Dodaj do ulubionych

Premier o budowie dróg: Nie możemy się pochwali...

23.05.08, 17:59

"Zdaniem premiera, głównym mankamentem w systemie budowy autostrad w Polsce są
"urzędnicze blokady". Według Tuska, rząd kończy prace nad utworzeniem
"zespołów zadaniowych", które będą w stanie przeprowadzać procedury związane z
inwestycjami drogowymi "10-krotnie szybciej"."

**********************************

To nie sprawa procedur, ale braku sensownych planów z walką o sprzedaż działek
w tle.


Obserwuj wątek
    • poszeklu Wszyskie cpuny czekaja na decyzje najwiekszego 23.05.08, 18:46
      Czy juz wkrotce zalegalizuje miekkie narkotyki,
      juz cos mowil, ale kiedy sam pojechal do Peru,
      tam sobie zrobil dobrze i przywiozl bez cla.

      Pewnie czeka na trudna godzine, wtedy otwiera teczka
      i czyta ustawe o ... prochach.
    • rejtann Pochwała bezprawia przez Tuska? 24.05.08, 08:39
      Tusk nie wziął odpowiedzialności, on bezprawie pochwalił!
      Będzie się miał z pyszna jak sąd stwierdzi, że rewizja osobista
      dziennikarzy i zabór kamery były bezprawiem!
      Swoją drogą GW, ta bezkompromisowa bojowniczka o Wolność Mediów w
      Ojczyźnie, jakby nagle zamilkła w tej sprawie. Co się stało?
    • landaverde Premier o budowie dróg: Nie możemy się pochwali.. 24.05.08, 09:35
      "Biorę na siebie pełną odpowiedzialność za funkcjonowanie służb -
      powiedział premier"

      W takim razie proszę się podać do dymisji.
    • landaverde Operacja „Aneks” 24.05.08, 09:45
      "O tym „Aneksie” krążą rozmaite fałszywe pogłoski, na przykład – że
      spółka „Agora” może go sobie kupić, że niczego interesującego tam
      nie ma, albo znowu, że są tam same kłamstwa, które z brudnego palca,
      którym zwyczajowo dźga się w chore z nienawiści oczy, wyssał sobie
      Antoni Macierewicz – i tak dalej i tak dalej – ale nikt niczego nie
      wie na pewno, bo chyba nikt go nie widział. Stąd też fałszywe
      pogłoski obejmują nawet byłych ministrów obrony narodowej, panów
      Onyszkiewicza, Komorowskiego i Szmajdzińskiego, że rozbudowę
      imperium WSI tolerowali, kto wie, czy wyłącznie bezinteresownie.
      Przy takich poważnych zastawkach, niechby nawet fałszywych,
      wszystkich, a zwłaszcza potencjalnie zainteresowanych korci, żeby
      zobaczyć, co tak naprawdę w tym „Aneksie” jest, bo kto to widział,
      żeby tylko prezydent Kaczyński miał z tych fałszywych informacji
      robić jakiś użytek.

      W związku z tym razwiedka przygotowała piekielnie skomplikowaną
      kombinację operacyjną, której celem było doprowadzenie do
      wyaresztowania jeśli nie całej, to przynajmniej połowy Komisji
      Weryfikacyjnej – tej powołanej przez prezydenta i skonfiskowania
      przy okazji chociaż jednego egzemplarza tajemniczego „Aneksu”. W tym
      celu pułkownik Lichocki, dawny razwiedczyk, co to jeszcze znał
      samego Andropowa, zaczął rozpowiadać po Warszawie, czego to on nie
      może załatwić. Konkretnie – że może załatwić kupno sławnego „Aneksu”
      za 250 tys. złotych, ale to jeszcze nic, bo dzięki wpływom, jakie ma
      w Komisji Weryfikacyjnej, może wykreślić z tego „Aneksu” każde
      trefne nazwisko. Tak sobie chodził i chodził, czemu – powiedzmy
      sobie szczerze – nikt specjalnie się w Warszawie nie dziwił, jako że
      zdrada stanu to u nas rzecz zwyczajna. Wprawdzie przysłowie mówi, że
      co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie, ale pułkownik, w
      dodatku z razwiedki, zwłaszcza taki, co to samego jeszcze znał
      Stalina, to przecież coś więcej, niż jakiś tam wojewoda, więc nic
      dziwnego, że nikt się nie dziwił.

