leneczkaz
23.08.10, 09:37
Czy któraś z Was ubiegała się o odszkodowanie ze szpitala lub sądziła się? My
zdecydowaliśmy się wejść na drogę sądową ale fajnie by było porozmawiać z kimś
kto już to przeszedł.
To moja historia. Nikt mi nie powiedział DLACZEGO?!! Dlaczego odeszły wody,
dlaczego straciłam syna. DLACZEGO?
Mam beżowe plamienia (od środy 11.08.10).
Sobota 14.08.10
Plamienia nie ustają. Choć nie krwawię, decyduję się na wizytę u dr. Kar.
(jako, że dr. L. który prowadzi moją ciążę przebywa na urlopie) aby
skonsultować stan swojej ciąży.
-badanie wziernikiem przez dr. Karwowskiego (stwierdza nadżerkę, nie stwierdza
krwawienia) oraz USG z którego wynika, że ciąża rozwija się prawidłowo,
łożysko (w dnie) się nie odkleja, wody płodowe prawidłowe, stopień dojrzałości
I (nie stwierdza się cech odklejania trofoblastu)
SZPITAL
Niedziela 15.08.10
O 15 (po drzemce) zaczynam krwawić. Jadę do szpitala.
-żadnych badań
-wywiad dr. U. w którym stwierdza, że krwawienie wystąpiło z -powodu badania
wziernikiem plastikowym przez doktora Kar.
Poniedziałek 16.08.10
Nadal krwawię. Po nocy mocniej a w dzień słabiej.
-USG przeprowadzone także przez dr. Kar. (ale już w szpitalu) z którego
wynika, że ciąża przebiega prawidłowo, łożysko się nie odkleja, wody płodowe w
normie, ogólnie wszystko dobrze; dr. Stwierdza płeć- chłopiec.
Wtorek 17.08.10
Krwawię tylko po nocy. W dzień już tylko delikatne plamienia.
-dr. Kob. zleca po czym wykonuje badanie szyjki wziernikiem oraz ręcznie; robi
to tak niedelikatnie, że słabnę po badaniu
Na obchodzie wieczornym dr. Kob. stwierdza, że odstawiamy mi leki i zastrzyki
a w czwartek wychodzę do domu.
O godzinie 23.30 dostaję dreszczy i temperatury. Pielęgniarki mnie zbywają
mówiąc, że 37,6 to nie temperatura. O 24 ledwie przytomna proszę o tabletkę
przeciwbólową. Nie dostaję jej. Biorę własny Apap.
Środa 18.08.10
O 6 rano dostaję kilku skurczy, wypróżniam się. Skurcze zgłaszam pielęgniarkom
które łączą je z wypróżnieniem oraz dodają, że „się pewnie czegoś najadłam”
stąd ta temp. w nocy. Po kilku minutach odchodzą mi wody. Wpadam w histerię.
Pielęgniarki twierdzą, że to nie wody a wydzielina z pochwy. Po chwili wody
się już leją i nie nadążam wymieniać wkładek. Sączą się tak jeszcze kilka
godzin. Dostaję temperatury, dreszczy. Pielęgniarki dają mi Paracetamol, potem
też antybiotyk. Wieczorem wpadam w panikę i histerię. Dostaję Relanium i 4
kroplówki. W nocy także mam temperaturę.
-wieczorem USG (dr. Le.) które stwierdza bezwodzie oraz, że dziecko jeszcze żyje
Czwartek 19.08.10
Mam temperaturę. Ok 10 dostaję tabletki na wywołanie skurczów. Pierwsza dawka
nie działa, ale druga wywołuje skurcze niemiłosiernie bolesne. Nikt mnie w
tym czasie nie bada. Nie wiem ile to będzie jeszcze trwało. Przez cały czas
jest przy mnie tylko mąż. Pielęgniarki znikły. Po 2h. umierania z bólu rodzę
synka na swoim łóżku do „kaczki” na mocz i odpady.
-indukcja porodu, poród (dziecko martwe)