To oczywiste, ze Itálica była tylko krótkim przystankiem w naszej drodze do Sewilli.
Od mojego poprzedniego pobytu w tym mieście marzyłam, żeby tam kiedyś wrócić i móc obejrzeć to czego nie da żadna zorganizowana wycieczka, móc włóczyć się po uliczkach i zaułkach Barrio Santa Cruz(dawna dzielnica żydowska), usiąść w jakiejś restauracyjce i bez pośpiechu posłuchać hiszpańskiej muzyki, wtopić się w miasto tętniące nocnym życiem, zachłysnąć się pięknem tego co oglądałam, stanąć na moście i spojrzeć w nurty Gwadalkiwir nie zwracając uwagi na jakiegoś przewodnika czy przewodniczkę wymachujących wachlarzem i poganiających grupę.
Gdybym nawet nie miała wcześniej takich marzeń, to zapewne po przeczytaniu artykułu Marcina Kołpanowicza pt.
"Jedz, módl się, tańcz" - zapragnęłabym i tak zobaczyć Sewillę.