W czwartek rano jechalem sobie czesciowo oblodzona, a czesciowo posypana sniegiem droga krajowa. Wobec minimalnego ruchu pozwolilem sobie na jazde szybsza niz predkosc niemowlaka w chodziku (tylko przy takiej predkosci mozna mowic o predkosci bezpiecznej na lodzie). Miejsacami, jak nawierzchnia robila sie nierowna, zaczynalem odczuwac lekkie uslizgi i wtedy zwalnialem. Jak widac, przezylem ;-)
Jechalem tak sobie raz szybciej raz wolniej, czasem wyprzedzalem jadacych dla mnie za wolno. Czas...