lianis
13.04.10, 17:32
Chcialam sie z Wami podzielic moja historia, moze komus da ona nadzieje. Moje dorosle zycie zostalo idealnie zaplanowane, studia, slub, praca, kupno domu i wtedy dziecko... paczatki ladnie udalo mi/nam sie zrealizowac i doszlismy do etapu ze teraz jest czas na dziecko, bo nasza sytuacja jest stabilna, zrezygnowalam z antykoncepcji i zaczelam prowadzic obserwacje cyklu, tak na spokojnie zeby wiedziec co sie dzieje. Pierwszy cykl i nic... drugi, trzeci, kolejny, coraz wiecej stresu a @ ciagle przychodzila... Po roku zaczelismy badania, wyszly ok, do tego czasu minely juz dwa lata i ni z tego ni z owego @ sie spoznila, zrobilam test - pozytywny, oszalelismy z radosci, tyle planow i postanowien, niestety na bardzo krotko, 3 tyg pozniej zaczelam plamic, potem krwawic i tragedia... chwile mi zajelo zanim doszlam do siebie, stres byl tym wiekszy ze tyle czasu zajelo nam zajscie w ta ciaze. Mijaly kolejne miesiace, po 9 test ciazowy znowu pokazal dwie kreseczki, radosc znacznie bardziej ostrozna i faktycznie znowu ten sam schemat, po mies nagle silne krwawienie w sklepie i tyle z naszej radosci... po tym poronieniu zostalismy skierowani na specjalistyczne badania ktore znowu pokazaly ze jest wszystko ok... Po niespelna roku kolejny pozytywny test i znowu taki sam koniec... Juz stracilam nadzieje ze sie uda, M mowil ze nie chce juz tych stresow i nie chce wiecej probowac, odpuscilismy sobie, przestalam liczyc, mierzyc tempki, robic testy, miesiace mijaly, pojechalismy na wakacje i wrocilismy juz w ciut wiekszym gronie. Stresy i nerwy jakie przechodzilam poczawszy od pierwszego testu ciazowego, mozecie sobie wyobrazic, szczegolnie przy okazji krwawienia w 10tc, ktore okazalo sie niegroznym krwiakiem. Jednak tygodnie mijaly i ciaza rozwijala sie prawidlowo, bez absolutnie zadnych wspomagaczy, normalnie chodzilam do pracy, a nasz ukochany syn urodzil sie 6 dni temu w 39tc, duzy i zdrowy. Zycze wszystkim wam takiego zakonczenia.