Dodaj do ulubionych

Rozwiązanie adopcji

14.09.08, 21:09
Witam,

piszę pracę magisterską na temat okoliczności i przyczyn rozwiązania adopcji. W związku z tym poszukuję:

- dorosłych adoptowanych, których adopcja została rozwiązana,
oraz
- rodziców adopcyjnych, którzy mieli dziecko adopcyjne i ta adopcja została rozwiązana.

Byłabym wdzięczna za podzielenie się ze mną swoimi doświadczeniami, przeżyciami, wspomnieniami związanymi z samą adopcją, jej rozwiązaniem i życiem po rozwiązaniu adopcji.

Badania są anonimowe i będą wykorzystane wyłącznie do napisania pracy magisterskiej. Forma kontaktu może być dowolna np. w postaci swobodnej relacji przesłanej na mój adres mailowy: aniua@poczta.onet.pl lub poprzez forum. Nie wykluczam możliwości bezpośredniego kontaktu, ale wyłącznie na życzenie osoby, która się zgłosi.

Osoby chętne proszę o kontakt. Z góry dziękuję.

Obserwuj wątek
    • lusiasia Re: Rozwiązanie adopcji 17.09.08, 17:22
      mysle ze nie znajdziesz nikogo, proste 3 przyczyny, na tym forum malo sie dzieje
      (spojrz na wpisy i np na wpisy na nieplodnosci), takich rodzicow jest malo ale
      sa, i jak sa to jest to temat tabu ktory podzielil ich z rodzina i przyjaciolmi
      itp i nikt o tym mowic nie bedzie
      strzelam ze przyczyna rozwiazania adopcji sa narodziny biologicznego dziecka..w
      wiekszosci przypadkow, traci sie sily a
      trudno jest akceptowac i bezgranicznie kochac, jak cos nie idzie tak jak rodzice
      sobie wymarzyli, a dzieci adoptycyjne tak jak zreszta wszystkie dzieci nie sa
      idealne i moga byc zupelnie inne niz ich adop. rodzice
      • verdana Re: Rozwiązanie adopcji 17.09.08, 19:29
        Wg. mojej przyjaciółki, ktora doktoryzowała się z problemu aborcji,
        główna przyczyna rozwiazywania adopcji są... zle wyniki adoptowanego
        dziecka w szkole. Ponure.
        Natomiast rzadko kiedy narodziny biologicznego.
        • lusiasia Re: Rozwiązanie adopcji 18.09.08, 20:32
          slyszalam o takim przypadku..gdy urodzilo sie biologiczne dziecko, rodzice
          oddali adoptowane
          a w zle wyniki w nauce, niestety wierze...
          zle uczace sie dziecko biologiczne jest tez dla rodzicow biol duzym problemem
          • verdana Re: Rozwiązanie adopcji 18.09.08, 21:13
            Ogromnym, sama mialam. Tylko biologiczni rodzice szukają winy nie w
            genach i dziecku, a w wychowaniu. (Uwaga - nie mówię tu o
            przeciętnych rodzicach , ktorzy niezaleznie od tego czy dziecko jest
            rodzone, czy adoptowane traktuja je jak wlasne i do glowy im oddanie
            nie przyjdzie...). Natomiast rodzice adopcyjni czasami zamiast
            zastanowić sie, dlaczego dziecko sie nie uczy, uznają to za
            jego 'wade wrodzoną", albo za skrajną niewdzieczność.
            Moje dziecko nie uczylo się 10 lat, ale nie rozwazalam oddania go...
            A znajoma niestety rozwazala - choc nie oddała.
            • dobra.zla Re: Rozwiązanie adopcji 19.09.08, 07:52
              To nieprawda, że wina rozwiązania adopcji leży tylko po stronie
              rodziców adopcyjnych! Żaden sąd nie rozwiąże adopcji, jeśli nie
              znajdzie ogromnych racji przemawiających za taką decyzją, czytaj:
              zawsze kieruje się dobrem dziecka. Wina bardzo często leży po
              stronie dzieci. Rozwiązują adopcję ludzie, którzy już nie mają
              innego sposobu na poprawę relacji z dzieckiem. Z reguły rozwiązuje
              się adopcje dzieci, które zostały przysposobione już jako
              kilkulatki. Bardzo rzadko (a może wcale?) rozwiązuje się adopcje,
              gdy dziecko adoptowane było niemowlęciem. Te są z reguły udane, bo
              rodzice prawie od początku mają wpływ na wychowanie dziecka i
              nawiązanie z nim właściwych relacji. Z większym dzieckiem
              o "zwichniętej" psychice trudno jest takie relacje nawiązać, trwa to
              latami, a dochopdzą do tego inne problemy. Złe wyniki w szkole to
              tylko czubek góry lodowej, za nimi idą: złe zachowanie, złośliwość,
              problemy dziecka z prawem itp.
              • kawka74 Re: Rozwiązanie adopcji 19.09.08, 08:46
                Piszesz to wszystko w taki sposób, jakby problemy wychowawcze dotyczyły
                wyłącznie dzieci adoptowanych.

                Złe wyniki w szkole to
                > tylko czubek góry lodowej, za nimi idą: złe zachowanie, złośliwość,
                > problemy dziecka z prawem itp.

                Gdyby wszyscy rodzice biologiczni zdecydowali się z takich powodów rozstać ze
                swoimi dziećmi, przydałoby się ze dwadzieścia dodatkowych domów dziecka.
                Nie twierdzę, że wychowywanie dziecka adopcyjnego, zwłaszcza adoptowanego nie
                jako niemowlaka, to cud miód i orzeszki, ale bez przesady.
                • lusiasia Re: Rozwiązanie adopcji 19.09.08, 17:06
                  A ja mam kuzynke, wymodlana, wyczekana, biologiczna po 7 latach ciezkich prob i
                  lez, wszystkie geny odziedziczyla po rodzicach, jesli chodzi o wyglad traf w 10,
                  ale rozum to juz wziela co najgorsze od obojga po rowno wink
                  problemy wszystkie mozliwe, kiedys jej mama powiedziala ze gdyby byla
                  adoptowana, to chyba by ja "zabila"
                  byla juz wykonczona, czasami czlowiek cos powie, czego nie mysli, ale trudno
                  jest kochac takie dziecko, a jeszcze trudniej jak jest adoptowane
                  wychowanie owszem jest wazne, ale nie kazde dziecko mozna wychowac i wpynac na
                  jego poprawne zachowania, dzieci moga miec tak rozne charaktery, ze rodzice moga
                  nie miec zadnego wplywu
                  czesto dzieci wychowuja sie w jendym domu i sa najczesciej bardzo rozne

                  • aniua-w Re: Rozwiązanie adopcji 04.11.08, 14:42
                    Naiwnie wierzyłam, że ktoś się odezwie w mojej sprawie, wówczas moja praca mgr
                    byłaby o wiele ciekawsza. Jednak zgadzam się z większością opinii. Rozwiązanie
                    adopcji to temat tabu, ludzie zachowują takie rzeczy dla siebie, boją się,
                    wstydzą i pod tym względem im się nie dziwię. Moje prywatne zdanie na owy
                    problem jest taki, że w dużej mierze nie rozumiem tych ludzi. Nie jestem w
                    stanie pojąć jak można oddać dziecko z powodu złych ocen w szkole czy z powodu
                    burzliwego okresu dojrzewania. Sorry, ale dla mnie samo rozwiązanie adopcji nie
                    powinno mieć miejsca. Instytucja jaką jest Sąd nie do końca przemyślała taką
                    możliwość. Dla mnie jest to przysłowiowe wywoływanie wilka z lasu, jak się nie
                    uda, to zawsze można oddać dzieciaka z powrotem. Paranoja.
                    • haussmann Re: Rozwiązanie adopcji 07.11.08, 17:10
                      > wstydzą i pod tym względem im się nie dziwię. Moje prywatne zdanie
                      > problem jest taki, że w dużej mierze nie rozumiem tych ludzi.

                      to jak Pani nie rozumie tych ludzi to lepiej niech sie Pani za taka
                      pracę magisterską nie zabiera, bo tu nie ma co rozumieć tylko to
                      trzeba przeżyć... wyprostowanie dziecka, które przez kilka
                      pierwszych lat było w rodzienie patologicznej lub w domu dziecka to
                      prawie jak projekt wysłania człowieka na Marsa realizowany przez
                      amatorów (no bo kto z adopcyjnych rodzin jest pedagogiem ?)
                      a Pani przekonanie, że ktoś oddaje dziecko ze względu na "oceny w
                      szkole albo burzliwy okres dojrzewania" właśnie pokazuje jakie ma
                      Pani pojęcie (tzn. brak) o problemach adopcji - to są problemy NIE
                      DO OPISANIA i NIE DO NAZWANIA dlatego idąc do sądu podaje sie
                      argumenty wymierne.

                      Ja proponuję, żeby jako pierwszy krok założyła Pani rodzinę
                      zastepczą.
                      • kawka74 Re: Rozwiązanie adopcji 07.11.08, 18:13
                        > to jak Pani nie rozumie tych ludzi to lepiej niech sie Pani za taka
                        > pracę magisterską nie zabiera,

                        Ale, zdaje się, pani wyraziła swoje prywatne przekonanie, które nie ma nic do
                        pracy magisterskiej. O co więc chodzi?

                        Pani przekonanie, że ktoś oddaje dziecko ze względu na "oceny w
                        > szkole albo burzliwy okres dojrzewania" właśnie pokazuje jakie ma
                        > Pani pojęcie (tzn. brak) o problemach adopcji

                        O ile się nie mylę, to Verdana podała - jako info od kogoś, kto doktoryzował się
                        z tematu adopcji - że większość z nich rozwiązywana jest z tego powodu. Trudno
                        tu więc mówić o osobistym przekonaniu autorki wątku.
                      • aniua-w Re: Rozwiązanie adopcji 08.11.08, 20:32
                        > przekonanie, że ktoś oddaje dziecko ze względu na "oceny w
                        > szkole albo burzliwy okres dojrzewania" właśnie pokazuje jakie ma
                        > Pani pojęcie (tzn. brak) o problemach adopcji

                        Otóż powody, które wymieniłam nie są wyssane z palca. Z takimi argumentami
                        spotkałam się rozmawiając z ludźmi i dokonując analizy akt sądowych, więc dobrze
                        zdaję sobie sprawę z tego co piszę i najwyraźniej to nie ja nie mam pojęcia o
                        problemach adopcji.

                        > to jak Pani nie rozumie tych ludzi to lepiej niech sie Pani za taka
                        > pracę magisterską nie zabiera, bo tu nie ma co rozumieć tylko to
                        > trzeba przeżyć...

                        Przeżyć? Może Pan (zakładam,że "haussmann" to rodzaj męski) się podzieli swoimi
                        doświadczeniami? Bo niby jak można przeżyć coś z czym się nie miało do czynienia?

                        Nie zawsze adoptuje się dzieci, które wcześniej były w rodzinie patologicznej.
                        Często dochodzi do adopcji noworodków i też kończą się rozwiązaniem z tych
                        właśnie "głupich" powodów.

                        Kim Pan jest, żeby nie krytykować za moje prywatne opinie? Ludzie sobie traktują
                        poważne fora jako możliwość odreagowania własnych problemów. I powtórzę, że mam
                        małe nadzieje na to, że ktoś odpowie na mój apel, ale nie byłabym sobą, gdybym
                        nie spróbowała.
                        • haussmann Re: Rozwiązanie adopcji 12.11.08, 15:42
                          proszę mi powiedzieć jak ktoś idzi po rozwód do sądu to jego
                          argumentem jest to, że "już nie kocha męża" (rzecz niemierzalna) czy
                          podaje wymierne argumenty np. "ostatnie współżycie x miesięcy
                          temu", "jest kochanka, z która spotkał się x razy w ciągu ostatniego
                          kwartału" itp. itd. i pytanie czy związek się rozpada bo "nie było
                          współżycia" czy dlatego że znika więź i miłość, która była motorem
                          isteniania związku ?

                          z rozwiązaniem adopcji jest tak samo - w sądzie i w rozmowach
                          ze "specjalistami" podaje się argumenty "wymierne" ale tak naprawdę
                          rodzice adopcyjni po prostu nie kochają tego dziecka i nie nawiązali
                          wystarczającej więzi, bo gdyby dziecko prawdziwie kochali to nigdy
                          by go nie oddali tylko dlatego że byc może będzie kafelkarzem po
                          zawodówce a nie prokuratorem po prawie.

                          > zdaję sobie sprawę z tego co piszę i najwyraźniej to nie ja nie
                          > mam pojęcia o problemach adopcji.
                          ma Pani tyle samo pojęcia co ksiądz o nauce seksualności. dokładnie
                          tyle samo - wiedza teoretyczna oparta na rozmowach z innymi. Dopóki
                          samemu się nie przejdzie walki z pewnymi zachowaniami 24 godziny na
                          dobę 7 dni w tygodniu to wie się tyle samo co osobnik żyjący w
                          celibacie o życiu małżeńskim

                          > Nie zawsze adoptuje się dzieci, które wcześniej były w rodzinie
                          > patologicznej.Często dochodzi do adopcji noworodków i też kończą
                          > ię rozwiązaniem z tych właśnie "głupich" powodów

                          i to jest bardzo ciekawy punkt, który mnie mocno zaskakuje ale
                          sprawdza się to że rodzice adopcyjni mają wielkie oczekiwania a
                          rzeczywistość czasami jest brutalna. nigdy nie zapomnę na forum o
                          FAS wypowiedzi jednego ojca juz dorosłych dzieciaków adoptowanych,
                          że "mieli nieco inne plany dla dzieci ale jak się okazało potem
                          miały FAS i są tylko kierowcami ciężarówek"

                          > Kim Pan jest, żeby nie krytykować za moje prywatne opinie?
                          a za jakie mam krytykować ? za publiczne ? czy jak ?
                          krytykuje te które pojawiły się na forum

                          > Ludzie sobie traktują poważne fora jako możliwość odreagowania
                          > własnych problemów.

                          jak się wypowiada na jakiś temat, zwłaszcza tak emocjonalny to
                          opinie mogą być różne. ja temat przechodzę z pierwszej ręki i jak
                          widzę post kogoś kto liznął sprawę teoretycznie to reaguję
                          • aniua-w Re: Rozwiązanie adopcji 17.11.08, 12:47
                            Od samego początku mówiłam, że moja wiedza jest czysto teoretyczna. Bo niby jakie mam mieć doświadczenie w tej materii? Nie jestem adopcyjnym dzieckiem, którego porzucono. Sama też nie adoptowałam i z powrotem nie oddałam dzieciaczka do domu dziecka. To, że nie posiadam wiedzy praktycznej na temat rozwiązania adopcji dyskwalifikuje mnie na starcie? Otóż NIE! Weźmy np lekarza, który posiada wiedzę książkową na temat białaczki. Czy to oznacza, że nie będzie mógł leczyć pacjenta z tą przypadłością? Gdyby tak było, to do tej pory ludzie umieraliby na gruźlicę.

                            Zdaję sobie sprawę, że przyczyny rozwiązania adopcji podawane w sądzie w większości są wyssane z palca. Dlatego też, żeby zweryfikować swoją wiedzę ogłosiłam się na forum. Troche wyrozumiałości. Nie każdy może się "pochwalić" doświadczeniem.

                            >ja temat przechodzę z pierwszej ręki
                            Jak mam to rozumieć? Bo nie chciałabym wysuwać być może błędnych wniosków.
                      • izabelar0 Re: Rozwiązanie adopcji 22.11.08, 12:40
                        haussmann napisał:

                        > > wstydzą i pod tym względem im się nie dziwię. Moje prywatne
                        zdanie
                        > > problem jest taki, że w dużej mierze nie rozumiem tych ludzi.
                        >
                        > to jak Pani nie rozumie tych ludzi to lepiej niech sie Pani za
                        taka
                        > pracę magisterską nie zabiera, bo tu nie ma co rozumieć tylko to
                        > trzeba przeżyć... wyprostowanie dziecka, które przez kilka
                        > pierwszych lat było w rodzienie patologicznej lub w domu dziecka
                        to
                        > prawie jak projekt wysłania człowieka na Marsa realizowany przez
                        > amatorów (no bo kto z adopcyjnych rodzin jest pedagogiem ?)

                        Skoro to jest takie trudne /wychowanie dziecka adopcyjnego/ to po co
                        sie za to zabierac?? Dla checi "macierzynstwa"? Jak mozna oddac
                        dziecko? Ludzie, zastanowcie sie! I wiem, o czym mowie: ja mialam 5
                        lat, gdy zostalam adoptowana przez wspanialych ludzi i tez
                        stwarzalam problemy i gdyby nie oni, nie wiem, ja by sie moje zycie
                        potoczylo..Trzeba przemyslec wszystko przed adopcja, a nie oddawac
                        pozniej! Robi sie tym dzieciom podwojna krzywde!
                        • haussmann Re: Rozwiązanie adopcji 25.11.08, 11:55
                          > Skoro to jest takie trudne /wychowanie dziecka adopcyjnego/ to po
                          wychowanie dzieci to zazwyczaj niełatwe zadanie a adopcyjnych ,
                          które przeszły swoje w dzieciństwie szczególnie, natomiast wiedzę ta
                          posiada się zazwyczaj PO FAKCIE. Nie słyszałem żeby jakikolwiek OAO
                          robil takie ćwiczenia, że np. przez tydzień budza Cię 3-4 razy w
                          nocy i każą uspokajać zlęknionego dzieciaka, który wyje w kosmos nie
                          wiadomo dlaczego.
                          Pamietaj, że jak się patrzy na czyjeś dzieci to zazwyczaj nie widac
                          problemów bo problemy to są za zamknietymi drzwiami

                          >> Dla checi "macierzynstwa"?
                          to chyba główny motor

                          > Jak mozna oddac dziecko?
                          nie wiem bo nie oddałem ani nie mam zamiaru co nie znaczy, że nie
                          rozumiem ludzi którzy posunęłi sie do takiej ostateczności

                          > I wiem, o czym mowie: ja mialam 5 lat, gdy zostalam adoptowana
                          tzn w jaki sposób wiesz co mówisz ??? być adoptowanym a adoptować to
                          prawie taka sama różnica jak bić kogoś albo byc bitym, rzekłbym że
                          dosyc zasadnicza smile

                          > Trzeba przemyslec wszystko przed adopcja, a nie oddawac
                          generalnie w życiu przed podejmowaniem każdej decyzji trzeba
                          przemyśleć tyle, że człowiek nigdy nie ma pełnej wiedzy o przyszłości
                          czy sądzisz, że ktokolwiek kupiłby mieszkanie w 2007 roku za 12
                          tys/m2 gdyby wiedział że w tym samym bloku w 2008 roku będą je
                          sprzedawali po 8 tys/m2 - to jest właśnie przykład na który Ty
                          pewnie odpowiesz "trzeba było przemysleć ten zakup"...
                          rady post factum to żadne rady, a gwarantuje ci na 100% że OAO nawet
                          w ułamku nie potrafi przekazać przysżłym rodzicom tego czym jest
                          macierzyństwo adopcyjne...

                          > pozniej! Robi sie tym dzieciom podwojna krzywde!
                    • kawka74 Re: Rozwiązanie adopcji 07.11.08, 18:17
                      > Naiwnie wierzyłam, że ktoś się odezwie w mojej sprawie, wówczas moja praca mgr
                      > byłaby o wiele ciekawsza.

                      Nikt się nie chce opowiadać publicznie ze swoich porażek, opowiadać o sprawach
                      bardzo osobistych, więc trudno liczyć, że ktoś się odezwie i jednak opowie.
                      BTW jedna z form adopcji nie przewiduje jej rozwiązania.
                      Poza tym w rodzicielstwie biologicznym też przecież jest swoiste 'rozwiązanie'
                      relacji, przecież gdyby go nie było, nie byłoby adopcji, prawda?
                    • zofijkamyjka Re: Rozwiązanie adopcji 13.11.08, 21:03
                      aniua-w napisała:

                      > Moje prywatne zdanie na owy
                      > problem jest taki, że w dużej mierze nie rozumiem tych ludzi. Nie
                      jestem w
                      > stanie pojąć jak można oddać dziecko z powodu złych ocen w szkole
                      czy z powodu
                      > burzliwego okresu dojrzewania.

                      Tu nie chodzi o zbykłe problemy w nauce czy burzliwe dojrzewanie.
                      Radzę zapoznać się z problemem zespołu zaburzeń więzi /RAD/ częstym
                      u dzieci adoptowanych /szczególnie w starszym wieku/. Bywa mniej lub
                      bardziej nasilony ale czasem jest to tak dokuczliwy dla rodziców
                      zespół cech adoptowanego przez nich dziecka, które przeżyło traume
                      odrzucenia i zerwania więzi, że naprawdę trzeba może cierpliwowści,
                      odporności psychicznej aby się z tym uporać i nie znienawidzieć
                      dziecka. W szczególnie trudnych przypadkach niezbedna jest pomoc
                      specjalistów obeznanych z tematem RAD, których narazie niewielu.
                      To bardzo trudny temat, gdyz z jednej strony rozwiązanie adopcji to
                      najostateczniejsza ostateczność i dla dziecka coś najgorszego co je
                      może spotkać po jego pierwotnych preżyciach /nigdy nie będzie z
                      korzyścią dla niego, raczej dla umęczonych psychicznie rodziców
                      adopcyjnych/ a z drugiej strony nie docenia się znaczenia zerwania
                      więzi i jego wpływu na psychikę człowieka upraszczając to do
                      problemów wychowawczych jakie mają z dziećmi rodzice biologiczni.
                      Uważam tez że za mały jest nacisk w przygotowaniach kandydatów na
                      rodziców adopcyjnych na potencjalne ogromne trudności jakie mogą
                      napotkać. Naprawdę w wielu prypadkch to zadanie dla odpornych
                      psychicznie ludzi.
                      • aniua-w Re: Rozwiązanie adopcji 17.11.08, 13:15
                        Zgadzam się z opinią, że okres preadopcyjny jest zbyt krótki albo w ogóle go nie ma. Przyszli rodzice nie zawsze zdaja sobie sprawę z ogromu odpowiedzialności jaką na siebie biorą. Wychowywanie własnego potomstwa jet trudne, a podjęcie się opieki nad dzickiem obcym i być może patologicznym jest pełne podziwu. Jednak to nie zmienia mojej opinii na temat rozwiązania adopcji. I mój żal dotyczy nie tylko rodziców adopcyjnych, ale także instytucji jaką jest sąd. Dlaczego można oddać adoptowane dziecko? Dlaczego nie można oddać własnego potomstwa po kilku latach wychowywania go? Wg mnie to nie rozwiązana luka prawna.
                        • zofijkamyjka Re: Rozwiązanie adopcji 17.11.08, 18:47
                          aniua-w napisała:
                          > Dlaczego nie można oddać własnego potomstwa po kilku
                          > ku latach wychowywania go?

                          wydaje mi sie że można.
                          Ale zapytaj raczej dlaczego takie desperackie decyzje
                          podejmują /jeśli już w ogóle/ rodzice adopcyjni? i dlaczego sądy się
                          przychylają. Co jest nie tak? Szukaj przyczyn, tylko zrób to
                          wnikliwie.
                        • milka1951 Re: Rozwiązanie adopcji 03.05.09, 22:43
                          Przejrzałam na tym forum kilka wątków. Nie sposób odpowiedzieć na
                          wszystkie. Jednak to tutaj znalazłam wiele nieusprawiedliwionych
                          sądów, opartych na ckliwych historyjkach i braku nowoczesnej
                          wiedzy. I ja wiem o czym piszę, bo jestem matką adopcyjna od
                          dwunastu lat. Przy czym nigdy nie miałam zamiaru rozwiązywać
                          adopcji. Półtora roku zajęło mi zrozumienie problemów z którymi
                          boryka się moja córka. Czas ten wypełniło mi czytanie postów na
                          forach adopcyjnych i zastępczych, wysłuchanie konferencji na temat
                          zaburzeń więzi, tłumaczenie z przyjaciółmi poradnika amerykańskiego
                          dla rodziców adopcyjnych, udział w grupie wsparcia.

                          Pierwszym mitem jest, że dziecko adoptowane wychowuje się tak samo
                          jak biologiczne. Nieprawda, rodzicielstwo adopcyjne jest
                          trudniejsze. Dotyczy to nawet niemowlaków, a co dopiero mówić o
                          dzieciach starszych, po przejściach. Już małemu dziecku trzeba
                          tłumaczyć, że urodziło się brzuszku innej mamy (a nie jest to akcja
                          jednorazowa). Zapyta, jeśli ma dobre relacje z rodzicem ado., czemu
                          tamta mama mnie nie chciała. Jak będzie starsze, odezwie się w
                          chwili kłótni, „nie jesteś moim prawdziwym rodzicem”. Potem trzeba
                          mu będzie pomóc poszukać korzeni - jeśli relacje są nadal dobre i
                          martwić się czy rodzina biologiczna nie odrzuci go ponownie.

                          Dzieci adoptowane w wieku późniejszym niż niemowlęcy będą miały
                          kolejne problemy z zaburzeniem przywiązania (skrajny przypadek to
                          RAD). Dziecko, które do trzeciego roku życia było wykorzystane,
                          zaniedbane, albo przebywało w domu małego dziecka zostało
                          okaleczone z umiejętności przywiązywania się do drugiego człowieka.
                          Dla rodziców adopcyjnych jest to dramatyczne przeżycie, jeśli
                          dziecko przez wiele miesięcy lub lat, albo nigdy nie może nawiązać
                          kontaktu uczuciowego i wszystko neguje. Słyszałam o sytuacji, w
                          której rodzice oddali dziecko, ponieważ nie było zmartwione po
                          śmierci babci ani gdy przejechany został pies. Znam z innych forów
                          matki adopcyjne czy zastępcze, które boją się następnego dnia.

                          A co z dziećmi, o które matki nie dbały w czasie ciąży – piły
                          alkohol, lub brały narkotyki. Takie dzieci mogą mieć uszkodzone
                          mózgi, choć nie będzie to widoczne na zewnątrz, objawi się
                          trudnościami w szkole i społecznymi.

                          Nie jest prawdą również to, że rodzice biologiczni nie oddają
                          dzieci. A skąd biorą się one w rodzinach adopcyjnych, domach
                          dziecka czy zastępczych? Wystarczy też podobno zajrzeć do
                          zakładów dla upośledzonych dzieci. Są tam również dzieci rodziców
                          dobrze sytuowanych i wykształconych.

                          Kolejny problem to pomoc psychoterapeuty. W moim dwustutysięcznym
                          mieście nie znalazłam terapeuty, który leczyłby zaburzenia więzi.
                          Koleżanka z Warszawy również nie znalazła.

                          Jeśli ktoś chce pisać wartościową pracę magisterską na taki temat
                          to powinien zapoznać się przynajmniej z artykułami na stronie Misja
                          Nadziei np. „Siniaki na mózgu” czy „Hipokamp sieroty” oraz
                          przejrzeć fora rodzin zastępczych. czy adopcyjnych, a nie zaczynać
                          od oceniania innych. Temat dobrze brzmiący, ale nie dla
                          dyletantów.
                    • jolkur Re: Rozwiązanie adopcji 13.11.08, 21:41
                      Nierozumienie problemu wynika z posiadania ogromnej wiedzy teoretycznej i żadnego doświadczenia. Ja takie poglądy miałam 5 lat temu jak starałam się o adopcję, teraz wymiękam, czasami normalnie się poddaję, i drugi raz za nic nie adoptowałabym Krystianka, nie ma mocnych. Jest z nami 4 lata, świadoma (teoretycznie) i pełna adopcja. Adoptowaliśmy rodzeństwa wtedy Krystian 6 lat i Oliwia 13 miesięcy. Od początku były same problemy z Krystianem i są dalej tylko co raz to inne. Od kolejnego psychologa usłyszałam, że muszę się przygotował na milion problemów z Krystiankiem i cierpliwie powtarzać dobrze, źle, bez nerwów, bez krzyku i może za lat 10 będą efekty, tylko, że do tego czasu mnie może szlak trafić. To prawda na codzień z Krystiankiem jest wiele problemów i nie ma dnia bez problemu. W szkole źle się zachowuje, nie wykonuje poleceń nauczycieli, nie pisze sprawdzianów bo mu się nie chce, kłamie jak tralala, w domu lekcje odrabiamy po 3-4 godzinny dziennie i cały czas jest pod naszą opieką, tylko jak długo wytrzymam, już mi sił brakuje to jego ustannego motywowania, jest przebiegły, mnie brakuje już pomysłów. Konsekwencja nie wiele przynosi efektów bo on do każdej sytuacji się dostosuje, nie gra na kompie, będzie, nie ogląda telewizji też będzie. Dlatego każdego kto nie może sobie wyobrazić problemu i dramatu rozwiązania adopcji (ja na razie o tym nie myślę) zapraszam na moje miejsce. Jestem po szkole rodziców w Poradni Psychologiczno Pedagogicznej, mam praktycznie na każde życzenie spotkanie z mądrym, doświadczonym psychologiem (co mnie przy życiu trzyma, przeczytałam wszystko co było do przeczytania, życie to nie jest bajka. Ja rozumię ludzi rozwiązujących adopcję, nie osądzam, nie każdy jest siłaczką. Morderczy trud, nie przynoszący efektów, stres codzienny potrafią każdego wykończyć. Nie sądź nie będziesz sądzony.
                      • leokadiusz3 Re: Rozwiązanie adopcji 18.01.09, 21:01
                        W pełni zgadzam się z ta wypowiedzią!Problemy jakie stwarzają dzieci
                        adopcyjne są nie do opisania i zrozumieć to potrafią jedynie
                        ci,ktorzy adoptowali.Problemy są ogromne i każdego potrafią pokonać
                        iwykończyć psychicznie.Od 12 lat to ćwiczymy i jest coraz gorzej.Nie
                        raz nachodzi nas myśl o rozwiązaniu adopcji ,bo psychika już nie
                        wytrzymuje.Może do tego nie dojdzie , ale to byłoby najlepsze
                        rozwiązanie.Napewno drugi raz nie podjęlibyśmy decyzji o adopcji,a
                        gdyby ktoś miał pytanie,czy adoptować -zdecydowanie nie
                        polecałbym.Dzieci adoptowane[napewno nie wszystkie] potrafią być
                        okrutne i bezlitosne dla rodziców adopcyjnych.Nie warto sie
                        poświęcać ,a wiem,że już do końca zycia nie zaznamy
                        spokoju.Nadmienię jeszcze,że ze strony Ośrodka Adopcyjnego nie udało
                        się uzyskać żadnej pomocy poza wysłuchaniem problemów i
                        zaoferowaniem szkolenia dla rodzicow.Jedyna nasza pociecha to to,że
                        robimy dobry uczynek i może ktoś to kiedys doceni ,ale raczej nie tu
                        na Ziemi...
                        • leli1 Re: Rozwiązanie adopcji 18.01.09, 21:51
                          a mogę zapytac jaki dobry uczynek robicie?

                          Przykre to co piszesz, z pewnością jest wam trudno (choc za wiele szczegolow nie podales/las), ale na czym wiecej mialaby polegac pomoc ze strony OA? Nikt waszych rodzinnych problemow za was nie rozwiaze.
                          A jako ze nawet nie wiem na czym wasze problemy polegaja wiec zapytam-czy z dziecmi bio takich problemow jak wasze miec byscie nie mogli?
                          Czemu adopcja jest w tym wypadku 'winą" za taki stan rzeczy.....czy aby nie tylko dlatego, ze dzieki niej w ogole TO dziecko pojawilo sie w waszym domu?

                          Czemu piszesz o poświeceniu?, na czym poswiecanie sie dla dziecka ado ma polegac i czym rozni sie od poswiecenia dla dziecka bio? (wszak w jakis sposob rodzice zawsze poswieceja sie dla dziecka).

                          Dla mnie czesto takie posty wlasnie pisza osoby z niewlasciwymi motywacjami do adopcji, bo jesli przyswiecala wam przyslowiowa mysl o pomocy sierotce, za co w przyszlosci oczekiwaliscie calowania po stopach, to rzeczywiscie mozna byc zawiedzionym.......
                          • doska26 Leli brawo 18.01.09, 22:21
                            Mam takie samo zdanie, na ten temat jak Ty ,tylko mi bylo szkoda
                            czasu na pisanie tak oczywistych dla mnie odczuć.Kocham swoje
                            dziecko ponad wszystko i nic tego nie zmieni ,cokolwiek bym tu nie
                            przeczytała i cokolwiek by się nie zdarzylo ,nie zmieni tego
                            faktu,że jest dla mnie najważniejszą istotą świata.
                            • phoebe10 leli, dośka 19.01.09, 09:07
                              a ile miały Wasze dzieci, gdy je adoptowałyście? Mnie czasami zastanawia fakt,
                              jak łatwo jest osądzać i potępiać innych. Jestem w stanie zrozumieć dramat
                              rodzica, któremu się nie udało nawiązać prawidłowych więzi z dzieckiem. Wiem, ze
                              niektóre (nie wszystkie - niektóre) dzieci są tak poranione, że nie potrafią
                              tworzyć prawidłowych relacji z rodzicami, opiekunami. Wiem, że takie
                              rodzicielstwo jest bardzo trudne, wiem, że nie ma w naszym kraju specjalistów,
                              do których można się zwrócić o pomoc.
                              Mam dwoje adoptowanych dzieci, oboje w wieku niemowlęcym, nie odważyłabym się
                              porównać mojego rodzicielstwa do rodzicielstwa osób, które adoptowały kilkulatka
                              ze smutną historią.
                              • kawka74 Re: leli, dośka 19.01.09, 12:31
                                Bywa przecież tak, że skutki błędów wychowawczych rodziców są składane na karb
                                adopcji, przeżyć, genów, i to chyba o to chodziło dziewczynom. Czasem rodzice,
                                zamiast zastanowić się nad własną nieudolnością wychowawczą, znajdują łatwe
                                rozwiązanie problemów poza sobą. Nie twierdzę, że tak jest w sytuacji opisywanej
                                w wątku, ale to się zdarza.
                                • leli1 Re: leli, dośka 19.01.09, 19:01
                                  ja nie osądzam, bo zdaje sobie sprawe ze adopcja niemowlaka to nie to samo co dziecka starszego, ale jakos tak "uczulona" jestem na słowo poświęcenie w kontekscie adopcji.
                                  Ja od mojego dziecka nie oczekuje niczego, wazne dla mnie ze JEST i kiedy przechodzi jakis tam kolejny etap swojego zycia i kiedy sa dni, gdy wychowawczo ponosze porake (oczywiscie na miare wieku mojego synka, bo tez zdaje sobie sprawe ze problemy wychowawcze nastolatka sa inne niz przedszkolaka), niemniej jednak nie obwiniam ani faktu adopcji, ani genow....tylko niestety siebie i swoje braki/niewiedze/nieumiejętności.
                                  Jako ze nie bylo napisane nic wiecej, odnioslam sie wiec tylko bardzo ogolnie do poswiecenia i oczekiwania "wynagrodzenia" za dobry uczynek.
                                  • peilin Re: leli, dośka 20.01.09, 11:23
                                    Jestem adopcyjna mama dwojki nieduzych dzieci adoptowanych w
                                    niemowlectwie. Absolutnie nie wyobrazam sobie, ze moglabym kiedys
                                    rozwiazac adopcje z jakiegokolwiek powodu. To sa moje dzieci, bez
                                    wzgledu na wszystko!!! Ale ... to sa dzieci, ktore trafily od nas
                                    prosto z oddzialu opiekunczego, nie byly ani jednego dnia w rodzinie
                                    biologicznej, ich rodziny nie byly patologiczne.Matki nie pily w
                                    czasie ciazy. Z adopcja kilkulatka po przejsciach (czasami naprawde
                                    trudnych do wyobrazenia) jest juz inna historia. Wystraczy poszukac
                                    na Bociane "adopcja starszych dzieci" i wtedy okazuje sie, ze owszem
                                    happy end jest mozliwy i czesto sie zdarza, ale jest to okupione
                                    mordercza praca rodzicow. "Wyprowadzenie na prosta" dziecka z RAD
                                    kosztuje bardzo duzo rowniez finansowo.
                                    Ja uwazam, ze probelm jest w tym, ze oao nie zawsze szczerze
                                    informuja potencjalnych rodzicow, o tym co moze ich czekac. A potem
                                    jest tragedia dziecka i rodzicow.
                                    W perspektywie kilku lat rozwazam trzeciego dziecka. Kiedys
                                    myslalam, ze fajnie, zeby to bylo dziecko starsze (przedszkolak),
                                    teraz nie jestem juz taka pewna, bo przede wszystkim musze brac pod
                                    uwage dobro dzieci, ktore juz mam. A jak sie okaze, ze dziecko ma
                                    FAS i RAD i zmienia zycie mojej rodziny w pieklo? Dla mnie
                                    rozwiazanie adopcji nie wchodzi w gre, wiec co wtedy? Zdecydowalam,
                                    ze wezme pod uwage adopcje dziecka starszego, tylko jesli bede w
                                    stanie zaufac osrodkowi adopcyjnemu, ze przedstawil mi wszystkie
                                    znane mu informacje o dziecku.
                                  • zofijkamyjka Re: leli, dośka 21.01.09, 20:17
                                    leli1 napisała:

                                    > Ja od mojego dziecka nie oczekuje niczego, wazne dla mnie ze JEST

                                    ależ to jest takie tylko piękne gadanie. Oczywiście że od naszych
                                    dzieci czegoś oczekujemy choćby tego, żeby nas kochały, żeby
                                    okazywały nam to /dzieci potrafia to zrobić w najpiekniejszy i
                                    najszczerszy sposób/. Każdy zdrowy na umyśle kochający swoje
                                    dziecko, człowiek oczekuje wzajemności i dziecko nam to własnie
                                    daje. Oczywiscie w normalnych, niezaburzonych relacjach.

                                    • leli1 Re: leli, dośka 21.01.09, 21:01
                                      Ale ja nie oczekuje ze dziecko bedzie mnie kochac.
                                      W jak piszesz normalnych, niezaburzonych relacjach to jest oczywiste, ale to, o czym pisał leokadiusz to raczej nie sa normalne warunki. Wiec sobie mysle tak: jest problem, probujemy go rozwiązac, nie udaje sie i tu pada tekst o braku wdziecznosci, poswieceniu i nadziei na ewentualne wynagrodzenie za dobry uczynek ....gdzies tam...kiedys
                                      Dlaczego r.ado maja oczekiwac jakiejs wdziecznosci za to co robia, jaki tu dobry uczynek....no sorry.
                                      • zofijkamyjka Re: leli, dośka 21.01.09, 21:21
                                        leli1 napisała:

                                        > Ale ja nie oczekuje ze dziecko bedzie mnie kochac.

                                        No wiec własnie w to nie wierzę chociaz to oczywiście pieknie i
                                        szlachetnie brzmi.

                                        > Dlaczego r.ado maja oczekiwac jakiejs wdziecznosci za to co robia,
                                        jaki tu dobr
                                        > y uczynek....no sorry.

                                        Bo to naturalne, ludzkie odczucie. Rodzice adopcyjni to sa normalni
                                        ludzie a nie jakies nieziemskie istoty, które tylko dają i nie chca
                                        nic otrzymywać. W normalnie funkcjonujacej rodzinie ludzie się
                                        kochają i okazują to sobie NAWZAJEM. Bo kazdy z nas tego bardzo
                                        potrzebuje. Tu nie chodzi o dobre uczynki i podziękowania tylko
                                        normalne relacje i uczucia.
                                        • leli1 Re: leli, dośka 21.01.09, 21:34
                                          masz jak najbardziej slusznosc, w kazdej normalnej kochajacej sie rodzinie, rodzice okazuja dzieciom milosc i tego samego "oczekuja". Ale dorabianie do tego ideologii w stylu "dobrego uczynku" to juz normalne nie jest.
                                          • kawka74 Re: leli, dośka 21.01.09, 22:09
                                            Powiem tak: ja bym bardzo chciała, żeby mój syn mnie kochał, ale jednocześnie
                                            zdaję sobie sprawę, że tego robić nie musi. I że będę musiała być może poczekać,
                                            aż naszą miłość odwzajemni. Kiedy i czy to nastąpi, tego nie wiem.
                                            Nie oczekuję od niego stricte wdzięczności, ale miłość do rodziców jest jakąś
                                            formą wdzięczności.
                                            Tak czy siak, adopcja, przynajmniej w moim wykonaniu, nie ma nic wspólnego z
                                            dobrym uczynkiem. I mam nadzieję, że nie będę musiała nigdy racjonalizować sobie
                                            adopcji w ten sposób.
                                            • zofijkamyjka Re: leli, dośka 21.01.09, 22:34
                                              kawka74 napisała:

                                              > Powiem tak: ja bym bardzo chciała, żeby mój syn mnie kochał, ale
                                              jednocześnie
                                              > zdaję sobie sprawę, że tego robić nie musi. I że będę musiała być
                                              może poczekać
                                              > ,
                                              > aż naszą miłość odwzajemni. Kiedy i czy to nastąpi, tego nie wiem.

                                              Ale napewno bardzo tego pragniesz i to jest pragnienie kazdego
                                              rodzica.

                                              > Tak czy siak, adopcja, przynajmniej w moim wykonaniu, nie ma nic
                                              wspólnego z
                                              > dobrym uczynkiem. I mam nadzieję, że nie będę musiała nigdy
                                              racjonalizować sobi
                                              > e
                                              > adopcji w ten sposób.

                                              Dobrym uczynkiem nie, bo to wielkie uproszczenie ale jednak
                                              poświeceniem jest bo rodzicielstwo jest ogólnie wielkim poświeceniem
                                              które wynagradza nam radość jaką ze soba niesie miłość naszych
                                              dzieci i obserwacja jak się prawidłowo rozwijają. Kiedy to wszystko
                                              jest zaburzone to rozpacz może być nie do ogarnięcia.
                                              • doska26 Re: leli, dośka 22.01.09, 00:23
                                                Ja od swojego dziecka nie oczekuję dobrych uczynków,ani wdzięczności
                                                za to że go kocham,bo go po prostu kocham,bezwarunkowo,tak jak każda
                                                matka kocha swoje dziecko i nic tego nie zmieni.Posiadanie
                                                biologicznego dziecka nie gwarantuje nam ani jego mądrości ,ani
                                                miłości ,ani jego urody i te mamy tak samo kochają swoje pociechy
                                                nawet ze świadomościa że to nie jest to wymalowane w naszej
                                                wyobrazni dziecko ,bo wolelibyśmy ,żeby bylo
                                                ładniejsze ,mądrzejsze ,lub żeby bardziej nas kochalo,ale i tak
                                                kochają swoje dziecko bez względu na wszystko.
                                                • zofijkamyjka Re: leli, dośka 23.01.09, 20:03
                                                  doska26 napisała:

                                                  > Ja od swojego dziecka nie oczekuję dobrych uczynków,ani
                                                  wdzięczności
                                                  > za to że go kocham,bo go po prostu kocham,bezwarunkowo,tak jak
                                                  każda
                                                  > matka kocha swoje dziecko i nic tego nie zmieni.

                                                  Jasne, jasne - sam miód z Twojej strony wink.
                                                  Nie oczekuje sie niczego za to że sie kogoś kocha... oprócz miłości.
                                                  Tak mało a tak dużo.



                                              • kawka74 Re: leli, dośka 22.01.09, 09:27
                                                > > Powiem tak: ja bym bardzo chciała, żeby mój syn mnie kochał, ale
                                                > jednocześnie
                                                > > zdaję sobie sprawę, że tego robić nie musi. I że będę musiała być
                                                > może poczekać
                                                > > ,
                                                > > aż naszą miłość odwzajemni. Kiedy i czy to nastąpi, tego nie wiem.
                                                >
                                                > Ale napewno bardzo tego pragniesz i to jest pragnienie kazdego
                                                > rodzica

                                                Przeca nie twierdzę, że nie. Natomiast przyjmuję, że może być inaczej, niż sobie
                                                wymarzyłam, i nie traktuję miłości jako obowiązku dziecka wobec nas.

                                                rodzicielstwo jest ogólnie wielkim poświeceniem
                                                > które wynagradza nam radość jaką ze soba niesie miłość naszych
                                                > dzieci i obserwacja jak się prawidłowo rozwijają.

                                                O nienienie
                                                Żadnego poświęcenia, bo to słowo, jak dla mnie, niesie wyłącznie negatywne
                                                skojarzenia. Kojarzy mi się z wiecznie jęczącą Matką Polką, umęczoną,
                                                rezygnującą ze wszystkiego dla dziecka niczym w 'Balladzie o Januszku'. A to
                                                chyba nie tak ma wyglądać.
                                                Moim zdaniem traktowanie rodzicielstwa w ten sposób to pierwszy krok do
                                                zaburzonych relacji z dzieckiem - z winy rodzica.
                                                • zofijkamyjka Re: leli, dośka 23.01.09, 19:45
                                                  kawka74 napisała:


                                                  > O nienienie
                                                  > Żadnego poświęcenia, bo to słowo, jak dla mnie, niesie wyłącznie
                                                  negatywne
                                                  > skojarzenia. Kojarzy mi się z wiecznie jęczącą Matką Polką,
                                                  umęczoną,
                                                  > rezygnującą ze wszystkiego dla dziecka

                                                  Ależ można to sobie nazywać oczywiście piękniej i z kurtuazją ale
                                                  prawda pozostanie prawdą - odpowiedzielne rodzicielstwo wymaga
                                                  ogromnych poświeceń i już! Nikt by mnie np. nie zmusił do zwlecenia
                                                  sie z łóżka z goraczką 40 stopni a dla mojej córki byłam zdolna do
                                                  tego wink obrazowo?
                                                  • chmurka_257 Re:zofijkamyjka 23.01.09, 20:04
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    >Nikt by mnie np. nie zmusił do zwlecenia
                                                    > sie z łóżka z goraczką 40 stopni a dla mojej córki byłam zdolna do
                                                    > tego wink obrazowo?

                                                    właśnie jestem na tym etapie smileLeżę chora z gorączką 40st. ale siły muszę miec
                                                    na rysowanie ,kolorowanie i gre w chińczyka smileMiłośc matki nie za granicsmile
                                                  • leli1 Re: leli, dośka 23.01.09, 20:08
                                                    no niezbyt obrazowo, bo ja taki stan jak opisałas, dalej nie nazwałabym poświęceniem smile, dla mnie to normalka wink. A juz na pewno nie wymagalabym od dziecka wdziecznosci za to. I naprawde nie pisze tego bo ladnie wyglada, ja naprawde tak mysle i czuje, wiec nie wmawiaj mi prosze ze jest inaczej.
                                                  • zofijkamyjka Re: leli, dośka 24.01.09, 22:36
                                                    leli1 napisała:

                                                    > no niezbyt obrazowo, bo ja taki stan jak opisałas, dalej nie
                                                    nazwałabym poświęc
                                                    > eniem smile, dla mnie to normalka wink.

                                                    Otóż to - to jest takie poświęcenie które nazywa się normalką.
                                                  • kawka74 Re: leli, dośka 23.01.09, 20:55
                                                    Gdyby przyłożyć do tego moją definicję poświęcenia, to raczej kiepski przykład,
                                                    chyba że jęczysz, wypominasz, płaczesz krwawymi łzami i wznosisz oczy i ręce do
                                                    nieba.
                                                    Odpowiedzialne rodzicielstwo zmusza nie do poświęceń, ale do wykonywania swoich
                                                    obowiązków wobec dziecka.
                                                    Zresztą nazywaj to jak chcesz, ja wiem swoje, Ty wiesz swoje i git.
                                                  • zofijkamyjka Re: leli, dośka 24.01.09, 22:45
                                                    kawka74 napisała:

                                                    > Gdyby przyłożyć do tego moją definicję poświęcenia, to raczej
                                                    kiepski przykład,
                                                    > chyba że jęczysz, wypominasz, płaczesz krwawymi łzami i wznosisz
                                                    oczy i ręce do
                                                    > nieba.

                                                    ale dlaczego poświecenie dla kogoś kojarzy Ci się z jękami i
                                                    krwawymi łzami? Poświecenie dla dziecka to taki rodzaj poświecenia
                                                    który przynosi nam satysfakcję bo Dziecko nam to sowicie wynagradza
                                                    Oczywiscie w normalnych relacjach bo w zaburzonych rzeczywiście moga
                                                    być jęki i łzy, zwątpienie i zero satysfakcji i ja sie temu nie
                                                    dziwię.
                        • maenka Re: Rozwiązanie adopcji 26.01.09, 16:34
                          leokadiusz3 napisał:

                          > W pełni zgadzam się z ta wypowiedzią!Problemy jakie stwarzają
                          dzieci
                          > adopcyjne są nie do opisania i zrozumieć to potrafią jedynie
                          > ci,ktorzy adoptowali.Problemy są ogromne i każdego potrafią
                          pokonać
                          > iwykończyć psychicznie.Od 12 lat to ćwiczymy i jest coraz
                          gorzej.Nie
                          > raz nachodzi nas myśl o rozwiązaniu adopcji ,bo psychika już nie
                          > wytrzymuje.Może do tego nie dojdzie , ale to byłoby najlepsze
                          > rozwiązanie.Napewno drugi raz nie podjęlibyśmy decyzji o adopcji,a
                          > gdyby ktoś miał pytanie,czy adoptować -zdecydowanie nie
                          > polecałbym.Dzieci adoptowane[napewno nie wszystkie] potrafią być
                          > okrutne i bezlitosne dla rodziców adopcyjnych.Nie warto sie
                          > poświęcać ,a wiem,że już do końca zycia nie zaznamy
                          > spokoju.Nadmienię jeszcze,że ze strony Ośrodka Adopcyjnego nie
                          udało
                          > się uzyskać żadnej pomocy poza wysłuchaniem problemów i
                          > zaoferowaniem szkolenia dla rodzicow.

                          Niestety moje doświadczenia sa bardzo podobne do leokadiusza. W tej
                          chwili nawet pomimo wielu radości ktorych dostarcza nam młodsza
                          córka, ze względu na starszą nie zdecydowałabym się na adopcje
                          dziecka (nie mówie tu o adopcji malucha). A ośrodki adopcyjne. Ich
                          pomoc.... Śmiechu warte. Już po pół roku przestałam się w ogóle do
                          kogokolwiek zgłaszać. Psycholog kosztuje nas majątek a i tak nic nie
                          pomaga. Nie wiem jak mogliby pozwolić sobie na to ludzie zarabiajacy
                          średnią krajową. A atmosfera w domu , lepiej nie pisać. i znowu
                          powtórzę za panem leokadiuszem: straszne jest jak myślimy z mężem,
                          że do końca zycia nie zaznamy spokoju. I tego własnie nie są w
                          stanie zrozumieć osoby , które nie znają tego problemu z własnego
                          doświadczenia a jedynie z cykliwych filmów i programów.
                          • kawka74 Re: Rozwiązanie adopcji 26.01.09, 17:21
                            Ja się tak zastanawiam, czy Was nie uprzedzono o tym, co może się dziać?
                            Przecież adopcja starszego dziecka (Twoje starsze miało 9 lat, dobrze pamiętam?)
                            to cholernie trudna sprawa, a problemy, jakie mogą wystąpić, mogłyby wypełnić
                            grubą książkę.
                            Nie piszę tego w formie wyrzutu, tylko raczej ciekawości pomieszanej z niepokojem.
                      • maenka Re: Rozwiązanie adopcji 23.01.09, 22:00
                        jestem w identycznej sytuacji tez 4 lata po adopcci rodzenstwa 2
                        dziewczynki jedna w przy adopcji miala 9 lat druga 2 lata. Z młodsza
                        córką nie mamy wiekszych problemów wychowawczych. Jest kochanym
                        dzieckiem dostarczajacym nam wielu radości. Ale starsza córka -
                        koszmar. Oprócz wszystkich kłopotów opisanych z Krystiankiem weszła
                        jeszcze w wiek dorastania kiedy wszystkie problemy sie nasiliły.
                        Zaczęło się zaczepianie chłopców i dorosłych mężczyzn także w
                        internecie itp. historie. Problemy z nauka , kłamstwa,
                        nieposłusłuszeństwa i drobne kradzieże , które zdarzały się do tej
                        pory wydają się w tej chwili drobiazgami wobec problemów , na które
                        napotykamy w tej chwili. Przyznam, że w desperacji myślałam o
                        rozwiazaniu adopcji. Ale wiem, że w praktyce jest to bardzo mało
                        prawdopodobne. Wszyscy chronią dziecko nowet wtedy kiedy przestaje
                        ono być już dzieckiem . Nikt nie chroni rodziców i pozostałej
                        rodziny. Moja rodzina wcześniej normalna i szczęśliwa (mamy też
                        dzieci biologiczne) zaczyna lekko trącic o patologię. Bez przerwy
                        tylko krzyki awantury itp.
                        • leokadiusz3 Re: Rozwiązanie adopcji 26.01.09, 11:24
                          PrzeczytałEm poprzednie wypowiedzi,ze szczególną uwagą te ,ktore
                          dotyczą mojego wątku.Nie ze wszystkimi się zgadzam,ale to dlatego,że
                          rozumiem tych,którzy znają problem jedynie z teori,a nie mają
                          pojęcia o rzeczywistych problemach.Nie rozumiem za to tych,którzy
                          nie widzą różnicy miedzy dziećmi "bio" a adoptowanymi
                          {Leli1}.Wychowywać dziecko adoptowane jest o wiele trudniej.
                          Nie oczekiwałem też od naszych dzieći wdzięczności i nie po to je
                          adoptowaliśmy,żeby zrobić dobry uczynek,jak niektórzy tutaj mi
                          wypominają.Ale uważam ,że nie jest normalne .jeżeli dzieci
                          uważają,że wszystko im się należy{nie raz wyrażnie tego
                          oczekują],ale w zamian za to nie potraią nawet powiedzieć słowa -
                          dziękuję.Słowa "proszę" "przepraszam"nie potrafią też
                          wypowiedzieć.Syn,będąc na koloniach przez 3 tygodnie-nie dał rady
                          ani raz zadzwonić czy napisać kartki.Nie ma sensu przytaczać innych
                          zachowań,bo mogę być żle zrozumiany.Dodam,że takich sytuacji nie
                          było ,gdy dzieci były młodsze.Adoptowane były w wieku 3 i 5
                          lat,teraz chodzą do gimnazjum.Przed adopcją bylem[byliśmy ]świadomi
                          problemów ,jakie nas spotkają.Wiedziałem ,że dzieci te będą okropnie
                          kłamać,kombinować w ukryciu,kraśc- że bedą zamkniete w sobie.To
                          wszystko się sprawdziło u nas ,oraz w innych rodzinach adopcyjnych,z
                          ktorymi przyjażnimy się.Zawsze byłem wyrozumiały i opanowany a do
                          tego bardzo cierpliwy.Wiele problemow wychowawczych udało się
                          naprawić,wyprostować .Wobec niektórych czasem jestem bezradny i wiem
                          że pojawią się jeszcze większe ,co nie nastawia mnie optymistycznie
                          do życia.Ale zdarzają się też cuda a przynajmniej pozytywne
                          przemiany u dorastających dzieci.Trochę odeszłem od tematu
                          głównego,gdzie chciałem po prostu wyrazić zrozumienie dla
                          tych,którzy w swojej bezsilności są gotowi rozwiązać adopcję.Zyczę
                          im żeby dotego nie doszło oraz żeby nigdy nie tracili nadziei.Ja
                          jeszcze nie straciłem.
                          • leli1 Re: Rozwiązanie adopcji 26.01.09, 14:56
                            leokadiusz, ja widze roznice miedzy dziecmi ado a bio (mimo ze bio nie posiadam), nie wiem z jakiej części mojej wypowiedzi wywnioskowales ze jest inaczej.
                            No i niestety, ale napisałes ze oczekujesz wdziecznosci i ze moze gdzie tam bedzie to docenione....ale nieważne.
                            Teraz opisałes wiecej wiec ewentualnie mozna sie do tego odnieść.
                            Twoje problemy nie są wcale zarezerwowane dla ado, przynajmniej te o ktorych piszesz, są takze udziałem rodzin bio, znam takie dzieci (co ciekawe zwykle chłopców), pochodzą z dobrych, porządnych rodzin, gdzie jest ciepło/troskliwosc i wiele zrozumienia, ale dziciaki (w wieku nastoletnim) daja im tak popalic ze hej. Wagary, kłamstwa, alkohol.......czasem niestety policja i powiedz, na co oni moga zwalic swoje problemy?
                            Jak przypomne sobie siebie z okresu nastoletniego, to bynajmniej aniołkiem nie byłam, nieraz zdarzyło mi sie palnąć cos takiego, ze nic tylko sie pociąć (wstyd mi ale padało: nienawidze cie, oddajcie mnie do domu dziecka..oj paskuda byłam), obie z siostra wychowane w tych samych warunkach, ona niemal aniołek (wtedy), a ja sad
                            Chce przez to napisac, ze trudno te zachowania wiązac stricte z adopcja, tym bardziej, ze jak sam piszesz dzieci będąc młodsze były zupelnie inne. Okres dojrzewania to chyba najgorszy okres w zyciu człowieka smile, u was potoczyło sie wszystko w moze niezbyt dobrym kierunku, masz zal do dzieciaków (i słusznie), ale powiedz prosze, dlaczego te zachowania łączysz z adopcją? Przeciez na pewno zdajesz sobie sprawe, ze takie same (albo gorsze) problemy mozna doswiadczyc w rodzinach bio.
                            Sorry jesli odebrales to jako atak na swoja osobe, nie mialo tak byc, przez te niefortunne okreslenia jakos tak podnioslo mi sie cisnienie. Współczuje sytuacji, ale wierze ze jest do naprawienia.
                            Powodzenia....acha, jesli mozesz to odp., czy dzieciaki wiedza o adopcji? czy złe zachowanie mozna jakos polaczyc z tym ze o niej wiedza (chyba ze pamietaja "poprzednie zycie"), czy jak do was przyszły były bardzo "doswiadczone" przez zycie?
                            To bardzo wazne zwlaszcza dla tych, ktorzy wiek nastoletni swoich dzieci maja tuz tuz.....
                            • leokadiusz3 Re: Rozwiązanie adopcji 27.01.09, 01:49
                              Bardzo dziękuję za bardzo mądre i trafne spostrzeżenia,z którymi w
                              pełni się zgadzam.Nigdy też nie uważałem ,że nie popelniamy żadnych
                              blędów wychowawczych,bo tych nie da się całkowicie uniknąć nikomu.W
                              przypadku adopcji szczególnie trzeba uważać na słowa-te
                              wypowiedziane i te nie wypowiedziane.Nie zawsze rozumie to
                              żona,która często więcej mowi ,niż myśli.
                              Dzieci nasze wiedzą o adopcji od samego początku,i tak moim zdaniem
                              zawsze powinno być.Zadnych przykrych doświadczeń z domu rodzinnego
                              nie pamiętają,bo odpowiednio wcześnie trafiły do Domu
                              Dziecka.Nadmienię ,że od samego początku włożyliśmy wiele wysiłku i
                              serca w ich wychowanie,poświęcając się bezgranicznie.Czynimy to
                              nadal,ale wierz mi-naprawdę nie jest łatwo....Nie mam też do Ciebie
                              absolutnie żadnego żalu ,że trochę "dołożyłaś mi "na początku.
                              • leli1 Re: Rozwiązanie adopcji 27.01.09, 07:29
                                własnie tego o czym piszesz bardzo sie boje. Mimo ze zdaje sobie sprawe ze takie numery moze popełnic kazdy nastolatek, jednak boje sie swojej reakcji.Ciezko jest zapanowac nad swoja reakcja kiedy sie slyszy tak przykre slowa....chyba musze zacząć na wszelki wypadek pracowac nad soba juz teraz wink
                                Póki co moj malec daje popalic tak jak przedszkolaki to potrafią....łącznie z tym ze (dodam ze jest chory a wiec marudny) wczoraj jak mąż zabronił bajek to sypnął...nie kocham cie....juz na zawsze smile.
                        • aniua-w Re: Rozwiązanie adopcji 17.02.09, 11:37
                          Rozwiazac adopcje nie jest tak trudno ja ci sie wydaje. Wystarczy jako powod podac problemy z nauka, klamstwa, kradzieze, brak wiezi uczuciowych z dzieckiem i (brzydko sie wyraze) juz po problemie.

                          Nie jestem zwolenniczka rozwiazywania adopcji, zbyt wiele sie naczytalam akt (wiem, ze to nie odzwierciedla rzeczywistosci), ale problemy z dziecmi adopcyjnymi nie wiele sie roznia od problemow z dziecmi biologicznymi, tylko, ze o tych drugich sie nie mowi.
                          • leli1 Re: Rozwiązanie adopcji 17.02.09, 13:18
                            jesli tak jest faktycznie to juz po raz kolejny pozostaje mi pokiwac z politowaniem glowa nad naszym sądownictwem.
                            Ja rozumiem klopoty z nawiązaniem wiezi, brak porozumienia (drastyczny brak) w rodzinie z powodu adopcji dziecka, nie wiem co jeszcze, ale cos naprawde poważnego a nie klopoty z nauka sad
                            • gabi683 Bron Boze przed.... 17.02.09, 13:51
                              Rodzinami które przy problemach oddają dziecko jak szczeniak do
                              schroniska.
                              Kiedy były małymi dziecmi było fajnie prawda ,jak urosły wszły w
                              wiek dojrzewania w tedy najlepiej pozbyc sie problemu.To po co się w
                              takim razie staraja o dziecko z chęci posiadania bo nie moga miec
                              własnych,dziecko to nie przedmiot .
                              Jestem adoptowana sprawiałm problemy ,mniejsze większe ale SERCE
                              MATKI WYBACZA.Moja mama adopcyjna jest teraz najpszym moim
                              przyjacielem,bo decydujac sie aby mnie adoptowac miła swiadomośc ze
                              moze byc trudno.
                              I jeszcze jedno nie tylko problemy sa z adoptusiami i Ci biologiczni
                              potrafią zniszczyc zycie .
                              Ale czy taki adoptus po oddaniu bedzie czoł szacunek dla tych co Go
                              opuscili w trudnych chilach ,mysle ze nie ....
                              • kurka.domowa Re: Bron Boze przed.... 13.04.09, 00:39
                                Przepraszam, że się wtrącam, bo nie mam żadnych doświadczeń z adopcją, ale
                                natknęłam się kiedyś na książkę "Mały tyran", gdzie było wspomniane, że wiele
                                adopcji nie udaje się, bo rodzice traktują te adoptowane dzieci szczególnie.
                                Poświęcają się bezgranicznie, bo wiedzą, jak koszmarne przeżycia mają te
                                dzieciaki za sobą. No i niestety w większości prowadzi do do cholernie
                                roszczeniowej postawy, gdzie nie ma miejsca na "dziękuję", bo wszystko mi się
                                należy. Gdybyśmy się tak poświęcali dla biologicznego dziecka, efekt byłby ten
                                sam...Znam nawet dwóch takich synków, którzy też by nie zadzwonili z kolonii wink
                                A nie są adoptowani bynajmniej.
                      • zbyszekbial Re: Rozwiązanie adopcji 05.05.09, 21:20
                        Adoptowaliśmy dziecko 3 lata temu gdy mały miał 3 lata , do dzisiaj
                        jest to dramat, nie zasypia samodzielnie, bije się z dziecmi w
                        przedszkolu, nie słucha żadnych poleceń chyba że widzi w tym jakąś
                        korzysć, co wieczór głośny płacz który przeradza się w wycie,
                        próbuję tez uderzyć żonę, jestesmy na krańcu wytrzymałości, a on ma
                        dopiero 6 lat. Rozumiem ludzi któryz chcą rozwiązać adopcję chociaz
                        wiem ze to moze i nie ludzkie i niełatwe.
                        • leli1 Re: Rozwiązanie adopcji 06.05.09, 07:22
                          a co robicie zeby pomóc dziecku?
                          Nasz młodziak tez jest znany w przedszkolu jako najwiekszy rozrabiaka, jednak staramy sie przy wspoludziale pań wymyslic sposoby na jego opanowanie. Oczywiscie byl tez psycholog, ktory wskazal nam jak postępowac w okreslonych sytuacjach.
                          Psycholg byl zorientowany w jaki sposob młody sie u nas pojawił i stwierdził, że nie do końca ma to znaczenie, bo w ten sposób zachowuje sie wiele dzieci, także te biol.
                          Poszukajcie pomocy.
                          Trudno cokolwiek radzić,ale z pewnością nie "przekreślajcie" dziecka bo jest niegrzeczne.
                          • hanulach Re: Rozwiązanie adopcji 06.05.09, 13:57
                            leli1 napisała:

                            > Psycholg byl zorientowany w jaki sposob młody sie u nas pojawił i
                            stwierdził, ż
                            > e nie do końca ma to znaczenie, bo w ten sposób zachowuje sie
                            wiele dzieci, tak
                            > że te biol.

                            Jesli ja uslyszalabym od psychologa, ze "nie do konca ma znaczenie"
                            w jaki sposob pojawilo sie u nas dziecko (a podobnie jak przedmowca
                            adoptowalam 3-latka) to bym go wysmiala i kazala mu sie douczyc!
                            Bo to przeciez tak, jakby powiedziec, ze nie do konca ma znaczenie
                            to czy przez pierwsze trzy lata zycia dziecko mialo rodzicielska
                            milosc i dobra opieke czy tez nie... W ten sposob zachowuje sie
                            wiele dzieci wiec to co sie z nimi dzieje w pierwszych latach
                            wlasciwie niewiele znaczy... Boska diagnoza!
                            • leli1 Re: Rozwiązanie adopcji 06.05.09, 14:54
                              ja wiem czy jest sie z czego śmiac? wink
                              Takich problemów z jakim przyszłam ja psycholg ma powiedzmy setke. Ile z nich dotyczy dzieci adoptowanych?, 1 %, może 2? A z resztą co? Na co "zwalic" winę za złe zachowania/agresje/niesłuchanie/bicie/kradzieże czy inne problemy.

                              W naszym akurat przypadku padła taka odpowiedz, bo młody był z nami od pierwszych niemal dni życia.

                              Zgadzam sie, że adoptując dzieci starsze, z pewnym bagażem doświadczeń, styka się z innymi problemami niz w przypadku niemowlaka, ale bardzo jestem ciekawa, czy czasem w pierwszym odruchu, kiedy dziecko zaczyna sprawiać problemy (najczęściej bardzo typowe dla danego wieku) nie zwala się winy na geny?
                              • hanulach Re: Rozwiązanie adopcji 06.05.09, 16:11
                                leli1 napisała:

                                > Na co "zwalic" winę za
                                > złe zachowania/agresje/niesłuchanie/bicie/kradzieże czy inne
                                problemy.

                                Wbrew pozorom jest wiele rzeczy, na ktore mozna "zwalic" wine. Np.
                                na przezyta traume, zle traktowanie, nienalezyte zaspakajanie
                                podstawowych potrzeb (rowniez tych emocjonalnych!) dziecka, przemoc
                                itd, itp

                                > Zgadzam sie, że adoptując dzieci starsze, z pewnym bagażem
                                doświadczeń, styka s
                                > ię z innymi problemami niz w przypadku niemowlaka, ale bardzo
                                jestem ciekawa, c
                                > zy czasem w pierwszym odruchu, kiedy dziecko zaczyna sprawiać
                                problemy (najczęś
                                > ciej bardzo typowe dla danego wieku) nie zwala się winy na geny?

                                Ja nie "zwalam" nic na geny. Bardziej jestem sklonna "zwalic" na,
                                jak to trywialnie okreslilas, "pewnien bagaz doswiadczen".
                                Problemy z jakimi spotkalam sie wychowujac 3-latka po przejsciach
                                maja sie nijak do problemow jakie mialam z 3-latkiem "bez bagazu".
                                To sa dwa zupelnie inne swiaty...
                                • leli1 Re: Rozwiązanie adopcji 06.05.09, 20:57
                                  masz rację, nawet w rodzinach bio mogą być problemy związane z brakiem więzi,
                                  nie wspominając juz o przemocy czy zwykłych problemach rodzinnych (drugie
                                  dziecko, rozwód, alkohol), które przekładają się na negatywne zachowanie dzieci.
                                  I, jesli mozna tak powiedziec, to jest normalne, to się zdarza, tak czasem
                                  bywa....ale, jesli dodatkowo w grę wchodzi adopcja, wierz mi (wspólpracuje z OA
                                  tworzac grupe wsparcia dla RA) zdecydowana większość jako pierwsze obwinia geny,
                                  w następnej kolejności "postawa roszczeniowa" RA (to najczesciej dotyczy
                                  rodzicow adoptujacych łaaadnych pare lat temu), kiedy to RA oczekuja
                                  wdziecznosci za to, że wzięli z domu dziecka, czasem zdarza się, iż faktycznie
                                  RA biorą pod uwagę przeszłość dziecka, nawet jesli adoptowali niemowlaka
                                  (szukają wtedy pomocy na zewnątrz w różnorakich poradniach) i najmniej liczna
                                  grupa, która dopatruje się własnej winy (niekonsekwencja, stawianie zbyt
                                  wysokich wymagań, wyidealizowanie macierzyństwa, czasem zwykłe zmęczenie) i chce
                                  to zmienic.
                                  Tak naprawdę większość z wyzej wymienionych "typów" RA zwyczajnie
                                  popełniło/popełnia szereg błędów wychowawczych (które są także udziałem rodzin
                                  bio), a które w przypadku adopcji mogą zamienić się w prawdziwe tragedie.
                                  Na przestrzeni tych kilku lat zdarzyło mi się spotkać tylko jedną rodzinę,
                                  gdzie był ogromny problem związany faktycznie z przeszłością dziecka (nie jest
                                  to oczywiscie moja ocena, tylko psychologa/gów Ośrodkowych).

                                  A wyjaśniając "pewien bagaż doświadczeń" nie miał brzmieć trywialnie (nie wiem
                                  dlaczego tak to odebrałas?), tylko ogólnie, bo trudno wymienić wszystkie
                                  doświadczenia, które na dziecko mogły mieć wpływ.
                                  • kawka74 Re: Rozwiązanie adopcji 06.05.09, 23:16
                                    Rodzice adopcyjni mają niestety dodatkową trudność wychowawczą - odróżnić, które
                                    zachowania dziecka są spowodowane traumą wcześniejszych przeżyć, które są
                                    wyrazem temperamentu dziecka, a które są skutkiem rodzicielskich błędów. Nie ma
                                    prostej recepty i nie ma schematu, który dałoby się przyłożyć do dziecka i raz
                                    dwa opisać sytuację. Jest szkoła falenicka i otwocka, geny i trauma kontra błędy
                                    wychowawcze, przy czym żadna z nich nie ma monopolu na jedyną słuszną rację.
                                    Gorzej - monopol genów i traumy zamyka nam oczy na własne niedociągnięcia i
                                    błędy, od których nie jesteśmy jako RA wolni. BTW czasem mam wrażenie, że RA -
                                    we własnych oczach - są najmniej omylnymi rodzicami na świecie.
                                    • leli1 Re: Rozwiązanie adopcji 07.05.09, 08:54
                                      Bo to chyba tak jest (zaznaczam, że pisze ogólnie), że rodzicom trudno jest sie przyznac do błędów wych., zdecydowanie łatwiej jest obwiniać dziecko, że złe, nieposłuszne, krnąbrne, że ma niewłaściwe towarzysto, że ....., a zastanawianie się dlaczego tak jest, co mogłam zrobic źle?, gdzie był mój bład, to już zdecydowanie rzadziej.
                                      A że RA mają gorzej to fakt, tyle że (przynajmniej w początkowej fazie wystapienia problemów/kłopotów wych) należałoby wyeliminować nasze błędy, starać sie je naprawić, szukac pomocy u fachowców (ja poszłam do psych. z młodym, ale bardziej dla mnie niz dla niego, żebym wiedziała co robic w okreslonych sytuacjach, co robie nie tak, jak reagowac)-słowem, potraktować dziecko ado tak jak bio.
                                      Rzecz jasna, że wystepują też problemy innego rodzaju, związane czy to np. z FAS, RAD, problemami neurologicznymi, chorobą sierocą, czy innymi przypadłościami, gdzie RA choćby byli sami najlepszymi psychologami, mogą sobie nie dać rady............
                                      • kawka74 Re: Rozwiązanie adopcji 07.05.09, 10:51
                                        np. z FA
                                        > S, RAD, problemami neurologicznymi, chorobą sierocą, czy innymi przypadłościami
                                        > , gdzie RA choćby byli sami najlepszymi psychologami, mogą sobie nie dać rady..

                                        O tym to ja nawet nie wspominam, bo to osobna kategoria. Chodzi mi o klasyczne 'złe zachowanie', które wcale nie musi być efektem ciężkiego dzieciństwa, tylko zwyczajnego braku wychowania, błędu rodziców, którzy - świadomi, że ich dziecko ma za sobą odrzucenie, przemoc, itd. - cackają się z nim jak z jajkiem, usiłują zrekompensować wszystkie krzywdy, ustępują, itd.
                                        Myślę, że w przypadku kłopotów wychowawczych dobrze jest zacząć od siebie, od analizy swojego zachowania - czyli tak, jak piszesz, potraktować dziecko ado jak bio. A potem doszukiwać się przyczyn w trudnych przeżyciach dziecka.
              • tamara500 Re: Rozwiązanie adopcji 30.12.16, 19:45
                Zgadzam się z tą opinią, ponieważ sami z mężem przeszliśmy taki koszmar. Robiliśmy wszystko co tylko mogliśmy a i tak zawsze było źle. Adoptowaliśmy córkę gdy miała skończone 7 lat. Jedyny błąd jaki popełniliśmy to wydaje się nam, że dziecko na początku dostało zbyt wiele. Każdy w takiej sytuacji chce wynagrodzić dziecku to co przeszło, czego doświadczyło wcześniej. Wydaje nam się że robimy dobrze ale później wychodzi inaczej. Dziecko staje się bardzo roszczeniowe i tylko by brało, nie dając nic w zamian.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka