kaszubka20
01.03.11, 12:16
Poroniłam w domu moje dziecko. Byłam w 13 tygodniu ciąży, na rutynowej wizycie dowiedzialam się, że ciąża obumarła 2 tygodnie temu. Serce nie bije, Maluch jest za mały. Żadnych przeczuć, żadnych objawów, tylko wiara, że wszystko jest dobrze.
Lekarka wyważona, spokojna-dała nam wybór o dalszą drogę postępowania.
Dwa dni godziłam się z tym, co uslyszałam. Pozwoliłam napłynąć myślom. Pozwoliłam sobie myśleć, że to dzieje się naprawdę, ale ostanią rzeczą, jaką chciałam zrobić było oddanie mojego Maleństwa. W sobotę rano zaczęłam krwawić. Mocno i boleśnie. W pewnym momencie nie byłam już w stanie kontrolować tego, co dzieje się z moim ciałem. Chyba o 15 poroniłam dziecko, ale nie mogłam tego zobaczyć. Krwaiłam przez kolejne 3 dni, skurcze były bardzo moce, a ja zastanawiałam się, dlaeczego człowiek musi przychodzić na świat w bólach.
Po 4 dniach poszłam na usg, wykazało, że jama macicy jest czysta. Organizm sam "poradził sobie". W szpitalu zobaczyłam mnóstwo kobiet w ciąży, pięknych, rumianych, gładzących się po brzuszkach. Nie byłabym w stanie tego znieść. Cieszę się, że mogłam moje dziecko pożeganać w domu, w intymnej, spokojnej atmosferze, z mężem i z poczuciem, że nie jestem sama. To było najstarszniejsze przeżycie w moim życiu. Teraz muszę pogodzić się z tym, że nie jestem w ciąży. Za jakiś czas będę musiała też duchowo pozwolić odejść Mojemu Dziecku, na razie jest za wcześnie.
Dziewczyny, ja wybrałam taką drogę straty, nie chciałam ingerenji mechanicznej, ale wierze, że każda z Nas ma prawo wyboru i bardzo je szanuję, bo to niestety ostatnie wybory na jakie mozemy niekiedy mieć wpływ.