Dodaj do ulubionych

za szybko...???

31.10.05, 16:10
Od zabiegu minął miesiąc. Ostatnie kilka dni spędziłam w górach, odpoczęłam,
wyciszyłam emocje. Zaczynam być gotowa na kolejną próbę, zaczynam się uczyć
życia "po poronieniu", powoli godzę się z rzeczywistością. I... właściwie
sama nie wiem czy to dobrze, że tak szybko... czuję się jakbym była wyzuta z
uczuć, jakbym była (niedoszłą) złą matką bo nie dość długo opłakuję moję
dziecko. Sama nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić. Z jednej strony jest mi
coraz łatwiej, coraz częściej się uśmiecham, wracam do życia, a z drugiej mam
z tego powodu wyrzuty sumienia. Bo co to za matka, która miesiąc po odejściu
dziecka zaczyna się przyzwyczajac do tej myśli i planuje kolejną ciążę?
A może to tak ma być... Może trzeba nauczyć się z tym żyć i pokazać
Aniołkowi, że nie musi się o nas martwić. Niech się spokojnie bawi, tam gdzie
jest...
---
uczmy się na cudzych błędach bo sami wszystkich zrobić nie zdążymy...
Obserwuj wątek
    • wordshop Re: za szybko...??? 31.10.05, 16:48
      skoro czujesz się już psychicznie dobrze, to znaczy, że tyle właśnie czasu
      potrzebowałaś na pozbieranie się. przecież nigdzie nie jest powiedziane, ile
      czasu ma trwać żałoba. absolutnie odrzuć wyrzuty sumienia. tak jak napisałaś -
      trzeba z tym żyć. przecież nie będziesz płakać na siłę. ja również całkiem
      szybko się pozbierałam i żyłam jak gdyby nic się nie stało. chociaż codziennie
      myślę o moim drugim dziecku, to te myśli nie są już wyłącznie smutne. fakt,że
      czasem jeszcze sobie popłaczę i wciąż za nim tęsknię, ale na co dzień jest ok.
      to, że mama Aniołka jest szcześliwa, nie znaczy, że o nim nie myśli czy go nie
      kocha.
      pozdrawiam serdecznie!
      • 89mika Re: za szybko...??? 31.10.05, 18:02
        powinnaś sie tylko cieszyć że wracasz do formy, ja też mogę o sobie to
        powiedzieć, moją dewizą jest nie patrz wstecz patrz do przodu i walcz o
        nastepne, ja tak postepuję, znalazłam nowego wydaje mi się świetnego
        specjalistę od poronień , na razie będę robić badanka bo sam pan doktor
        zabronił zachodzić w ciążę dopóki wykluczymy kilka przyczyn i bardzo dobrze ,
        nie zniosłabym kolejnego dramatu gdybym teraz znów starciła dziecko , dlatego
        jak w miare będę się czuć bezpiecznie pod względem medycznym to do dzieła z
        mężem, i ty myśl pozytywnie i ciesz się że wracasz do formy , jeszcze nieraz
        zapłaczesz tak jak mi się to zdarza ale nie wolno rozpamiętytwać tylko do
        przodu, pozdrawiam Monika
    • carroline1 Re: za szybko...??? 31.10.05, 18:50
      jak głosi dobrze znany slogan "nieważna ilość, ale jakość".
      Dlatego nie ma znaczenia czy umiemy żyć znowu normalnie miesiąc po poronieniu,
      czy dłużej, czy krócej. Każda z nas doskonale wie ile cierpienia i bolu nas to
      wszystko kosztowało i nie ma się sensu zastanawiać, czy to nie za krótko, czy
      za długo, bo każdy z nas ma własny mechanizm dźwigania sie z cierpienia i
      wydaje mi się, że własnie im szybciej to zrobimy tym lepiej dla nas. Nasze
      Aniołki, niestety, już odeszły i nasz żal za nimi nie pomoże im. Mogą nas tylko
      obserwować z góry i cieszyć się, że dajemy rade stawiać czoło przeciwnościom
      losu! Ja jestem 2 mies.po poronieniu i też umiem już się uśmiechnąćwink
      • kraplakowa Re: za szybko...??? 02.11.05, 11:12
        A jednak nie jest tak dobrze jak myślałam, nie jestem takim "twardzielem".
        Wczorajszy dzień był dla mnie koszmarem. Prawei cały przeryczałam, na dodatek
        pokłóciłam się z mężem...
        Poszłam na grób mojej mamy, zapaliłam dla niej znicze, kupiłam też jeden inny -
        mały, biały dla mojego Aniołka. I kedy go zapalałam wypadł mi z ręki i się
        stłukł... Szkło prysnęło, równie kruche jak życie mojego dziecka...
        Dziś już jest lepiej, nowy dzień przyniósł spokój, ale takie dni jak wczorajszy
        pewnie będą mi sie zdarzać. Bo przecież już zawsze będę mamą Anioła...
    • mamaanielki Re: za szybko...??? 02.11.05, 12:33
      Przecież nikt nie ma monopolu na to jak długo to ma trwać i jak intensywnie.Ja
      też czułam się lepiej po miesiącu, dwóch a teraz po dwóch latach przeżywam Moje
      Utracone Dzieciątko jakby to się zdarzało co dzień. Z jednej strony chcę
      pamiętac, chcę zeby bolał, bo boję się ze inaczej zapomnę. Z drugiej strony
      czasami chciałabym żeby to był tylko sen, żebyśmy nie stracili naszego
      Maleństwa, boję się wypowiedziec te słowa - ale czasami chcialabym zapomniec,
      bo to tak bardzo boli, ze juz nie mam sil. Przepraszam Cię, córeczko...
      • akala Re: za szybko...??? 02.11.05, 15:17
        Wiecie co, mam takie wrazenie (z mojej prawie juz rocznej perspektywy), ze w
        trakcie "dochodzenia do siebie" przechodzi sie przez powtarzajace sie etapy -
        jest lepiej, za moment gorzej, znowu w miare, w momencie kiedy sobie
        uswiadamiamy poprawe, znow sie nam pogarsza, jest strasznie, a potem znow
        lepiej. I tak dalej. Gorki i dolinki. Im silniej staramy sie kontrolowac, i
        pokazywac sobie i calemu swiatu, ze to juz, tym dluzej smutek do nas wraca.

        Aha, i taki wczesny stan "gotowosci"(o ktorej pisala Kraplakowa) bywa czasem
        kolejnym oszustwem naszych hormonow - chyba ta silna potrzeba, zeby sie starac
        o kolejne Dziecko, jest znakiem ze jeszcze nie czas - ze jeszcze zostalo nam
        cos do przepracowania.

        Mamaanielki, chcialam tylko napisac, ze nawet jak przestaniesz cierpiec, i tak
        nie zapomnisz. Wiec nie musisz czuc sie winna. Sprobuj pozbyc sie bolu, a
        wspomnienia o Maluszku utrwalic jakos bardziej z usmiechem (moze swieca w oknie
        wieczorem? wlasnorecznie namalowany obrazek Twojej Dziewczynki na scianie? U
        nas o Malutkiej przypomina wycinanka wiszaca nad stolem). Latwiej wtedy, bo cos
        realnego przypomina o Dziecku, nie tylko nasze cierpienie.

        Przytulam Was mocno, Ala

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka