Gość: Z.Hołdys
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
27.08.02, 22:50
Piszę, bo jestem to winien wszystkim, którzy odwiedzili mój wątek o Marku.
Więc po kilku szalonych dniach, zarwanych na maxa nocach, po niewidzianej od
lat determinacji moich przyjaciół muzyków i zupełnie niezwykłym,
charyzmatycznym oddaniu mieszkańców MARKOTU - z dumą i szczęściem w sercu
patrzę na stertę płyt z utworem "Ocal mnie". Jutro zagrają je wszystkie
stacje radiowe w Polsce.
Dokonali cudu.
Zwykły, srebrny krążek, podpisany ręcznie "Dzieci Ulicy".
Piosenka "Pomóż mi".
...
Dziś przesiedziałem z nimi przez kilka godzin na oddziale detoksu, potem w
kawiarence na podwórku i w białym domku, gdzie mieszkają starzy mieszkancy.
Jestem z nich dumny, bo zobaczyłem jak próbują wstać.
Zobaczyłem, jak Dorota płacze, że nie może oglądać teledysku, bo została
wykluczona poza społeczność za nieprzestrzeganie markotowych rygorów. Chcieli
zrobić wyjątek i zezwolić jej w końcu na to oglądanie, ale ona sama
odmówiła... Powiedziała, że nie bo nie zasłużyła. Walczy o godny powrót, a
nie jakieś kumoterskie wślizgi. W piosence zaśpiewała zdanie "Nie pytaj, czy
wtedy też był Bóg"...
Podeszła do mnie Olga, wzięła mnie za ramię, mówi do ucha: "Zostaję". Kilka
dni temu chciała wyjść, nie wytrzymywała bez heroiny. Zadzwoniła do mamy,
żeby się pochwalić, także tym, że zaśpiewała z Hołdysem. Mama na to, że jej
nie wierzy... Olga śpiewa słowa "Nie pytaj gdzie rodzice moi są..."
Gosia dzisiaj w TV: "Zobaczyłam inny świat... Pan Marek mi o nim opowiadał,
ale dopiero teraz go zobaczyłam..." Gosia, dziewięć detoksów, pierwszy w
wieku 14 lat, ostatni teraz, w wieku 19. W trakcie nagrania dostała
straszliwych bóli brzucha, jakie się ma w trakcie odtruwania, przyjechała
karetka. Dla odmiany jej mama jestw Markocie codziennie. Gosia śpiewa ze
mną "E-o !"
Andrzej, lat 35, z czego 14 w więzieniu, za pobicie ze skutkiem
śmiertelnym: "Zbysiu, zmarnowałem życie... Popatrz, jak ja wyglądam".
Pokazuje na niebieskie od tatuaży ciało. "Jeżeli już omijasz mnie..." -
śpiewa z grypserskim akcentem, bo inaczej nie umie. "Ja też coś mam" -
pokazuję mu malutki tatuażyk na nodze, jaki sobie zrobiłem igłą, kiedy miałem
13 lat.
...
Dostałem od nich znaczek Monaru, który Marek miał stale przypięty do kurtki,
także w chwili wypadku. Hania pojechała go ubrać. Groszek układa podesty na
wielkiej lawecie, którą będzie ciągnął ich własny, markotowy, czarny tir.
Gdy wyjeżdżałem - na pożegnanie machali mi rękami zza stołów, z dachów
budowanych domów, z przeszklonego hospicjum.
Wystarczyło kilka dni, abym zaznał czegoś, co Marek widział codziennie, przez
25 lat. Wystarczyła chwila zaufania i proste okazanie im, że mają godność.
Pozdrawiam.
Zbyszek Hołdys