wlodekzpoznania
17.02.09, 21:05
Poznań ma ważniejsze zadania niż budowanie sobie 4 aquaparku i to takiego,
który ambicjonalnie będzie musiał przyćmić inne. Poznaniak może jechać z
Piątkowa do Suchego Lasu, z Naramowic do Czerwonaka, z Rataj do Swarzędza. Dla
niektórych będzie to nawet krótsza wycieczka.
Poznań ma - przez wyprowadzki 10 tysięcy podatników rocznie - słabnący budżet
(w stosunku do przyrostu w innych dużych miastach). Poznania nie stać na
realizację koncepcji rozwoju komunikacji, na udostępnianie gruntów
budowlanych, na zagospodarowywanie niezagospodarowanych gruntów w sercu
miasta. I w takiej sytuacji Prezydent Grobelny postanawia pod wielką i bzdurną
falą niezadowolenia wyrażoną w sondażach Gazety jednak budować Termy. A
szykuje obcięcie środków na budowę dróg, o czym czytamy w innym artykule. Inna
rzecz, że te inwestycje na ten rok są wyjątkowo bzdurne, gdyż rozbudowa
Bukowskiej (od lotniska do granic miasta) i Grunwaldzkiej (od pętli na
Junikowie do granic miasta) na wiele mieszkańcom miasta nie jest potrzebna.
Nie będzie też potrzebna gościom EURO 2012, którzy mogą przyjechać
Dąbrowskiego i Głogowską (lepiej byłoby wreszcie połączyć drugim pasem odcinki
dwu pasmowe ul. Ks. Ściegiennego przez Raszyn na brakujących 300 metrach).
Natomiast obie budowy są potrzebne mieszkańcom przenoszącym się pod miasto.
Tylko znów muszę zapytać: skoro płacom podatki swoim gminom, to dlaczego
Poznań ma im ułatwiać wjazd do miasta? Żeby łatwiej mogli dojechać na zakupy?
To ważny powód, ale finansowo się jednak nie bilansuje. Można było znaleźć
ważniejsze dla miasta odcinki dróg do zrobienia na obszarze bardziej
centralnym. A może ktoś ważny się właśnie wyprowadził na Plewiska i do
Dąbrówki? Boszszsz! Że też i mnie wzięło na spiskową teorię...Ale nie potrafię
znaleźć racjonalnego wytłumaczenia jak Rada Miasta mogła poprzeć ten projekt
Zarządu. I oczywiście w mediach nie znajdę odpowiedzi. Demokracja po polsku.
Wyborca jest po to by legitymizować utrzymywanie się u władzy, a media rolę
kontrolną mają w poważaniu, gdyż im wygodniej. Kiedyś każdy mieszkaniec
dostawał budżet miasta do domu. Praktyka oczywiście zaniechana. Może czas na
model szwajcarski? Każdy większy wydatek gminy i budżet roczny to referendum?