Dodaj do ulubionych

Lekcja 3 Maja

04.05.21, 14:40
Lekcja 3 Maja: Polskę trzeba zabezpieczyć w tym konkretnym porządku - także światopoglądowym i ideowym - który definiuje nasze czasy


40

Rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja to święto radosne. Święto podniesienia się z największego w naszych dziejach upadku, z nikczemności, z obojętności na los Ojczyzny. Wielki zryw ku nowoczesnej państwowości. Mocny sygnał woli trwania i przebudzenia.

Ale też zapowiedź ciemnej nocy niewoli. 123 lata… Kilka pokoleń skazanych na los poddanych obcych władców, wywożonych na Sybir, zrywających się do beznadziejnej walki, tułających się po świecie, szukających ratunku w pokornej pracy, samoorganizacji, modlących się o wojnę ludów.

To rocznica, której sens jest dziś oczywisty, sprowadzający się do pytania: jak nie popełnić błędów naszych przodków z XVII i XVIII wieku? Jak zabezpieczyć naszą niepodległość? Jak nie wypaść z torów współczesności, zachowując jednocześnie swoją tożsamość?

Twórcy Konstytucji 3 Maja odpowiedzieli na te pytanie w sposób wręcz niemal doskonały, wyważając to, co było tak trudne do wyważenia: indywidualne wolności i spójność państwa, arcydemokratyczną tradycją polityczną i niezbędne reformy centralistyczne, szacunek dla przywilejów i konieczność ich ograniczenia.

Paradoksalnie dziś, w czasach globalnych przesileń, stajemy przed podobnym wyzwaniem. Musimy pamiętać, że Polskę trzeba zabezpieczyć w tym konkretnym porządku ideologicznym, technologicznym i światopoglądowym, który definiuje nasze czasy. Trzeba to zrobić także wówczas, gdy my osobiście uważamy ten porządek za zły, błędny, fatalny. Nie znaczy to, że mamy we wszystkim ulegać presjom współczesności. Ale jednocześnie powinniśmy znać miarę naszych roszczeń, rozumiejąc, że z cywilizacji - tej jej formy, w której żyjemy - nie można się bezkosztowo wypisać. Bo świat jest i był bardzo brutalny dla słabych, zapóźnionych, biednych, źle zorganizowanych, podzielonych. Dziś nie mniej niż w wieku XVIII-ym, o czym przekonuje się choćby nasz sąsiad: Ukraina.

Warto o tym pamiętać także w kontekście pandemii. Trwanie naszego państwa nie jest zabawą teoretyczną, intelektualną, abstrakcyjną, pozakontekstową. Trwanie naszego państwa musi zależy od wyboru dróg, które nie prowadzą na manowce, i które nie są skrajnie ryzykownym eksperymentem, choćby prowadzonym z najbardziej szlachetnych pobudek, choćby intelektualnie najciekawszym. Polska nie istnieje poza czasem, w którym żyjemy.

Polski nie stać na jałowe wojny z wiatrakami.

Autor
Jacek Karnowski
Obserwuj wątek
    • m.maska Re: Lekcja 3 Maja 04.05.21, 14:42
      Dla wielu najlepszą Polską byłaby ta bez polskości: albo rozpuszczona w Europie, albo złożona z odrębnych heimatów


      Tylko polskość jest dla zagranicy ciekawa. Kosmopolityzm, ucieczka od polskości albo umiłowanie heimatu są użyteczne w celach kolonialnych.

      Polskę można by od biedy tolerować, tylko żeby tę polskość gdzieś się dało zakopać, przykryć albo rozpuścić. Przy takich okazjach jak święto Konstytucji 3 Maja, które zasadniczo powinno być demonstracją dumy, radości, pogody ducha i apologią polskości, wychodzą upiory. Jak u Francisca Goi. W obu wypadkach rozum śpi, a właściwie to jest nawet coma, a nie zwykły sen. Niby świętując polskość, w istocie chce się ją wytrzeć, a wręcz wydrapać. Przede wszystkim z głów.

      Dla nowocześniaków czy też postępaków duma z Polski i polskości to wstyd i obciach. Jak się pokazać na oczy europejczykowi z jakimś bagażem polskości? Wyróżniać to może kogoś takiego podobne ubieranie się, słuchanie podobnej muzyki, zanurzenie w tej samej popkulturze, równie lekceważący stosunek do tradycji, historii czy chrześcijaństwa, a nie jakaś zapyziała polskość. Dlatego taka masa celebrytów tak cierpi katusze, gdy ktoś odkryje za granicą, że są z Polski. Choć tak bardzo starają się maskować, nie mówić po polsku, a nawet nie poznawać tych rodaków, którzy ich poznają i dają temu wyraz.

      Polskość to dla nich nienormalność. W każdym innym państwie znajdą jakieś tradycje, zwyczaje i przykłady wyjątkowości, nad którymi będą się rozczulać, tylko nie we własnym. No, bo co tu może być dobrego i pozytywnego? Z polskości trzeba się wyzwolić tak szybko i dokumentnie jak tylko się da, żeby zacząć swobodnie i normalnie żyć. Światowiec, a przynajmniej europejczyk – to jest ideał i stan docelowy. Jedyne, co może zrobić po wyzwoleniu się z ciemnogrodu, poza zrozumiałym rzygiem i smarkiem lub wyszydzaniem rodaków, to wyniosła obojętność.

      Jeśli pokazywać światu Polskę, to tylko jako absolutny grajdoł i zapupie, żeby za granicą docenili, jak wielką robotę kulturową i emancypacyjną wykonali ci, którzy opisali i przezwyciężyli ten syf. I doceniają. Nieprawdaż pani Tokarczuk, panie Stasiuk, pani Holland, panie Komasa-Łazarkiewicz? Egzamin ze światowości i europejskości polega na tym, żeby utwierdzić najbardziej tępych ignorantów za granicą, że ich wyobrażenie Polski jako kulturowego końca Europy, jest nawet zbyt łagodne i łaskawe.

      Aktywność rzygo- i smarkotwórcza jest wprost proporcjonalna do kompleksów. Albowiem kandydaci na światowców i europejczyków już usunęli naturalną słomę z butów, tylko jeszcze się nie orientują, że miejsce po słomie jest nawet bardziej widoczne niż sama słoma. Ta pusta, posłomowa przestrzeń bardzo się rzuca w oczy. A im usilniej się starają, żeby zatrzeć ślady po słomie, tym bardziej widać, co próbują ukryć. To przezabawne i smutne zarazem, szczególnie w wydaniu celebrytów, których aparat poznawczy jest wyjątkowo skromny, więc nie potrafią nawet dostrzec własnej śmieszności.

      Odcinanie się od Polski nic nie daje, bo i tak nie wchodzi się na salony, a czasem się na nich gości tylko na chwilę za zasługi w zohydzaniu polskości. Ale to dotyczy jednostek. W masie nowocześniacy i postępacy, którzy wyrzekają się polskości, są po prostu traktowani jak kurioza w stylu dziewiętnastowiecznych rewolucjonistów internacjonalistów, którzy nie mieli geograficznie określonej ojczyzny i najczęściej uważali się za bezpaństwowców. Ale przede wszystkim odcinający się od polskości są uważani za papugi bez cienia oryginalności i tożsamości. Wbrew naiwnym wyobrażeniom, szczególnie celebrytów, w cenie jest zakorzenienie. To ono jest oryginalne i ciekawe, a nie milionowe kopie przeciętniaków z Zachodu, których nie wyróżnia absolutnie nic. Tym bardziej dotyczy to pałętających się po Europie rodzimych komiwojażerów kosmopolityzmu.

      Jeśli polskości nie da się wydrapać, to trzeba ją rozpuścić. I tu wzorem jest działalność ślązakowców. Oni nawet nie silą się na poznawanie tej realnej historii Śląska, jego kultury, różnych elementów tożsamości oraz języka, które dość łatwo można wywieść z polskości i podeprzeć słowiańskością, szczególnie, gdy chodzi o język. Oczywiście to przez wieki był tygiel polsko-niemiecko-czeski, na pewno jednak nie wyłącznie niemiecki. Ślązakowiec chce się do tych niemieckich korzeni dokopać i wyciągnąć spod ziemi, żeby tworzyły ładną i rozbudowaną koronę. Ale ponieważ to na razie niepoprawne, przykrywa je regionalnością. Odnoszoną do niemieckiego pojęcia Heimatu.

      Dla ślązakowca Polska to okupant, a w najlepszym wypadku kolonizator, zaś polska kultura i język to rodzaj narzuconego przemocą Kulturkampfu. Sztuczności tego zabiegu dowodzą losy tych, którzy ze Śląska wyjechali do Niemiec. Oni w praktyce nawet nie znają tego, na co się ślązakowcy powołują, a wyjechali z polskiego Śląska najczęściej po to, by poprawić swój byt. Oni nie opuścili Heimatu, bo to pojęcie mówi im niewiele albo zgoła nic. Taki wyobrażony Heimat jak u ślązakowców to opisał Hans Hellmut Kirst, ale jemu nie chodziło o Śląsk, tylko o Prusy Wschodnie.

      Od dawna ślązakowcy i różne odmiany europejczyków kombinują, jak tu się od Polski odciąć: a to przez euroregiony, a to przez autonomię wewnątrz Polski, a to przez podkreślanie, że nic poza regionalnością nie ma znaczenia, a to poprzez parcie do stworzenia Federalnej Republiki Europejskiej. Intencje tego ostatniego pomysłu są tak czytelne, że nawet nie warto go rozwijać. Takie plany tylko w odniesieniu do Śląska byłyby zbyt na rympał, dlatego próbuje się grać wszelkimi możliwymi odrębnościami: od kaszubskich przez wielkopolskie i kujawsko-pomorskie po wskrzeszenie idei Wolnego Miasta Gdańska. Wszystko, byleby nie Polska.

      Podstawowym mankamentem, głównie intelektualnym i moralnym, koncepcji Polski bez polskości jest samooszukiwanie się. Jedyne, co nas pozytywnie wyróżnia i daje jakieś elementarne poczucie oryginalności, to polskość właśnie. Tylko polskość jest dla zagranicy ciekawa. Kosmopolityzm, desperacka ucieczka od polskości albo umiłowanie Heimatu są użyteczne w celach kolonialnych czy imperialnych, ale to nie ma nic wspólnego z szacunkiem, uznaniem, podziwem czy choćby ciekawością. Na tym można trochę zarobić (i to raczej nieliczni), ale we wszystkich innych kategoriach to kompletna klęska. I głupota. A w kategoriach ludzkich – degradacja. Do roli papug, pajaców albo sprzedawczyków, którymi się pogardza.

      Autor
      Stanisław Janecki
      • rena-ta49 Re: Lekcja 3 Maja 04.05.21, 22:01
        Trudno się z tym nie zgodzić zwłaszcza gdy się patrzy na postawę totalnej opozycji. Ci idioci tak Polskę opluskwili w
        czarnym pijarze, ze teraz nie wiedza sami skąd są.
        • m.maska Re: Lekcja 3 Maja 05.05.21, 00:49
          A wiecie co? mnie tych ludzi zwyczajnie zal - ja potrafie sobie wyobrazic jakie oni przezywaja traumy kiedy ktos nagle poza granicami kraju odkryje, ze oni sa z tej tak strasznie przez nich znienawidzonej Polski - z drugiej strony nie rozumiem dlaczego kiedy byli mlodsi to nie skorzystali i nie wyjechali - mogliby szybko zapomniec jezyka i zaprzec sie wlasnych korzeni. Nie majac zadnych - byliby by byc moze szczesliwsi.
          • m.maska Re: Lekcja 3 Maja 05.05.21, 01:03
            Z zycia wziete, mojego...

            Wiele lat temu, kiedy junior byl malym chlopcem znalazl sie w szpitalu. Otrzymalam jakies kwestionariusze do wypelnienia, ze mna byla jakas mloda kobieta, ktora powiedziala, ze nie wie czy sobie z tym poradzi, bo nie zna na tyle jezyka niemieckiego - zaproponowalam, ze jej pomoge - wyczulam u niej akcent slaski, ale pewna nie bylam. Potem juz w windzie spytalam skad pochodzi, odpowiedz brzmiala: aus Oberschlesien - ona bidulka nie przyjechala do Niemiec z Polski, ona przyjechala z Gornego Slaska - jakby to bylo jakies panstwo. Nic to... widac nie znala jednak jezyka niemieckiego na tyle zeby wypelnic kwestionariusz.
            Codziennie po poludniu odwiedzalismy juniora w szpitalu i na koniec wizyty dziecko klekalo w lozku i modlilo, sie - oczywiscie po polsku - jako matka nie moglam go nauczyc innej modlitwy anizeli polskiej.
            Ktoregos dnia, ta sama kobieta zapytala mnie czy moj maz nie ma nic przeciwko temu, ze ja z dzieckiem rozmawiam po polsku - powiedzialam jej, ze wrecz przeciwnie - jest dumny z tego, ze dziecko jest dwujezyczne. Dowiedzialam sie od niej, ze przyjechali pol roku wczesniej do Niemiec z trojka dzieci, z ktorych jedno jeszcze w Polsce chodzilo juz kilka lat do szkoly - ale jej maz zabranial dzieciom mowic po polsku - jednym slowem jeszcze sie niemieckiego nie nauczyli a polskiego juz zapomnieli - ot takie cos jak bezpanskie psy.
            Zal mi takich ludzi - cale zycie musza zyc w klamstwie, zaklamywac swoje pochodzenie, wypierac sie swoich przodkow, to sa tacy, ktorzy beda pochwalac wszelkie dzialania przeciwko Polsce. Stracili grunt pod nogami - na wlasne zyczenie.
            • rena-ta49 Re: Lekcja 3 Maja 05.05.21, 13:40
              Ja nie wiem, czy ci ludzie, to w ogóle czują przynależność do jakiegokolwiek narodu. Moim zdaniem to tacy bezpaństwowcy,
              Folksdojcze to największy wstyd dla Polski.Śląsk i Górny Śląsk zawsze był polski.
          • al-szamanka Re: Lekcja 3 Maja 05.05.21, 13:57
            m.maska napisała:

            > A wiecie co? mnie tych ludzi zwyczajnie zal - ja potrafie sobie wyobrazic jakie
            > oni przezywaja traumy kiedy ktos nagle poza granicami kraju odkryje, ze oni s
            > a z tej tak strasznie przez nich znienawidzonej Polski - z drugiej strony nie r
            > ozumiem dlaczego kiedy byli mlodsi to nie skorzystali i nie wyjechali - mogliby
            > szybko zapomniec jezyka i zaprzec sie wlasnych korzeni. Nie majac zadnych - by
            > liby by byc moze szczesliwsi.
            >

            Wszystko to przez to, ze lewizna, od kiedy tylko doszla do wladzy, wpajala takim ludziom, ze Polska t h... d... i kamieni kupa, kraj nic niewarty, niewolniczy i przegrany.
            Straszne wychowa sie w takim przekonaniu, gdzie kazdy inny narod jest dumny ze swojej tozsamosci.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka