filharmonii Narodowej. Nagranie z
      lat '60, mam je na czarnym winylu. To jest wersja DOSKONAŁA, żadne inne
      wykonanie nie zrobiło na mnie wrażenia, choć zbieram nagrania różnych
      pianistów. Nawet osławiony Helfgott nie dorównuje Małcużyńskiemu, że o Marcie
      Argherich nie wspomnę. Jej interpretacja mnie wyłącznie śmieszy.
      • brunosch Re: Dreszcz 07.11.02, 12:22
        III Koncert d-moll, oczywiście. c-moll to II, też dobry (choć najbardziej lubię
        go w dość frywolnym kontekście - w Słomianym wdowcu, gdy w męskich marzeniach
        pojawia się zasłuchana i zachwycona Merylin Monroe).
    • draconessa Re: Dreszcz 07.11.02, 18:59
      Ostatni dreszcz to chyba Nieszproy Rachmaninowa w wykonaniu choru "Dumka" pod
      kierownictwem Sawczuka, na zywo, w Kosciele ewangelickim na Pl. Malachowskiego.
      Ale tylko na zywo, bo na plycie juz nie powtorzyli tego klimatu...
      • kanarek2 Re: Dreszcz 07.11.02, 19:46
        Pierwszy dreszcz to pierwszy w zyciu koncert w filharmonii na ktory poszedlem,
        jako mlody licealista jeszcze, Symf. Klasyczna Prokofiewa; po niej nikt nie
        musial mnie przekonywac, ze milo jest chodzic do filharmonii.

        Ostatni dreszcz to ostatni koncert wysluchany 2 tygodnie temu: 'Fratres' Arvo
        Parta, ogromne wrazenie.

        ps.
        > Ostatni dreszcz to chyba Nieszproy Rachmaninowa w wykonaniu choru "Dumka" pod
        > kierownictwem Sawczuka, na zywo, w Kosciele ewangelickim na Pl.
        > Malachowskiego.
        > Ale tylko na zywo, bo na plycie juz nie powtorzyli tego klimatu...

        Draconesso droga, to co piszesz to prawie pytanie "Z plyty czy na zywo?".
        Mnie np. czesciej przeszywaja dreszcze na koncertachwink), i dlatego wlasnie
        o koncertach pisze.
        I nie wiem jak przedmowcy szanowni, ale mysle ze zly koncert jest lepszy
        od dobrego nagrania. I to z paru powodow, ale nie chce psuc tego
        'sentymentalnego' watku (za ktory dzieki, Iwo!).

        Pozdrawiam,
        kanarek
        • draconessa Re: Dreszcz 07.11.02, 22:51
          kanarek2 napisała:


          > Mnie np. czesciej przeszywaja dreszcze na koncertachwink), i dlatego wlasnie
          > o koncertach pisze.
          > > Pozdrawiam,
          > kanarek

          A u mnie to tak roznie...bywaja koncerty, ktore dlugo pamietam, ale i przy
          niektorych plytach dreszczyki przechodza po plecach i potem te wlasnie plytki
          staja sie nieomal przyjaciolmi...np "Stabat Mater" Pergolesiego z Emma Kirkby i
          Jamesem Bowmanem, za pulpitem Christopher Hogwood Z Academy of Ancient Music...
        • mulka Re: Dreszcz 08.11.02, 07:35
          kanarek2 napisała:

          >
          > Draconesso droga, to co piszesz to prawie pytanie "Z plyty czy na zywo?".
          > Mnie np. czesciej przeszywaja dreszcze na koncertachwink), i dlatego wlasnie
          > o koncertach pisze.
          > I nie wiem jak przedmowcy szanowni, ale mysle ze zly koncert jest lepszy
          > od dobrego nagrania.

          Moje dreszcze smile jednak bardziej wiaza sie ze sluchaniem plyt (radia)
          niz z koncertami. Pewnie dlatego, ze rzadko mam okazje sluchac na zywo
          wybitnych wykonawcow. A ci , ktorych mam okazje sluchac wywoluja czesto
          dreszcze wrecz przeciwne, ze tak powiem smile))
          Poza tym... lubie sluchac muzyki w samotnosci smile
          mulka
    • mulka Re: Dreszcz 08.11.02, 07:39
      Kolejna porcja dreszczy smile

      Kantata Jana Sebastiana Bacha ''Ich habe genug'' - dla mnie najpiekniejsza z
      jego kantat.

      Plyta , czarny krazek, byla w domu od lat, nie zwracalam na nia uwagi , az
      ktoregos dnia zauwazylam. Nagranie z konca lat 60-tych pod batuta Bogdana
      Wodiczko. Spiewa Andrzej Hiolski. I to jak spiewa !!! Jak uskrzydlony smile

      To byly Swieta Wielkanocne, przez cale Swieta sluchalam tej plyty, a potem
      jeszcze , i jeszcze , i za kazdym razem wprawiala mnie w
      uniesienie. ''Zajezdzilam'' plyte smile Zaczela trzeszczec , a igla
      przeskakiwac.... Zreszta teraz nawet nie mam odtwarzacza do czarnych krazkow.

      Jakis czas temu uslyszalam to nagranie w Dwojce, z tym samym , co zawsze,
      dreszczem smile

      Nie moge sluchac tej kantaty w innym wykonaniu, a juz osobliwie , gdy spiewa
      kontratenor.

      mulka
    • otto_1 Re: Dreszcz 08.11.02, 16:17
      Pasja wg. św. Jana 2 lata temu w T. Wielkim z Herreweghiem. Nie mogłem dojśc do
      siebie. Dzien później Mszy h-moll już tak nie przezyłem, a rok póxniej,
      Mateuszowa, to już w ogóle rozczarowanie - siedziałem gdzieś prawie na strychu,
      nic nie widziałem, nic nie słyszałem.

      Za to parę lat temu komplet Mszy Bacha w Studio S1 - minifestiwal BAchowski do
      dziś pamiętam.
      • draconessa Re: Dreszcz 08.11.02, 16:55
        o, tak, Hereweghe dal wtedy popis....mimo, ze siedxzialam wtedy nieomal na
        jaskoleczce, wsrod mlodzi szkolnej, zreszta po przerwie zeszlam nizej i juz
        bylo ladnie slychac....chociaz osobiscie wole wersje Gardinera......"Lasst uns
        den nicht zerteilen, sondern darum lossen, wess'er sein soll" - ten chorek jest
        u niego wprost genialny!!!!
    • zamek Re: Dreszcz 09.11.02, 00:18
      Koncert nie do zapomnienia? Owszem, był. II Symfonia
      Mahlera w Innsbrucku lat temu sześć i pół z Junge
      Österreichiszche Philharmonie i chórem radia wileńskiego.
      Nazwisko dyrygenta przez litość dla jego późniejszych
      występków pominę. Przeżywałem ten koncert z czwartego
      pulpitu altówek. Gdy zagraliśmy, zaległa cisza..., nie
      wiem, jak długo trwała - może z 10 sekund, może pół
      minuty. A potem 10 minut braw... To było wstrząsające.
      Pozdrawiam
      • draconessa Re: Dreszcz 09.11.02, 07:34
        Teraz wiem, jak to sie przezywa z tej "drugiej strony"... Bo czasem sie
        zastanawialam na koncertach "co oni sobie, u licha mysla? Czy w ogole widza w
        trakcie grania reakcje publicznosci, czy tez moze sa tak skupieni na grze, ze
        nic do nich nie dociera? A moze mysla o dobrej kolacyjce, albo zeby wreszcie
        pojsc do domu i sie wyspac? smile))
        • kanarek2 Re: Dreszcz 10.11.02, 03:58
          Zamku, powiedz prosze czy z czwartego pulpitu altowek slyszysz cokolwiek
          poza najblizszymi kolegami? bo moge sobie wyobrazic, ze niewiele.
          Pozdrawiam,
          kanarek
          • iwa_ja Re: Dreszcz 11.11.02, 12:51
            Oczywiście, że inne są dreszcze przy bezposrednim odbiorze, a inne, kiedy
            słucha się nagrania. Teraz moje mieszkanie wypelnia Beethoven. Koncert Es-dur.
            Sama tego chciałam. Ale ten koncert ma to do siebie, że mnie dopada w
            sytuacjach naprawdę wyjątkowych. Kiedy nad ranem kiedyś patrzyłam na mojego
            mężczyznę, śpiącego, ktory do mnie wrocił po dłuższym niebycie - gdzieś zza
            sciany cichutko ktoś słuchał Es-dura... Kiedy czekałam na kogoś siedząc w
            samochodzie w centrum Baghdadu, smutna, bo nastepnego dnia miałam wyjeżdżać,
            przechodził obok korowód weselny, piszczałki, zapach kadzideł - z radia w
            samochodzie nagle ten koncert.
            Jak umrę kiedyś, proszę, niech gra Esdur...
            • kanarek2 Re: Dreszcz 13.11.02, 04:50
              Iwo, doskonale rozumiem, o czym mowisz, oczywiscie!

              Z drugiej strony, koncert to nie tylko jakosc dzwieku, nie
              do oddania przez glosniki, lecz takze takie 'spoleczne' przezycie
              muzyki. W koncu nasze pogawedki tutaj sa dobrym dowodem na to,
              ze sluchac mozna i w samotnosci, ale ochota na podzielenie sie z
              kims dreszczami pozostaje. No i - mozesz mnie obsmiac, jesli wola -
              juz strojenie instrumentow przed koncertem jest wazna czescia rytualu;
              gdyby kiedys orkiestra wyszla i od razu zagrala, to poczulbym sie
              oszukany, ot co. (Ogolnie, to postuluje zamieszczanie strojenia
              na plytach, przed nagraniem wlasciwymwink).
              • draconessa Re: Dreszcz 13.11.02, 09:22
                O, tak tak...to strojenie juz tworzy nastroj...na nagraniach koncertowych
                powinno ono byc koneczne,bo od razu uruchamia wyobraznie. Siedzisz sobie w
                domu, ale od razu czujesz sie, jak czlowiek zaglebiony w purpurowym fotelu w
                filharmonii, wychodzi orkiestra, stroi instrumenty, za chwile wyjdzie
                dyrygent....
          • zamek Re: Dreszcz w czwartym pulpicie 01.12.02, 18:24
            Ha, proszę, tu taki temat, a jam go porzucił jak
            niepyszny sad Już wracam... smile
            Draconesso: publiczności się z reguły nie widzi poza
            ukłonami do oklasków. Po pierwsze: muzyk orkiestrowy albo
            patrzy na dyrygenta i synchronizuje się z kolegami
            (porządny), albo patrzy "w kwity" czyli nuty (leser).
            Czasem publiczności po prostu nie widać z powodu
            kontrastu w oświetleniu. Ale z reguły ma się jej
            świadomość - na koncercie jest dużo... ciszej, niż na
            próbie. O czym się myśli w orkiestrze podczas koncertu?
            Owszem, przy niektórych utworach i niektórych dyrygentach
            - o tym, jakie piwo wypije się w knajpie po graniu.
            Nawiasem mówiąc nieraz doświadczyłem fatalnego uczucia
            polegającego na tym, że po zagranym koncercie w ogóle nie
            czułem, że miałem w ręku instrument i spędziłem 90 minut
            na estradzie. Zupełnie mnie to nie obeszło. Nie ten
            nastrój, nie ten utwór, nie ten dyrygent... Tak jest na
            szczęście rzadko. Z reguły kontroluje się wejścia swojej
            partii, czeka się na określone momenty w utworze oraz
            znaki dyrygenta i koncertmistrza. Gdy się samemu
            koncertmistrzuje (czego też doświadczyłem), myśli się
            jeszcze o tym, że określone wejścia trzeba samemu pokazać
            kolegom z tyłu. A poza tym - jeżeli tylko umie się utwór,
            który się gra - jest sporo czasu na delektowanie się
            muzyką, smakowanie współgrania własnej partii z innymi
            czy słuchanie innych partii. To już częściowo odpowiada
            na pytanie Kanarka. W altówkach słychać bardzo dobrze
            całą orkiestrę, bo siedzi się (zarówno w układzie
            amerykańskim, jak i niemieckim) właściwie pośrodku
            estrady. Oczywiście wiele zależy tutaj od sali i od tego,
            jak bardzo dźwięk się rozprasza. Okropnie gra się na
            świeżym powietrzu, bo "przy uchu" nie ma właściwie
            żadnego pogłosu - cały dźwięk błyskawicznie "ucieka" od
            muzyka, w związku z czym mało co słyszy się samego
            siebie, a co dopiero innych. Jakie wrażenia odsłuchowe
            mają inne instrumenty - chyba gorsze, bo niektórzy
            (skrzypce, wiolonczele) siedzą z brzegu, zaś np. dęciacy
            mają tyle własnego dźwięku, że pewnie nie mogą usłyszeć
            nic innego. Zresztą często np. blacha gra "na ruch
            smyczków" - widząc, jak skrzypce poruszają smyczkami, są
            w stanie z nimi synchronizować swój rytm.
            Wiem, ze trochę przydługa powiastka mi wyszła, ale teraz
            mniej-więcej wiecie, jak to z drugiej strony wygląda wink
            Pozdrawiam smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka