Dodaj do ulubionych

Facet a aborcja

23.09.09, 12:23
Wiele kobiet wypowiada się tutaj, facetów prawie brak. Pierwsza
myśl, która nasówa mi się i refleksja, to to że większość z Was robi
to przez zwykły egoizm. Tak fala krytyki zaraz na mnie spadnie. A
niestety wiem o czym mówie. Mam stabilną pracę, mieszkanie
(kawalerka - bez cudów) czyli nazwijmy to materialny "spokój". 3
miesiące temu zaliczyliśmy "wpadkę" z dziewczyną, a raczej kusiliśmy
los. Nieważne. Test wykazał dwie kreski, ucieszyłem się, naprawdę,
kocham dziewczynę, pieniądze są, jestem TATĄ !!! Cieszyłem się
niesamowicie, przez tydzień. Moja luba od samego początku jakby to
oreślić była "pół na pół" gdzie ja myśli o aborcji nawet nie brałem
pod uwagę. Nadszedł moment oznajmiania jej rodzicą (studentka),
odcięcie mnie od niej na 5-6 dni po czym zostało mi oznajmione,że
nadszedł dzień "zabiegu" - oj nawe nie wiecie jak bardzo żałuje, że
nie zgłosilem tego na policje (wiedziałem, gdzie, kiedy)... Teraz
oczywiście to ja zrzuciłęm cięzar na nich, to ja jestem winien
wszystkiemu i w ogóle jestem zły. Facet, który cieszył się
z "fasolki", kupił łóżeczko, przemalował pokój. Mineły 3 miesiące,
na jej rodziców nie mam najmniejszej ochoty patrzeć, przepraszam za
okreslenie ale są śmieciami. Na swą lubą ?? Niby jesteśmy ze sobą,
ale to nie jest już to "samo", niby porozmawialiśmy, niby wszystko
sobie wyjaśniliśmy ale nie potrafię już jej kochać. Codziennie
cierpię z tego powodu, ciężko żyć z tym. Była cząstka mnie, bez
pytania o moje zdanie , a raczej braniem go pod jaka kolwiek uwagę
zrobili co zrobili. Czemu to pisze ?? Bo stoję na "rozstaju" i chce
zwrócić uwagę, że w wielu przypadkach to nie jest tak "ze okrutny
facet chciał usunięcia ciązy"... Chcecie kończyc studia, chcecie
robic kariere, chcecie "zyc i szaleć" a my ?? My faceci jestesmy
zli !! Jakby niektore z Was nie wiedziały ze seks bez zabezpieczen
moze przyniesc efekt "fasolki"... Faceci tez cierpia, tez maja
uczucia, ja nie spie, nie jem, nawet nie potrafie czasem normalnie
myslec. Dziewczyny, pamiętajcie ze same w ciaze same nie zaszyscie i
wsluchajcie sie w serce faceta....
Obserwuj wątek
    • oliwija Re: Facet a aborcja 23.09.09, 12:40
      uzurpatorciemnosci napisał:

      >
      . Dziewczyny, pamiętajcie ze same w ciaze same nie zaszyscie i
      > wsluchajcie sie w serce faceta....

      powiedz i wytłumacz to exowi... który dwa razy zmusial swoje zony do
      aborcji
      • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 23.09.09, 13:00
        "mamy prawo decydować o swoim ciele" ?? Nie chce nikogo osądzać,
        kazdy to przezywa inaczej, a facet który "zmusza" kobiete do aborcji
        nadaje sie jak dla mnie do kastracji, bo przed stosunkiem powinien
        sie zastanowic jakie są konsekwencje tego i czy umie je udźwignąć.
      • oliwija uzurpatorze 23.09.09, 21:48
        powiem ci ze ex zazadal odemnie usuniecia ciazy w przeciwnym wypadku
        mial zabic mnie i starsza córkę.... poniewaz wtedy sie go balam nie
        mialam znikad pomocy to zrobilam to czego chcial... szczeście w
        nieszczecciu ze dziecko i tak bylo bardoz chore i nie moglo by zyc....
        ale to samo zrobil ze swoja druga juz byla zona....

        poddac go kastracji? tak jestem za i to publicznej... zeby cały swiat
        widzial z kim ma do czynienia.
    • nati1011 Re: Facet a aborcja 23.09.09, 14:34
      Przykro mi z powodu twojego dziecka, ale niestety panowie żadko
      reagują tak jak ty. Nawet gdy ciaża nie jest dużym problemem, to
      pierwsza reakcja faceta jest często po prostu zalosna. To jakoś
      wynika ze specyfiki męskiej psychiki, i przeważnie po jakimś czasie
      panowie ciesza sie z dziecka - ale czesto ta radość tak naprawde
      objawia się dopiero jak dziecko ma kilka miesięcy wink

      Długo juz towarzysze kobietom w trudnej ciaży i tym co zdecydowały
      sie na aborcję. I zapewniam cie, ze takich sytuacji gdzie to kobieta
      decyduje o aborcji WBREW woli ojca spotkałam nie więcej niż 5. A
      mniej wiecej połowa panów czynnie lub emocjonalnie zmuszała kobiety
      do zabicia dzieci wbrew ich woli.
      • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 23.09.09, 14:46
        Zatanawia mnie tylko czemu, bo szczerze mówiąc to teksty typu :
        - Studia
        - Ułożyć sobie życie lepiej
        - Nie czas
        - Etc.
        Dla mnie są, żałosne.. Masz rację co do reakcji facetów, wiesz czemu
        tak jest ?? Bo się boją, boją się odpowiedzialności i zobowiązania,
        bo trzeba bedzie zadbac o cos wiecej i o kogoś więcej niż piwko z
        kumplami. Też się wystraszyłem i bojąc się w środku nigdy tego nie
        pokazywałem, poprostu wiedziałem ze trzeba bedzie przemeblowac swiat
        i zmienic pewne priorytety. Wiedzialem, ze warto bo w koncu sie
        kocha smile... Swoja droga moze niepotrzebnie sie tak nastawilem ?
        Teraz jest mi tylko ciezko. Az boje sie jak bardzo wykraczam poza
        stereotyp!
        • nati1011 Re: Facet a aborcja 23.09.09, 16:35

          > Teraz jest mi tylko ciezko. Az boje sie jak bardzo wykraczam poza
          > stereotyp!


          Spokojnie, normalnie człowiek ze strachu nie próbuje od razu wyjścia
          w postaci aborcji.

          Masz rację co do reakcji facetów, wiesz czemu
          > tak jest ?? Bo się boją, boją się odpowiedzialności i
          zobowiązania,
          > bo trzeba bedzie zadbac o cos wiecej i o kogoś więcej niż piwko z
          > kumplami.

          Tylko, że kobieta też się boi. I w momencie gdy dowie się, ze jest w
          ciaży to potrzebuje wsparcia faceta jak nigdy wcześniej. I nawet jak
          facet się boi, to nie jest to najlepszy moment na jego okazywanie. I
          jak te 2 strachy się na siebie nałożą to tragedia (aborcja) gotowa. :
          ((
        • wiesia140 Re: Facet a aborcja 23.09.09, 16:40
          Przykro mi , że to ciebie spotkało. Dobrze, że wykraczasz poza stereotyp
          to świadczy o tym , że jesteś odpowiedzialnym człowiekiem szkoda tylko,
          że takich panów jest mało. Pisz tu jak ci będzie źle jesteśmy po to ,
          żeby sobie wzajemnie pomagać, swoją lubą też tu przyprowadź na niej
          to też na pewno odcisnęło swoje piętno.
          • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 23.09.09, 17:11
            Lubą ?? Zachowuje się jak człowiek pozbawiony jakichkolwiek emocji i
            uczuć. Zastanawia mnie, czy to jej prawdziwe oblicze czy efekt tego
            co się stało... W naszych relacjach jest coraz gorzej, staram się,
            wspieram i nie daje upaść. Jak się to kończy ? Tak, że
            niby "przesadzam". Nawet sama sobie chyba nie zdaje sprawy jak
            cięzko być z kimś kto zabił cząstke drugiej osoby, dwa kłócące się
            ze sobą uczucia. Po jednej stronie żal, po drugiej miłość... Czas
            pokarze co to będzie. W każdym bądź razie fajnie sie wygadać wśród
            osób, które to rozumieją.
            • wiesia140 Re: Facet a aborcja 23.09.09, 22:33
              Nie ma ludzi bez uczuć, są tylko tacy , którzy je wypierają i to jest
              najgorsze, bo te lubią się odezwać nawet po latach. Warto by było byście
              teraz przeżyli i przerobili okres żałoby po stracie , przynajmniej ty to
              by dużo pomogło.
              • lillid Re: Facet a aborcja 24.09.09, 09:12
                wzruszający jest Twój post.
                Przypomniał mi sytuację sprzed lat, kiedy to ja byłam stroną
                totalnie przerażoną sytuacją, i... nalegającą na aborcję. Nie
                zrobiłam tego po kryjomu, razem z chłopakiem, choć początkowo on
                temu się sprzeciwiał, zdecydowaliśmy, że to będzie na tamten czas
                jedyne słuszne wyjście.
                Mój strach i jego strach....to już był mega starch, jak napisała
                Nati1011, i jak to się razem na siebie nałożyło, to wyszła aborcja.
                Żałuję, że tak na niego naciskałam, żałuję, że On nie miał na tyle
                siły by stanowczo obstawać przy swoim, żałuję, że tak mnie
                straszliwie sytuacja przerosła,że spadłą na mnie jakby czarna
                zasłona, która przysłoniła całą zdolność racjonalnego, pozytywnego
                myślenia i wybiegania myślą w przyszłość.
                A przecież przez maleńką chwilę w sercu pojawiła się radość.
                Ale zabiliśmy najpierw tę radość a potem...
                Współczuję Ci naprawdę, tym bardziej, że stało się to wbrew Tobie.
                Potem relacje są naprawdę trudne.
                W sumie też nie wyobrażam sobie jak tak można zrobić.
                Ale kiedyś nie wyobrażałam sobie,że mogłabym usunąć.....
                To do dziś nie mieści mi się w moim umyśle i światopoglądzie.
                Zabicie własnego dziecka to mega samodestrukcja, to wbrew naturze,
                to klęska człowieka.
                Szkoda, że nie można cofnąć czasu.

                Może ona oceniłą Twoje starania na niewystarczjące?
                Dziecko to taka odpowiedzialność.
                • nowako-wa Re: Facet a aborcja 24.09.09, 11:54
                  w końcu jeden facet ma odwagę zauważyć czym jest ( lub jak kto woli może być ) aborcja....
                  Bo ten ZABIEG dla wrażliwego , kochającego człowieka oznacza...pogodzenie sie że seks to potrzeba fizjologiczna , a zarodek to jak napisała tu któraś pasożyt wewnątrz kobiety...A ty się na to nie zgadzasz, za to twoja luba owszem ...i co robi różnica poglądów? Ano moze zaważyc na całym związku...I to jest teraz dla was niebezpieczne...Jeśli nie omówisz tego z dziewczyną , nie wytłumaczysz jej co czujesz i myślisz ...cienko widzę wasz związek w przyszłości...
                  Pamiętaj że aborcja to delikatna granica , po której przekroczeniu przekracza sie następne i w pewnym momencie nic nie jest nazbyt złe ...puszczają hamulce i aby dogodzić sobie człowiek jest gotowy na coraz większe świństwa...no bo może zdrada też nie jest zła, albo trójkącik...
                  Spróbuj ratować swój związek, uświadom dziewczynie ,że studia i sukces to nie wszystko...może dobrze by było poczytac choćby nasze historie...Bo dopóki nie zgłębiamy tematu wydaje nam sie ze go nie ma....
                  Wasza przyszłośc powinna być teraz najważniejsza...bo uwikłać sie w nieudany, toksyczny związek w którym będziesz sie męczył ...to nie sztuka.A luba powinna być dla ciebie bratnią duszą ...
                  Jak to zrozumiecie czas zagoi rany...i jeszcze będzie przepięknie - ale nie zamiataj brudów pod dywan , bo wcześniej czy pózniej dadzą o sobie znać.
                  Powodzenia !
                  • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 24.09.09, 12:50
                    Powiem szczerze, że próbuje omówić i nie przynosi to żadnych
                    efektów. Na staraniach się kończy, bo kiedy próbuje rozpocząć temat
                    zawsze kończy się na jego zmianie, tak łatwiej. Po co tykać temat w
                    którym muszą paść ciężkie słowa. Trzeba stanąć naprzeciwko prawdy.
                    Coż jeszcze troche sił na "próby" mam. Tylko po co ?? Coraz częściej
                    zastanawiam się czy nie zamknąć tego tematu zmieniając, że tak to
                    określe otoczenie. Uświadomić dziewczynie że studia i sukces to nie
                    wszystko ?? Dwa lata to robie, bezskutecznie jak dotąd czego efektem
                    jest to co się stało. Pomijam fakt, że dziecko nie jest czynnikiem
                    przez który nie można skończyć studiów - znam przypadki z własnego
                    otoczenia gdzie nie było z tym problemów, fakt a to zaocznie,
                    eksternistycznie etc. Nasza przyszłość ?? Ciężko patrzeć do przodu,
                    staram się, baaa nawet rysuję "kolorową kredką" coś na znak
                    przyszłości. Nie należe do facetów, którzy mają gdzieś. To, że dalej
                    jesteśmy ze sobą pomijając uczucia wyższe to również fakt nazwijmy
                    to odpowiedzialności i checi zakończenia naszej historii w normalny
                    sposób. Tylko do tanga trzeba dwojga, a ciężko tańczyć razem kiedy
                    czuje się żal a widzi, że druga osoba odrzuca jakiekolwiek emocje
                    zwiazane z tym faktem i cała ideologia ukończenia studiow równierz
                    dla niej pada ? I po co to wszystko było ? Wehikuł czasu to byłby
                    cud, skręciłbym w drugą stronę spotykając ją na ulicy. Co do faceta
                    zauważającego czym jest aborcja, dopoki pewnych rzeczy się nie
                    doswiadczy jest sie slepcem, ale w momencie kiedy patrzy sie na USG
                    i widzi cząstke siebie cięzko nie być szczesliwym, ciezko nie byc
                    dumnym, ze czastka mnie bedzie nowym zyciem. Coz bylo mniela, blizna
                    pozostala i bedzie przez cale zycie. Oby do przodu i oby dalej
                    kroczyc sciezka własnej historii.
                    • wiesia140 Re: Facet a aborcja 24.09.09, 18:06
                      Spróbuj jej pokazać to forum może to ją ruszy i porozmawiacie sobie od
                      serca. Był taki Ktoś , co mówił:" Prawda was wyzwoli" i miał ( nadal ma)
                      rację. Na twoim miejscu gdybym miała wehikuł czasu cofnęłabym się do dnia
                      zabiegu zawiadomiła policję , pozbierała kumpli i wpadła siłą do tego
                      gabinetu ( sam mówisz , ze znałeś miejsce i czas), a nie próbowałabym jej nie
                      poznać przecież darzycie siebie uczuciem . Wiem jest ono poranione przez
                      aborcję, ale może da się to jeszcze poskładać. namów ja , żeby tu się
                      odezwała . Powiedz jej ,że jeśli nie chce tego robić dla siebie to
                      niech to zrobi dla was jeśli jej jeszcze zależy.
                      • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 26.09.09, 09:09
                        Pomysł mieszkania był "przed", tymbardziej że było pomieszkiwanie.
                        W trakcie był nasilony, bo cięzko by dziecko wychowywalo sie z
                        jednym z rodzicow. Teraz ?? Mysl jest, choc wiem ze moze sie wydac
                        to glupie. Poki co osiagnalem granice wytrzymalosci i mysle zeby to
                        wszystko rzucic, poprostu odciac sie, zmienic miejsce zamieszkania,
                        zapomniec o Niej, zaczac na nowo...
                        • spokofacet Re: Facet a aborcja 26.09.09, 12:36
                          wszystko zależy od tego w jakich kategoriach sprawę traktujesz. W kategoriach
                          ludzkich - tak, nie widzę sensu robić cokolwiek z taką kobietą, w kategoriach
                          psychologicznych rzucenie wszystkiego nic nie da, bo problem nie jest
                          rozwiązany, czyli terapia; zaś w kategoriach duchowych początek jest zupełnie
                          gdzie indziej.
                          Ja bym zaczął od przerwania wspólnego mieszkania, na zasadzie "dajmy sobie
                          czas", "potrzebujemy trochę dystansu, czasu, żeby poukładać sprawy...". Nie
                          musicie ze sobą mieszkać, nie jesteście małżeństwem, które MUSI RAZEM poradzić
                          sobie z problemem. Wy nie musicie RAZEM..
                              • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 28.09.09, 22:06
                                Do wygadania głębszego trzeba poczucia ducha, od moherów nikogo nie "wyzywam",
                                rzecz w tym,że każdy jest indywidualną osobą, każdy jest inny i każdy inaczej
                                myśli, z wielu pomysłów i rad można "wyciagnąć"cenne rady... Co do dawania
                                czasu, był on dany, blisko miesiąc przerwy, cóż nie potrafiłem na nia spojrzeć
                                bez nienawiści, teraz to generalizując minęło... Nie traktuje tego forum jako
                                "serwisu złamanych serc" w związku z czym takich rad nie potrzebuje. Jesteśmy
                                dorośli, popełniliśmy błędy, teraz za nie musimy zapłacić, swoją drogą myślę że
                                łatwiej zrobić to razem. Spokofacecie nie jesteśmy małżeństwem, ale też nie wiem
                                co nam jest pisane. Daliśmy ciała, jedno mniej, drugie wiecej - bez osądzania...
                                Ale czy budowanie związku, realcji dość już zresztą nadszarpniętych powinno się
                                obijać o odpychanie drugiej osoby po zdarzeniu traumatycznym ?? Ile osób tyle
                                teorii...

                                Był weekend, mnie osobiście udało się nieco unormować wewnętrzne ja, uspokoić
                                myśli, chociaż wiem, że wróci to jeszcze nie raz, kiedy zobacze kobiete w ciąży,
                                małego dzieciaka, kiedy nadejdzie jakaś rocznica. Można się poddać, bądź można z
                                tym żyć, nie walczyć, a żyć. Ponoć dopóki nosi się kogoś w sercu, ten ktoś
                                żyje... Rozmawiałem ze swą luba przez te kilka ostatnich dni, o tym wszystkim,
                                przyznam że najszczersze rozmowy od samego zdarzenia, padło wiele "szczerych"
                                słów bez ogródek, nazwanych po imieniu. Porażająca jest argumentacja "lubej", że
                                się bała. Bać się można, ale nie spodziewałbym się, że aż tak. Dzieci bocian nie
                                przynosi i konsekwencje trzeba brać, przyjmować na siebie bez ucieczki od nich.
                                Co mi jeszcze powiedziała ?? Że "przeprasza", ale nie żaluje. Też porażające,
                                ale może i dobrze że nie ocenia tego w tych kategoriach. Zapytacie pewnie czemu
                                dalje z nią jestem ?? Bo jest niesamowitą kobietą, tylko niezmiernie
                                wystraszoną, po której widze, że broni się przed wieloma uczuciami, zamykajac je
                                w sobie ?? Dlaczego ?? Bo nie jestem gówniarzem, który ucieka od problemu, który
                                przed oczami ma przysięge małżeńską choć ślubu jeszcze nie ma... Nie można
                                poprostu zostawić drugiej osoby, samej sobie....

                                Co czuję ja ?? Żal do siebie, nadszarpnięta została na pewno "męskość", to
                                słynne męskie "ego", że ja dam rade, że zaopiekuje się, ochronię, bo jeśli nie
                                ochroniłem dziecka przed narodzinami to czy dałbym radę po?? Czuję smutek, to
                                naturalne, bo jeśli ktoś kogo się "kocha" umiera to nie może być inaczej, boli
                                to, że ktoś kto to zrobił chodzi bez konsekwencji, ktoś kto złamał najażniejszą,
                                nadrzędną zasadę w swoim zawodzie... Co boli ?? Zachowanie jej rodziców, osoby
                                dorosłe, wykształłcone, które co zrobiły ?? Wstydziły sie brzucha córki ??
                                Inaczej tego nazwać nie umiem, chyba że już w nie takiej lekkiej tonacji.
                                Osoby, które ani słowa ze mną na ten temat nie zamieniły, nie spytały co
                                planuje, myślę... Tylko tekst dziecka "nie będziemy z Tobą rozmawiać"... Osoby,
                                które po zdarzeniu mają czelność powiedzieć mi "co ty nam zrobiłeś" lub
                                "zostawiłeś nas z problemem" co działa na mnie jak na byka płachta... Jakim
                                problemem ?? Jak to można nazwać problemem ?? Jakie zostawiłeś samych ?? To nie
                                ja nie odbierałem telefonów, nie zamykałem drzwi przed nosem... Najgorsze kiedy
                                zawodzą ludzie.

                                Cóż, trzeba iść do przodu...
                                • wiesia140 Re: Facet a aborcja 28.09.09, 22:58
                                  Strach ma wielkie oczy akurat to dobrze rozumiem. Nie chcę
                                  usprawiedliwiać twojej lubej, ale uwierz mi presja rodziny może być
                                  wielka. To akurat przerobiłam na własnej skórze. Miałam już jedno chore
                                  dziecko , a szykowało się drugie również chore no cóż nasza małżeńska
                                  wpadka. Bałam się do tego stopnia , że przyznałam się mężowi ( mama
                                  niestety nie dała rady by mi pomóc, była załamana po śmierci taty z
                                  resztą ja też). Mąż chciał dziecka, a ja stałam się "sumą wszystkich
                                  strachów" , czy sobie poradzę , jak poradzimy sobie finansowo. Rodzina w
                                  mniej więcej tym samym czasie zmuszała inną dziewczynę do aborcji ( na
                                  szczęście nie zrobiła tego). Włos mi się jeżył na to co z nią wyprawiali.
                                  Mąż wystraszony choć chciał dziecka , ja też wystraszona ( chciałam
                                  cofnąć czas by nie być w ciąży). Stałam się areną walki piekła z
                                  niebem , lub dobra ze złem. Walczyły we mnie śmierć i życie dziecka.
                                  Ostatecznie wygrało życie, sama nie wiem jak mi się udało ( według
                                  niektórych pomogła mi wiara pewnie trochę mają rację), ale nie życzę
                                  nikomu takiej wewnętrznej wojny. Dobrze rozumiem ,że są kobiety , które
                                  sobie z tym nie radzą widzisz można bać się presji rodziny, wiem bo
                                  się ze strachu nie przyznałam ... kto wie, może tym sposobem uratowałam
                                  dziecko.
                                • lillid Re: Facet a aborcja 29.09.09, 14:56
                                  strasznie Ci współczuję,już pisałam.
                                  Ja kiedyś podjęłam decyzję o aborcji i nakłoniłam do niej swojego
                                  chłopaka. Zgodził się, nawet dał kasę na zabieg, choć początkowo był
                                  przeciwny.
                                  Piszę, bo po 8 latach my ciągle jesteśmy razem, już jako żona i mąż,
                                  i cóż... bywa różnie. Takie wydarzenie to ogromny ciężar dla ludzi.
                                  Mi pozostał żal, że nie był w stanie na tamten czas o nas zadbać, on
                                  ma żal, że nie chciałam jego dziecka.
                                  Wiem, trudno Tobie sobie wyobrazić, że ona się tak strasznie bała.
                                  Ale ja też tak strasznie się bałam. Więc ją troszkę rozumiem. Mi
                                  nie chodzło o studia, karierę itp.
                                  My nie mieliśmy gdzie mieszkać, obydwoje nie mieliśmy pracy (ja
                                  zwolniona on po wypadku, z potężnym dołem), rodzice nie żyją (moi),
                                  dalsza rodzina ze swoimi materialnymi i nie tylko problemami.
                                  On 35 -latek mieszkający z rodzicami.
                                  NIeciekawie, prawda?
                                  Plus jego rozczarowująca reakcja na ciążę czyli ciągłe gadanie o
                                  swoim kuku, jakiego doznał w wypadku, brak pomysłu co dalej, w
                                  jakich warunkach i za co.
                                  Nie mogłam tego znieść.
                                  Czego oczekiwałam? Że znajdzie pracę, że powie: damy radę, że powie,
                                  że mnie kocha. Ale nic z tych rzeczy się nie stało
                                  Był tylko jego dół.... więc...
                                  Ale z nim jestem. Oczywiście musieliśmy od siebie odpocząć, daliśmy
                                  sobie sporo czasu. Ale za nim tęskniłam, wydawało mi się, że jestem
                                  w stanie znieść jego wady. A czasu i tak nie cofniemy.
                                  Każdy przypadek jest inny, fakt.
                                  Ale jesteśmy obciążeni obydwoje tą przeszłością.
                                  To nie jest oczywiście tak, że ciągle o tym myślimy iwylewamy żale.
                                  Jakoś to sobie poukładaliśmy. Pozostają oczywiście konsekwencje
                                  takiego czynu (np.niepłodność pomijając udrękę psychiczną).

                                  Jednak, choć sama nie umiałam tego zrobić, wiem, że lżej by mi było
                                  gdybym umiała ułożyć sobie życie z kimś innym.
                                  Więc zastanów się, dajcie sobie więcej czasu, miesiąc, 2.
                                  Wiem, że takie naciąganie włąsnej dobroci, czyli mówienie sobie no
                                  nie mogę jej w takiej chwili zosatwić samej do niczego dobrego nie
                                  dobprowadzi, szczególnie, że ona nie żałuje.... więc reprezentujecie
                                  skrajnie odmienne stanowiska i emocje w tej sprawie.

                                  Trzymaj się!
                                  • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 30.09.09, 10:19
                                    Hmmmmm, po Twoim przykładzie zastanawiam się o co właściwie chodzi,
                                    my mieliśmy gdzie mieszkać, mam prace relatywnie dobrze płatną - na
                                    3 osoby by wystarczyło... Mówicie o daniu sobie czasu, być może tak
                                    zrobie, nie wiem jak na to zareaguje,a nie chce dokładać do pieca...
                                    Czy ona żałuje ?? Ostatnio usłyszałem " Gdybym mogła cofnąć czas..."
                                    więc może dociera do niej co się stało, napewno ucieka od tego,
                                    odina się emocjonalnie... Ja tak nie umiem, może nie chce.
                                    Zastanawia mnie co by było gdybysmy sie zamienili stanowiskami i to
                                    ja bym "chciał".. Pewnie tyle byśmy się znali...

                                    Przeglądając to forum zastanawiam się gdzie byli faceci kobiet które
                                    to zrobiły, myślaly o tym. Prawda jest taka, że seks staje się
                                    mechaniczną czynnością służącą zaspokojeniu potrzeb, zamiast być
                                    czymś co jeszcze bardziej łączy ludzi emocjonalnie, jest taką
                                    wisienką na torcie dla związku. Gdzie odpowiedzialność ?? Gdzie
                                    miłość. Nie mówie o religii bo zbyt religijny sam nie jestem. Ale w
                                    kraju katolickim aborcja??

                                    Jeszcze jedna refleksja, bez linczu proszę tylko !!! "Kobieta ma
                                    prawo decydowania o własnym ciele ! " Jak najbardziej, chcesz utnij
                                    sobie ręke, ufarbuj włosy, nie jedz nic przez tydzień, cokolwiek
                                    czego zapragniesz. Ale dzieciak nie jest Tobą, Twoim ciałem, tylko
                                    jest w Tobie, sam się o to nie prosił... Przypominam sobie teraz
                                    zajęcia z filozofii na uczelni sprzed paru lat, komentarz
                                    prowadzącego odwzorowywuje rzeczywistość " Kobiety omamione przez
                                    feminizm, który odbiegł od ideologii ruchu, uczestniczą wraz z
                                    partnerami w upadku jakiejkolwiek moralnośći, biznes aborcyjny
                                    czerpie żniwa, aborcja nie jest niczym innym jak "profesją"
                                    polegająca na zarabianiu pieniędzy, mnożenia zsyków a nie
                                    rzeczywstej pomocy"... A moja refleksja ?? Skoro ciało należy do
                                    kobiety i ma prawo o nim decydować (aborcja" to czego wymaga się od
                                    ojca po narodzeniu dziecka ?? Może w myśl tego nałóżmy amnestje na
                                    wszystkich mężczyzn płacących alimenty... Pisząc to nie atakuje w
                                    żadn sposób kobiet mądrych, odpowiedzialnych, żyjących w spokoju z
                                    własnym duchem. Nie neguj też kobiet które dokonały aborcji, życie
                                    różnie się toczy...

                                    Czemu z naukowego punktu widzenia nie ma czegoś takiego jak "syndrom
                                    poaborcyjny" ?? Bo jest to nie wygodne dla firm farmaceutycznych,
                                    klinik aborcyjnych... A coś takiego naprawde istnieje, dotyka
                                    każdego kto miał z tym styczność, kobiete, jej partnera,
                                    otoczenie... Niech to będzie przestrogą, ja osobiście zacząłem tak
                                    naprawde cierpiec po 3 miesiącach od "zabiegu"... Nie dla tego, że
                                    nie kochałem "fasolki", nie dlatego że nie chciałem jej na świecie,
                                    tylko psychika potrzebowała czasu aż "zrozumie" co się stało...

                                        • gruzlica3333 jestes dziecinny 01.10.09, 02:14
                                          Robisz podstawowe bledy ortograficzne, mowisz o syndromie-swoim,
                                          meskim, po 3 miesiacach, wymagasz od dziewczyny kajania sie i
                                          zrozumienia, podczas gdy dla niej kupione lozeczko bylo placha na
                                          byka!!!! A najsmiesznijesze jest tam owa o malzenstwie. Co,
                                          oswiadczas ise bedziesz?
                                          Studentka, mloda, macie gdzie spedzac czas.
                                          Dzieci.
                                          To, ze ja przyjales, to nie dlatego ze ja kcohasz, tylko dlatego ze
                                          powoli wracacie do zycia sprzed tzn. seksu, seksu,seksu.

                                          Rodice jej pozowlili wrocic, pewnie z zastrzezeniem: ''tylko sie
                                          zabezpieczajcie tym razem!''
                                          I zabawa zaczyna sie od pocatku.

                                          Dla pewnosci ogladales z zabiegow zdejcia w necie, co..?
                                          • uzurpatorciemnosci Re: jestes dziecinny 01.10.09, 12:04
                                            Po pierwsze, pisząc o ortografii popraw swoją chyba, że masz
                                            dysleksje w takim razie przepraszam. Po drugie łóżeczko i pare
                                            drobiazgów nie usprawiedliwia tego co ktoś zrobił. Po trzecie
                                            najśmieszniejsze jest to, że nie wiesz ile jesteśmy ze sobą, co do
                                            siebie czujemy a komentujesz fakt małżeństwa.. Po czwarte
                                            rozpoczeliśmy wspólne życie seksualne po 2 latach związku, od
                                            momentu aborcji nie uprawialiśmy seksu jeśli tak bardzo Cię to
                                            trapi.. Więc bądź tak miła i nie wyskakuj mi z obrazem
                                            stereotypowego faceta, bo jeśli na takich do tej pory trafiasz to
                                            już nie moja wina. Po piąte jakie ma znaczenie czy oglądałem ?? Bo
                                            nie wiem co chcesz tym zasugerować ?? Po szóste mówie o swoim, bo po
                                            części jest to forum by się wygadać i uzyskać "wsparcie", jej
                                            syndrom ?? Nie mnie to diagnozować od tego są lekarze... Swoją drogą
                                            zapraszam do lektury na temat stresu traumatycznego może
                                            wówczas "pojmiesz", że ludzka psychika, postrzeganie świata u
                                            każdego inaczej wygląda i pewne sprawy ujawniają się nawet po
                                            latach..

                                            Pozdrawiam, Uzurpator...
                                            • gruzlica3334 Re: jestes dziecinny 09.10.09, 21:19
                                              Dziecko drogie. Ona jest studentka to od ilu mozecie ze soba byc.
                                              Gora 5 lat.
                                              Naczytales sie o wyrywanych nozkach i rączkach?
                                              Ty masz syndrom? Ile ty masz lat. 25? Bo wiecej nie masz.
                                              Masz pretensje do rodzicow tej dizewczyny? Jestes dla nich takim
                                              samym synkiem jak dla mnie i nie dla siebie.
                                              Zabrali dizewczyne, zalatwili sprawe, i oddali. Dziwie sie ze
                                              oddali, ale w sumie liczą na to ze nastepnym razem sie
                                              zabezpieczycie.

                                              A powiedz mi jeszcze, bedziesz sie jednak oswiadczal czy nie??
                                              Cikeawa jestem czy wtedy jej rodzice potraktuja cie powaznie.
                                              Dzieciak, dizeciak, dzieciak.

                                              A miekskzanie (studencką kawalerke) masz po dziadkach?

                                              Zmienialm nicka bo nie pamietam swojego, ale prosze nie osmieszaj
                                              sie juz swoja obecnoscią tutaj. Jeszcze ten nick uzurpator. Chryste.
                                              • hyakinthos Re: jestes dziecinny 10.10.09, 05:34
                                                >Ona jest studentka to od ilu mozecie ze soba byc. Gora 5 lat.

                                                Strasznie pewna siebie jestes. Znam przynajmniej dwie pary, teraz malzenstwa,
                                                ktore byly ze soba przez kilka lat liceum. To raz. Dwa, nie kazdy idzie na
                                                studia od razu po liceum.
                                    • belle.du.jour Re: Facet a aborcja 09.10.09, 20:02
                                      Czlowieku. jaki 'Syndrom poaborcyjny'? Co to za czort? Za duzo
                                      nasluchales sie bredni w kosciolach powtarzanych. Kazdego to
                                      dotyka.. rodzine cala? Chybas mlody bardzo i niedojrzaly bo w PRL
                                      aborcja byla na porzadku dziennym. I wiesz co? Te same kobiety,
                                      nasze matki, mialy dzieci, wychowywaly je, nie staczaly sie w
                                      depresje i syndromy.. ani ich rodziny o tym nawet wtedy nie
                                      wiedzialy. Kobiety miedzy soba o tym mowia i jeszcze nie slyszalam o
                                      rozdzieraniu szat. Takie byly warunki. Aborcja w pierwszych
                                      tygodniach ciazy nie jest tak traumatyczna dla kobiety CHYBA, ze
                                      wbije jej sie do glowy, ze jest zbrodniarka, dzieciobojczynia i
                                      smazyc sie bedzie w piekle, nigdy nie urodzi dziecka i nie stworzy
                                      normalnej rodziny. A zastraszy zdjeciami plodow po aborcjach w 2
                                      trymestrze. Mam dwoje zdrowych chcianych dzieci, juz doroslych.
                                      Pierwsza przypadkowa ciaze usunelam w 5 tyg. bo bylam wlasnie na
                                      studiach, czasy byly b. ciezkie a chlopak nie wyrazil ochoty na
                                      bycie ojcem. Z chlopakiem zerwalam, zabieg mialam i NIC mnie nie
                                      dreczy z tego powodu, choc podjecie decyzji nie bylo latwe. Z
                                      perspektywy czasu zaluje nie aborcji lecz faktu, ze doszlo do ciazy
                                      ale byla to kwestia niedojrzalosci. Ale te historie o stresie post-
                                      traumatycznym to mozna miedzy bajki wlozyc. Wymyslone na potrzeby
                                      zastraszania kobiet w ramach nauk KK.
                                      • faun1512 ŻAL MI TWOICH DZIECI! 12.10.09, 00:51
                                        belle.du.jour napisała:

                                        > Czlowieku. jaki 'Syndrom poaborcyjny'? Co to za czort? Za duzo
                                        > nasluchales sie bredni w kosciolach powtarzanych.

                                        Żałosna jestes – włazisz na forum na którym roi się od
                                        nieszczęśliwych z powodu aborcji kobiet, obsesyjnie pragnących
                                        cofnąć czas, rozpaczających z powodu największego błędu w ich życiu
                                        itp. itd i w takim miejscu wydzierasz się: „jaki syndrom? To wymysł
                                        katoli!” . Aborcja to dla Ciebie zabieg jak wyrwanie zęba –
                                        nieprzyjemny tylko dlatego że może sprawić ból fizyczny - słów mi
                                        brak… A Gina Jeeson, która PRZEŻYŁA własną aborcję to dla Ciebie też
                                        wymysł moherów? Do jakiego gatunku należysz , bo na pewno nie do
                                        homo sapiens. Człowiek już w wieku niemowlęcym używa zmysłów do
                                        poznawania otaczającej go rzeczywistości oraz mózgu celem
                                        przetworzenia uzyskanych w ten sposób informacji i wyciągnięcia
                                        wniosków. Skoro tego nie umiesz, to kim jesteś???

                                        To ze sama jesteś wyrachowana i zimna jak lód (więc aborcja spłynęła
                                        po Tobie jak woda po kaczce) nie znaczy że wszystkie kobiety są
                                        takie jak Ty. Tobie na pewno niepotrzebne jest to forum, ale ładując
                                        się tu mogłabyś chociaż uszanować osoby, dla których zostało ono
                                        stworzone. Daremny trud tłumaczyć Ci że Twoje zachowanie jest
                                        nietaktowne, bo dla Ciebie taktowność to zapewne rodzaj zakaźnej
                                        choroby, a skrupóły to dawna rosyjska waluta.

                                        Współczuję tylko głęboko Twoim dzieciom. Po co Ci one były??? Żeby
                                        przy ich pomocy realizować własne ambicje? Rozwiązywać jakieś swoje
                                        problemy? (Na przykład udowodnić sobie że mimo aborcji nie jesteś
                                        bezpłodna). Przecież nie spłodziłaś ich by je kochać!! Na kilometr
                                        widać że jedyna miłość na jaką Cię stać, to miłość do samej siebie.
                                        Uważam że powinno się sterylizowac nie tylko facetów uciekających od
                                        odpowiedzialności za własne postępowanie i zmuszających kobiety do
                                        aborcji, ale także kobiety takie jak Ty. Bo są równie niebezpieczne.
                                        A wiem to z własnych doświadczeń, a nie z czytania jakichś uczonych
                                        dyrdymałów.

                                        P.S. Poważnie proponuję Ci zmianę nicka na „couchemare de nuit” bo o
                                        wiele bardziej Ci pasuje. Albo choćby „belka” bo względem innych
                                        ludzi jesteś równie „wrażliwa” jak kłoda drewna.

                                      • wiesia140 Re: Facet a aborcja 13.10.09, 01:46
                                        Ale te historie o stresie post-
                                        > traumatycznym to można miedzy bajki wlozyc. Wymyslone na potrzeby
                                        > zastraszania kobiet w ramach nauk KK.
                                        Wiesz , że syndrom dotyczy także innowierców, ateistów. Syndrom nie wiąże
                                        się z religią tylko jak zwał tak zwał sumieniem , lub moralnością (
                                        dla osoby wierzącej będzie to sumienie dla niewierzącej moralność). Dotyka
                                        wszystkich, którzy zrobili to wbrew sobie ( lub zrobiono to wbrew ich
                                        woli) , często nieświadomie , bo niektórzy po czasie dochodzą , że jednak
                                        to nie było w zgodzie z nimi samymi. To, że Ty wychowałaś się, w
                                        takim środowisku to nie znaczy , że takie kobiety były większością, Po
                                        drugie zdarzały się też przypadki, że niektóre kobiety po aborcji chorowały
                                        potem na nerwicę, wpadały w alkoholizm, były też próby samobójcze oficjalnie to
                                        się nazywało, że nie radziły sobie z życiem, a mężczyźni uciekali w
                                        alkohol. Syndrom istniał i dotykał wszystkich, którzy zrobili to wbrew
                                        sobie tylko nikt nie nazywał go po imieniu i nie mówił o ni wprost ,
                                        bo oficjalnie wszystko na zewnątrz musiało być cacy. To , że Ciebie
                                        teraz nie dręczy nie znaczy ,że tego nie ma.
                                        Z
                                        > perspektywy czasu zaluje nie aborcji lecz faktu, ze doszlo do ciazy
                                        Było nie było jest to jakś forma syndromu Sama żałujesz, że do ciąży
                                        doszło. Syndrom nie przebiega u wszystkich jednakowo.
                                        " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
                                        www.jezuufamtobie.pl
                                        • faun1512 DO WIESI 16.10.09, 09:49
                                          > Syndrom istniał i dotykał wszystkich, którzy zrobili to wbrew
                                          > sobie tylko nikt nie nazywał go po imieniu i nie mówił o ni
                                          wprost ,bo oficjalnie wszystko na zewnątrz musiało być cacy. To , że
                                          > Ciebie teraz nie dręczy nie znaczy ,że tego nie ma.

                                          Jest jeszcze cos na co warto zwrócić uwagę. Kobiety dokonujące
                                          aborcji mówią często: „mój brzuch, moja decyzja, moje prawo” nie
                                          widząc że być może cenę za ich decyzję będzie musiało zapłacić
                                          znacznie więcej osób. Czy mają również prawo do zakłócania życia
                                          innych!!!??? Bo aborcja jest złem, jest jak kamień wrzucony w wodę…
                                          Powstałe na niej kręgi rozchodzą się i nie wiadomo jak daleko taka
                                          fala zajdzie i w kogo uderzy…

                                          Konkretny (choc hipotetyczny) przykład. Wyobraź sobie, że masz
                                          siostrę z którą żyjesz w bezpośredniej bliskości i masz praktycznie
                                          stały kontakt. Czy jej „autonomiczna” decyzja o aborcji nie uderzy w
                                          Ciebie? A skoro w Ciebie, to i w Twoją rodzinę (męża, dzieci).
                                          Choćby poprzez spadek Twojej energii życiowej, obniżenie nastroju,
                                          smutek, przygnębienie itp. Taki stan może trwać długo,
                                          może „falować”, a jakaś zadra zostanie w Tobie pewnie na zawsze…

                                          A to tylko początek… Jest wielce prawdopodobne, że u Twojej siostry
                                          z czasem wystąpi syndrom poaborcyjny. Często jednym z jego objawów
                                          jest rozpaczliwe poszukiwanie tzw. „dziecka zastępczego”, zwłaszcza
                                          jeśli w wyniku aborcji kobieta stała się bezpłodna (co nie jest
                                          rzadkością, zwłaszcza po usunięciu pierwszej ciąży). Jeśli
                                          nienarodzonym dzieckiem siostry była dziewczynka (kobieta nawet
                                          jeśli tego nie wie, często jakimś „szóstym zmysłem” wyczuwa płeć
                                          dziecka), a mniej więcej w tym samym czasie Ty urodzisz córkę –
                                          idealne dziecko zastępcze ma na wyciągnięcie ręki… Przy okazji
                                          doskonały kamuflaż dla prawdziwych intencji (choćby nieswiadomych).
                                          To przecież jej siostrzenica, więc nic dziwnego że ją przytula,
                                          bierze na ręce, sprawia prezenty, zabiera do kina, na wycieczkę itp.
                                          Ty pewnie też nie od razu się zorientujesz, ale jak zauważysz że
                                          doszło do zamiany ról (ciotka stopniowo staje się matką i vice
                                          versa), nie możesz zostać bezczynna, bo utracisz dziecko. Więc
                                          zaczyna się walka o uczucia Twojej córki, walka w której stoisz na
                                          trudniejszej pozycji. Dziecko nie jest w pełni rozwinięte
                                          emocjonalnie, więc jego uczucia są niestabilne i łatwo na nie
                                          wpłynąć. Np. dając mu jakiś prezent którego wcześniej nie otrzymało
                                          od Ciebie ze względów wychowawczych lub materialnych. U dziecka
                                          tworzy się prosty schemat: ciotka - ta dobra (daje nie oczekując
                                          nic w zamian) matka – zła (nieraz odmawia, ale jest wymagająca).
                                          Wszystko to uderza też w Twoje pozostałe dzieci – nie ma siły by nie
                                          odczuły że najmłodsza ich siostra jest w rodzinie jakoś „wyróżniona”
                                          (choćby poprzez poświęcenie jej większej uwagi), więc poczują się
                                          pokrzywdzone. I tak się to plecie – nic nie zawiniłaś a zostałaś
                                          wciągnięta w grę, która niszczy Twoją rodzinę! A jeśli Twoja siostra
                                          jednak ma dzieci – to w nie też to boleśnie uderzy, bo dla ich matki
                                          siostrzenica jest ważniejsza niż one. Najbiedniejsze w tym są
                                          właśnie dzieci – nie rozumieją rozgrywek dorosłych, ale widzą że
                                          dzieje się coś bardzo złego. Dopiero jak dorosną i dowiedzą się że w
                                          rodzinie była aborcja, wszystko stanie się jasne… Ale rany z
                                          dzieciństwa nie znikną bez śladu – mogą się zabliźnić, ale te
                                          blizny zostaną na zawsze…. Czy kobieta mówiąca o aborcji „to tylko
                                          moja sprawa” ma świadomość że to nieprawda? Wątpię… A co Ty sądzisz?

                                          P.S. Przepraszam że opisując przykładową historię pisałem jakby
                                          chodziło o Ciebie (jeśli Cie czyms uraziłem – przepraszam). Wybrałem
                                          taką formę przekazu, bo wg mnie lepiej trafia do wyobraźni i
                                          przekonania.
                                          Pozdrawiam
                                          • wiesia140 Re: DO WIESI 16.10.09, 19:45
                                            Sama aborcja jest dla mnie złem. Wiesz, w większości przypadków nie
                                            można mówić o wyborze. Jaki to jest wybór? Wybór musi całkowicie wolny i
                                            świadomy wszelkich konsekwencji. Na ziemi póki co nie ma wolnego wyboru i nie
                                            szykuje się na to ,żeby szybko nastał taki czas. Tu jest zawsze jakaś
                                            presja. Wybór jest wtedy, kiedy ja przykładowo mam komfortowe warunki,
                                            uregulowaną sytuację zawodową, rodzinną ( wszyscy cała moja rodzina aprobuje
                                            moją decyzję zapoznawszy się ze wszystkimi konsekwencjami ) i wybieram , bo mi
                                            się po prostu nie chce. Takiej sytuacji nikt nie ma, więc mówienie o prawie do
                                            wyboru jest fikcją, bo co to za wybór pod presją. Co do Twojego przykładu z
                                            siostrą jest jak to najbardziej możliwe, ale to zależy od relacji panujących w
                                            rodzinie. Rodziny są różne jedne bardziej zżyte , drugie mniej , a inne wcale .
                                            Pamiętajmy jednak ,że wszystkiego do końca nie da się przewidzieć, nawet
                                            rodzina żyjąca z dala od siebie , może nawet nie być świadoma , że to co ich
                                            spotyka może mieć związek z aborcją . Opowiem mój przykład choć nie dotyczy on
                                            aborcji: moja mama i ciotka - dwie siostry. Ciotka starsza wyszła za mąż
                                            wcześniej. Zaszła w ciąże i urodziła dziewczynkę, która żyła tylko trzy dni.
                                            Jakiś czas później urodziła zdrowego chłopca. Tak mniej więcej osiem lat po
                                            narodzinach kuzyna , moja mama zachodzi w ciążę, wtedy tak rozwiniętego usg,
                                            ale rodzice czuli najbardziej mama , że będę dziewczynką. Mama powiedziała o
                                            swoich przeczuciach rodzinie i poprosiła męża swojej siostry ,żeby nastawiał
                                            się na , że będzie chrzestnym. Od tego momentu moja ciotka bardzo źle znosiła w
                                            ciąże mojej mamy, płakała, pouczała ją , czego moja mama nie znosiła tak
                                            bardzo chciała mieć dziewczynkę. Na szczęście Na szczęście udało jej się ,
                                            bo równo dziewięć miesięcy po moich narodzinach na świat przyszła kuzynka.
                                            Historia co prawda nie dotyczy aborcji, ale pokazuje ,że można przenieść swoje
                                            odczucia na i nie swoje dziecko w rodzinie, burząc tym samym normalne
                                            relacje. Nie mówię ,ze dotyczy to wszystkich osób, , które przeżyły aborcję (
                                            mężczyźni również mogą przenosić swoje odczucia). Na zakończenie dodam ,że
                                            ciąża to sprawka dwóch osób , a nie jednej, więc dwie osoby powinny mieć
                                            coś do powiedzenia ( wyjątek może stanowić gwałt).

                                            P.S. Przepraszam że opisując przykładową historię pisałem jakby
                                            > chodziło o Ciebie (jeśli Cie czyms uraziłem – przepraszam). Wybrałem
                                            > taką formę przekazu, bo wg mnie lepiej trafia do wyobraźni i
                                            > przekonania.
                                            > Pozdrawiam

                                            nic nie szkodzi ja również pozdrawiam
                                • ranita_08 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 13:30
                                  uzurpatorciemnosci napisał:

                                  Porażająca jest argumentacja "lubej", że się bała. Bać się można,
                                  ale nie spodziewałbym się, że aż tak. Dzieci bocian nieprzynosi i
                                  konsekwencje trzeba brać, przyjmować na siebie bez ucieczki od nich.
                                  > Co mi jeszcze powiedziała ?? Że "przeprasza", ale nie żaluje.

                                  Co cię tak poraża? Strach przed zmianą życia o 180 stopni? Jak już
                                  tutaj gdzieś pisałam, a ktoś inny dodał:

                                  - ciąża i dziecko to zmiana całkowita przede wszystkim dla kobiety,
                                  oczywiście są różni mężczyźni, jedni angażują się bardziej, inni
                                  mniej, ale statystycznie to kobieta w pierwszych latach zamyka się w
                                  domu z dzieckiem tyrając cały dzień od gara do pieluchy, a twoja
                                  może nie była na to gotowa, tego się bała. Może chciała skończyć
                                  studia i stać się kimś?

                                  - może bała się bycia na twoim utyrzymaniu, ponieważ niewątpliwie
                                  tak by się stało. Wiesz, życie płata różne figle, ona teraz
                                  przerwałaby studia lub rzuciła pracę aby poświęcić się dziecku a za
                                  kilak lat ty rzuciłbyś ją. I ona by została z dzieckiem, bez studiów
                                  lub bez środków do życia. Więc nie dziwię się dziewczynie że mogła
                                  się bać ryzykować przede wszystkim własnym życiem

                                  - są kobiety które bardzo się boją samej ciąży i porodu. I to bardzo
                                  bardzo. I nie pisz że nie umiesz zrozumieć, bo to oczywiste. Żaden
                                  facet takich spraw nie rozumie.

                                  O ile zauważyłam dla większości mężczyzn ciąża i poród to czynność
                                  tak samo rozkoszna i oczywista jak wypicie herbaty. Jak można się
                                  tego bać??? Oburzające!

                                  J w każdym razie ją rozumiem. Inna sprawa uprawiać sex bez
                                  zabezpieczenia. Obłęd zwyczajnie.
                                  • belle.du.jour Re: Facet a aborcja 09.10.09, 19:21
                                    Ranita.. zgadzam sie calkowicie. I dodam jeszcze, ze dziewczyna
                                    prawdopodobnie po prostu nie chciala miec z TYM chlopakiem dziecka.
                                    Nie to, ze dziecko stanelo na drodze do kariery jak on to sobie
                                    tlumaczy, ale zwyczajnie nie chce sie z nim wiazac na zycie. Sorry
                                    ale to tez trzeba wziac pod uwage choc dla niego zabrzmi to pewnie
                                    niewiarygodnie.
                                    • faun1512 belle.du.jour - Ty to na poważnie??????? 12.10.09, 09:09
                                      belle.du.jour napisała:

                                      > Ranita.. zgadzam sie calkowicie. I dodam jeszcze, ze dziewczyna
                                      > prawdopodobnie po prostu nie chciala miec z TYM chlopakiem
                                      dziecka.
                                      > Nie to, ze dziecko stanelo na drodze do kariery jak on to sobie
                                      > tlumaczy, ale zwyczajnie nie chce sie z nim wiazac na zycie. Sorry
                                      > ale to tez trzeba wziac pod uwage choc dla niego zabrzmi to pewnie
                                      > niewiarygodnie.

                                      Zastanawia mnie czy Ty ROZUMIESZ to co sama piszesz. Taką „logiką”
                                      usprawiedliwiasz też facetów zmuszających swoje partnerki do
                                      aborcji. Oni po prostu nie mają ochoty wiązać się z takimi kobietami
                                      na całe życie, bo uważają że one nie nadają się na matki ich dzieci.
                                      Skoro kobieta ma prawo w ten sposób myśleć i postępować, to
                                      mężczyzna też – w końcu mamy równouprawnienie.

                                      P.S. Z postów Waszego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji (tj. Ty,
                                      Ranita, Belle du jour, gruzlica, bogiemslawiena, martishia i S-ka)
                                      wynika jasno takie oto przesłanie: Mężczyzna powinien być sprawnie
                                      działającą maszynką do zaspokajania wszelkich kobiecych potrzeb.
                                      Jeśli w tej maszynce cos się zacina – kobieta ma pełne prawo
                                      wymienić ją na lepszy model – tak jak zepsutą pralkę czy lodówkę. A
                                      co mężczyzna otrzyma w zamian? Ano satysfakcję, że sprawia
                                      przyjemność ukochanej kobiecie. Poza tym czasem (w przypływie
                                      dobrego humoru) ona go pochwali a może nawet (co za poswięcenie!)
                                      urodzi mu dziecko. A jeśli mężczyzna zbuntuje się przeciwko roli
                                      wyznaczonej mu przez kobiety Waszego pokroju, to znaczy że jest
                                      egoistycznym dupkiem i gnojkiem smile.

                                      P.S.nr2. Zastanawia mnie czy Wy naprawde jestescie tak durne, czy
                                      tylko udajecie? I skąd żescie się tak rozmnożyły na tym forum – czy
                                      wszystkie pochodzicie z jakiejś specjalnej hodowli?
                                      • uzurpatorciemnosci Re: belle.du.jour - Ty to na poważnie??????? 12.10.09, 20:43
                                        Kółko wzajemnej adoracji jest cudowne, feministyczny zaścianek wychowany na
                                        bravo girl - i nikogo przepraszać za to nie będę !! Jak faun1512 zauważył,
                                        popełniłem wiele błędów, wiele rzeczy i słów zrobiłem/powiedziałem w większych
                                        czy mniejszych emocjach. Czasu cofnąć nie można, ale nie o tym. Najłatwiej
                                        wszystkich facetów wrzucić do jednego worka, zmieszać z błotem i upokarzać. Za
                                        co ?? Za to, że chciałem tego dziecka, za to że w miarę możliwości chciałem być
                                        jak najbardziej odpowiedzialny po tym co się stało ?? Po tym, jak chciałem
                                        zapewnić "jej" jak największe bezpieczeństwo ?? Za to zostałem zwyzywany od
                                        szczeniaków, gnojków i gówniarzy... Za to, że chciałem iść na policje ?? Za to,
                                        że chciałem chrnonić swoje dzicko zostałem wrzucony do jednego "gara" z facetami
                                        którzy zachowują się wręcz przeciwnie...
                                        Niewiarygodnie nic nie brzmi, jestem młody ale wiele przeżyłem, wiel
                                        doświadczeń, wiele zwycięstw i porażek - zawsze staram się być w porządku i żyć
                                        w zgodzie z soba... Efekt taki że jestem dzięki temu zwyrodnialcem, któy
                                        skrzywdził biedną dziwczynę, która to w ogóle nie bierze odpowiedzialności za to
                                        co sie stalo, bo to ja jestem facetem i to moja wina ?? Puknijcie sie Wy w łeb
                                        wszystkie pseudo oświecone feministki bo mi sie Was żal robi !!!

                                        Kocham ją, ona kocha mnie . Nieiwarygodne ?? Coz jak cale zycie...


                                        Pozdrawiam wszystkich zawistnych i tych trzezwo myslacych smile
                                      • martishia7 Re: belle.du.jour - Ty to na poważnie??????? 14.10.09, 10:00
                                        Nawet chciałam skomentować, ale mi się odechciało...
                                        Nie wiem czemu zostałam zapisana do jakiegoś koła gospodyń wiejskich z
                                        nieznanymi mi nickami, ale niechaj Ci będzie.

                                        Natomiast zdania nie zmienię, nie wiem, czy jakoś mało wyraźnie wcześniej
                                        napisałam, więc powtórzę.

                                        1. Uważam, że przede wszystkim Luba Bohatera zrobiła to co zrobiła, ponieważ
                                        bała się popadnięcia w zależność ekonomiczną od Bohatera.
                                        2. Z tego związku prawdopodobnie nic nie będzie, bo Bohater pogardza Lubą i jej
                                        decyzją.

                                        Autor chciał poglądu. Ma pogląd. Zapraszam do polemizowania z ww. dwoma
                                        przedstawionymi przeze mnie poglądami. Nie wiem w którym konkretnie punkcie
                                        wynika z nich, że jestem wojującą feministką, a zadaniem mężczyzny jest być
                                        osłem, który zarobi na potrzeby księżniczki. Ale jak widać nie jestem aż tak
                                        uczona w sztuce czytania między wierszami.
                                        • uzurpatorciemnosci Re: belle.du.jour - Ty to na poważnie??????? 14.10.09, 20:51
                                          Nie zgadzać się a szanować to całkiem co innego niż pogarda, ale może się mylę ??

                                          Nie wiem, czy się bała, czy nie bała. Możliwe, że masz rację, a swoją drogą
                                          idąc tym tokiem rozumowania dziewczyna skarb, nie będzie "pijawą" na którą
                                          trzeba pracować !

                                          Polemika to nie atak i ubliżanie, nie będe wertkować każdego postu by wytykać,
                                          kto spadł poniżej poziomu człowieka "enteligentnego", więc się już nie rzucam
                                          kto feminizuje i "wieśniaczy"..

                                          Pozdrawiam.
                                          • martishia7 Re: belle.du.jour - Ty to na poważnie??????? 15.10.09, 09:31
                                            Co innego, ale myślę, że niestety Ty nią gardzisz, a jeśli nie, to wkrótce
                                            będziesz. A to dlatego, że hodujesz to uczucie "w sobie". Sam mówisz <już nie
                                            chce mi się przeczesywać Twoich wypowiedzi,ale coś takiego było> że to w Tobie
                                            rośnie, że nie potrafisz na nią patrzeć tak jak dawniej etc. etc. Możliwe, że w
                                            dużej mierze jesteś też zły na siebie - że nie stanąłeś na wysokości zadania, że
                                            nie przeszkodziłeś, nie namówiłeś (chociaż z tego co pisałeś, to za bardzo z nią
                                            o tym nie rozmawiałeś). Najważniejsze to porozmawiać teraz, może nawet jeśli ona
                                            nie bardzo będzie miała ochotę, bo inaczej będzie Cię to żarło od środka i
                                            wyciągniesz to przeciwko niej jako argument "na odlew" w najmniej spodziewanym
                                            momencie. Jest taki dowcip:

                                            Siedzi sobie dziadek i babcia przy stole i jedzą obiad. Starutkie małżeństwo,
                                            pięćdziesiąt lat stażu już dawno. W pewnym momencie, znienacka, dziadek wyciąga
                                            z garnka łyżkę i jak nie zdzieli babki w łeb... Ta przestraszona, zaskoczona:
                                            – No co ty! Stary! Za co?
                                            – A bo czasami jak se przypomnę żem cię bez cnoty brał to mnie cholera bieże!

                                            Żarty żartami, ale o to właśnie chodzi. Jeżeli za kilka lat zdzielisz swoją Lubą
                                            łyżką po głowie, to ona CI nie wybaczy, że nie potrafiłeś wybaczyć. I zdziwi, bo
                                            skoro nie podnosiłeś tematu przez x lat, to po diabła do tego wracasz. I poczuje
                                            się oszukana, że przez ten cały czas miała wrażenie, że wszystko jest ok między
                                            Wami, a okaże się że wcale nie, bo ty miałeś jakieś utajone pretensje i żale.
                                            Dlatego nie zaciskaj zębów, nie przeczekuj tego trudnego okresu, nie zamykaj się
                                            w sobie. Wywal wszystko co Ci leży na sercu, a co ma być, to będzie.
                                            Umknęło mi w tym wszystkim w jakim jesteście z Lubą wieku, ale to chyba mniej
                                            istotne. Tak czy siak, nie warto zamiatać sprawy pod dywan.
                                            • uzurpatorciemnosci Re: belle.du.jour - Ty to na poważnie??????? 15.10.09, 11:54
                                              Zauważyłaś kilka istotnych uczuć, które we mnie "drzemią", ale
                                              nadal nie zgadzam się z opinią że Nią gardzę. Nie jest tak. Fakt nie
                                              umiem na nią w ten sam sposób patrzeć, rozmawiać... Coś nadal
                                              siedzi, chociaż rozmowa "zerująca" była. Rozmawialiśmy o tym
                                              wszystkim w momencie gotowości podjęcia tematu, by żadne z nas nie
                                              powiedziało za wiele słów. Powiedzmy, że po tej rozmowie uczucie
                                              żalu, nienawiści jest mniejsze. Żal do Siebie ?? Hmmmm staram się
                                              tego nie traktować w ten sposób, bo nie wszystko zależało ode mnie.
                                              Mogłem na siłe zapobiec, a czy było by to dobre ?? Żyła by z
                                              niechcianym dzieckiem i z kimś, przez kogo musiała je urodzić.
                                              Przypominaja mi się teraz rozmowy, sprzed roku, może nieco ponad,
                                              kiedy rozmawialiśmy o takiej sytuacji. Nie zapomnę jak mówiła, że
                                              nigy by czegoś takiego nie zrobiła, coż życie zweryfikowało. Jak i
                                              zweryfikuje wiele rzeczy... Lat ile mamy ?? Nigdzie otwarcie nie
                                              pisałem, matematyka jest prosta dwa lata po studiach, ona ma 1,5
                                              roku do ukończenia...

                                              Pozdrawiam.
                                              • martishia7 Re: belle.du.jour - Ty to na poważnie??????? 22.10.09, 00:50
                                                Prosty rachunek. Ty jesteś ode mnie trochę starszy, a ona trochę młodsza.

                                                Wiesz, takie rozmowy "coby gdyby"... Sam widzisz jak to jest. Nigdy nie mów
                                                nigdy, życie wszystko potrafi zweryfikować.

                                                A co do 'pogardy'. Wydaje mi się, że tak jest, bo ona prezentuje sobą i swoim
                                                zachowaniem coś, czego Ty nie pochwalasz/akceptujesz/tolerujesz. I na dodatek -
                                                nie bardzo jej o tym mówisz. Wydaje mi się normalnym, że nawet w daleko
                                                bardziej banalnych sytuacjach, mówi się tej drugiej osobie, że takie albo inne
                                                zachowanie nam nie pasu je, nie odpowiada, nie pochwalamy, nie zgadzamy się z
                                                nim. A Ty to chyba za bardzo dusisz w sobie i pozwalasz, żeby ta niechęć
                                                eskalowała. Tak jak byś "hodował" sobie taki trujący bluszcz na własnej duszy.
                                                Spróbuj żebyście przeszli przez to razem.
                                        • faun1512 do martishia7 22.10.09, 10:23
                                          martishia7 napisała:

                                          > Nawet chciałam skomentować, ale mi się odechciało...

                                          A ja nie chciałem komentować, ale mi się zachciało Mamy więc
                                          równowagę.

                                          > Nie wiem czemu zostałam zapisana do jakiegoś koła gospodyń
                                          wiejskich z
                                          nieznanymi mi nickami, ale niechaj Ci będzie.

                                          Sama się tam zapisałaś. Skoro ktoś pisze „nic dodać, nic ująć” pod
                                          napisanym ze skrajnie feministycznych pozycji, stronniczym i
                                          seksistowskim postem „iluminacji 256”, to znaczy że CAŁKOWICIE
                                          utożsamia się z jej stanowiskiem. Chyba logiczne? Że post jest
                                          wybitnie stronniczy łatwo się przekonać poprzez proste
                                          doświadczenie. Wystarczy dokonać zamiany ról i płci głównych
                                          bohaterów i odpowiednio dopasować opinię iluminacji. W wyniku tych
                                          przekształceń otrzymamy opinię skrajnego, męskiego szowinisty
                                          Zresztą przekonaj się sama .

                                          > 1. Uważam, że przede wszystkim Luba Bohatera zrobiła to co
                                          zrobiła, ponieważ bała się popadnięcia w zależność ekonomiczną od
                                          Bohatera.

                                          To skrajna nadinterpretacja. O Lubej bohatera wiesz tylko to co on
                                          pisze, a to prawie nic. Nic nie wiesz o Jej poglądach, osobowości,
                                          systemie wartości, zasadach, celach życiowych itp. Tym bardziej więc
                                          o Jej obawach. Co zatem upoważnia Cię do wydawania tak jednoznacznej
                                          opinii? Własne doświadczenia? To że ta sytuacja skojarzyła Ci się z
                                          jakąś inną? To stanowczo za mało.

                                          2. Z tego związku prawdopodobnie nic nie będzie, bo Bohater pogardza
                                          Lubą i jej decyzją.

                                          Jak wyżej. Bawisz się w psychoanalizy prawie nic nie wiedząc o
                                          sytuacji. A stwierdzenie że Bohater pogardza swą Lubą to prawdziwa
                                          perełkasmile. Pogarda to UCZUCIE należące do świata wewnętrznego
                                          drugiego człowieka. Skoro w tym świecie nie żyjesz, skąd możesz
                                          wiedzieć co czuje Bohater? Poczuć możesz co najwyżej własną pogardę,
                                          a nie jego. Ale to Twoje uczucie, więc nie wciskaj go na siłę komuś
                                          innemu. O uczuciach uzurpatora może wiedzieć tylko to, co On sam Ci
                                          wyraźnie napisze.

                                          > Autor chciał poglądu. Ma pogląd.

                                          Jakoś tego nie zauważyłem; odniosłem wrażenie że chciał się raczej
                                          wygadać, wyżalić itp. Właśnie temu chyba służy to forum?

                                          > Zapraszam do polemizowania z ww. dwoma przedstawionymi przeze mnie
                                          poglądami. Nie wiem w którym konkretnie punkcie wynika z nich, że
                                          jestem wojującą feministką, a zadaniem mężczyzny jest być
                                          osłem, który zarobi na potrzeby księżniczki. Ale jak widać nie
                                          jestem aż tak uczona w sztuce czytania między wierszami.

                                          Co do polemiki – już to zrobiłem. Co do zakwalifikowania do
                                          wojujących feministek – to sorki ale to mi wyglądało na
                                          zorganizowany, zmasowany atak. Jedna napisała jakąś jednostronną,
                                          niczym nie uprawnioną opinię, inne się z tym entuzjastycznie i bez
                                          zastrzezen zgadzają (czasem jeszcze dorzucając swoje trzy grosze)
                                          itp. Jak wyżej wykazałem, też wzięłaś w tym jakiś udział. Dzis widze
                                          że niesłusznie wrzuciłem Cie do jednego worka z innymi, ale tez
                                          teraz inaczej się zachowujesz. Mimo że wciąż wychodzi z Ciebie
                                          natura „besserwiessera”, to jednak prowadzisz jakąś dyskusję z
                                          uzurpatorem i odnosisz do tego co On pisze. W miejsce arbitralnych
                                          stwierdzeń piszesz „wydaje mi się”, a to już duży postępsmile.
                                          Pozdrawiam
                                • cubitus12 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 17:18
                                  Nie znam Twojego związku i poniższe będzie pewnie oparte na jakimś
                                  ogólnym stereotypie. To piekne ze nie chcesz zostawiac swojej
                                  dziewczyny jako czloweka po traumie, ale co do widoków na przyszle
                                  malzenstwo to wedlug tego wszystkiego co tutaj opisales to niestety
                                  moim zdaniem jest marnie. Primo, rozumiem ze nie byliscie
                                  przypadkowa para, a, jak sam wspomniales, laczy (laczylo ?) was
                                  glebokie uczucie, wlacznie z rozwazaniem o malzenstwie. W tej
                                  sytuacji, to co zrobiła Twoja partnerka, podjecie takiej decyzji pod
                                  wplywem rodziców i przeciw Tobie, jet dla mnie zaprzeczeniem całego
                                  zaufania jakie się ma wobec drugiej osoby w związku i dowodem na jej
                                  niedojrzalosc. I niestety mam wrazenie ze nie bedzie to ostatni
                                  raz... Secundo, jesli juz, to uciekajcie gdzie pieprz rosnie od
                                  takich tesciow, inaczej nie uda wam sie stworzyc niczego dobrego i
                                  zatrują wam (Tobie) zycie,a le nie wiem czy Twoja dziewczyna będzie
                                  na to gotowa...
                                  Mam nadzieje (dla Ciebie), że się mylę, ale rozum podpowiada mi
                                  niestety co innego.
                                  Aha, jestem facetem smile, ojcem trójki dzieci. W temacie: nie
                                  wyobrażam sobie takiej sytuacji w moim związku i nawet kiedys, gdy
                                  bylismy jeszcze młodzi i głupi, to jak sie zastanawialem nad taka
                                  sytuacja, to nie chciałbym się aby to się odbyło za moimi plecami
                                  (jeśli w ogóle).
            • basia172 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 15:03
              Wasz dalszy związek nie ma przyszłości. Niestety, ale nie zapomnisz, że ona
              postanowiła usunąć ciążę. Szoda, ze akurat tobie tak się przytrafiło -
              przeciętny facet nawet by się cieszył że dziewczyna sama "rozwiązała" problem.
        • ranita_08 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 13:46
          uzurpatorciemnosci napisał:

          > Zatanawia mnie tylko czemu, bo szczerze mówiąc to teksty typu :
          > - Studia
          > - Ułożyć sobie życie lepiej
          > - Nie czas
          > - Etc.
          > Dla mnie są, żałosne..

          Dlaczego aż załosne? Może dla mężczyzn, ponieważ u ciebie dziecko
          zwiększyłoby tylko wydatki jakie zmuszony byłbyś ponosić. Dla
          kobiety to zmiana całkowita, a strach przed nią nie jest żałosny.
          Może być conajwyżej kwestią do dyskusji.

          skoro nie mogłeś tego zmieść to trzeba było porozmawiać z
          dziewczyną. Skoro uciekłą do rodzców aby zrobić zabieg najwidoczniej
          ci nie ufała, czegoś się bała. Wydaje mi się że jesteś bardzo
          kategorycznym i "czarno- białym" człowiekiem. To nie jest dobra
          postawa.
          • cubitus12 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 20:08
            sorry, ale jesli uważasz za dla faceta ktory chce byc ojcem, dziecko
            to tylko "zwiekszenie wydatków" to sie mylisz. Dla meżczyzny zmiana
            w życiu często jest równie duża. W ogole mam wrazenie ze temat to
            chyba malo znasz z autopsji, bo sądy ferujesz niezwykle drastyczne.
            To charakterystyczne dla osób które tylko teoretyzuja. Jesli sie
            myle to wybacz, ale wkurza mnie ze tak jednostronnie naskoczylas na
            autora watku, szczególnie że on o czym innym pisał ...
            A takie tłumaczenia są jednak troche żałosne. Szczegolnie jesli to
            byl staly zwiazek (na drodze do ewentualnego slubu, jak to wspomnial
            autor watku). Jak tak bardzo nie chciała wpadki to mogła od niego
            zazadac aby sie zabezpieczyli (bo chyba jej nie zmusil...)
    • iktoto Re: Facet a aborcja 01.10.09, 21:24
      uzurpator, przykro mi, że Cię to spotkało. Mam nadzieję, że
      poradzisz sobie i z czasem staniesz na nogi. Można stanąć, uwierz,
      jednak wpierw trzeba to wszystko wypłakać.
      Czy będizecie razem w dobrym związku? to strasznie trudna sytuacja.
      znam taką jedną parę, gdize kobieta oznajmila partnerowi po fakcie.
      chyba są już na prostej, chociaż było im ciężko. wydaje mi się, że
      związek ma szansę za sprawą dziecka, ktoe się Im narodziło.
      Jeśli zależy Ci na tej kobiecie to powiedz Jej o swoich uczuciach,
      szczerze.
      Nie wiem, co mowią statystyki, ile kobiet mówi facetom o ciąży ile
      milczy.

      pozdrawiam
      monika
    • iluminacja256 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 11:05
      Niby jesteśmy ze sobą,
      > ale to nie jest już to "samo", niby porozmawialiśmy, niby wszystko
      > sobie wyjaśniliśmy ale nie potrafię już jej kochać.

      W kazdym poscie PISZESZ tylko o swoich uczuciach, swojej radosci,
      swoim byciu Tata - ani słowa o tym, co ona czuła. Skoro jej nie
      potrafisz kochac, to odejdz i daj jej swiety spokoj, bo jak
      piszesz , ze załujesz, z e nie nasłeałes policji na gabinet to dla
      mnie jesteś gnojkiem - w ogóle cię ta twoja kobieta nie
      interesowała, jej lęki, obawy, fakt, ze to ona poniesie 80%
      odpowiedzialnosci i skutków "fasolki" przez nastepnych 18 lat, a w
      pierwszych laatch - praktycznie 100%.

      Chcecie kończyc studia, chcecie
      > robic kariere, chcecie "zyc i szaleć" a my ??

      A wy spróbuj skończyć studia zaoczne ( płatne)_ z niemowlęciem na
      ręku, bęz zadnej pracy, w kawalerce , utrzymujac z pracy faceta 3
      osoby. Jesteś cholernie dziecinny i piszesz o tej aborcji tak, jakby
      ci ktoś zabrał zabawkę - wątek o nasyłaniu policji, jak dla mnie,
      dyskwalifukuje cie jako faceta totalnie - ty tej dziewczyny
      nazwyczajniej nie kochasz, kochałeś swoja wizję ojca. Bardzo zresztą
      daleką od zzycia.

      No to albo idz do psychologa, alebo się rozstańcie, bo w tym
      wszystkim widze tylko w kołko twoje JA, Ja , JA , Ja chciałem mieć
      fasolke. A to nie jest fasolka tylko 18 lat podstawowej
      odpowiedzialnosci.

      • martishia7 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 13:09
        Nic dodać nic ująć.

        Daj kobiecie spokój, skoro nią gardzisz, nie zabieraj jej cennego czasu.

        Skoro się nie zdecydowała na ciążę, to znaczy między innymi, że nie wierzyła w
        to, że będziesz w stanie zająć się nią i dzieckiem.

    • anulac Re: Facet a aborcja 09.10.09, 12:07
      Milo wiedziec, ze sa jeszcze tacy faceci jak Ty...Nie wyobrazam
      sobie sytuacji, w ktorej mialabym usunac ciaze.Dla mnie jest to NIE
      DO POJECIA.Mam 2 dziewczynki i na kazda wiadomosc o ciazy moj maz
      reagowal szalona radoscia.Co wiecej, choc nie planujemy w
      najblizszej przyszlosci wiecej dzieci, on twierdzi, ze 'wpadka'
      bylaby mile przez niego widziana. Przykro mi, ze Twoja dziewczyna
      nie okazala szacunku ani wzgledem Ciebie, ani tym bardziej wzgledem
      Waszego dziecka.
      • ranita_08 pytanie do anulac 09.10.09, 12:24

        Przepraszam, może nie w temacie za bardzo, ale uważasz że kobieta
        powinna rodzić tyle razy ile razy, nawet przypadkiem (wpadka z
        męzem), zajdzie w ciążę?

        Wiesz mój znajomy ma w rodzinie ciotkę, ma około chyba 40 lat i
        rodziła 8 razy. Lekarze przy okazji jakieś tam operacji czy badań
        powiedzieli jej że ma organizm 70 latki, bo wyczerpany ciągłymi
        porodami. To jest przecież straszne.
        • e.i.t.h.e.l Re: pytanie do anulac 09.10.09, 17:16
          Moja babcia urodziła ośmioro dzieci. Teraz ma już ponad 80 lat i trzyma się się lepiej niż ta bidulinka, która urodziła tylko dwoje. Może więc stan organizmu zależy od czegoś więcej niż ilości porodów?
        • anulac Re: pytanie do anulac 10.10.09, 08:19
          Tak wlasnie uwazam, kobieta powinna donosic kazda ciaze. Przeciez
          biore odpowiedzalnosc za to, ze sie z kims kochalam i mam
          swiadomosc, ze skutkiem tego moze byc ciaza. Oczywiscie to moj
          poglad. Ciaza i dziecko to indywidualna sprawa kazdej kobiety i jej
          partnera.Aborcja to kwestia naszego sumienia.
          • hermina5 Re: pytanie do anulac 10.10.09, 09:12
            > Tak wlasnie uwazam, kobieta powinna donosic kazda ciaze

            Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, a zycie ma to do siebie,
            z e bardzo bolesnie potrafi zweryfikowac punkt widzenia - dlatego
            nie warto uzywać wielkich kwantyfikatorów KAZDA, ZAWSZE, WSZYSTKIE.
          • oliwija Re: pytanie do anulac 10.10.09, 09:58
            anulac napisała:

            > Tak wlasnie uwazam, kobieta powinna donosic kazda ciaze.

            nawet taka , która skonczy sie smiercia jej lub dziecka lub obu naraz?

            > Przeciez
            > biore odpowiedzalnosc za to, ze sie z kims kochalam i mam
            > swiadomosc, ze skutkiem tego moze byc ciaza.

            a po co sa tableki anty? wlasnie po aby sie zabezpieczyc przed
            ciaza... chciana czy niechciana. tylko ze to tylko chamia a ona
            zawodzi. jesli chcesz miec pewnosc w 100% ze nie zajdziesz w ciaze
            napisj sie szklanki wody a nie idz z facetem do łożka.

            >Oczywiscie to moj
            > poglad. Ciaza i dziecko to indywidualna sprawa kazdej kobiety i jej
            > partnera.Aborcja to kwestia naszego sumienia.

            czyżby?
            • anulac pytanie do oliwija 11.10.09, 12:47
              > nawet taka , która skonczy sie smiercia jej lub dziecka lub obu
              naraz?
              Nikt nie ma pewnosci czy dziecko urodzi sie zdrowe czy nie, czy
              donosi ciaze czy nie.Trzeba wierzyc, ze bedzie dobrze i ze urodzi
              sie zdrowy dzidzius.
              Pisze to co czuje i nikogo tez nie krytykuje za inne poglady.
              Nie biore tabletek ani innej chemii.Kocham sie z mezem i jesli zajde
              w ciaze to przyjme ta wiadomosc z pokora i radoscia.Wezme od zycia
              to co mi daje.I gdybym miala rozwazac kazda sytuacje, przypadek i co
              moze sie wydarzyc beda w ciazy to zajeloby mi to ho ho ile czasu...
              A i tak byloby to tylko gdybanie...
              Oczywiscie to moj
              > > poglad. Ciaza i dziecko to indywidualna sprawa kazdej kobiety i
              jej
              > > partnera.Aborcja to kwestia naszego sumienia.
              >
              > czyżby?
              To czyja to spraw i kwestia czego Twoim zdaniem? smile

              Napisalam ogolnie to co mysle i to co czuje.
              • oliwija Re: pytanie do oliwija 11.10.09, 14:35
                anulac napisała:

                > Nikt nie ma pewnosci czy dziecko urodzi sie zdrowe czy nie, czy
                > donosi ciaze czy nie.Trzeba wierzyc, ze bedzie dobrze i ze urodzi
                > sie zdrowy dzidzius.

                masz racje. ale jeśli wiesz ze dziecko ma wady wrodzone takie które
                jednak będą decydowac o dalszym życiu całej rodziny . Bo jęśli dziecko ma
                uszkodzony mózg to do konca zycia pozostaje uzależnione od mamy ,
                taty... itd. Ja nie mówie tu o dzieciach z zespołem Downa.
                W takimprzypadku JA jestem za usunięciem takiej ciązy. Dlczego? Bo kazdy ma
                prawo do godnego zycia PRAWO a nie OBOWIĄZEK!!!!!!!!!!!!!!! Gdyby okazało
                sie ze moje dziecko jest az tak chore to wolałbym zeby sie nie urodziło.
                Bo bycie roślinką nie jest radosne. Co innego jak dziecko urodzi sie
                zdrowe i potemnm staje sie rośliną w wyniku wypadku.

                A jesli wiem ze dziecku urodzi sie głuche , ślepe z porażeniem mózgowym to
                juz od poczatku tu na ziemii skazane jest tu na piekło. Wybacz ale ja
                jako cżłowiek nie byłabym w stanie swojemu dziecko czegos takigo podarować.



                > Pisze to co czuje i nikogo tez nie krytykuje za inne poglady.
                no i dobrze. każdy ma [rawo do swoich poglądów nawet jeśli by wg . ciebie
                były najbardziej idiotyczne!

                > Nie biore tabletek ani innej chemii.Kocham sie z mezem i jesli zajde
                > w ciaze to przyjme ta wiadomosc z pokora i radoscia.

                No ale świadome planowanie macieżyństwa polega na tym aby miec dziecko
                wtedy kiedy chcesz a nie kiedy musisz. Widzisz ja stosowałam
                antykoncepcje hormoalna przty córce. dowiedzialam sie w 12 tygodniu
                ciązy. Młoda urodziła sie zdrowa- choć mała 2850 i 50 cm. Dziś ma 9,5 roku
                i jest wspaniala. Grzeczna, mądra. uczy sie doskonale. Ma świetną pamięc.
                Swietnie śpiewa tańczy, mówi w dwóch językach.

                Przy drugiej ciazy przy tej do której usunięcia zostałam zmuszona tez
                brałam tabletki. Ale tu wiedzialm ze dziecko ma 99% na to zeby sie urodzic
                chore. Bo to były inne silniejsze tableki. pewnie i tak bym ją usunbęla.
                Ale tu zaistniala jeszcze jedna okolicznośc.


                >Wezme od zycia
                > to co mi daje.I gdybym miala rozwazac kazda sytuacje, przypadek i co
                > moze sie wydarzyc beda w ciazy to zajeloby mi to ho ho ile czasu...

                a co bys zrobiła gdyby maz zarzadł od ciebie usunięcia ciazy ? i tak
                naprawdę nie mialbys sie do kogo zwrócić z prośbą o pomoc?

                > > . Ciaza i dziecko to indywidualna sprawa kazdej kobiety i
                > jej
                > > > partnera.Aborcja to kwestia naszego sumienia.
                pod warunkiem ze ten partnaer ma moz w prawidłowym miejscu.

                > To czyja to spraw i kwestia czego Twoim zdaniem? smile
                jeśli tylko moja to sie nie zgadza. moja bo ciaza jst we mnie, jego bo on
                jest jej sprawca- sama sie nie zrobiła. Lekarza bo zgadza sie pomóc w
                problemie kobiecie. nie pyta dlaczego czy nie mozna tego odwlaec...
                lekarze to sępy i dla kasy zrobią wszytsko. Jak masz sumienie- znaczy
                jestes wierzaca i praktykujaca to owszem to sumienie ci przeszkadza. Ale
                wirz mi wolałam zeby umarł płod niz ja i moja corka.

                > Napisalam ogolnie to co mysle i to co czuje.
                no i dobrze.
      • faun1512 To Ty jestes przestępczynią??? 12.10.09, 02:09
        Tak sie składa, że aborcja w naszym kraju to PRZESTĘPSTWO. I nie
        widze nic dziwnego, ze uzurpator rozważał tę możliwosc. A kim Ty
        jestes, skoro prawo dla Ciebie nic nie znaczy???

        P.S. Czemu obrażasz matke uzurpatora - co ona ci zawiniła???
    • sonia.2009 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 12:13
      jestes tez nieodpowiedzialnym dzieciorobem
      i grzesznikiem, ktory uprawia seks bez slubu
      dlaczego sie nie ozeniles?
      dlaczego zamieszkales z nia bez slubu?
      i co znow z nia sypaisz ryzykujac wpadke? i to bez milosci? co z ciebie za
      czlowiek? gdzie ty masz sumienie? czym myslisz? genitaliami?
      i jeszcze masz czelnosc pisac cos takiego?
      co za infantylizm
      dorosnij gnojku
    • ranita_08 Nie do końca 09.10.09, 12:15
      Jak najbardziej mężczyzna- ojciec, powinien partycypować w decyzji o
      zdecydowaniu się, bądź nie na dziecko. Z całym jednak szacunkiem dla
      płci męskiej uważam że to kobieta powinna mieć ostatnie zdanie. A
      powinna je mieć dlatego że dziecko zmienia wiele przede wszystkim w
      jej życiu i zdrowiu.

      Wspaniale jeśli mężczyzna, tak jak ty, cieszy się z ciąży, jeśli
      czeka na dziecko i jest na to gotowy, prawda jest jednak taka, że
      twoja opieka i poświęcenie dla dziecka statystycznie oczywiście to
      jakieś 30% tego czego oczekuje się od kobiety w związku z nową rolą.

      Nie każda jest na to gotowa. Nie każda chce. Trzeba postarać się to
      zrozumieć. Przynajmniej się postarać.
    • veszta Re: Facet a aborcja 09.10.09, 12:18
      uzurpatorze
      w tym wszystkim tylko jedna rzecz nie rozumiem: to dlaczego NIE przeszkodziles
      swej 'luby' aby nie dokonywala zabieg jesli Ty sie na zabiegiem nie zgadzales???
      Przeciez mogles sie przeciwstawic. To powinienes zrobic, a nie latac do
      poluicji, tak ze jak masz cos zalowac, zaluj tym.
    • ranita_08 beznadziejny jesteś 09.10.09, 12:20
      uzurpatorciemnosci napisał:

      oj nawe nie wiecie jak bardzo żałuje, że
      nie zgłosilem tego na policje (wiedziałem, gdzie, kiedy)...

      Ale tym hasłem to mnie dobiłeś. Oczywiście wolałbyś aby twoja
      kobieta siedziała teraz w więzieniu albo miała wyrok w zawiasach?
      Życzę ci aby ona to przeczytała i cię zostawiła - to ty jesteś
      egoistą i nawet nie myślisz o uczuciach tej kobiety.
      Tylko "ja", "ja", "ja". Beznadziejny jesteś
      • faun1512 Ranita_08 - sama jestes beznadziejna! 12.10.09, 01:43
        Po pierwsze – wypowiadasz się w temacie o którym nie masz pojęcia.
        Polskie prawo antyaborcyjne nie przewiduje ŻADNEGO karania kobiety.
        Skąd zatem wzięły Ci się te brednie o wsadzaniu jej do więzienia czy
        wyroku w zawiasach?? Skoro – jak sama piszesz – nie znasz dokładnie
        regulacji w tej kwestii, to zabierając głos kompromitujesz się tylko
        nieznajomością prawa.

        Po drugie – o ile mi wiadomo gdy łamane jest prawo, praworządny
        obywatel powinien powiadomić policję. Dlaczego zatem tak Cię oburza,
        że uzurpator rozważał taką możliwość (choć w koncu tego nie zrobił)?
        To, że Ty polskie prawo masz w d… nie upoważnia Cię do potępiania
        tych, którzy je szanują.

        Po trzecie – poczytaj sobie komu dedykowane jest to forum – dla
        OSÓB, które zle się czuja ze świadomością dokonanej aborcji. OSOB
        (czyli nie tylko kobiet), z czego wniosek że mężczyzna u którego
        wystąpił „aborcyjny problem” ma takie same prawo szukać tu wsparcia,
        jak kobieta. Jeśli uwazasz inaczej, to jest to właśnie seksizm w
        czystej postaci – pojęcie z taką lubością używane przez feministki.
        A wsparcie na pewno nie polega na dokonywaniu ocen moralnych i
        obrzucaniu kogos obelgami, tylko na próbie zrozumienia. Z kolei
        zrozumiec kogos, nie oznacza akceptacji wszystkich jego działań i
        wypowiedzi. Człowiek po tragicznych przeżyciach często nie jest
        wdzięcznym i sympatycznym obiektem – kipią w nim negatywne emocje
        itp., więc oczekiwanie od niego chłodnego obiektywizmu i wyważonych
        ocen to nieporozumienie. I to oczywiste, że koncentruje się na tym
        co go boli, czyli WŁASNYCH uczuciach i odczuciach. Kobiece pouczanie
        uzurpatora, że zamiast „rozczulać” się nad sobą powinien się zająć
        swoją dziewczyną, jest tak samo „taktowne”, jak ewentualne pouczanie
        dotkniętej „syndromem” kobiety, że zamiast się tu wyżalać powinna
        się zająć swoim mężczyzną, bo on na pewno też to boleśnie przeżywa.
        Nie chce mi się dalej tłumaczyc, bo mam dziwne wrazenie ze cokolwiek
        nie napisze, będzie to rzucanie grochem o sciane.
        Skoro z jakichs przyczyn nie chcesz komus pomoc (masz prawo), to
        możesz skorzystac z okazji by siedzieć cicho, zamiast pisac bzdury.
        Nie znasz uzurpatora ciemności ani jego dziewczyny, tym bardziej
        wszystkich szczegółów ich wzajemnych relacji, a wypowiadasz się tak
        jakbys im towarzyszyła dzien i noc (łącznie z warowaniem pod łóżkiem
        w ich sypialni). A już prawdziwą „perełką” jest Twoje stwierdzenie,
        że jeśli dziewczyna uzurpatora zdecydowała by się urodzić, to za
        parę lat on by ją rzucił razem z dzieckiem – po prostu ręce opadają
        jak się Ciebie czyta.

        Po czwarte – rozumiem, że na kobietę boleśnie skrzywdzoną przez
        mężczyznę facet żalący się na swoją dziewczynę może podziałać jak
        płachta na byka. Ale to jej nie upoważnia do tego by tu wejść i mu
        nawrzucać. Zawsze można „odpuścić” i do tego wątku nie zaglądać,
        zamiast z wściekłością klepac w klawiaturę. Ja zostałem w
        dzieciństwie bolesnie skrzywdzony przez kobiety, a najdotkliwiej
        przez własną matke. I pewne „skrzywienie” zostanie mi do konca
        zycia – żadna terapia nie pomoże. Czy wg Ciebie moje traumatyczne
        przeżycia upoważniają mnie do tego by „odreagowywać” na innych
        kobietach i dokonywać aktów zemsty na „płciowych wrogach”? A jeśli
        czasem (wbrew mej woli) wylezie ze mnie jakas złość do kobiet, to
        czyj to problem - mój czy ich????

        Po piąte – zdaję sobie sprawę z ostrości własnej wypowiedzi, ale nie
        ja to zacząłem. Jeśli ktos zachowuje się w określony sposób (np.
        nawymyśla osobie potrzebującej pomocy) to musi być swiadom, że w ten
        sposób upoważnia innych do takiego samego postępowania względem
        siebie.

        Po szóste – to że spora część męskiej populacji w godzinie próby
        okazuje się nieodpowiedzialnymi dupkami zasługującymi na kastrację
        czy choćby izolację, nie znaczy że wszyscy są tacy. Zabawna jestes z
        tymi swoimi „statystycznymi” wiadomościami. Statystyka daje
        informacje na temat populacji a nie jednostki. A już przezabawne
        jest Twoje stwierdzenie że rozumiesz dziewczyne uzurpatora, której
        przeciez kompletnie nie znasz. Pewnie dlatego że „statystycznie”
        kobieta jest porządna a facet dran?

        Po ostatnie – uzurpator na pewno popełnił szereg błędów i na pewno
        nie jest ideałem. Ale czy to odpowiednie miejsce by mu je wytykać?
        Na kilometr widać że on to przeżył bardziej niż jego dziewczyna.
        Dowód: on się tu zjawił, a ona nie. Ale dla Ciebie oczywiście tylko
        kobieta zasługuje na współczucie – kto by się przejmował prymitywnym
        samcem. To ze się odpowiednio nie zabezpieczyli to też tylko jego
        wina. A skąd wiesz jak było – może to ona nie chciała?
        Czy nie widzisz że swoją „płciową stronniczością” stawiasz się w
        jednym szeregu z męskimi szowinistami, zwalającymi we wszystkim wine
        na kobiety?
    • dawidok Re: Facet a aborcja 09.10.09, 12:36
      a nie możecie osły zaczekać z sexem do ślubu? lub używać
      prezerwatyw? jak już musicie to robić to rócie to z głową potem nie
      będzie głupich postów, wpisów i kłótni. Nie możecie tak normalnie
      jak ja? 4 latach chodzenia z dziewczyną, ślub, dziecko po czterech
      latach po ślubie gdy już się wszystko ułożyło, gdy mieliśmy już
      urządzone mieszkanie, auto, dobrą pracę. Nie można tak? zero stersu,
      nerwów, kłotni, myśleniu o aborcji itp. A dziecko jest efektem
      miłości i wyczekiwania. Ludzie opamiętajcie się wszystko robicie od
      końca
    • bogiemslawiena Może nie chciała mieć dziecka ze "sprawnym inaczej 09.10.09, 12:45
      Jedyne, w czym mogłabym ci przyznać rację to to, że dziewczyna
      powinna jakoś inaczej do ciebie podejść w całej tej sprawie.
      Powinniście wcześniej razem uzgodnić ten ruch, a ona postawiła cię
      przed faktem dokonanym.
      ALE!
      Piszesz, że żałujesz, że nie doniosłeś na nia na policję. Cóż, są
      ludzie i parapety. Ty ją kochasz? Interesuje cię to, czego ona chce?
      W sumie to ją rozumiem. Też bym nie chciała mieć dziecka z facetem,
      który rozważał donos na policję. Też bym nie chciała mieć dziecka z
      kolesiem, który najpierw pisze, że igraliście z losem, a później, że
      dziewczyna powinna wiedzieć, że seks bez zabezpieczeń niesie ryzyko
      ciąży. A ty to co? Święta krowa? Mniej odpowiedzialny? Było wdziać
      ogumienie, baranie!
      Pod względem materialnym też ją rozumiem. Dzieciaki trzba robić z
      głową, a nie na zasadzie "jakoś to będzie". Kawalerka? To super.
      Znienawidzilibyście się po kilku miesiącach od poczęcia. Na
      zasadzie "im więcej szczurów w klatce, tym większa agresja między
      nimi". Ty masz pracę, ok, fajnie. Może ona nie chciała się od ciebie
      uzależniać. Rodząc i nie mając pracy, kończąc studia ... cóż, to
      pewne, że właśnie ty musiałbyś ją utrzymywać. Jak wyobrażasz sobie
      jednoczesną pracę, posiadanie oseska i robienie magazyniera? Chyba
      by musiała jechać na dopalaczach...
      W każdym razie pozdrów ją ode mnie i przestań histeryzować.
      • e.i.t.h.e.l Re: Może nie chciała mieć dziecka ze "sprawnym in 09.10.09, 17:30
        Nie rozumiem dlaczego większość z Was nie daje mu prawa do poczucia złości i goryczy. Chodzi mi głównie o to jego zastanawianie się, dlaczego nie doniósł na policję. Nie zrobił tego. To chyba ten czyn, a właściwie brak czynu o nim świadczy. A to, że jakiś czas potem zastanawia się i gdyba to całkowicie naturalne wydaje mi się być.
        I dlaczego większość zarzuca mu, że kompletnie nie interesowało go, czego chce ta dziewczyna? Przecież ona nie wzięła pod uwagę jego zdania dotyczącego ich wspólnego dziecka. Zdecydowanie coś zaszwankowało w ich związku, ale chyba działo się to już od pewnego czasu.
    • werawera99 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 13:43
      Podobno kobiety szukają nie tyle facetów na męża ile na ojca dziecka. Widocznie
      nie dałeś jej oparcia i poczucia stabilizacji na tyle silnego by urodziła. Może
      dla niej kawalerka to za mało, a Twoja pensja za słaba. może powinieneś poszukać
      po prostu innej dziewczyny. a jak już ją pokochasz to spytaj czy w razie wpadki
      urodziłaby Twoje, Wasze dziecko. Jeśli tak, znaczy to ta jedyna. To najwyższa
      forma miłości kobiety dla mężczyzny, najsilniejszy jej wyraz - urodzić mi dziecko!
      Wniosek z tego że jesteś z kimś kto nie rokuje. Jak ciebie nie bedzie chciała to
      też Cię usunie? Z drogi, z domu, z życia?
      • belle.du.jour Re: Facet a aborcja 09.10.09, 19:38
        Zgadzam sie, jak sie naprawde kocha mezczyzne, to chce sie urodzic
        jego dziecko. Kobieta podswiadomie wybiera najlepszego kandydata i
        wtedy nawet wpadka jest przyjeta moze ze stresem ale i z radoscia.
        Jesli zajdzie w ciaze z przypadkowym chlopakiem albo takim, z ktorym
        jest w zwiazku bez glebszych uczuc, to ciaza jest ciezarem i udreka.
        A zwiazek tak zaciesniony nie rokuje dobrze na przyszlosc. Ten mlody
        czlowiek wydaje sie byc bardzo niedojrzaly. Zastanawia mnie jednak
        dlaczego jeszcze sa razem. Skoro on tak cierpi to niech odejdzie i
        zrobi komus innemu dziecku. Przeciez i tak sie nie zabezpiecza,
        problemu nie bedzie.
    • komorka25 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 13:44
      Uzurpatorze, na miejscu twojej dziewczyny wiałabym, gdzie pieprz
      rośnie. Wiązanie się z takim dupkiem to traumatyczne przeżycie, o
      wiele bardziej traumatyczne niż aborcja. Nie wyobrażam sobie, żeby
      ona wytrzymała z matołem, który nie stosując żadnej formy
      zabezpieczenia i nie licząc się z jej planami i odczuciami wyraża
      głosno i publicznie (forum) pretensje o to, że usunęła efekt, jak to
      nazwałeś "kuszenia losu". Nie trzeba było kusić.
      W dodatku teksty: "wyjechać", "rzucić wszystko" itp. wskazują na
      niedojrzałośc emocjonalną. Skoro sie chwalisz mieszkaniem i stabilną
      (ponoć nieźle płatną) pracą, to dlaczego chcesz z tego zrezygnować -
      żeby następnej zrobić dzieciaka w wynajmowanym pokoju , mając prace
      za 100 zł miesięcznie?
      • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 09.10.09, 14:59
        Po pierwsze mam wrażenie, że te posty pisze jedna osoba pod
        kilkoma nickami...

        Podziwiam grono wielu psychoterapeutów na forum, którzy tak
        pięknie analizują moją osobowość nazywając mnie gnojkiem i używając
        bardziej obrżliwych epitetów - podziwiam, jestem pełen uznania. Ja
        musiałęm studia skończyć,a i tak jeszcze 3 lata nauki mnie czekaja
        żeby móc to robić... Praca, zmiana, wyjazd ?? Praca w dużych firmach
        z branży HR/PR ma to do siebie że przeniesienie się z oddziału do
        oddziału w innym mieście zajmuje kilka tygodni. Widać biedronka nie
        stwarza takich możliwości stąd ta niewiedza.
        Czemu mówie o swoich uczuciach i o sobie ?? Zachęcony nagłówkiem
        forum pomyślałem że to dobre miejsce, ale widać lepszym było by piwo
        z "kumplami"... (sarkazm). Nie mówie o jej uczuciach ?? A jakie mam
        do tego prawo, pomijajać, to że ona wszelakie odrzuca ?? Tak, ale to
        ja jestem zły... Nie dałem wystarczającego wsparcia ?? Ku#!@# dopoki
        jej rodzice sie nie dowiedzieli, ukladalismy sobie wszystko,
        planujac, rozwazajac, cieszac sie razem !!! Czytajcie calosc a nie
        wybiorczo i ze zrozumieniem !! Bo rece mi opadaja !!
        Mieszkanie w kawalerce ?? A do urodzenia to takie zle ?? Taki to
        problem, doplacic i zamienic na wieksze ?? Dla mnie nie, bo kiedy
        coponiektorzy dawali upust swoim fantazja ja ciezko zaspieprzalem
        zeby miec jakis status materialny. Zeby sie nie martwic za co jutro
        bede zyc!! Coz, nie kazdy jest nieudacznikiem.
        Ktos wyjechal mi ze jest sex, sex, sex a jakby poczytal wszystkie
        posty to moze by doczytal, ze od momentu aborcji go nie uprawiamy...
        No coz, nie kazdy umie czytac ze zozumieniem (sarkazm)... Policja ??
        A czemu nie ?? Do momentu w brzuchu nie mam prawa sie odzywac, a
        pozniej mam kae dawac ?? Kazda z was tak podchodzi ?? Nie wydaje mi
        sie... Ale coz, pare dowodow na takie myslenie sie pojawilo...

        Pozdrawia gnojek big_grin
        • 11.jula Re: Facet a aborcja 09.10.09, 16:47
          uzurpatorciemnosci napisał:

          > Po pierwsze mam wrażenie, że te posty pisze jedna osoba pod
          > kilkoma nickami...

          ja też mam takie wrażenie, nie przejmuj się, niech sie wyżyje
        • adeinwan Re: Facet a aborcja 09.10.09, 18:43
          Oj chłopie, ta kobieta nie jest Ciebie warta, zostaw ją jakiemuś niedojrzałemu
          gogusiowi, który wymiotuje ze strachu na samą myśl o ojcostwie. Aczkolwiek
          gdybym znalazł się w Twojej sytuacji, moja reakcja byłaby o wiele bardziej
          stanowcza. Szkoda, że nie poszedłeś na policję. Bez właściwej egzekucji ustawa
          antyaborcyjna będzie świstkiem papieru.
      • czarnyrogalik Re: Facet a aborcja 09.10.09, 15:17
        Nie rozumiem kobiet - totalnie, a tych wypowiadających się tutaj już wcale.
        Jest taki wątek na forum gazety - w którym kobiety które chcą dzieci, twierdzą,
        że jak mężowie ich nie chcą, to niech się zabezpieczają. Jak facet się nie
        zabezpiecza, to znaczy że chce dziecka. I 9/10 kobiet w tym wątku poparło taki
        sposób myślenia. Zresztą ja też popieram - nie chce dzieci, to mam zawsze gumki
        pod ręką. Ale wpadka nie byłaby problemem - za jakiś czas pewnie się podwiąże,
        czy jak to się nazywa.

        A Tu się okazuje, że w związku 2 dorosłych osób to facet, który w sumie nawet
        chciał dziecka, jest winien że kobieta jest w ciąży. I jest świnią że chce
        dziecka. I jest świnią że się nie zabezpieczył. Jest niedorosłym dupkiem, bo
        chce powstrzymać aborcję. Jest gówniarzem, bo nie rozumie kobiety.

        K.R.W.A, Was nie trzeba rozumieć. Kompletnie nie trzeba. Trzeba Wam dać na
        utrzymanie, zrobić jak się zgodzicie dziecko, pozwolić je wychowywać, dźwigając
        ciężar finansowy na własnych barkach, pomagać przy dziecku, pozwolić zamieszkać
        teściowej w domu, a samemu nie pałętać się w okolicy, być misiaczkiem i herosem,
        dać w mordę jak trzeba, ale broń boże zarobić za to wyrok, bo co inni powiedzą.

        Cieszę się że mam normalną, kochaną i kochającą żonę, kompletnie nie wpisującą
        się w to co napisałem powyżej. Ale większość kobiet to egoistki. Wilekie
        egoistki, dla których męskie uczucia nie istnieją.
          • e.i.t.h.e.l Re: Facet a aborcja 09.10.09, 17:46
            Też wydaje mi się, że poprzednik trafnie to opisał. Jestem kobietą i dziwnie się czuję czytając posty niektórych tu wypowiadających się pań. Można odnieść wrażenie, że dla niektórych cokolwiek by się nie wydarzyło to i tak będzie wina faceta. Zawsze znajdzie się jakiś fakt który można odwrócić na niekorzyść mężczyzny. Kobiety chciałyby głównie brać, równouprawnienie jest chyba rozumiane jako uprzywilejowanie kobiet. Najłatwiej jest to dostrzec (i ja często tak robię) próbując po przeczytaniu postu zamienić płcie osób. Tutaj nie można co prawda dywagować o mężczyźnie w ciąży, ale gdyby chociaż mężczyzna próbował kobietę przekonać do aborcji to byłaby nagonka. Jak to, jak on może chcieć aborcji, przecież mają mieszkanie, pracę, całkiem niezłe perspektywy na przyszłość, poza tym "kusiliśmy los", chyba wiedział jak się to skończy, więc to akceptował, więc jak on może choćby wspominać o aborcji, co mnie obchodzi, że chce się uczyć, rozwijać, robić karierę i teraz nie ma czasu na dziecko. I to sakramentalne "On nie rozumie moich potrzeb". Nie wiem dlaczego to mężczyzna ma zawsze rozumieć potrzeby kobiety. W związku powinno być chyba mniej więcej po równo dawania, brania itd.
        • cubitus12 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 17:33
          > A Tu się okazuje, że w związku 2 dorosłych osób to facet, który w
          sumie nawet
          > chciał dziecka, jest winien że kobieta jest w ciąży. I jest świnią
          że chce
          > dziecka. I jest świnią że się nie zabezpieczył. Jest niedorosłym
          dupkiem, bo
          > chce powstrzymać aborcję. Jest gówniarzem, bo nie rozumie kobiety.

          hehe, mialem to samo napisac, ale juz nie musze. Celne smile
    • 1stanczyk Duza czesc kobiet w tym wieku to sa bezrozumne 09.10.09, 15:01
      stwory, ktorych nie jetesmy w stanie zrozumiec jesli w ogole mozna je zrozumiec.
      Dzisiaj chce usunac ciaze ale jest wielce prawdopodobne, ze na skutek roznych
      substancji wydzialanych przez organizm po urodzeniu gotowa jest stwierdzic, ze
      chcac usunac ciaze byla zdrowo jebnieta.

      Na ten "rodzaj" czy "gatunek" nie ma lekarstwa.

      Przed i po urodzeniu dziecka kobieta to nie to samo stworzenie.
      Wszystko sie zmienia w sposob trudny do przewidzenia nawet tym ktorym sie
      wydaje ze znaja kobiete doskonale.

      Cale oparte na prl-owskiej spusciznie tanie rownouprawnienie (ktore bylo rowniez
      sposobem kupowania poparcia dla wladz) wtedy przestaje istniec.

      Dumnie i patetycznie zostaje jedyna matka na swiecie: znaczy swiat na dluzszy,
      rzadko krotszy czas po prostu przestaje dla niej istniec oprocz jej i jej dziecka.

      Zapomina o wczesnieszych wahaniach w sprawie usuniecia a przypomniec oznaczy byc
      po prostu najzwyklejszym chamem.

      To tak jakby te lata wyksztalcenia (bo tak niezaleznie od wyksztalcenia) w ogole
      nie istnialy.

      Przestaje byc osoba wyksztalcowna a staje sie nagle szcesliwa dumna i zdziwiona
      MATKA tak jakby od urodzenia nie taka opcja nie istniala w perspektywie.

      Zupelnie tak jak blondynka.

      Re: Facet a aborcja
        • 1stanczyk Tak to juz jest w naszym polswiatku 10.10.09, 03:14
          polinteligencji, ze jesli juz nie potrafi sobie poradzic z trescia to czepia sie
          formy.
          Ma po prostu za duzo czasu co powoduje, ze zatraca poczucie rzeczywistosci.
          Ta jej meska czesc (naszego polswiatka polinteligencji) jest niewolnikiem z
          jednej strony naszego wstecznictwa religijnego i z drugiej naszego pajacowtego
          "dzentelmenstwa".
          Jest po prostu kompletnie zagubiona pomiedzy tupetem blondynek i idealami sprzed
          dwoch wiekow.


          Re: a mógłbyś bardziej po polsku?
      • swojski_fr_1 klasyka - consulting z psiapsiulami 03.03.10, 15:20

        a nie z zyciowym partnerem.
        Dziolszki tera to niekiedy wypudrowane i ubrane debile, ktorych
        jedynym waznym kryterium w zyciu jest 'co ludzie powiedza'...

        pewnie jest po kierunku ekonomiczno-marketingowo-zarzadzajacym.

        ech, znajdz sobie kogos, kto bedzei z Toba dzeilil te wazniejsze
        decyzje w zyciu.

        Szurnij debila-oszolomke.


        1stanczyk napisał:

        > stwory, ktorych nie jetesmy w stanie zrozumiec jesli w ogole mozna
        je zrozumiec
        > .
        > Dzisiaj chce usunac ciaze ale jest wielce prawdopodobne, ze na
        skutek roznych
        > substancji wydzialanych przez organizm po urodzeniu gotowa jest
        stwierdzic, ze
        > chcac usunac ciaze byla zdrowo jebnieta.
        >
        > Na ten "rodzaj" czy "gatunek" nie ma lekarstwa.
        >
        > Przed i po urodzeniu dziecka kobieta to nie to samo stworzenie.
        > Wszystko sie zmienia w sposob trudny do przewidzenia nawet tym
        ktorym sie
        > wydaje ze znaja kobiete doskonale.
        >
        > Cale oparte na prl-owskiej spusciznie tanie rownouprawnienie
        (ktore bylo rownie
        > z
        > sposobem kupowania poparcia dla wladz) wtedy przestaje istniec.
        >
        > Dumnie i patetycznie zostaje jedyna matka na swiecie: znaczy swiat
        na dluzszy,
        > rzadko krotszy czas po prostu przestaje dla niej istniec oprocz
        jej i jej dziec
        > ka.
        >
        > Zapomina o wczesnieszych wahaniach w sprawie usuniecia a
        przypomniec oznaczy by
        > c
        > po prostu najzwyklejszym chamem.
        >
        > To tak jakby te lata wyksztalcenia (bo tak niezaleznie od
        wyksztalcenia) w ogol
        > e
        > nie istnialy.
        >
        > Przestaje byc osoba wyksztalcowna a staje sie nagle szcesliwa
        dumna i zdziwiona
        > MATKA tak jakby od urodzenia nie taka opcja nie istniala w
        perspektywie.
        >
        > Zupelnie tak jak blondynka.
        >
        > Re: Facet a aborcja
    • ideefiks Re: Facet a aborcja 09.10.09, 15:14
      uzurpatorciemnosci napisał:
      > 3 miesiące temu zaliczyliśmy "wpadkę" z dziewczyną, a raczej
      > kusiliśmy los. Nieważne.