      I dopiero dziennik „Dziennik” zaczął, jak to się mówi, „bić na
      alarm”, co zdaje się, było uzgodnionym sygnałem do akcji, niczym
      podpalenie browaru na Solcu w Noc Listopadową. Natychmiast wszyscy
      przypomnieli sobie, że Polska jest „demokratycznym państwem prawa,
      urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” i niezawisła
      prokuratura nakazała zatrzymać gadatliwego pułkownika, zarządzając
      przy okazji tak zwane „przeszukania” w mieszkaniach Piotra Bączka i
      dra Leszka Pietrzaka. Czego agenci ABW na polecenie prokuratury tam
      szukali – zgadnąć trudno, co chociaż przedstawiciel organów na
      konferencji prasowej z tajemniczą miną mówił do wielkiej
      ilości „dokumentów”, które zostały pochowane do „tajnych kopert”, to
      konfiskujący te „dokumenty” sporządzili na użytek rewidowanych ich
      rejestr, a z rejestru – jak wyjaśnił na konferencji Antoni
      Macierewicz – wynikało, że żaden z nich nie był opatrzony klauzulą
      tajności. Wygląda zatem na to, iż „przeszukania” u Piotra Bączka i
      Leszka Pietrzaka zlecono na chybił-trafił w nadziei, że któryś może
      zachomikował sobie odbitkę „Aneksu” i w ten sposób będzie można
      sformułować „wątek” korupcyjny, do którego już pułkownik Lichocki
      dorobi co tam będzie trzeba.

      Pech chciał, że o akcji ABW skądś dowiedziała się państwowa
      telewizja i wysłała na miejsce ekipę z kamerą. Tajniaków obecność
      kamery tym razem strasznie skonfundowała, oczywiście w obawie, by
      nie został przypadkowo sfilmowany jakiś tajny, specjalnego znaczenia
      dokument, toteż kazali ekipie natychmiast się wynosić, a kiedy ta
      nie posłuchała, zastosowali wobec dziennikarzy „przymus
      bezpośredni”, to znaczy – zabrali im kamerę, a nawet przeprowadzili
      rewizję osobistą dziennikarzy, obmacując ich „w miejscach
      intymnych”, pewnie w poszukiwaniu tajnej broni. Ciekawe, czy ABW
      hołduje homofobii, czy też poszła na pełny luz i tolerancję – bo to
      by wiele wyjaśniało. Naturalnie trochę to całą piekielnie
      skomplikowaną kombinację operacyjną „Aneks” komplikuje, ale nie na
      tyle, by pułkownik Lichocki i zatrzymany wraz z nim pan redaktor
      Sumiński nie mieli grać swej roli do szczęśliwego końca tym
      bardziej, że niezawisły sąd wcale nie obawiał się z ich
      strony „matactwa” w sprawie o „płatną protekcję”, puścił ich za
      kaucją – bo też wygląda na to, że cały „materiał dowodowy”, jaki
      niezawisła prokuratura w tej sprawie zgromadziła, to donos jakiegoś
      funkcjonariusza WSI, że za drobną opłatą obiecywano mu puścić
      płazem: („Bo mówiła żony ciotka: tych co płacą – nic nie spotka!”).
      Najwyraźniej niezawisły sąd uznał, że jak na piekielnie
      skomplikowaną kombinację operacyjną, to trochę za mało, że
      razwieczykowie się polenili i wziął na przeczekanie. Wygląda na to,
      że na przeczekanie wziął też policmajster pana premiera Tuska, pan
      minister Ćwiąkalski. Jeszcze też chyba nie wie, czy ma sądzić Bączka
      i Pietrzaka, a potem innych weryficatores, czy też – nie sądzić. Być
      może w najbliższych dniach decyzję w tej sprawie podejmie najwyższy
      sanhedryn razwiedki"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka