Dodaj do ulubionych

wróciłam od rzeźników

04.01.08, 21:34
To dla przestrogi. Będzie długie ale nie da się tego opisać w dwóch
zdaniach. Dotyczy szpitala we Wrocławiu - kliniki

Pojechałm do szpitala z koleżanką - anestezjolog pracującą właśnie w
tym szpitalu. Na izbie przyjęć już się zaczęło komplikować. Lekarze
od nowego roku negocjowali nowe stawki na kontraktach -niektórych
oddziałów nie otworzono wogóle. Przyjęli tylko przypadki którym
zagraża życie. Koleżanka załatwiła ze przyjęli również mnie.
Oczywiście nie znalazłam się oddziale ginekologiczno-położniczym bo
tam się nie dogadali. Wylądowałam na onkologii!!! Widoki okropne,
naprawdę można się zdołować. Na szczęśćie leżałam na innej sali bez
tych ciężkich przypadków. Sala, hmmm jak gimnastyczna - 8 łóżek no
średnio co tu duzo mówić. No ale pomyślałam że to nie hotel i jakoś
zniosę te dwa trzy dni.
Koleżanka zaczęła załatwiać mi salę operacyjną by mogła mnie ogólnie
znieczulić. Problem jednak był w tym że lekarze nadal debatowali i
nitk nie chciał się podjąć zabiegu. Nie jadłam nic do 15. Potem
poszłam na badanie usg, lekarz stwierdził że mam długą i
twardą jak kamień szyjkę macicy wiec trzeba mnie wspomóc przed
zabiegiem by nie było tak drastycznie. Oczywiście leków takich
szpital nie posiadał (arthrotec) więc mój m i ta koleżanka dzwonili
po aptekach i próbowali sprowadzić to w jaknajszybszym tempie. O 20
lek był u mnie. No ale lekarz już skończył swój dyżur więc przyszedł
kolejny.
Kazał mi założyć tabletkę o 23. O 1 w nocy już nie mogłam wytrzymać
z bólu. Poszłam do pielęgniarek by dały mi coś przeciwbólowego -
stwierdziły ze nie mogą. Za pół godziny kolejna próba - już ledwo co
szłam - zlitowały się i dały ibuprom. Troszkę ulżyło. Potem zaczęłam
krwawić. Schodziły ze mnie skrzepy i wyroniony nabłonek ze ścian
macic. Widok koszmarny. No a potem zadzwoniły do lekarza

i wtedy się zaczęło...

Próbowałam im wytłumaczyć że będę czekać do rana, niestety nie
miałam szans. Zabrali mnie do gabinetu zabiegowego. Poprosiłam o
większą dawkę znieczulenia i leków przeciwbólowych. Myślalm ze
wszystko pójdzie tak jak to zwykle przeprowadzają - nadaremnie. Lek
przeciwbólowy dostałm w trakcie zabiegu - zadziałał dopiero po. O
znieczuleniu wogóle nie było mowy. Zrobili mi to na zywca!!! tak!!!
Skrobali mnie w pełnej świadomości!!! Ryczałam z bólu, nic już wtedy
nie mogłam zrobić, było za późno...
Moje cierpienie było chyba największym jakiekiedykolwiek
doświadczyłam. Nawet cc jest przy tym drobiazgiem, naprawdę
koszmar!!!
Gdy mnie przywieźli na salę była godzina 4, conajmniej do 5 jeszcze
płakałam i zadawałam sobie pytanie jak oni mogli mi to zrobić.
Najpierw przeżywalam stratę ciąży a teraz jeszcze dodatkowo tą
traumę w gabinecie zabiegowym. Jestem wykończona psychicznie.

A w wypisie napisali tak:
"pacjentka w ciąży drugiej (9/10) tydz. ciąży przyjęta do kliniki z
rozpoznanym obumarciem ciąży w przeprowadzonym ambulatoryjnie
badaniu usg. Na podstawie przeprowadzonych badań lab. i obrazowych
stwierdzono poronienie chybione. PO PRZYGOTOWANIU PACJENTKI, W
ZNIECZULENIU DOŻYLNYM,wyłyżeczkowano jamę macicy"

i wiecie co mnie boli najbardziej - że do tego kłamią bo żadnego
znieczulenia dożylnego nie było, musieliby to wymienić w
zastosowanym leczeniu a tam tylko lek przeciwbólowy, oxytocyna i
antybiotyk - wiem bo pytałm o to tą moją znajomą a w domu
sprawdziłam jeszcze w lekach współczesnej terapii. W wypisie
pominięto też że dostałam ten lek który sprowokował poronienie - jak
dla lekarzy najwyraźniej mało istotny - szkoda ze kosztowny!!!

Mam uraz na całe życie, gdyby miało mi sie to przytrafić drugi raz -
idę to zrobić prywatnie - juz wszystko wiem, płacę 800 zł i mam
pewność ze nic z tego nie będę pamiętać, opiekę anestezjologa i
lekarza specjalisty - zresztą bardzo doświadczonego.

dziwię się ze 20 lat temu przy takich zabiegach stosowano
znieczulenie a dziś - cofamy się do sredniowiecza!!!

ciemnogród i tyle!!!


aaa dostałam zwolnienie AŻ 1 dzień - faktycznie od poniedziałku będę
jak nowo narodzona - śmiech na sali

już nic nie piszę bo łzy mi się cisna do oczu, ach szkoda gadać...
Obserwuj wątek
    • ankups Re: wróciłam od rzeźników 04.01.08, 21:57
      Przykro mi. Równiez przezyłam zabieg w pełni świadoma, czekali na
      krwotok, leżałam na sali z ciężarna, słuchałam bicia serca jej
      Dziecka, kiedy przywiźli mnie z zabiegówki.
      Ale dziś wiem, ze choc uraz jest na całe zycie, zmieniają sie
      proporcje w cierpieniu: dzis kocham moje Dzieci i jestem szczęśliwa,
      że mogłam je nosić, pomimo, że cierpię po Ich stracie - kiedyś
      cierpiałam, bo je kocham i straciłam.
      Obyś doszła do siebie, oby to, co przeżylas zatrało sie w pamięci, a
      pozostało tylko wspomnienie chwil z Malcem pod Twoim sercem. Obyś
      wróciła do zdrowia i urodziła swój Mały Wielki Cud.
      Bardzo mi przykro, całuję!
      • alutka80 Re: wróciłam od rzeźników 04.01.08, 22:14
        bardzo ci wspolczuje, ze musialas przezyc cos takiego. Nie rozumiem jak oni
        mogli zrobic lyzeczkowanie na zywo. Ja mialam dwa zabiegi, dwa razy bylam
        "uspiona". Ale to i tak pewnie tylko dlatego ze zabieg wykonywal moj ginekolog
        (oczywiscie do ktorego chodze prywatnie od kilku lat), bo moze inaczej by sie to
        skonczylo. I dlatego serce boli ze tak sie dzieje, ze jezeli chcesz miec LUDZKA
        opieke musisz placic, miec znajomosci itp. Tragedia. Naprawde bardzo ci wspolczuje.
        Ja bym tego tak nie zostawila, ale tak naprawde to co mozna w naszym kraju z tym
        zrobic, chyba nic i to tez jest tragedia. Nie znajdzie sie winnego. Niestety.
    • madasia Re: wróciłam od rzeźników 04.01.08, 22:08
      taloo,
      tak mi przykro, ze przez to musialas przejsc. to okropne....
      Sama doswiadczywszy tragedii poronienia, wiem, ze sam bol psychiczny
      zwiazany ze strata ciazy jest nie do zniesienia, a co dopiero, gdy
      lekarze dokladaja nam dodatkowyh, niepotrzenych cierpień
      Jako osoba zwiazana ze stroną www.poronienie.pl mam do Ciebie prosbę
      zebys zerknela na watek
      www.poronienie.pl/forum/topic.php?id=3391
      czy Twoją histore mozna przytoczyc jako kolejny przyklad zlego
      dzialania sluzby zdrowia w zakresie pacjentek doswiadczajacych
      tragedii poronienia? Prosimy o kontakt : poczta@poronienie.pl
      Pozdrawiam
      • wioletka.net Re: wróciłam od rzeźników 04.01.08, 22:16
        Dobrze to nazwałaś:rzeźnicy!!!!skad tacy ludzie sie biora, a
        podobno maja leczyc ludzi!!jestem zbulwersowana Twoja historia,
        dosłownie brak mi słów!!
        Wiem, że teraz nie masz siły na takie rzeczy ale powinnas oskarzyc
        tych lekarzy, to jest nieludzkie jak oni postepuja z ludzmi, i nie
        daj Boze zeby jeszce kogos spotkało cos takiego.A jezeli ich nie
        pozwac to rozgłosić to na łamach prasy lub telewizji.Moze pomyslisz
        ze fantazjuje ale takie obrzucenie ich błotem moze przestrzegło by
        inne kobiety aby isc do tej własnie kliniki.To jest niedopuszczalne
        zeby tak traktowac pacjentów z takimi tragediami, kto im dał wogóle
        takie prawo???!!!!!
        Trzymaj sie jakos, trzymam kciuki za Ciebie...Sciskam ciepło i
        pozdrawiam.
        • wioletka.net Re: wróciłam od rzeźników 04.01.08, 22:18
          Małe sprostowanie, w poprzednim arcie powinno byc:NIE ISC DO TEJ
          KLINIKI.Przepraszam za pomyłke, to z zdenerwowania....
      • taloo Re: wróciłam od rzeźników 04.01.08, 23:24
        madasia

        dzięki za linka.
        Już kilka osób mi mówiło ze nie zostawiłoby tego bez echa. Wiem ze
        gdybym była z drugiej strony powiedziałabym dokładnie to samo ale...
        doskonale wiem jak trudno bronić się w takich sytuacjach, środowisko
        medyczne jest dobrze przygotowane do ataku. Spróbuję jednak podjąć
        tą walkę w imię tych kobiet którym będzie dane znaleźć się w tym
        szpitalu co ja. Nie wiem tylko na ile starczy mi sił...
        • ankups Re: wróciłam od rzeźników 05.01.08, 00:03
          Rozumiem. Przechodziłam to, do podjęcia tematu namawiali wszyscy,
          którzy byli przy mnie: mama, przyjaciółki, mąż. Ale masz racje-
          lekarzom nie damy rady, mój gin uciekł z mojego miasta, bo nie dawał
          rady w tutejszej rzeźni. Po tym, co przezyłam, sam mnie uświadomił,
          że trzeba siły, kasy i większych koneksji, niz mają lekarze, żeby
          wygrać.
          Ale zrobiłam swoje- mąz gromił na forach naszego miasta. niby nic,
          ale milczenie byłoby zbrodnią, może dzieki męzowi jakaś kobieta nie
          trafiła tam, gdzie ja?
          Ja odszukałam położna, która miała wtedy dyżur - spokojnie
          wytłumaczyłam jej, gdzie pracuje (media, ale o tym wczesniej nie
          wiedziała, bo jednoczesnie studiuje i podałam tylko te info)i
          wyjasniłam, co mi się nie podobało, powołując się na moje prawa i
          jej obowiązki wynikające z zawodu (wczesniej zasięgnęlam fachowej
          opinii).
          Własnie kończe króciutki tekst z tego okresu, pojawi sie niebawem w
          M jak Mama. chce mówic głośno o moim macierzyństwie, cierpieniu i
          prawach. Nie popadam w samouwielbienie, wiem przeciez, że kijem
          wisły nie zawrócę, ale chce podjac się tej walki, bo wiem, ze warto -
          dla innych. ty mnie w tym utwierdzasz. I tak tworzy sie łańcuszek..
          Całuję
    • ritka1111 Re: wróciłam od rzeźników 08.01.08, 18:22
      JEZUS MARIA !
      bardzo Ci współczuje, i ściskam bardzo mocno.je też przeżyłam
      poronienie 10 tydz. najpierw 2 godz. czekania w izbie przyjęć w
      szpitalu Ginekologiczno=położniczym na Madzelewskiego, gdzie krew
      leciala mi po nogach a niebyło lekarza, a jak przyszedł z obchodu to
      zaczął przjmować zdrowe poumawiane pacjętki. uciekłam i trafiłam do
      szpitala na Inflancką w W=wie i już nic nie udało się z robić z moim
      aniołkiem, ale chociaż byli ludzie lekarze !
      pozdrawiam i trzymaj się ciepło.
    • ekajtek77 Re: wróciłam od rzeźników 10.01.08, 12:13
      bardzo współczuje!; ja wróciłam przedwczoraj ale było z
      poszanowaniem godności, personel wyciszony i kojący, pełna
      informacja, zabieg szybki, na śpiąco, nic nie czułam, nic nie
      widziałam (szpital Zdroje w Szczecinie)
      • rozetka8 talo 17.01.08, 16:53
        To co tu napisalas jest przerazajce: ale nie dotyczy to tylko
        zabiegu po porornieniu-rowniez samego porodu...

        Im ma tu na mysli to, co ci lekrzawe wyprawiaja, to do czego
        mzuszaja, co wymuszaja-przed swoim poreodem naczytalam sie bardzo
        duuzo takich hostoirii jak Twoja-tylko zwiazanych z samym porodem-
        ale to sie wszystko laczy... W czasie porodu-bylam uzbrojona w
        zaswiadczenia: o nie nacinaniu krocza, o nie naciskaniu na brzuch, o
        platnmy znieczuleniu itp...
        Bardzo duzo zalezy od nas-od tego co wiemy-my same!. Dzieki takim
        postom i takim forom wiem wiecej o szpitalach i tego typu zabiegach
        niz uczestniczac w tym.
        Nigdy nie pzowole sie skrzywdzic..

        Chciano mi zrobic lyzeckzowanie lozyska!!!!!!!!! tuz po
        prodzie, 'bedziel latwiej'-mowili. I nie zgodzilam sie, chodzilam z
        tym lozyskiem, az samo ze mnie nie wylecialo-a stlao sie ot jeszcze
        szpitalu 8 godzin pozniej (po prodzie). Powiedzieli ,ze zrobia to
        bez nziecuzlenia, bo to drbny zabvieg i skoro juz jestem po prodzie,
        to nie ma roznicy.. (a ja porod mialam wp elnym znieczuleniu..)
    • eledhwen Re: wróciłam od rzeźników 18.01.08, 07:54
      jestem w szoku taloo ...
      bardzo mi przykro z powodu Twojej straty ... do tego tyle cierpienia ... nie mam
      słów
      ja poroniłam dwa razy - za każdym razem miałam zabieg w pełnym znieczuleniu ...
      słyszałam o takich przypadkach jak Twój - założyłam nawet wątek na
      www.poronienie.pl o łyżeczkowaniu "na żywca" - zresztą link do tego wątku już
      został wklejony - zbieramy takie historie by móc coś zrobić ... to jest po
      prostu skandal - do tego te kłamstwa - no naprawdę nie mam słów
      przytulam ciepło
      Agata
      • zebra51 Re: wróciłam od rzeźników 18.01.08, 12:06
        niestety, też miałam ten zabieg bez narkozy. Idiotka, myslałam,
        wtedy, że tak ma być! Też we Wroclawiu. Czyżby to było normą we
        wrocławkich szpitalach???
        Choc minęły już trzy lata pamiętam z tego zabiegu każdą sekundę,
        każdą... Kładzie się to cieniem na moje obecne macierzyństwo sad(
    • anda-ria Re: wróciłam od rzeźników 13.01.09, 13:41
      Cześć. Jestem strasznie zaskoczona tym co napisałaś. Rzeczywiście to
      dziwne, że w tych czasach robią z kobietami takie rzeczy. Ja jestem
      podobnie jak Ty po takim zabiegu. Tydzień temu dowiedziałam się, że
      moje dziecko w 8 tygodniu życia płodowego umarło. To było jak
      najbardziej zaplanowane, chciane i wyczekane drugie nasze dziecko
      (pierwsze ma niecałe 3 latka). Szok mój był ogromny...Smutek, żal,
      sto pytań bez odpowiedzi...Zabieg miałam wykonany w szpitalu w
      Bydgoszczy i musze powiedzieć, że wyglądało to zupełnie innaczej.
      Bólu fizycznego praktycznie nie odczułam. Po podaniu tabletek
      dopochwowych, które miały pomóc w zabiegu zaczęłam odczuwać bóle ale
      zostały mi podane leki przeciwbólowe-pylargin i nospa, po których
      ból minął. Zabieg po narkozą więc kompletnie nic nie pamiętam i
      żadnego bólu nie czułam nawet odrazu po przebudzeniu. Współczuję Ci
      serdecznie i nie wiem czemu tak to w naszej słuzbie zdrowia wygląda,
      że dwa takie same przypadki a leczenie zupełnie rózne.
      Pozdrawiam
      • monia_k2 Re: wróciłam od rzeźników 14.01.09, 14:36
        Witam!
        Ja również miałam wykonany zabieg wyłyżeczkowania. U mnie żalu moze wielkiego nie było, bo zastąpiła go niepewność i obawa o własne życie. U mnie w 10 tyg źle rozwijającej się ciąży zdiagnozowano zaśniad groniasty, a także podejrzewano coś gorszego. O tym jeszcze nie myślę, bo za wcześnie (czekam na wynik histopatolog.).
        Trafiłam na odział w Bydgoszczy (Biziel), też nie wiedziałam co będzie...? Mile sie rozczarowałam, pielęgniarki bardzo miłe i opiekuńcze. Dyskretne i bardzo profesjonalne, przy tym bardzo przychylne pacjentowi. Lekarze też byli bardzo ludzcy, w takiej atmosferze nawet studenci mi nie przeszkadzali krążący po korytarzach.
        Zabieg miałam wykonany w znieczuleniu i pod narkozą. Wszystko się zakończyło w godzinie, a później tylko pamiętam że się obudziłam już na mojej sali.
        Popatrzcie, jak ludzie się różnią od siebie. Przecież żyjemy koło siebie, a dziewczyny w takich przypadkach jak my potrzebują wsparcia i ciepła. Oby coraz mniej takich przypadków jak Twój. Przykro mi.
    • verka77 Re: wróciłam od rzeźników 14.01.09, 21:04
      Bardzo Ci współczuję, to niewiarygdne gnoje !!!
      Mam też traumatyczne wspomnienia z obsługi szpitala przy poronieniu ale nie aż
      takie, albo trochę innej natury..
      Starczyło mi sił na złożenie skargi - osobiście przyniosło mi to trochę ulgi i
      stanowi dla mnie rodzaj hołdu ku pamięci mojego maluszka..a w efekcie - może
      trochę poprawiło szanse następnym które trafiły na "moją ekipę" , bo niestety na
      tych, którzy w sądzie rozpatrywali moją skargę -też wypadałoby mi donos
      złożyć..smutne ale prawdziwe..banda gnoi..
    • agulka1001 Re: wróciłam od rzeźników 15.01.09, 20:48
      Tragedia...w jakich czasach my żyjemy? jakich lekarzy mamy? Boze,to
      nawet nie ludzie,nie mówiąc o tym,że mają nas leczyc, pomagac...

      pośrednio wiem,co przeszłaś,bo mam podobne doświadczenie po drugim
      poronieniu. Tez brałam arthrotec,ale w domu, żeby dać szansę na
      samooczyszczenie,ale niestey miałam zabieg (miałam 3 zabiegi po
      jednym poronieniu). i też nie zadziałało znieczulenie, śmiem
      twierdzic,że jak u Ciebie-nie dostałam go. Bolało strasznie,zaczełam
      wręcz błagać,żeby mi coś dali,to wtedy lekarz kazał dorzucić kolejną
      dawkę CZEGOŚ...nie pomogło...robił mi zabieg doczyszczania z
      biegu,jak stała, bez żadnych badań, tylko miał mnie zbadać
      ginekologicznie (swoją drogą-jeszcze nikt mi tak nie włożył tak
      ogromnego wziernika,aż wstałam z fotela)....
      • aneczka293 Re: wróciłam od rzeźników 20.01.09, 02:04
        niestety to nasze miasto!!!
        We Wroclawiu niestety nie mozna nigdzie godnie ronic ani rodzic.
        • felice74 Re: wróciłam od rzeźników 25.01.09, 12:08
          Boze,to straszne!!!Jak oni moga spokojnie spac?"lekarze"?Strasznie
          mi przykro,sama jestem po 2 poronieniach,wiem,jaki to bol sam w
          sobie i jeszcze ten zabieg na zywo!Sciskam mocno.
    • nimeska Re: wróciłam od rzeźników 25.01.09, 12:53
      sad placze razem z Toba sad strasznie mi przykro ze tak cie potraktowali sad
    • 0aguska Re: wróciłam od rzeźników 10.02.09, 14:07
      Rozumię Cię dokładnie... lekarze to s.....y!!! Byłam w 6 mies ciąży,
      zaczęły mi się skurcze, lekko krwawiłam. Mąż zawiózł mnie do
      szpitala w Tomaszowie Lubelskim.Tam ordynator wydarł się na nas
      jakby to była nasza wina, cierpiałam z bólu, a oni stali bezradnie i
      jeszcze ten głupi tekst" niema o czym mówić, trzeba rodzić" na sali
      podali mi coś, ale to nie był środek znieczulający, ordynator ręką
      wyrywał mi dziecko...myślał że go wyciągnie??jak bydlęciu??!!!krew
      tryskała na wszystkie strony.Krzyczałam na cały szpital z
      bólu...nigdy nie przezyłam tak bolącej straty,nie dosć że mój synek
      umierał we mnie to jeszcze mi go na siłe wyrywał i mówił do tego"no
      nie mów że tak boli" ...Boże same przekleństwa się cisną na
      język...co to za ludzie???
      nareszcie po pół godziny stwierdził że macica mi poszła do góry,
      choć niewiem co to oznaczało bo byłam wykończona, ból w sercu i w
      brzuchu sprawił że nic nie reagowałam, chcizłam zasnąć, wywieźli
      mnie na blok operacyjny,miałam cesarke,dziecko nie żyjesad a ja na
      zawsze bede miała uraz.Jak można komuś włożyć rękę,złapać za
      Dzidziusia i ciągnąć na siłe....to horror....
      • mmala6 Re: wróciłam od rzeźników 10.02.09, 16:37
        Talo, gdzie Ty byłaś?? ja miałam w piątek łyżeczkowanie w Klinikach
        na Dyrekcyjnej. Nie mogłaś tam być, bo tam jest zupełnie odwrotnie do
        tego co napisałaś. Byłaś na Chałubińskiego? Koszmar. Strasznie Ci
        współczuję. Mnie jakoś przy życiu trzymało, to że w szpitalu
        traktowano nas godnie i z szacunkiem dla naszej tragedii. Piszę
        naszej, bo dziewczyn do łyżeczkowania było kilka.
        Kupowanie leków niezbędnych do zabiegu? czy to jest zgodne z prawem?
        Ja na Dyrekcyjnej nic nie musiałam kupować, dawali i przeciwbólowe, i
        zakładali tabletki przed zabiegiem i nawet 'głupiego jasia' przed
        wjazdem na salę operacyjną, żebyśmy się tak nie denerwowały.
        Obawiałam się czy mają immunoglubinę antyD bo mam RH- i musiałam
        dostać a naczytałam się, że nie we wszystkich szpitalach mają. Ale
        mieli i dali bez gadania. A pomyśleć, że nie pojechałam tam tylko
        dlatego że mam najbliżej. Chciałam jechać na Chałubińskiego, bo tam
        rodziłam albo na Brochów, bo tam pracuje mój lekarz.
        Boże, co Ty przeżyłaś!! wiem, że nie masz teraz na to siły ale trzeba
        coś z tym zrobić....
        • mmala6 Re: wróciłam od rzeźników 10.02.09, 16:44
          aha, a zwolnienie chcieli mi dać na dwa tygodnie ' bo tyle pani
          przysługuje po łyżeczkowaniu' ale wzięłam tydzień. Muszę iść do
          ludzi, bo oszaleję. Idź może do swojego lekarza, żeby Ci dał
          zwolnienie.Co za szpital! co za ludzie!
    • gloria77 Re: wróciłam od rzeźników 10.02.09, 16:35
      ręce opadają. brak słów.bardzo ci współczuję, ze lekarze zgotowali ci takie
      piekło i innym dziewczynom też ( aż ciarki przechodzą jak czytam wasze opisy) sad((
      to są oprawcy nie lekarze.
      Boże sad((
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka