kraplakowa
31.10.05, 16:10
Od zabiegu minął miesiąc. Ostatnie kilka dni spędziłam w górach, odpoczęłam,
wyciszyłam emocje. Zaczynam być gotowa na kolejną próbę, zaczynam się uczyć
życia "po poronieniu", powoli godzę się z rzeczywistością. I... właściwie
sama nie wiem czy to dobrze, że tak szybko... czuję się jakbym była wyzuta z
uczuć, jakbym była (niedoszłą) złą matką bo nie dość długo opłakuję moję
dziecko. Sama nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić. Z jednej strony jest mi
coraz łatwiej, coraz częściej się uśmiecham, wracam do życia, a z drugiej mam
z tego powodu wyrzuty sumienia. Bo co to za matka, która miesiąc po odejściu
dziecka zaczyna się przyzwyczajac do tej myśli i planuje kolejną ciążę?
A może to tak ma być... Może trzeba nauczyć się z tym żyć i pokazać
Aniołkowi, że nie musi się o nas martwić. Niech się spokojnie bawi, tam gdzie
jest...
---
uczmy się na cudzych błędach bo sami wszystkich zrobić nie zdążymy...