Dodaj do ulubionych

Sandro Botticelli - jak rodził się Mistrz

23.12.21, 12:33
W natłoku ogłupiania całych społeczeństw, genderyzmem, pandemią, polityką, konsumpcjonizmem, warto chyba pogadać o tym co ponadczasowe o tym co przetrwa mimo wszelkiego szaleństwa pseudoelit i... miejmy nadzieję nie poniesie żadnej szkody.

Z pewnością wiele razy każdy słyszał, że żaden mistrz „nie spadł z nieba”. Zapewne niewiele rzadziej sami artyści wydawali o sobie takie opinie. Jednak świadomość, że dotyczy to również wielkich mistrzów, jest czasami dość zaskakująca.
Przyjrzyjmy się realizacji tematu: „Pokłon Trzech Króli” Sandro Botticellego.


Pierwszy obraz namalował (wówczas jeszcze nie) mistrz, gdy był jeszcze uczniem w warsztacie Filippo Lippiego, około 1465-1467. Obraz ma wydłużony format, prawdopodobnie dlatego miał być ozdobą mebla (łóżka?). W rękach malarza wciąż widoczna jest duża doza niepewności. W przemyślanej kompozycji nie ma wyraźnego wątku. Postacie wyglądają chaotycznie, wiele z nich po prostu stoi w pobliżu. Po lewej jest dużo gwaru, po prawej dużo pustki. Dwie osoby po prawej wpadające na obraz wydają się niestosowne, odcięte; po lewej, ponieważ ich kontrapunktem są dwa konie, znów postaci stojące w miejscu spoglądają w przestrzeń, niektórzy patrz na osobę po lewej wskazującą gdzieś w niebo coś, czego widz nie może zobaczyć. Artysta próbuje podzielić obraz za pomocą nieruchomych środków architektonicznych (ruina po lewej i kolumny po prawej), ale lewa część wydaje się całkowicie oddzielona, ​​tak że Botticelli umieszcza krasnala na linii ruiny jako (niestety tylko słabą) próbę by jakoś wszystko połączyć w całość. Jest to ładny obraz, który z pewnością wskazuje na przyszłą wielkość malarza, ale nie wznosi się ponad zwykły ówczesny średni poziom malarstwa.

https://abload.de/img/266838927_288599293204hkei.jpg
Obserwuj wątek
    • m.maska Re: Sandro Botticelli - jak rodził się Mistrz 23.12.21, 12:52
      Dopiero kilka lat później, około 1470 roku, Botticelli namalował drugą wersję tematu, tym razem jako tondo (okrągłe).
      Łatwo dostrzec znaczny wzrost umiejętności. Centralne postacie, Maryja i Dzieciątko Jezus, są teraz umieszczone pośrodku, a nie na krawędzi. Ludzie tworzą wokół nich rodzaj półokręgu i w ten sposób przesuwają główne postacie jeszcze bardziej do centrum obrazu. W duchu humanisty Leona Battisty Albertiego, który domagał się przedstawienia na obrazach różnorodności, widzimy ludzi młodych i starych, brodatych i niebrodatych, mężczyzn i kobiety, wszystkich o różnych wyrazach twarzy, ciekawych, słuchających, mówiących. Nawet architektura odgrywa teraz większą rolę; wznoszące się nad Maryją i Jezusem ruiny skierowane są ku niebu, cała konstrukcja wygląda bardziej harmonijnie, ludzie wchodzą ze sobą w interakcje, widać grupki postaci, które naprawdę do siebie pasują. A jednak młodemu malarzowi zdarzają się błędy. Sama liczba ludzi jest przytłaczająca, Maryja i Jezus prawie znikają w tłumie. Małe dziecko można dostrzec tylko przy dużej dozie koncentracji. W szczególności ciemno odziana osoba klęcząca przed nim sprawia, że Dzieciątko wizualnie znika. Widząc tak wiele grup, pojawia się również pytanie, co oni wszyscy właściwie robią na tym obrazie? Czy to ważne wydarzenie w historii kościoła, czy hałaśliwa przerwa na lunch grupy turystów na wycieczce? Na samym przodzie, nieco w prawo, w jednym z najmocniejszych punktów ogniskowych, jest też bardzo nieszczęśliwie położony koń: wystawia do nas pośladki, a z krzywymi nogami wygląda nieco śmiesznie…

      https://abload.de/img/266749636_28859931320nukc6.jpg
      • m.maska Re: Sandro Botticelli - jak rodził się Mistrz 23.12.21, 13:01
        Zaledwie kilka lat później Botticelli udoskonalił swój portret tak, że rzeczywiście można już mówić o arcydziele: w wersji Del-Lamy tego tematu. Reprezentacja się skurczyła. Jest tam teraz znacznie mniej ludzi, ale wydają się więksi i bardziej obecni. Znowu tworzą półokrąg wokół Maryi i Jezusa, ale w taki sposób, że teraz podkreśla te właśnie postacie, zamiast sprawiać, by zniknęli. Wszyscy albo patrzą na to, co się dzieje, albo wykazują wyraźne oznaki, że są tego świadkami, oczekując że wkrótce nadejdzie ich kolej na oddanie czci. Czuje się ich podekscytowanie i zniecierpliwienie, czasem bardziej, a czasem mniej odpowiednie. Twarze są teraz wyraźne, można bezpośrednio rozpoznać sporo osób: w jasnoniebieskim płaszczu po prawej stronie z białymi włosami zleceniodawca, Guaspare di Zanobi del Lama, nieciekawa postać z mroczną przeszłością, Cosimo de Medici klęczący przed Marią, Piero di Cosimo de Medici w centrum obrazu okryty czerwonym płaszczem i kilku innych. Łagodnie wznosząca się perspektywa kieruje wzrok widza na Matkę Bożą i Dzieciątko, które z wdziękiem, a zarazem nienachalnie wyrasta ponad zgromadzony lud. Nad nimi stoi Józef, który zamyka grupę ludzi. Zgodnie z jego rolą nie jest malowany tak promiennie jak Maria, a jednak znajduje godne miejsce. Ponownie ruina umieszczona została w pięknym krajobrazie tworzącym spokojne, ale ciekawe tło. O tym, jak wielkie wrażenie wywarło na (obecnie już mistrzu) malarzu dzieło, świadczy fakt, że sam umieścił siebie na obrazie. Panie i Panowie, przedstawiam: po prawej, patrząc na widza, owinięty w brązowy płaszcz: sam Mistrz Alessandro di Mariano Filipepi, znany również jako Sandro Botticelli.

        https://abload.de/img/265706378_28859930986sdkhb.jpg
        • al-szamanka Re: Sandro Botticelli - jak rodził się Mistrz 23.12.21, 21:00
          Różnice między obrazami przeogromne, widać, jak artysta się rozwijał. No ale do tego potrzeba też talentu.
          Niektórzy, co to się za artystów uważają, całe życie stoją w miejscu i stać ich wyłącznie na obrzydliwe bohomazy, które i tak skończą na śmietniku.
        • m.maska Re: Sandro Botticelli - jak rodził się Mistrz 24.12.21, 16:29
          Właśnie dzisiaj chrześcijanie świętują przyjście na świat Jezusa; Boże Narodzenie to jedno z najważniejszych Świąt w roku kościelnym. W związku z tym obraz Maryi i (opcjonalnie) Józefa przy żłobie jest jednym z najważniejszych tematów w historii sztuki. Dziś spójrzmy na realizacjię tego tematu przez Sandro Botticellego w jego obrazie „Mistyczne narodziny”. Boże Narodzenie to dla nas dziś radosne święto. Dajemy i otrzymujemy prezenty, spędzamy czas z rodziną, telewizja zalewa nas mniej lub bardziej kiczowatymi filmami świątecznymi. Ale nie zawsze tak było. Kiedy Botticelli namalował obraz pod koniec XV wieku, we Florencji pojawiło się poczucie zagłady. Savonarola właśnie został powieszony i spalony na Piazza della Signoria. Wśród ludności szerzą się apokaliptyczne wizje i przeczucia końca czasów. Ludzie boją się, że teraz, po 1500 latach historii, czas się skończy, świat się skończy i wszyscy ludzie będą musieli odpowiedzieć za swoje grzechy przed sądem Bożym. W jakim nastroju jest malarz? on sam pisze po grecku w górnej części obrazu: „Ja, Alessandro, namalowałem ten obraz pod koniec 1500 roku, podczas włoskiego zamętu [...] podczas wypełniania się jedenastego rozdziału Apokalipsy Św.Jana i drugiej plagi apokalipsy, podczas gdy diabeł został wypuszczony na trzy i pół roku” W środku obrazu widzimy Maryję pochylającą się nad swoim dzieckiem. Jest największą postacią na obrazie, a jej oczy znajdują się dokładnie na środku obrazu (jeśli pominiemy powyższy napis), dlatego automatycznie w centrum uwagi. Klęczy przed małą kamienną jaskinią pośrodku zalesionego krajobrazu. Niewielki baldachim chroni rodzinę przed niepogodą, jak rodzaj kościoła wznoszący się wokół trzech osób i zwierząt.

          W górnej części obrazu aniołowie tańczą w niebie przed złotą chwałą i celebrują to wydarzenie. Trzej przysiedli na dachu naturalnie powstałego kościoła i głosili narodziny Jezusa z Ewangelii. Dolna część obrazu jest tym bardziej dziwna: tutaj anioły i ludzie obejmują się, a diabły są przywiązane do drągów. Ludzie trzymają w rękach małe tasiemki, na których jest napisane: „Pokój na Ziemi ludziom dobrej woli”. Po wielu trudnych dla Florencji latach, po apokalipsie zagłady, Botticelli tworzy w obrazie nową nadzieję: Maryja, jako symbol Kościoła, w centrum, rodzi Zbawiciela, który zwycięża zło i diabła i przynosi ludziom pokój. W tle widać jasną poświatę poranka, nadchodzi nowy dzień i wreszcie znów spokój. Co za różnica między tym obrazem a pięknymi kobiecymi postaciami Botticellego sprzed lat. Maryja jest podobna do Wenus rodzącej się z muszli, ale tak bardzo odmienna. Jest zatopiona w modlitwie, nie jest już naga, a nawet jej włosy są dobrze zakryte. Jej twarz jest poważna, prawie smutna. Józef siada obok niej, dosłownie zagubiony w sobie, doskonale świadomy trudnego losu, jaki czeka jego dziecko. Nie ma już śladu nawiązania do starożytności, skończyła się radość i nieformalność wczesnych lat. Botticelli podejrzewa, że jego życie dobiega końca, jest głęboko wstrząśnięty śmiercią przyjaciela Savonaroli, niepewny, pełen strachu. Spokój odnajduje tylko w wierze, tak bardzo tęskni za nadzieją, że nawet rok 1503 uważa za odrodzenie Kościoła i pokoju. Zmiana widoczna jest także w innych jego obrazach z tego okresu: obrazy stają się bardziej dramatyczne, niepokojące. Można dosłownie poczuć niepewność artysty. Ledwo może pracować, być może jest niepełnosprawny.Vasari opisuje go jako biednego człowieka, który chodzi o kulach. Nie jest znana nawet data jego śmierci, wiemy tylko, że został pochowany 17 maja 1510 r.

          https://abload.de/img/269941799_29369935602l7jnc.jpg

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka