Czy ktoś mi potrafi wytłumaczyć, jak to się dzieje, że spółdzielnia
mieszkaniowa jest w stanie okraść kilkadziesiąt rodzin obiecując mieszkania,
pobierając pieniądze, a potem gdy się okazuje, ze budowa nie moze być
kontynuowana, bo spółdzielnia buduje nie na swojej działce, okazuje się, że
nikt nie jest winien, pieniędzy nie ma, prokurator umarza postępowanie, i nawet
ulubiona Gazeta jakoś nie ma ochoty kontynuować tego tematu??
Chodzi o sprawę spółdzielni "Saga" budującej na Maśli...