Co jakiś czas obserwuje żenujące, skupiające po 10 osób happeningi
pomarańczowej alternatywy na których podstarzały paranoik (Major) wykrzykuje
jakieś totalne bzdury. Rozumiem, że kiedyś w czasach świetności tego ruchu to
było coś, że była to odpowidź na wszechogarniającą szarość i zblazowanie ludzi.
Teraz przypomina to żałosne i archaiczne odgrzewanie "mielonych pani marysi", o
których wszyscy musimy czytać i zachwycać się, że jakiś debil podpalił makietę
z dykty i było to coś ta...