auto258374
02.03.07, 19:04
Wydawało mi się, że po sławnych (ale tylko w regionie) wpadkach pożal się Boże
ekologów, kiedy okazało się, że tak eksponowany argument w postaci głuszca
znalazł się piętnaście kilometrów w głębi puszczy od miejsca, w którym rzekomo
miał przebywać, kiedy okazało się, że gniazdo orlika nie znajduje się 50 m od
obwodnicy, a 5000 m, o Dolinie Rospudy powinno medialnie ucichnąć i należałoby
pozwolić na realizację jedynego sensownego wariantu budowy obwodnicy
Augustowa. Tymczasem jest odwrotnie, krzyk się nasila. Publika znowu
ekscytuje się tytułem „Wyrok na Rospudę” (ANGORA nr 7).
Szanowni Panowie Pseudoekolodzy, bo tak trzeba nazywać ludzi podwiązujących
zielone wstążeczki i naśladujących zachodnioeuropejskich „Zielonych” – wyrok
na Rospudę jeszcze nie zapadł, jeszcze jest możliwość ratowania Doliny. Ale
nie przez wstrzymywanie inwestycji drogowych, których znaczenie, jak
stwierdzili specjaliści z tytułami naukowymi, dla kondycji torfowiska będzie
minimalne. Wyrok zapadnie, gdy nie znajdą się szybko środki na budowę
kanalizacji i oczyszczalni ścieków płynących ze wsi, które nadmiernie
użyźniają wody Rospudy. Gdy nie znajdą się środki na stworzenie nowoczesnej
bazy turystycznej. Gdy nie zostaną usunięte z nabrzeży śmietniska z
materiałami toksycznymi. Gdy się nie zapanuje nad dziką turystyką. I tym
powinni Państwo się przejmować.
Czytam o pierwotnych torfowiskach niskich, jedynych w Europie, na których nie
było ingerencji człowieka i... bierze mnie ku..ca. Redaktor (marny) nawet nie
zadał sobie trudu, aby zajrzeć do przewodników turystycznych. Łąki
nadrospudzkie były eksploatowane już w połowie XV wieku, bez przerwy, do dnia
dzisiejszego. Trudność ustanowienia rezerwatu polegała m.in. na tym, że łąki
nadrospudzkie podzielone zostały na wąskie pasy należące do zbyt wielu
właścicieli, więc był kłopot z wykupem. Las stał się już dawno lasem
gospodarczym, z którego stale pozyskuje się drewno. W miejscu, gdzie pójdzie
przeprawa, na tzw. Binduszce, w wiekach XVII i XVIII stał folwark
zarządzającego Puszczą Pacowską. Obok były pola uprawne. Niedaleko
pozyskiwano smołę i dziegieć na tzw. Piecku.
Byłem przy wytyczonym pasie przyszłej obwodówki. Zdecydowaną większość
drzewostanu stanowi drągowina. Gdzie panowie Medek i Wajrak dostrzegli
stuletnie sosny? Zresztą, sto lat to dla sosny wiek rębny. Przez trzy wieki na
dzisiejszym Młynisku działał pacowski młyn, zmieniano więc stosunki wodne. No
i ta „krystaliczna” woda Rospudy – trzecia klasa czystości.
150 tysięcy ludzi zostało zrobionych przez organizatorów hucpy w konia. Ale
czy mogą się do tego przyznać? Więc brną w dalsze szaleństwo, maksymalnie
oddalając perspektywę zyskania przez mieszkańców Augustowa normalnego życia.
Dotarli do prezydenta, rzecznika praw obywatelskich (nie wiem, chyba
obowiązkiem tego pana jest dbać o człowieka rozjeżdżanego tirami), znaczących
polityków, artystów (którzy nigdy nad Rospudą nie byli), nawet do
eksponowanych przedstawicieli Komisji Europejskiej, cały czas manipulując
faktami i kłamiąc w żywe oczy, stosując techniki, jakże wypróbowane w
systemach totalitarnych – gdy się powtarza to samo kłamstwo, to ludzie
uwierzą, i rzeczywiście tak jest.
Dla przeciwników mają knebel, bo w żadnym opiniotwórczym medium nie ukazały
się sprostowania pisane przez ministra, wojewodę, burmistrza czy społeczny
komitet wspierania inwestycji. Jeżeli jest cytowany minister, to od razu z
odpowiednim komentarzem. Jakbym czytał „Życie Warszawy” i „Trybunę Ludu” w
marcu 1968 roku. Wtedy tak traktowano studentów. Dla przeciwstawiających się
manipulacjom pozostają takie tytuły, jak „Kurier Poranny”, „Nasz Dziennik”.
Ostatnio doszlusowała „Gazeta Współczesna”. W „Angorze” ukazała się kilka
miesięcy temu, na szczęście (chwała redakcji za to), moja polemika. To już
było coś, do kilkudziesięciu, może kilkuset osób dotarła. Nawet dwie z nich
napisały listy popierające. Cały czas pseudoekolodzy podpierają się kruczkami
prawnymi, utrudniając rozpoczęcie inwestycji. Ta obstrukcja ma swoje ofiary.
To ludzie, którzy corocznie giną w mieście i wsiach, przez które przechodzi
międzynarodowa trasa tranzytowa. Czy mniemany ekolog przejmuje się losem
zwykłego człowieka? Nie. Przyrodą także nie. Bo gdyby o przyrodę chodziło,
toby otoczył opieką torfowisko Kobyla Biel nad jeziorem Białym, tuż za
opłotkami Augustowa, leżące jakieś 200 m od obecnej trasy tirów. Rośnie na nim
więcej gatunków storczyków niż w całej Dolinie Rospudy. Miłośnicy przyrody
zjawiają się na nim tylko po to, aby wykopywać cebulki obuwika pospolitego.
Ale, ale, powiedzą Państwo, jest cudowne wyjście – przez Chodorki, które
panowie Medek i Wajrak reklamują po raz kolejny. Nie piszą jednak, że ta
rewelacyjna trasa przechodzi przez Rospudę w najbardziej malowniczym miejscu
(to właśnie z tego miejsca najwięcej zdjęć zamieściła „Gazeta Wyborcza”),
niedaleko od ruin Pałacu Paca, gdzie znalazły ostoję nietoperze. Że na wschód
od niej jest niezwykły kanion rzeki Głębokiej, a nieco dalej – 4 km – sławne
Święte Miejsce, gdzie niedaleko uwił swoje gniazdo orlik krzykliwy.
„Ekolog”, który zaleca rozwiązanie, by przerzucić most powyżej stanowisk z
najcenniejszymi zbiorowiskami roślinnymi, dopuszcza, że pójdą na nie odpady,
opary benzynowe i oleje z tysięcy samochodów, jest grabarzem przyrody. Już
nie piszę o tym, że sam wykup ziemi od trzystu właścicieli to przedsięwzięcie
zakrojone na lata.
Jak to jest, że najbardziej właściwy stosunek do sprawy mają drogowcy, którzy
pomyśleli, aby przeprawa przebiegła poniżej stanowisk miodokwiatu krzyżowego,
unikatowego gatunku storczyka? Pomyśleli także, żeby ułatwić migracje
zwierzętom wzdłuż rzeki i wpadli na pomysł estakady. Śmiało mogę postawić
pytanie: kto tu rzeczywiście dba o interes przyrody, a kto jest tylko zwykłym
samozwańcem?
Oczywiście, można mnożyć zarzuty i wątpliwości w stosunku do całej akcji
rzekomo w obronie Rospudy. Przecież wiem, że nie chodzi o prawdę, bo dawno
została wyrzucona w kąt. Więc o co chodzi? Kto się utuczy na niedoli
mieszkańców Augustowa?
WOJCIECH BATURA autor przewodników turystycznych po południowej Suwalszczyźnie
(adres internetowy)