bonga77
28.02.05, 12:20
Dziewczyny, mam problem, z mężem. Jestem w kropce i trochę chyba gubię
proporcje rzeczy.
Sytuacja jest taka. Od prawie roku pracuję. Moja praca wymaga wyjazdów na
delegacje. Średnio co 3-4 miesiące wyjeżdżam na około 4 dni. Do tej pory
jeździłam w delegacje sama. Przed pierwszym wyjazdem widziałam, że mąż
jest "niezadowolony". W weekend poprzedzający wyjazd trochę sobie wypił i
zaczął mnie zaczepiać. Nie miało to nic wspólnego z wyjazdem, czepił się o
jakąś pierdołę. Pomna wcześniejszych doświadczeń, że z pijanym nie ma rozmowy
nie reagowałam na odzywki, byłam spokojna, mówiłam tylko, że nie chcę teraz o
tym rozmawiać, że pogadamy jak on wytrzeźwieje - nie wytrzymał - uderzył mnie
dwa razy (najpierw złapał za szyję oburącz i potrząsał, potem uderzył w
rękę). Pisałam o tym wcześniej na forum. Było źle, wyprowadziłam się do
siostry. Mąż bardzo przepraszał, dałam mu szansę. Wydawało się, że jest
dobrze.
Druga delegacja przeszła bez echa.
Na trzecią delegację musiałam jechać z kolegą z pracy. Dowiedziałam się o tym
późno, tak jak późno dowiedziałam się o samej delegacji (pojechałam za kogoś
innego). O tym, że jedzie jeszcze ze mną ten kolega dowiedziałam się parę dni
przed wyjazdem gdy kolega wrócił z chorobowego. Powiedziałam o tym
niezwłocznie mężowi. Mąż przed wyjazdem nic nie mówił, tylko sobie żartował
żebym była grzeczna itp.
Po wyjeździe czułam od niego jawną wrogość przez telefon, ale nie chciał
powiedzieć o co chodzi.
Po powrocie nie odzywał się do mnie. Zapytałam o co chodzi. Powiedział, że
okłamałam go, że na pewno wiedziałam wcześniej, że jadę z kimś tylko nie
chciałam mu mówić a potem nagle zmieniłam zdanie, ze strachu, że mogłoby się
wydać.... i tego typu bzdury. Po czym oświadczył, że jest pewien, że spałam z
tym kolegą, że go zdradziłam, że on wie co się dzieje na delegacjach itp. Dla
wyjaśnienia - z nikim nie spałam, kocham mojego męża, z kolegą nawet na piwo
nie poszłam, bo jawnie wyznałam, że mój mąż jest zazdrosny, nigdy nie dałam
mojemu mężowi cienia powodu do niepokoju. Moje życie na delegacjach nie rózni
się od mojego życia w domu.
Na moje pytanie co dalej? - mąż oświadczył, że mamy dziecko (synka 3,5 roku)
i musimy być razem ze względu na dziecko, bo on wie, że dziecka nie oddam, a
on też chce być z nim cały czas.
Nie mieści mi się w głowie jka mąż może takie rzeczy o mnie myśleć. Jest moim
pierwszym i jedynym mężczyzną. Wie, że przed laty mój ojciec zdradzał moją
mamę notorycznie i ile ją to cierpienia kosztowało (a ja jako dziecko na to
patrzyłam). Zna moje skrajnie negatywne poglądy na zdradę. Zastanawia mnie,
że w momencie pierwszego wyjazdu służbowego z kimś z pracy oskarża mnie o
taką potworność. Od razu, na dzień dobry.
Powiedziałam mu, że nie chcę żyć razem ze względu na dziecko. Albo mamy do
siebie zaufanie i budujemy razem związek, albo się rozstajemy. Powiedział, że
już by go tu nie było gdyby nie dziecko.
Ma pretensje do mnie, że zaczęłam pracować, bo utrzymalibyśmy się z jego
pensji. Na moją odpowiedź, że boję się od ostatnich wydarzeń być na jego
łasce stwierdził, że i tak jestem, bo utrzymujemy się głównie z jego
pieniędzy.
Boję się.
Nie chcę stracić dziecka.
Jestem zmęczona tym związkiem.
Nie wiem co robić?
Czekam na wasze opinie. Może pomogą mi poukładać sobie wszystko w głowie.