al-szamanka
11.04.20, 08:14
Wszystkich popierdoliło.
Obserwuję co się dzieje w internetach, słucham co się mówi w realu, i jestem przerażony.
Nie wirusem.
Nie kryzysem, który niechybnie nadejdzie i będzie naprawdę gruby.
Przeraża mnie, co się stało z moim narodem.
Jeszcze niedawno z wyższością patrzyłem na Francuzów urządzających co 5 minut strajki i głosujących na Macrona, na Niemców tresowanych przez swoje media, że i Goebbels zagwizdałby z podziwu, na Rosjan oczadzonych kremlowską propagandą. Na cały świat zachodu, który zwariował w imię politpoprawności. Na ulice pełne migrantów, tęczowych parad, albo modlących się muzułmanów. Na jakieś tam Syrie, czy inne Sudany, gdzie ludzie wyrzynają się nawzajem nie wiadomo o co.
Jakoś tak zdawało mi się, naiwnemu, że my, Polacy, Marsz Niepodległości, Żołnierze Wyklęci, te sprawy, twardy naród, mocny, charaktery, moralność... Ech, gdyby tak dziś Hitler uderzył, dostałby wpierdziel od naszych kibiców już na granicy, co nie?
No, nie. Wystarczyło kilka dni zakazów/nakazów, tydzień, dwa z dziećmi i żoną w domu, i co się okazało?
Że emocje i ciśnienie sięgają zenitu. Że dziś nie wytrzymalibyśmy jako naród nie tylko PRL-u, nie tylko okupacji, czy innej wojny. My nie możemy wytrzymać tygodnia z rodziną w domu. Normalnie, zamykasz Polaka w domu z żoną, i po tygodniu podpisze każdą lojalkę, powie każde głupstwo, zamorduje za możliwość wyjścia.
Zakazujesz mu pobiegać po lesie, i już. Szał. Histeria. Barykady. Oczywiście, tylko w necie. Ale jakie nerwy, jaka nienawiść.
Każesz Polakowi zachowywać odstęp na ulicy – o Boże mój, toć męka Jezusa jest niczym przy cierpieniu Polaka z tego powodu. Dotąd, rozmiecie, ocierał się o każdego, pluł każdemu w twarz i przemieszczał się stadnie, a tu naraz nie wolno. Olaboga.
A co najgorsze – władzy wolno. Jak to tak! Panie, równość wobec prawa! Jak ja nie mogę to i oni nie mogą!
No, właśnie, że mogą. Równość wobec prawa nie na tym polega. Np Ciebie obowiązuje ograniczenie prędkości, a karetki an sygnale – nie. Ty nie możesz wylegitymować policjanta, a on Ciebie – tak. Są też takie napisy: nieupoważnionym wstęp wzbroniony.
To wszystko dla całej masy rodaków to jakaś nowość, odkrycie na miarę Kolumba.
'Oczywiście wściekłość, że gały się zagotowały.
To, że opozycja wygaduje niestworzone idiotyzmy, to mnie mało dziwi. Nigdy nie miałem wielkiego mniemania o ich walorach intelektualnych, a odstawienie od koryta wyraźnie ani kaście, ani totalniakom nie służy. Zresztą, światopogląd, który reprezentują, to ten sam, którym tak gardziłem obserwując zachód, więc idiotyzm jest weń wpisany.
Mimo to i oni wyszli poza wszelką skalę: a to partyzantka ma się zbierać, a to wojsko ma się buntować, a to coś tam...Szkoda gadać. Zwariowali nawet tacy dotąd w miarę rozsądni.
Internety zakotłowały się od teorii spisku. A to wirusa nie ma. A to jest, ale rządy wykorzystują okazję, żeby nam przykręcić śrubę. A to wszystko ma na celu doprowadzić nas do ruiny, żeby za bezcen wykupić. A to 5G.
Próg odporności Polaków na jakiekolwiek regulacje okazał się ZEROWY. Naprawdę, dziwię się, że dotąd to nasze państwo jakoś kuśtykało. Z takimi obywatelami? Nie dziwota, że jest z dykty. Z czego ma być, skoro każde prawo, każdy przepis, każda nawet prośba jest chóralnie okrzykiwana zamordyzmem, zdradą, spiskiem, reżimem i zgrozą? Nic to Wam nie przypomina? Bo mi liberum veto.
To wyjaśnia kosmiczną ilość wypadków drogowych – nie, to nie przez drogi. Po prostu my wszyscy równo zlewamy przepisy. Łącznie z tym, żeby nie wsiadać za kółko po alkoholu. Bo przecież przepisy to reżim. Polak wie, że są głupie, i już.
Ze wszystkim dyskusja.
Jeden po drugim wrzucają filmiki z policjantami podczas czynności służbowych. I daaawaj, Saszka! Analiza: czy mieli prawo, czy nie? A czy to konstytucyjne. A jaki paragraf. A czy nie przekroczyli uprawnień. A czy ja mogę ich trochę bardziej podkurwić głupio dyskutując. A czy jak mam skrzyżowane palce to mogę nakłamać?
Oczywiście – wszystko be. Be jest rząd. Be jest Sejm. Be jest policja. Be jest zakaz. Tylko ja, Polak, jestem cacy. I taki mundry..... och.
Wyjaśnijmy coś sobie: ja wiem, że wyrosło pokolenie millenialsów. Że oni nigdy żadnego problemu nie mieli. Że było okienko możliwości, nie leciały na łeb bomby, w sklepach wszystko, że pies ma teraz więcej zabawek, niż kiedyś całe osiedle, że była praca, smartfony, trawka i kondomy.
Wiem, że jak się siedzi w domu dwa tygodnie oglądając filmy i grając w gry, to można przestać odróżniać real od świata gier.
Że można kipieć emocjami.
Ale do jasnej cholery: na Filipinach strzelają. Nie, to nie jest jakiś egzotyczny dziki kraj. To państwo może nawet dużo bardziej cywilizowane od nas. Na pewno przeciętny polityk z USA, Chin, Australii, czy Indii kojarzy dobrze Filipiny, a Polski – nie. I tam, rozumiecie STRZE-LA-JĄ. A gdzie indziej: NAPIERDALAJĄ. Tak. Kijami, rózgami. Pejczami, pałami.
Mandaty i grzywny walą WSZĘDZIE.
Nie, nie obchodzi mnie przykład Białorusi i Szwecji, bo powoływanie się na te państwa, to objaw niedojebania umysłowego. I dobrze o tym wiecie.
To nie film i nie gra. Te tysiące trupów w tv to jest rzeczywistość. Te zatkane szpitale, słaniający się na nogach lekarze.
Nikt Wam nie zrywa paznokci, nie łamie kości, nie morduje rodziny, nie gwałci.
Macie tylko siedzieć na dupie i oglądać filmy. Albo pisać komentarze w necie. Co tam chcecie.
Macie TYLKO dostosować się do kilku naprawdę powszechnych obecnie na świecie zaleceń.
Tymczasem poziom hejtu wyrósł na dotąd przeze mnie nie obserwowany. Komentarze biją rekordy brudu i zidiocenia. Ludzie wywalają się ze znajomych i blokują.
Szanowani przeze mnie niegdyś publicyści gadają od rzeczy.
Czekam, kiedy dojdzie do pierwszych zabójstw za komentarz na fejsbuku.
I już nie wierzę, że wyjdzie z tego narodu następny Pilecki, Bury, czy Wojtyła.
Snujecie wizje, jak połączyć ustawę o epidemiach z masońskim spiskiem, nawołujecie się na grupach do jakichś rebelii, spamujecie prostackimi memami, poziom debaty sprowadziliście do ''jebać PIS'' i ''jebać policję'', skaczecie sobie do oczu.
A wokół Czarnobyla płoną podpalone lasy.
A ja siedzę na balkonie i myślę, czy umyć dłonie.
I skąd wieje wiatr.
Skąd wieje wiatr.
(z netu)