      Nieważne, powiadasz? Dobre...
      Oboje "kusiliście los" ale teraz to ona jest "be" bo się nie
      zabezpieczyła.
      No cóż... Ja tej pani w taki razie współczuję partnera jakiego sobie
      wybrała w twojej osobie.
    • twojabogini Re: Facet a aborcja 09.10.09, 15:22
      uzurpatorciemnosci napisał:

      > Teraz oczywiście to ja zrzuciłęm cięzar na nich, to ja jestem
      >winien wszystkiemu i w ogóle jestem zły. Facet, który cieszył się
      > z "fasolki", kupił łóżeczko, przemalował pokój.

      Wiesz co? Za bardzo się wybielasz. Watpię czy parę dni po wyniku
      testu pobiegłeś po łóżeczko, ten odmalowany pokój tez coś nie za
      bardzo mi pasi do sytuacji.
      Nie uważam aborcji za dobrą rzecz, ale decyzja powinna należeć do
      kobiety. Jeśli nie ma ona wsparcia otoczenia i wie że dziecko będzie
      ją w jakis sposób stygmatyzować - zdecyduje się na zabieg. Rzadko
      kobiety dokonują aborcji z egoizmu.
      Może jednak nie stanąłeś na wysokości zadania? Nie trzeba namawiać
      do aborcji, wystarczy pozostawić kobietę samą z problemem,
      entuzjastycznie ciesząc się "będę tatą" i nie zpewniając żadnego
      wsparcia.

      > Niby jesteśmy ze sobą,
      > ale to nie jest już to "samo", niby porozmawialiśmy, niby wszystko
      > sobie wyjaśniliśmy ale nie potrafię już jej kochać.

      Po zabiegu pary zazwyczaj się rozpadają. Związek okazuje się
      niezdolny do udźwignięcia najbardziej ludzkiej i naturalnej rzeczy -
      rodzicielstwa. To jak ma niby trwać? Do tego dochodzą wyrzuty
      sumienia.

      Codziennie
      > cierpię z tego powodu, ciężko żyć z tym. Była cząstka mnie, bez
      > pytania o moje zdanie , a raczej braniem go pod jaka kolwiek uwagę
      > zrobili co zrobili.

      Jasne, zawsze najłatwiej obwiniac innych. A ciebie związali?
      Rozumiem, że rodzice dziewczyny solidnie przeprali jej mózg i pewnie
      ją skłonili w okreslonym kierunku. Ale skoro ty nie byłes w stanie
      się postawić, no to do odpowiedzialnosci za rodzinę nie dorosłeś
      jeszcze.

      > wsluchajcie sie w serce faceta....

      Brutalnie - samo serce nie wystarczy. trzeba jeszcze miec oparcie w
      partnerze i pewność, ze podoła zadaniu odpowiedzialności za rodzinę.
      • uzurpatorciemnosci Re: Facet a aborcja 09.10.09, 15:36


        Nikt mnie nie związał, zatrzasnął mi drzwi przed nosem...
        Rozpadają, nie rozpadają... Kwestia ldudzi, podejścia, otoczenia..
        Pozostawić kobiętę samą ?? Nie rozśmieszaj mnie... I to jest wg.
        Ciebie odpowiedzialność ?? Wsparcie ?? Wtedy nie ja a Ona by tutaj
        pisała "Jak bardzo nie chciałam urodzić, a jego nie było, nie miałąm
        wsparcia, bla bla bla ".
        • twojabogini Re: Facet a aborcja 09.10.09, 15:53
          Czyli twierdzisz, że po paru dniach/tygodniach ciąży partnerki
          kupiłeś łózeczko, ale za to pozwoliłeś sobie zatrzasnąc drzwi przed
          nosem? I sądzisz że nadawałbyś się na ojca rodziny?
          Wiedziałes gdzie jest zabieg? czyli jednak ktoś z toba rozmawiał i
          cię informował. Jak nie mogłes dogadac się z dziewczyna to trzba
          było iśc do lekarza, który miał zabieg zrobić. Nie wykonałby, a ty
          miałbyś troche czasu na przekonanie partnerki.
          Pozostanę przy swojej ocenie - wybielasz się, a do tego abys mógł
          byc odpowiedzialny za rodzinę to ci jeszcze daleko. Najłatwiej więc,
          jak juz pozwoliłeś załatwic wszystko bez towjego udziału, uzalac się
          jak to cie wpływu pozbawiono. Jaja, kręgosłup - zwał jak zwał, ale
          od mężczyzny oczekiwałabym bardziej zdecydowanej postawy.
          • filona.may ten wątek to tylko forumowa prowokacja 09.10.09, 19:38
            Twojabogini, ten wątek to tylko forumowa prowokacja.

            Facet niby kupuje łóżeczko w pierwszych tygodniach ciąży? Wstawia do kawalerki.
            Bez uzgodnienia z partnerką? W dodatku przez pierwsze KILKA TYGODNI ciąży wcale
            nie kontaktuje się z partnerką??? Niby tylko dlatego, że jej rodzice nie
            pozwolili na kontakt? To jakże silny był ich związek, że w razie problemów ona
            polegała tylko na rodzicach, a on nie wspierał jej we wspólnym podejmowaniu
            decyzji? Marna prowokacja.


            Uzurpatorciemnosci, chcesz przeforsować tezę, że do bycia ojcem wystarczy
            zapłodnić? A gdzie danie wsparcia partnerce w okresie, gdy ona zmaga się z nową
            sytuacją? Olałeś ją, to nie dziw się, że bała się z Tobą mieć dziecko.


            • uzurpatorciemnosci Re: ten wątek to tylko forumowa prowokacja 09.10.09, 22:27
              Przestaliśmy sie widywac na kilka dni przed.... Czytanie ze zrozumieniem być
              trudna rzecz ??

              Chcesz przeforsować tezę, że ojcem jest się po urodzeniu ?? Nie dziwie się, w
              końcu tu pojawia się kwestia finansowa, jakoś trzeba pod pretekstem dziecka
              utrzymać swój własny tyłek (sarkazm) ?? Do 9 miesiąca facet nie ma nic do
              powiedzenia, jest zły, bo to on sie nie zabezpieczył, on nie wspierał, on sie
              nie martwil, on nie dawal zabezpieczenia... Ale nagle po 9 miesiacach, jedna z
              druga sobie przypomnina ze tamten to ojciec i co ?? Wtedy się zaczyna pieklo
              faceta ktory mial g$@#$ do gadania.... Tak wiem, to kobieta sie boi zmiany,
              nowego zycia, ze cos straci - faceta to nie dotyczy bo to w koncu nie jego
              dziecko, on ma dawac tylko kase, zabezpieczenie, wsparcie ale niech sie nic nie
              odzywa...

              Mądre i odpowiedzialne kobiety, które wyżej wymieniona teza obraziła,
              przepraszam... Nie podchodze do każdego stereotypowo.

              Pozdrawiam smile
          • gruzlica3334 on ma 20 lat 13.10.09, 18:09
            za duze masz oczekowania..

            twojabogini napisała:

            > Czyli twierdzisz, że po paru dniach/tygodniach ciąży partnerki
            > kupiłeś łózeczko, ale za to pozwoliłeś sobie zatrzasnąc drzwi
            przed
            > nosem? I sądzisz że nadawałbyś się na ojca rodziny?
            > Wiedziałes gdzie jest zabieg? czyli jednak ktoś z toba rozmawiał i
            > cię informował. Jak nie mogłes dogadac się z dziewczyna to trzba
            > było iśc do lekarza, który miał zabieg zrobić. Nie wykonałby, a ty
            > miałbyś troche czasu na przekonanie partnerki.
            > Pozostanę przy swojej ocenie - wybielasz się, a do tego abys mógł
            > byc odpowiedzialny za rodzinę to ci jeszcze daleko. Najłatwiej
            więc,
            > jak juz pozwoliłeś załatwic wszystko bez towjego udziału, uzalac
            się
            > jak to cie wpływu pozbawiono. Jaja, kręgosłup - zwał jak zwał, ale
            > od mężczyzny oczekiwałabym bardziej zdecydowanej postawy.
      • faun1512 Re: Facet a aborcja 12.10.09, 01:30
        > Nie uważam aborcji za dobrą rzecz, ale decyzja powinna należeć do
        > kobiety.

        SUPER! Tym stwierdzeniem zwalniasz facetów z odpowiedzialności za
        ciążę kobiety. Sprawa prosta jak drut: skoro mam za cos odpowiadac,
        MUSZE miec wplyw na decyzje w tej sprawie. Jesli ktos mnie tego
        prawa pozbawia, tym samym zdejmuje ze mnie wszelką odpowiedzialnosc.
        Skoro odpowiedzialnosc ma byc wspolna, to decyzja tez.
    • soraya1967 Re: Facet a aborcja 09.10.09, 20:08
      Z twojego postu wnioskuj, idać, że jesteś wrażliwym mężczyzną. Ta
      dziewczyna nie jest ciebie warta, mam wrażenie, że
      kiedyś "wyskrobie" ciebie ze swojego życia tak jak wyskrobała wasze
      dziecko. Daj sobie z nią spokój, zresztą, sam piszesz, że wasz
      związek się rozpada. Nawet jeśli chciała zrobić aborcję to powinna
      to być tylko i wyłącznie wasza wspólna decyzja, z tobą gruntownie
      przedyskutowana, a nie jej i jej rodziców. A ci ludzie, pożal się
      Boże, ile pogardy w nich tkwi wobec ciebie ! Jak już teraz tacy są,
      to po ew. ślubie lepiej nie będzie. Jak można było kazać zabić
      własnego wnuka ?! Jakie wartości oni jej przekazali ? Bezmyślni
      egości. Dla mnie to niepojęte. Oni ciebie nie zaakceptują, będą
      ciebie uważać za tego, przez którego córunia zmarnuje sobie życie.
      Zyczę ci wszystkiego najlepszego, obyś znalazł dziewczynę która
      będzie ci bliska i która w zasadniczych sprawach będzie się z tobą
      zgadzała.
      • hermina5 Kompletna podpucha 10.10.09, 09:44
        No cóz, gratuluje postów z cyklu - idz na policję .

        One mówią wszystko o kontaktach miedzyludzkich w Polsce.

        A na marginesie - cąły ten watek to moim zdaniem - jedna wielka
        podpucha . Facet cytuje jakieś wypociny wykładowcy filozofii o
        feministkach hedonistycznie upadalajacych kobiety i to jeszcze w
        cudzysłowie to podaje, bo mu sie nagle przypomniało po kilku
        latach, wypisuje elaboraty o kobietach scigajacych za alimenty po
        9 miesiacach, opowiada, jak to jedna z drugą sie nei zabaezpiecza i
        nie mysli, a sam sie nie zabezpieczył --------------> trzeba by mieć
        coś z głową, aby brać tę historię serio -------------> przy takich
        rzeczach nie streszcza sie socjologicznych wywodów na temat
        społeczeństwa i nie opisuje wszystkich aborcji swiata, ale mysli
        jednokierunkowo - nasz zwiazek i nasz problem.


        A gdyby ta historia była historią serio , to cieszy mnie, z e tyle
        kobiet rozsadnie napisało tu , co mysli ---> załowanie, z e nie
        poszło się na policję i opowiadanie jak samemu sie cieszyło , to nie
        oznacza rozmawianie z dziewczyn ąszczerze, o przysłzosci ,
        wspieranie i planowanie wspólnego zycia.
        • faun1512 Re: Kompletna podpucha 12.10.09, 09:16
          hermina5 napisała:

          > No cóz, gratuluje postów z cyklu - idz na policję .
          >
          > One mówią wszystko o kontaktach miedzyludzkich w Polsce.
          >
          > A na marginesie - cąły ten watek to moim zdaniem - jedna wielka
          > podpucha . Facet cytuje jakieś wypociny wykładowcy filozofii o
          > feministkach hedonistycznie upadalajacych kobiety i to jeszcze w
          > cudzysłowie to podaje, bo mu sie nagle przypomniało po kilku
          > latach, wypisuje elaboraty o kobietach scigajacych za alimenty po
          > 9 miesiacach, opowiada, jak to jedna z drugą sie nei zabaezpiecza
          i
          > nie mysli, a sam sie nie zabezpieczył --------------> trzeba by
          mieć
          > coś z głową, aby brać tę historię serio -------------> przy takich
          > rzeczach nie streszcza sie socjologicznych wywodów na temat
          > społeczeństwa i nie opisuje wszystkich aborcji swiata, ale mysli
          > jednokierunkowo - nasz zwiazek i nasz problem.

          Rety, co za bełkot! Az nie chce sie wierzyc ze to napisał człowiek -
          raczej jakas maszyna specjalnie zaprogramowana przez Gazete Aborcząsmile
    • asiasl Re: Facet a aborcja 10.10.09, 11:47
      A ja doceniam mezczyzne, ktory zdawal sobie sprawe, ze to kobieta poniesie
      niemal wszystkie koszty donoszenia ciazy, fizyczne, psychologiczne, praktycznie
      cala przyszlosc lacznie z zaprzepaszczeniem szans na wlasne zycie na ktorego
      budowanie tyle pracowala, dlatego mowi, ze to jej decyzja a on ja wesprze
      niezaleznie od tego co postanowi. Bo zywa, realna, kochajaca go kobieta jest dla
      niego wazna od plodu.
      • faun1512 Re: Facet a aborcja 12.10.09, 02:36
        asiasl napisała:

        > A ja doceniam mezczyzne, ktory zdawal sobie sprawe, ze to kobieta
        poniesie
        > niemal wszystkie koszty donoszenia ciazy, fizyczne,
        psychologiczne, praktycznie
        > cala przyszlosc lacznie z zaprzepaszczeniem szans na wlasne zycie
        na ktorego
        > budowanie tyle pracowala, dlatego mowi, ze to jej decyzja a on ja
        wesprze
        > niezaleznie od tego co postanowi. Bo zywa, realna, kochajaca go
        kobieta jest dl
        > a
        > niego wazna od plodu.

        Rety, jak wzniosle napisanesmile Az wzruszenie nie pozwala mi scisnac
        Cie za gardłosmile. Mam tylko pare pytan.
        1) Co to jest ten "płód" ? Skoro nie człowiek na b.wczesnym etapie
        rozwoju to co? Skoro tylko kobieta zywa i realna, to "płód" nieżywy
        i nierealny? Nic nie kumam...Napisz prosze czym wg Ciebie jest
        plod????

        Urodzenie dziecka to zaprzepaszczenie szans na udane zycie?
        Zgłupiałem do reszty. To dlaczego na forach "poronienie"
        czy "nieplodnosc" jest tyle nieszczesliwych kobiet marzacych o
        dziecku? Zamiast sie cieszyc z udanego zycia - one rozpaczają...
        Mozesz mi to wyjasnic?
    • shamsa Re: Facet a aborcja 10.10.09, 11:54
      z calej tej historii widac, ze i temu dziecku nie byloby rozowo, skoro w tak
      waznej kwestii nie "byliscie ze soba", nie rozmawialiscie, nie wspieraliscie sie
      wzajemnie. to zwyczajnie nie byl prawdziwy zwiazek.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka