Dodaj do ulubionych

Czasem jestem na siebie zła...

03.08.04, 08:11
Niby wiem, jak należy sobie radzić z przebytym poronieniem. Sama często
wymądrzam się na forum i daję innym dobre rady, a co ja robię, jak mnie
najdzie (nie wiem co, chyba głupota?)???
Zaglądam na forum "Dla oczekujących", na wątek "luty 2005" i czytam, co
porabiają właśnie dziewczyny, z którymi jeszcze niedawno dzieliłam się swymi
radościami i smutkami. Czytam o ich USG, o tym, jak zaokrąglają im się
brzuszki, o mdłościach, jak pokonują kolejne tygodnie ciąży... I wtedy
wzbiera we mnie straszny żal, ale i straszna złość - nie wiem na kogo, nie
wiem na co - dlaczego to przytrafiło się właśnie mnie, czym sobie na to
zasłużyłam...
Jakoś nie działają na mnie negatywnie napotkane ciężarówki, tylko właśnie
tamto forum, bo czułam, że jestem jedną z nich, a już nie jestem i to
uświadamia mi, co straciłam...
Na szczęście nie często zdarzają mi się te chwile słabości i co tu dużo
mówić - masochizmu, ale od czasu do czasu...
Dziewczyny, kiedy w końcu przyjdzie nasz czas ???
Obserwuj wątek
    • 30.tka Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 08:36
      JUZ za 2 miesiace Aquarius72 bedzie nasz czas!!!

      Gdy zaczelismy starania z mezem, bardzo chcielismy, aby porod nastapil w
      czerwcu; mial byc luty - nie udalo sie i teraz ponownie zaczynamy od
      pazdziernika! A to oznacza, ze czerwiec jednak sie uda (hihih-wprawdzie z
      rocznym poslizgkiem, ale ktoz by to tak szczegolowo liczyl?!)
      • aquarius72 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 08:43
        Masz rację - nie patrzeć do tyłu, tylko "...ważne sa tylko te dni, których
        jeszcze nie znamy", tylko czas tak okropnie się dłuży...
        pozdrawiam te, które zaczynają na nowo od października, ale wszystkie inne
        rownież smile
    • malomi Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 08:37
      Witaj, ja trafiłam na to forum jako jedna z pierwszych w styczniu tego roku.
      Moja dzidzia miała wytrzewienie brzuszka i klatki piersiowej, ciąża została
      przerwana w 4 miesiącu. Minęło prawie 7 miesięcy a to nadal tak potwornie boli.
      Siłę daje tylko to, że można komuś pomóc w tak trudnych momentach. Są dni
      lepsze, ale są też takie że poduszka jest mokra od łez. Ból nie przechodzi ale
      staje się coraz bardziej tępy.
      W dniu daty mojego porodu, jenocześnie w moje urodziny dowiedziałam się że pod
      sercem nosze nowe życie. To 6tc. Jest strach, łzy, każda wizyta u lekarza to
      pasmo nerwów. Moim drugim domem stała się "trudna ciąża". tutaj jednak nadal
      zaglądam, bo jestem bardzo z wami związana (chociaż skład uczestników forum tak
      bardzo się zmienił przez te pół roku), bo wiem jakie to wszystko jest trudne....
      Pozdrawiam
      • aquarius72 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 08:51
        Dziękuję Malomi,
        wiem, że to co piszesz to najczystsza prawda. Mój ból jest już właśnie taki
        bardziej "tępy", już nie myślę o tym cały czas. To całe zdarzenie uświadomiło
        mi jeszcze coś, z czego nie do końca zdawałam sobie do tej pory sprawę - jedna
        rzecz zajść w ciążę, a inna doprowadzić ją do szczęśliwego zakończenia -
        kolejny trudny do pokonania próg.
        Martwi mnie, że moja przyszła ciąża - o ile się wydarzy - nie będzie już dla
        mnie taka radosna, jak ta pierwsza. Będę cały czas drżeć ze strachu, że coś
        złego się wydarzy, a przecież to powinno być takie radosne oczekiwanie...
        Życzę Ci wiele siły i wytrwałości, a także wiele siły Twojej dzidzi, żeby się
        mocno trzymała i zdrowo rosła smile))
    • cedex Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 08:44
      Przyjdzie nasz czas, zobaczysz... Musi przyjść, do licha ciężkiego! Ja drugi
      raz poroniłam w październiku i dopiero teraz staramy się o dziecko. Wcześniej
      najpierw czekaliśmy pół roku zalecone przez lekarza, a potem jeszcze jakieś
      badania itp... jeden cykl starań już za nami. niestety bezowocny. Wiem że te
      pierwsze miesiące po poronieniu były dla mnie najgorsze - ciągły płacz i dół.
      Teraz jeste znacznie lepiej, bo sama musiałam uwierzyć, że będzie OK.
      Oczywiście mam chwile zwątpienia, ale staram się ....
      Życzę Ci samych dobych rzeczy!
      PS. Jak Czytam Twojego nicka to od razu mam w głowie muzykę z filmu Hair ( Era
      Wodnika?).
      • aquarius72 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 09:02
        Faktycznie - też pamiętam tę piosenkę z filmu Formana. Aquarius, bo urodziłam
        się w lutym smile))
    • gumecka Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 11:18
      Hey!!!
      Ja czesto przesiaduje na forum trudna ciaza i czytam sobie watki, tez mi sie
      przykro robi jak czytam ze ktoras byla na usg i widziala swojego babelka jak
      macha do niej raczkami.Smutne to dla nas ale za to ciesze sie ze inne kobiety
      bo takich przejsciach jak my ciesza sie mogac zobaczy c swoje malenstwo zdrowe.
      Dla nas tez nadejdzie ten czas i to szybciej niz myslisz.Za pare miesiecy
      spotkamy sie na innym forum i bedziemy pisac jak wyglada nasz
      maluszek.Pozdrawiam.jjj
      • manus2 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 11:57
        ja zaczynałam od forum Niepłodność....3 lata walki stymulacje, 4 inseminacje,
        2ICSI i w końcu zdarzyl sie cud...niestety na krótko...moja radosc skonczyla
        sie w 8tc! W tym czasie jak glupia wchodzilam na forum Trudna ciaza - dlaczego
        nie na Ciaza i porod? No wlasnie, tak los mna pokierowal....i wykrakalam sobie!
        Czemu to wszystko? A dalej zagladam na inne fora! Tak juz jest...
        Tak a propo to powiem wam, ze mi lekarz z Bialegostoku (przyjaciel rodziny)
        powiedzial, ze jak wszystko sie dobrze zagoi to mozna probowac juz po pierwszym
        przywroconym cyklu! O pierwsza ciaze staralismy sie 3 lata, wiec teraz tez
        zamierzam zaczac szybko! Trudno, co ma byc to bedzie. Przed ICSI zostalismy
        przebadani chyba na wszystko i wyniki byly ok, wiec za 2 1,5 miesiaca znow
        ruszam do walki!
        • aquarius72 Do Manus 03.08.04, 12:37
          Widzę, że jesteś już weteranką wink Ja też, ale nie tyle ile chodzi o
          zaawansowanie starań (w grudniu zastanawialiśmy się nad in vitro, ale do tego
          nie doszło), ile o czas ich trwania (wstyd się przyznać - 7 lat). Ja już po tej
          miesiączce nie będę sie zabezpieczać - nie wierzę, żeby nagle tak gładko
          przyszło mi zaciążyć znowu zważywszy na wcześniejsze trudności.
          Może w końcu zagościmy na długie 9 m-cy na jakimś "ciążowym" forum ???

          Aquarius72
        • misia100 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 12:42
          Piszecie że zaczynacie starania w październiku a chciałabym wiedzieć kiedy
          poroniłyście . Ja miałam obumarcie ciaży bliźniaczej 21 maja 2004 miałam
          zabieg. Z jednej strony bardzo bym chciała a z drugiej panicznie się boje .
          Bardzo bym chciała znowu zacząć ale lekarz mi nie pozwolił kazał co najmniej 4
          miesące czekać a na dodatek ta nieszczesna wielka nadżerka. Napiszcie mi co
          muwia wasi lekarze kiedy mozna zacząć , jedna z was pisze że po 1 miesiącu
          Misia
          • aquarius72 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 13:11
            Misiu,
            u mnie poronienie w 9 tc. - było 6 lipca. Wg zaleceń lekarza odczekać 2
            miesiączki.
    • badarka Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 13:07
      aquarius72 napisała:
      > Dziewczyny, kiedy w końcu przyjdzie nasz czas ???

      hej, Aquariusku, a wiesz, jaka ja jestem głupia? Ja już mam wizję, że wszystkie
      dziewczyn, co to zaczynają w październiku, zajdą w ciążę, a ja zostanę sama sad
      Wiem, że to niemożliwe, żeby się wszystkim udało i wiem, że gdyby nawet, to nie
      oznacza jeszcze, niestety, szczęśliwego zakończenia...
      Ale i tak mam takie natrętne myśli w głowie i nie umiem sobie z nimi poradzić sad
      to chyba ze strachu, że na następną ciążę też przyjdzie poczekać sad


      ps. Ale i tak uważam, że najważniejsze, że nam się udało. Jak się udało raz, to
      i drugi wyjdzie smile
      • aquarius72 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 13:13
        Badarko,
        co ja mam powiedzieć? Samej Cię nie zostawię, żebyś tylko Ty nie musiała mnie
        wyciągać z tego forum, jako ostatniej "maruderki" wink
        • badarka Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 13:24
          mogę wyciągać - byle skutecznie!
          Ale mam takie przeczucie, że nie będzie trzeba. Że ścieżka przetarta, że masz
          świadomość, że się da smile
          • aquarius72 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 13:32
            Sama się zastanawiam, czy u mnie to nie była ta sławetna "blokada psychiczna",
            o której wszyscy mówią, a nikt tak do końca nie wie co to jest i jak się tego
            pozbyć...
      • malomi Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 16:02
        Ja ja byłam tu częstym gościem, to akurat wszystkie dziewczyny przygotowywały
        się do starań majowych. teraz październik.Życzę szczęścia i siły, bo dużo jej
        trzebasmile
    • gumecka Do misia100. 03.08.04, 13:34

      Misiu.
      Ja poronilam 28.06.2004 i niedawno bylam na wizycie kontrolnej,lekarz
      powiedzial ze wszystko jest dobrze.Za trzy pelne cykle moge sie starac znowu o
      dzidzie, czyli wychodzi na pazdziernik ale ja chyba poczekam do listopada. jjj
      • misia100 Re: Do misia100. 03.08.04, 14:05
        Idę dzisiaj po wyniki badań i po 20 sierpnia do gin , zobaczymy co mi powie ,
        strasznie sie matwie co mi w tych badaniach wyjdzie . dzięki za wsparcie moze
        ja tez dostane błogosławieństwo od mojego gin na działanie w październiku.
        Chciałbym do was dołączyć .
        Cieszę się że jesteście i można z kims pogadac kto nas rozumie .
        • manus2 do Aquarius i innych oczywiście 03.08.04, 15:42
          Tak jestem weteranką i w dodatku poroniłam ciąże mnogą... ale powiem wam, ze ja
          jakoś w tą blokadę psychiczną nie wierze! Mi się udało mimo skrzywionej
          psyche...nawet nie wierzyłam, że kiedyś mi się uda. Ta ciąża sprawiła, że
          wierzę, a to takie ważne. Czasami się zastanawiam czy lepiej mieć problem z
          niepłodnością czy z poronieniem i patrząc na to wszystko z perspektywy moich
          własnych doświadczeń cieszę się, że udało mi się zajść...teraz mam nadzieje już
          tak długo nie będę czekać! Nawet mój lekarz się śmieje, że mam WALIZKĘ badań! W
          każdym razie będę ostro działać i nie popuszczę!!!! Postanowilam sobie, ze za
          rok o tej porze będę trzymała w ręku moją śliczną córeczkę lub synka, a może
          parkę! Tego też wam kochane życzę! Spotkajmy się za rok na forum dziecko! Choć
          mam chwile, ze placzę w poduszkę - a tak konkretniej to w samochodzie jak
          wracam z pracy (Warszawa, korki, długo się jedzie), ale ogólnie staram się
          mysleć pozytywnie i pokonam przeznaczenie!!!
          Aquarius, skoro zaszlas naturalnie to może nie ma potzreby in vitro, a
          próbowaliście inseminację?
          • aquarius72 Re: do Aquarius i innych oczywiście 03.08.04, 18:18
            Manus, na razie nie próbowaliśmy nic z technik tzw. "wspomaganego rozrodu",
            było tylko leczenie hormonalne i miałam laparo. Prawdę mówiąc byliśmy już mocno
            zmęczeni tymi badaniami, wizytami, staraniami (dlatego myślałam o in vitro -
            żeby spróbować i jak nie wyjdzie rzucić to wszystko w diabły i zająć się
            adopcją).
            Przyznaję, że mnie ta ciąża też dała nadzieję, że teraz będzie łatwiej. Też mam
            niezły plik badań (robi wrażenie nawet na lekarzach smile

            Naładowałyście mnie wszystkie dziewczyny pozytywną energią. Dziękuję Wam. Zaraz
            w przyszłym tygodniu zbadam te bakterie, potem następne badania, byle bliżej
            celu...
            • pea_74 moj strach 03.08.04, 18:53
              Czesc dziewczyny!
              Mam juz wyniki badan hist, przede mna kontrolna wizyta w przyszlym tygodniu
              (gin na urlopie)wiec na razie nic nie wiem. Boje sie tej wizyty i badan jakie
              mnie czekaja... czy na pewno bedzie wszystko ok? O ciaze staralam sie 6 m-cy
              wiec dluuugosad Przez caly ten okres nie chodzialam do kontroli, nie robilam
              sobie zadnych badan... balam siesad Moze to byl blad...z drugiej strony moja
              kolezanka o pierwsze dziecko starala sie pol roku i to jest podobno norma.
              Niedawno urodzila blizniaki-2 coreczkismile Tak wiec ma juz wspaniala rodzinke
              chlopaka+2 dziewczynki! To ze starala sie pol roku dawalo mi nadzieje ze
              wszystko bedzie ok. Niestety moja radosc skonczyla sie w 7 tc a wlasciwie w 6,
              lekarka od razu nastawila mnie na najgorsze!
              Wczoraj czytalam historie amandy z "naszego" forum, zakonczyla sie szczesliwie
              ale nie wiem jak ja poradze sobie z moim strachem! w dniu kiedy zobaczylam 2
              kreski na tescie na poczatku bardzo sie ucieszylam ale po chwili zaczelam
              ryczec ze strachu!!!!! tak strasznie balam sie ze moge nie utrzymac tej
              ciazy... i niestety stalo siesad Nie wiem czy bede potrafila cieszyc sie
              nastepna ciaza. Jak sobie radzic ze strachem???? O mojej ciazy nikt nie
              wiedzial tylko maz i 2 najblizsze kolezanki, jest mi latwiej bo z nikim nie
              musze dzielic sie z moim smutkiem. Ale gdy czytam na forum o utracie dziecka w
              pozniejszych tygodniach czy smierci dziecka to STRACH MNIE PARALIZUJE!!!!
              Pozdrawiam was wszystkie.
    • niedzwiedz9 Re: Czasem jestem na siebie zła... 03.08.04, 19:23
      Aquarius-cierpliwości- za kilka lat te trudne chwile będą dla nas jak niedobry
      sen, o którym zapomina się rano.Mam dwuletnią córkę,wiem co to znaczy być w
      niezagrożonej, niewylęknionej pięknej ciąży.Kilka dni temu poroniłam ciążę-
      wprawdzie "tylko" biochemiczną,ale dla mnie to strata dziecka,strata
      marzeń.Również boję się następnego razu, pewnie na początku będę z lękiem
      wsłuchiwać się w siebie, ale wierzę , że wraz z pierwszymi ruchami i
      kopniaczkami przyjdzie niezakłócony spokój .Zobaczysz będzie dobrze-jesteś
      silna, a z dzieciaczkiem pod sercem będziesz silna za dwoje! To przyjdzie samo
      i rozwieje straszne strachysmile) Pozdrawiam-Kaśka
    • badarka Re: Czasem jestem na siebie zła... 04.08.04, 10:20
      Aquarius to potrafi nas poruszyć, prawda? wink

      A ja wciąż z uporem maniaka będę powtarzać, że lepiej być w ciąży i poronić niż
      w ogóle nie móc zajść. Ostatnio Trops założyła na niepłodności wątek o tym, że
      bycie w ciąży to dla niej abstrakcja. To straszne poczucie i jak straszne
      wiedzą te, które sie starają lata i nie mogą zajść. Ja wiem, że jeszcze dwa
      miesiące temu to zazdrościłam nawet tym, które poroniły... bo one przynajmniej
      były w ciąży... To jest ten pierwszy próg, często bardzo bardzo wysoki sad

      Pocieszające dla mnie jest też to, że łatwiej jest utrzymać ciążę niż w nią
      zajść. Znam wiele dziewczyn, które miały problemy z utrzymaniem ciąży -
      wszystkie, naprawdę wszystkie, cieszą się dziś zdrowymi dziećmi. I znam też
      kobiety, które _nigdy_ w ciąży nie były... I tu, niestety, tak pocieszających
      statystyk nie ma sad
      • aquarius72 Do Badarki 04.08.04, 10:43
        Badarko masz całkowitą rację - niepłodność sprawia, że nie czujemy się
        kobietami w 100 %, wpędza w depresję, powoduje obniżenie samooceny. Jestem
        oburzona, że w naszym pięknym kraju traktuje się ludzi próbujących się leczyć
        jak piąte koło u wozu, a bardziej zaawansowane techniki leczenia za fanaberie
        ludzi, którzy nie mają na co wydawać pieniędzy.
        Nie wiem, czy zauważyłaś pewne analogie do problemu poronienia? To dopraszanie
        się o skierowanie na badania (dopiero po 2-3 poronieniu pełniejsza analiza).
        Najlepsze pacjentki, to takie, które chodzą w zdrowiutkiej ciąży na
        comiesięczną kontrolę - a my "problemowe" przypadki musimy działać trochę po
        omacku - np. informacje nt. leczenia zbierać w internecie.
        • badarka Re: Do Badarki 04.08.04, 11:30
          aquarius72 napisała:

          > Badarko masz całkowitą rację - niepłodność sprawia, że nie czujemy się
          > kobietami w 100 %, wpędza w depresję, powoduje obniżenie samooceny.

          Ale też ci, którzy nie mają problemów z płodnością, też nie są bez winy. Jak
          słyszę komentarze pt. "co to za problem", albo że "my, oczywiście, trafiliśmy
          za pierwszym razem", to mnie trafia. Tak jakby to był jakiś powód do dumy sad
          Ostatnio, jak pamiętam, bardzo przykro mi się zrobiło, jak moja znajoma dość
          daleka, w ciąży (przez przypadek chodzimy do tego samego lekarza), powiedziała
          mi o nim: wiesz, to taki lekarz, co zawsze mówi, że wszystko jest dobrze. Oj
          wcale nie mówi... oj nie...

          > Jestem
          > oburzona, że w naszym pięknym kraju traktuje się ludzi próbujących się leczyć
          > jak piąte koło u wozu, a bardziej zaawansowane techniki leczenia za fanaberie
          > ludzi, którzy nie mają na co wydawać pieniędzy.

          Taktak... A mnie jeszcze wkurza strasznie polityka "prorodzinna" państwa :\
          Wszystko robi się, żeby zapobiec niepożądanej ciąży, a żeby pomóc chcianej -
          nic sad To samo z opieką nad kobietą, która właśnie urodziła dziecko: skracanie
          urlopów macierzyńskich to najlepszy przykład.

          > Nie wiem, czy zauważyłaś pewne analogie do problemu poronienia? To
          > dopraszanie się o skierowanie na badania (dopiero po 2-3 poronieniu
          > pełniejsza analiza).

          Tego nie wiem, leczę się prywatnie. Jestem w tym szczęśliwym położeniu, że mogę
          więc spokojnie z nim porozmawiać, jakie badania są najważniejsze, co powinnam
          zrobić, żeby z jednej strony diagnostyka była w miarę pełna, a z drugiej żeby
          nie wydać na to koszmarnych pieniędzy... Jak do tej pory, muszę przyznać, że ma
          on bardzo dobre wyczucie - jeśli coś mi kazał robić, to trafiał w samo sedno.

          Ale czytam i włosy mi stają dęba na głowie, szczególnie, jak któraś z dziewczyn
          napisała o tej szczegółowej diagnostyce po trzecim poronieniu. To niezła jazda,
          podobnie jak kierowanie na podstawowe badania po dwóch latach starań.

          > Najlepsze pacjentki, to takie, które chodzą w zdrowiutkiej ciąży na
          > comiesięczną kontrolę

          No, sama przyjemność pracy z takimi smile Każdy by chciał taką łatwiznę w pracy smile
          Wypełniać tylko te łatwe obowiązki, a tymi trudniejszymi niech się zajmie ktoś
          inny, nie?

          > - a my "problemowe" przypadki musimy działać trochę po
          > omacku - np. informacje nt. leczenia zbierać w internecie.

          Oj tak, dobrze że jest internet. Ja muszę przyznać, że przygotowuję się do
          każdej rozmowy z moim lekarzem a po - sprawdzam, co też on mi znowu powiedział.
          Ufam mu, ale to ograniczone zaufanie, choć przyznaję, jeszcze się nie
          nacięłam smile
        • maraguska Re: Do Badarki 04.08.04, 11:36
          > Nie wiem, czy zauważyłaś pewne analogie do problemu poronienia? To
          dopraszanie
          > się o skierowanie na badania (dopiero po 2-3 poronieniu pełniejsza analiza).
          > Najlepsze pacjentki, to takie, które chodzą w zdrowiutkiej ciąży na
          > comiesięczną kontrolę - a my "problemowe" przypadki musimy działać trochę po
          > omacku

          Kochane, a czytalyscie watki (niestety nie pamietam gdzie, ale chyba na Trudnej
          Ciazy) dwoch dziewczyn, jednej z Paryza i jednej z Helsinek. To dopiero wlos mi
          sie zjezyl i nie moge uwierzyc. W Finlandii nie robi sie zadnych badan dopoki
          kobieta nie poroni 3 razy (!). Prawie anie podtrzymuje sie ciaz, bo uwaza sie
          sie, ze skoro 'leci' to jest slaba i nic jej nie utrzyma. W Paryzu dziewczyna
          we wczesnej ciazy nie moze doprosic sie o usg, bo podobno robia dopiero cos
          okolo 9-12 tygodnia. Wczesniej ponoc nie ma to sensu... Dziewczyny, o co tu
          chodzi? Nie wiem co o tym myslec.
          --
          Ucalowania dla wszystkich,
          Aga
          • aquarius72 Re: Do Badarki 04.08.04, 11:54
            Mówiłam o tym ostatnio mężowi. I trochę śmialiśmy się (choć to w sumie nie do
            śmiechu i jak się głębiej zastanowić coś w tym jest), bo u nas kościół nazywa
            to "cywilizacją śmierci" : zastanawiają się, jak humanitarnie przeprowadzić
            eutanazję, jak urządzić schludne domy spokojnej starości, od kiedy embrion
            staje się człowiekiem (o ile w ogóle nim jest) a dzieci? to same kłopoty,
            lepiej ich unikać...
            • badarka Re: Do Badarki 04.08.04, 12:09
              aquarius72 napisała:
              > a dzieci? to same kłopoty, lepiej ich unikać...

              big_grin

              Wydaje mi się ponadto, że to nieudolność medyków i medycyny są winne temu
              lekceważeniu. To chyba jest tak, że każdy pacjent, którego leczenienie polega
              na zaaplikowaniu pojedynczego leku, jest niechciany.
              Mój mąż boryka się z łuszczycą paznokci. Dwa lata chodził po lekarzach,
              wszyscy, jak jeden mąż twierdzili, że to grzybica (nikogo nie zastanowiło,
              dlaczego ja się nie zaraziłam), leczyli go, nic to nie dawało... Po tym czasie
              dopiero doczekał się diagnozy: łuszczyca, ale i tak leczony był objawowo, tzn.
              witaminami na porost paznokci... I znowu pomógł internet, gdzie od ludzi
              walczących z tą chorobą dowiedzieliśmy się, że łuszczyca to wcale nie choroba
              skóry, a narządów wewnętrznych o podłożu psychosomatycznym... Że sporty siłowe,
              odpoczynek, dieta... Skutkuje smile Tylko dlaczego do wszystkiego musieliśmy dojść
              sami? Po wielu latach walki, wydanych na darmo pieniądzach, straconych nerwach
              itepe?
              Strasznie dużo analogii do naszej sytuacji, prawda?
              • aquarius72 Re: Do Badarki 04.08.04, 12:24
                Kolejny dowód na to, że przydaje się ta sieć.
                Gdyby nie Wy to miałabym wrażenie, że jestem sama na tym świecie ze swoimi
                problemami, jak jakiś odmieniec. Wokół siebie sporadycznie spotykam osoby z
                takimi problemami (poronienia jeszcze się zdarzają, ale wśród bliższych
                znajomych nie ma nikogo z problemem niepłodności).
                Dzięki, że chcecie mnie czytać i dzielić się swoimi refleksjami smile
    • maraguska Czesc Moje Drogie... 04.08.04, 12:23
      Czesc Moje Drogie...
      Radze sobie kiepsko z tym co mnie spotkalo. Radze sobie 'jakos' bo wiem, ze
      musze, ze tak trzeba, ze nie ma wyjscia. Najchetniej polozylabym sie gdzies i
      zasnela na dluuuugo, odplynela w niebyt. Albo chcialabym cofnac czas, do
      momentu gdy bylam o wiele mlodsza i organizm mialam chyba silniejszy. Cos mam
      takie niejasne przeczucie, ze gdybym zaszla w ciaze majac lat 25 to nie
      mialabym problemu z donoszeniem... Tak jakos mi sie zdaje... Kilka razy tez
      zajrzalam sobie na watek Luty 2005 (to byl moj termin, juz chcialam sie tam
      szczesliwa dopisac) i nie moge tego czytac, bo serce mi sie kroi a dusza wyje z
      bolu i ze zlosci po prostu, dlaczego ja, dlaczego ja, dlaczego znowu???!!!
      Walcze z roznymi zlymi uczuciami teraz... Mam wielki zal do losu. Zal i niechec
      do mojego ciala. Zwatpienie w Boga, zalamanie wiary w cokolwiek. Zazdrosc o
      ciaze moich przyjaciolek. Smutek, zwatpienie, zlosc, wscieklosc. Wscieklosc na
      siebie sama, ze stalam sie taka okropna, opryskilwa, wycofana z zycia... Boze,
      kiedy to minie? Kiedy znowu bede sie cieszyc, smiac, nie popadac w te stany
      odretwienia wieczorami... Kiedy znowu sie czyms zainteresuje, kiedy przestane
      jak automat wykonywac swoje obowiazki w pracy i w domu?
      Kochane... Tylko tutaj - wiele z Was ma podobnie - moge otwarcie powiedziec co
      czuje. Z nikim nie dziele sie moimi myslami. Rodzina i przyjaciele wiedza jaki
      mam problem, ale nie rozmawiam o tym, po prostu przyslowiowo 'sie trzymam' na
      pokaz.
      Zeby nie zwariowac powtarzam sobie do upadlego, ze moje uczucia sa normalne w
      takim stanie, ze sa przejsciowe, ze to minie. Prawie w to nie wierze, ale musze
      sobie to wmowic by nie oszalec...
      Badarko, napisalas fajna rzecz - ze wydaje Ci sie, ze w pazdzierniku wszystkie
      zajda tylko nie Ty. Ja tez mam podobne mysli, ze tylko ja nie zajde! Choc
      czasem tez taki przeblysk, ze naprawde w tym symbolicznym pazdzierniku (czyli
      po prostu jesienia) nam wszystkim sie uda... I Tobie, i mnie. Wszystkim. Tak
      strasznie bym chciala, abysmy potem sobie gawedzily na forum o ciazy...

      Dziewczyny, wybaczcie ton tego postu. Jak ja Was strasznie podziwiam. Pomimo
      tych ciezkich przezyc, pomimo gorszych dni, ktore tez macie, jestescie jakies
      takie pogodne... Nie wiem, czytajc Wasze posty mysle, ze mimo tych tragedii
      jestescie radosne, usmiechniete. A jaka taka zolza. Ciagle zalamana.

      --
      Przesylam Wam najgoretsze ucalowania,
      Aga
      • aquarius72 Re: Czesc Moje Drogie... 04.08.04, 12:36
        Kto najlepiej wie, co tkwi w naszej duszy, co nas dręczy?
        My same, My - i inne uczestniczki tego forum, bo przeżywamy podobne sytuacje.
        Szkoda, że połaczyło nas takie smutne doswiadczenie, a nie np. radosne
        przeżywanie ciąży.
        Dla mnie też ciąża jest teraz abstrakcją, też dopada mnie zwątpienie - tylko Wy
        o tym wiecie, bo na zewnątrz staram sie obnosić "pogodną twarz" i wszyscy
        znajomi uważają mnie za silną osobę. A ja nie chcę być ciągle silna, bo czasem
        tych sił już brakuje...
        Wy najlepiej wiecie, jak to jest.
        • maraguska Re: Czesc Moje Drogie... 04.08.04, 14:46
          >Kto najlepiej wie, co tkwi w naszej duszy, co nas dręczy?
          >My same, My - i inne uczestniczki tego forum, bo przeżywamy podobne sytuacje.

          Mysle, ze to forum to naprawde dobra terapia dla nas. W dodatku prawie darmowa
          wink) (modemowcy placa...). Tak powaznie - najlepsza terapia, na jaka moglam
          trafic. W zasadzie to taka grupa wsparcia, nieprawdaz? Kurcze, niesamowite -
          czlowiek moze nawet w srodku nocy wstac, wylac zale i gorycz w klawiature i
          WIE, ma PEWNOSC, ze przeczytaja to osoby, ktore ROZUMIEJA, bo przeszly przez to
          samo.
          --
          Aga
      • malomi Re: Czesc Moje Drogie... 04.08.04, 13:24
        Maragusko, to nie zależy od wieku. Ja straciłam w wieku 24 latsad(
        • maraguska Re: Czesc Moje Drogie... 04.08.04, 14:43
          > Maragusko, to nie zależy od wieku. Ja straciłam w wieku 24 latsad(

          sad
          Oczywiscie Malomi, wiem, ze nie zalezy...
          Tylko taki straszny zal mam do siebie, ze nie probowalam wczesniej, ze tak
          dlugo zwlekalam... Gdybym nawet wtedy poronila, mialabym tyle czasu by szukac
          przyczyn, badac sie. A teraz to tak wszystko w pospiechu, wariactwo bo nagle
          zostalo malo czasu... Czlowiek wymysla sobie rozne bzdury, ciagle mysli: a co
          by bylo gdybym wtedy zrobila to, tamto? Gdybym postapila tak, a nie inaczej?...
          Bez sensu. Tylko sie zadreczam sad
          --
          Aga
          • badarka Re: Czesc Moje Drogie... 05.08.04, 11:14
            Aga, ja nie mogę czytać Twoich postów sad są tak smutne, że od razu łzy mi się
            zbierają sad dziewczyno, nie możesz aż tak się zamartwiać! Zaszkodzisz sobie i
            przyszłej ciąży! Uśmiechnij się proszę smile Jesteś dobrym człowiekiem, pomogłaś
            wielu osobom tutaj (i mi też), dobrze radziłaś, a sama co? Jak ten szewc co bez
            butów?
            Kochana, tak widać musiało być... Będzie lepiej, będzie dobrze, zobaczysz.
            Ja pierwszą ciążę poroniłam, jak miałam 21 lat, drugi zabieg miałam w moje
            trzydzieste urodziny, więc widzisz, nic to nie zmieniło, nic to nie dało, nic a
            nic.
            Tak jak ja byś pewnie uwierzyła lekarzom, że pierwszą ciążę się po prostu
            bardzo często roni, że trzeba to potraktować jak dowód, że mogę zajść w ciążę.
            Uwierzyłam i co? Nic do diabła, druga, już ta wytęskniona i wymarzona
            zakończyła się tak samo crying
            Dobrze przynajmniej, że zdajesz sobie sprawę z tego, jak niedobre są Twoje
            myśli. Jesteśmy przecież tu i teraz, postępujemy tak, jak nam się wydaje, że
            jest dobrze. Nie wolno cofać się myślą i kombinować, co by było gdyby... To nic
            nie da, a Ciebie tylko umęczy. Teraz trzeba się skupić na tym, co można zrobić,
            żeby następnym razem doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.
            No. I masz się skupić na kafelkach, farbach, armaturze. Razraz smile Sprawdzimy smile
    • gumecka Witam kochane ponownie. 04.08.04, 12:57
      Ja tez ostatnio sie wkurzylam i to bardzo a pozniej mi przykro bylo.Moja
      znajoma nie planowala ciazy(nawet jej to pzrez mysl nie przeszlo) no i zdarzyla
      jej sie wpadka.Dziecko urodzilo sie zdrowiutkie, ona tez nie miala w ciazy
      zadnych problemow.Teraz jak sie czasem spotykamy to ciagle(wraz ze swoim mezem)
      dogaduja mi i mojemu mezowi a mianowicie mowia tak ''wkoncu byscie sie
      postarali o dziecko, czas leci a wy mlodsi nie jestescie''.Wkurza mnie to
      strasznie bo niedosyc ze oni wpadli to jeszcze wielce sie madrza a nie wiedza
      ze inni moga miec problemy z tak wg. nich prostym zrobieniem dziecka.
      Pozdrawiam. jjj
    • fala75 Re: Czasem jestem na siebie zła... 04.08.04, 21:31
      Wiajcie!
      Dopiero teraz odkrylam to forum. Poronilam w lutym w 5tc. Nie wiedzialam, ze
      jest tak duzo osob w podobnej sytuacji. W ogole nie mialam o tym z kim
      porozmawiac. Ani moj kochany ani nawet moja mam nic nie rozumieli. Mowili tylko
      przestan ryczec przeciez jestes mloda beda nastepne dzieci... Ja tez sobie to
      powtarzalam i zupelnie nie moglam zrozumiec zalu, ktory mnie trzymal przez caly
      czas. Wydawalo mi sie, ze sama sie niepotrzebnie nakrecam tym umartwianiem.
      Jakas masochistka ze mnie skoro inni tak lekko o tym mowia to chyba nie ma sie
      czym az tak przejmowac ale w ogole to rozumowanie, ktore probowalam sobie
      wcisnac do mnie nie docieralo. Lekarka w szpitalu powiedziala obojetnym
      tonem "no to juz pani wie, ze wszystko polecialo". Jakby to byly scieki. Nikt
      sie nade mna nie rozczulal wiec myslalm, ze jakas glupia jestem nie mogac
      uspokoic lez. Teraz "czytam Was" i widze, ze moje zachowanie nie bylo anormalne
      ale i tak nie jest mi lzej. Odczekalam 4 miesiace i teraz jestem w 8tc. Boje
      sie cieszyc. Nieustannie wsluchuje sie w moje cialo i przeraza mnie kazde
      uklucie. Nie wychodze z domu (jestem nauczycielem wiec mam wakacje) i nawet
      kwiatki boje sie podlewac nie mam pojecia jaki wysilek jest dopuszczalny. Wtedy
      tak bardzo sie cieszylam, ze wszystkim znajomym wyslalm sms-a z radosna nowina.
      Teraz nie powiedzialam nikomu tylko maz i rodzice wiedza. Boje sie, ze byc moze
      musialabym znowu to wszystko odwolywac. Wybaczcie ze tyle miejsca zajelam ale
      po raz pierwszy o tym mowie (pisze). Trzymam kciuki za Was wszystkie.
      • aquarius72 Re: Czasem jestem na siebie zła... 04.08.04, 22:02
        Falo,
        wspaniale, że znowu jesteś w ciąży. Doskonale rozumiem Twój strach, ja jeszcze
        wprawdzie w ciąży nie jestem, ale już wyobrażam sobie, jak będę drżeć kiedy to
        w końcu się stanie.
        To rzeczywiście bardzo przygnębiające odczucie, gdy nawet bliskie nam osoby nie
        potrafią współodczuwać naszego smutku. Ja na szczęście mam wielkie wsparcie w
        moim mężu i on też bardzo dogłębnie przeżywa tę traumę.
        To, co przeżywałaś było jak najbardziej normalne. Tak własnie zachowuje się
        normalna matka po stracie dziecka - nie można przejść nad tym do porządku
        dziennego, obudzić się na drugi dzień i powiedzieć : właściwie nic się nie
        stało. Bo stało się i zawsze będziemy o tym pamiętać.
        Nie wiem, czy zajrzałaś już na forum "Trudna ciąża"? Myślę, że tam uzyskasz
        wiele ciepła i wsparcia w Twojej sytuacji.
        Ja życzę Ci - mimo Twoich trudnych doświadczeń - dużo optymizmu. Trzymam kciuki
        za Ciebie i Twojego Dzidziusia, zobaczysz teraz wszystko się powiedzie smile))
        • badarka Re: Czasem jestem na siebie zła... 05.08.04, 11:15
          A ja jeszcze dodam od siebie prośbę, abyś coś czasem do nas napisała, ok?
        • fala75 Re: Czasem jestem na siebie zła... 05.08.04, 11:18
          Aquarius, wlasnie sie poryczalam. Sidze sobie na podlodze przed monitorem i jak
          idiotka usmiecham sie do Twojego listu. Bardzo Ci dziekuje!
          • aquarius72 Re: Czasem jestem na siebie zła... 05.08.04, 11:49
            smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
            Cieszę się Twoim szczęściem.
      • maraguska Re: Czasem jestem na siebie zła... 05.08.04, 12:05
        Witaj Fala...
        Przede wszystkim gratuluje Malenstwa smile Bedzie dobrze, nie stresuj sie. Mam
        nadzieje, ze masz zaufanego lekarza, ktory dobrze poprowadzi ciaze.
        Jak ja dobrze rozumiem Twoj lek o ciaze. Tez tak mialam, balam sie
        najdrobniejszego nowego, dziwnego symptomu... Ale mysle, ze kwiatki spokojnie
        mozesz podlac, byle nie 5-litrowa konewka wink Z pewnoscia wystrzegaj sie
        dzwigania duzych ciezarow, no i w ogole przemeczania. Falo, zajrzyj koniecznie
        na forum Trudna Ciaza, jak radzi Aquarius. Atmosfera tam jest ...rozbrajajaca
        smile Dziewczyny sa przemile. Beda Cie wspierac, nie bedziesz czula sie samotna
        ze swoimi obawami.
        Co do utraty pierwszego Malucha... Niestety standardowo mowi sie kobiecie: to
        nic takiego, bedzie druga ciaza, to sie zdarza! Zwlaszcza gdy roni sie wczesna
        ciaze. Nie wiem, byc moze mowi sie to po to, by zmniejszyc traume kobiety, by
        sie tak nie przejmowala... Latwo jednak mowic, gdy stoi sie z boku i patrzy z
        zewnatrz, bez stosunku emocjonalnego. Kobieta zawsze bedzie wiedziec, ze
        wlasnie stracila swoje DZIECKO. Doskonale wiem, co czulas i co czujesz teraz.

        Kochana zycze Ci bys miala wiele radosci z obecnej ciazy, bys sie cieszyla tym
        cudownym stanem, by ciaza byla bezproblemowa, bys wspominala ten czas jako
        jeden z najpiekniejszych.
        --
        Pozdrowienia serdeczne,
        Aga
        • fala75 Re: Czasem jestem na siebie zła... 05.08.04, 13:34
          Boziu jak mi z Wami dobrze... po raz pierwszy od nie wiem kiedy. Juz Was troche
          znam. Czytalam Wasze posty na inych watkach i na "trudnej ciazy" i chyba tylko
          glod oderwie mnie od monitora smile Strasznie sie ciesze bo teraz jestem sama
          tylko fizycznie. Dziekuje, dziekuje, dziekuje!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka