Dodaj do ulubionych

Symetria jest piękna!

09.10.02, 22:39
Symetria jest piękna!

Stanisław Michalkiewicz



Wiadomo od dawna, że Spiritus flat ubi vult, znaczy się, że Duch tchnie, kędy
chce. Skoro tedy mogły proroctwa wspierać pana Zagłobę ("Mości panowie,
proroctwa mnie wspierają!"), to dlaczego na przykład nie Radio Erewań? I
wygląda na to, że Radio Erewań też musiały wspierać proroctwa, kiedy
zapowiadało, iż wojny wprawdzie nie będzie, ale za to rozgorzeje taka walka o
pokój, że nie pozostanie kamień na kamieniu. Ostatnio tamte proroctwa sprzed
40 lat potwierdził swym autorytetem w "Gazecie Wyborczej" sam pan red.
Leopold Unger. Pisze on m.in., że Saddam Husajn nawet po zaatakowaniu Kuwejtu
nie wierzył w amerykańską interwencję. A kiedy do niej doszło, "to zaatakował
scudami nie Amerykanów, lecz Izrael. Gdyby to się miało powtórzyć, będzie
pandemonium, bo teraz Izrael odpowie. A jak wiadomo, ma czym".

Skoro takie rzeczy pisze sam pan red. Unger, a drukuje je sama "Gazeta
Wyborcza", to pewnie inaczej być już nie może; walkę o pokój mamy jak w
banku. No dobrze, ale co będzie, kiedy Izrael już "odpowie", czym tam ma? Co
będzie działo się potem? Czy po wypaleniu atomowym ogniem okolicznych Arabów
reszta świata skwapliwie uzna, że rzeczywiście najlepiej będzie, gdy broń
masowej zagłady pozostaje tylko w rękach Izraela, czy też może dojść do
wniosku, że pora zakończyć okres ochronny i Izrael też trzeba będzie
rozbroić, choćby i siłą, tak samo jak Irak, żeby położyć wreszcie kres
nieustannym wojnom semickim? Oto pytanie.

Stawiał je sobie zapewne i premier Ariel Szaron, a nawet być może jakoś tam
sobie na nie odpowiedział, skoro przyjechał do Moskwy, by zaproponować
prezydentowi Putinowi coś w rodzaju braterstwa broni. My mamy swoich
terrorystów, wy swoich, ale źródło terroryzmu nękającego i nas, i was jest
takie samo. Tak mniej więcej wyglądała diagnoza sytuacji sformułowana przez
premiera Szarona. Trójka izraelskich obywateli - "dawnych obywateli
rosyjskich" - poszkodowanych przez terrorystów została przywieziona do Moskwy
i okazana prezydentowi Putinowi zapewne gwoli wzruszenia go i ułatwienia mu w
ten sposób przełknięcia braterstwa oferowanego przez premiera Szarona.
Wzruszony i przekonany prezydent Putin powinien poprzeć w Radzie
Bezpieczeństwa amerykański projekt rezolucji przypierającej Saddama do
ściany.

Ale zdaje się, że takie numery nie z prezydentem Putinem, który sprawia
wrażenie zimnego szachisty! Podobno nie mrugnął nawet okiem do okazanych
mu "byłych obywateli rosyjskich", co nie znaczy, ma się rozumieć, że oferta
braterstwa broni absolutnie go nie zainteresowała. Jeśli jednak go
zainteresowała, to swoją powściągliwością dał do zrozumienia, że zna
przysłowie, jak to "brat brata w d*** harata", więc premier Szaron powinien
się bardziej postarać. Jeśli chce, żeby największe mocarstwa wykańczały
wrogów Izraela po kolei, podczas gdy on sam będzie sobie stał z boku,
rozdzielając pochwały i klapsy, to nawet trzystu "byłych obywateli
rosyjskich" nie wystarczy, a cóż dopiero troje? Rozmowy izraelsko-rosyjskie
toczyły się w Moskwie, a więc zbyt daleko, żebym mógł je podsłuchać z
Warszawy. Nie jest jednak wykluczone, że prezydent Putin mógł odpowiedzieć na
izraelską ofertę braterstwa broni słowami pewnej polskiej piosenki: "bo taka
głupia to ja już nie jestem; no może głupia, ale taka to już nie". Rosjanie
bowiem już po zakończeniu rozmów po staremu oświadczyli, że żadna nowa
rezolucja nie jest potrzebna i niech inspektorzy rozbrojeniowi czynią swoje
powinności.

Najwyraźniej premier Szaron zamierzał, jak to mówią w sferach kupieckich,
obetrzeć się szkiełkiem, bo chyba nie spodziewał się wzruszyć ruskich
szachistów trzema ofiarami terrorystów, niechby i "dawnymi obywatelami
rosyjskimi"? Tacy "obywatele" to jak zeszłoroczny śnieg i k`czortowej matieri
z nimi! Żeby obudzić w swoich rozmówcach łzawą tęsknicę serca, premier Szaron
musiałby obiecać im coś bardziej konkretnego. Ot, na przykład, że "prasa
międzynarodowa" już nigdy więcej nie zająknie się ani słóweczkiem o
Czeczenii, chyba że dla mrożących krew w żyłach opisów okrucieństw
tamtejszych terrorystów tak, żeby cały świat zrozumiał, iż pacyfikacja jest
tam błogosławieństwem. Że przepędzeni przez prezydenta Putina finansowi
baronowie, panowie Gusiński i Bieriezowski przestaną go przezywać, a "Gazeta
Wyborcza" w Warszawie, zamiast odkrywać pod gazociągiem kable, stanie
nieprzejednanie na straży rosyjskich interesów. Że lichwiarze okażą względy
rosyjskiemu rządowi i tamtejszym biznesmenom, no a przede wszystkim - że
Amerykanie, wykorzystując obecne zamieszanie, odpuszczą zupełnie Ukrainę, a
pana prezydenta Kwaśniewskiego raz na zawsze przekonają, iż rurociąg Odessa-
Brody-Gdańsk jest absssolutnie nieopłacalny i w ogóle nigdy opłacalny nie
był. Że autorytety moralne będą wychwalały Rosję co najmniej tak, jak Związek
Sowiecki za Stalina. I tak dalej... Czy premier Szaron jest w stanie obiecać
Rosjanom takie rzeczy i potem swoich obietnic dotrzymać? Ciekawe co sądzi o
tym pan red. Leopold Unger?

A jest to ciekawe dlatego, bo jest on bardzo spostrzegawczy. Zauważył na
przykład, że wprawdzie Saddama Husajna nikt nie lubi ("nikt mnie nie kocha,
nikt mnie nie lubi, tata i mama chudzi i grubi"), ale gdyby prezydent Bush
uruchomił przeciwko niemu Machinę Sądu Ostatecznego bez mandatu Rady
Bezpieczeństwa, to koalicja antyterrorystyczna rozleciałaby się w jednej
chwili. Ale czy można się temu dziwić, skoro sam przewiduje, że taka akcja
doprowadziłaby prawdopodobnie do izraelskiej "odpowiedzi"? Wynika z tego, że
świat gwałtownie traci ochotę do ryzykowania nie tylko dla "Wielkiego
Izraela" ("od wielkiej rzeki egipskiej do wielkiej rzeki Eufrat") ale nawet
dla małego.

Toteż, nie bez pewnego zaskoczenia, usłyszeliśmy, że Stany Zjednoczone gotowe
są nawet pozostawić przy władzy Saddama Husajna, byle tylko Irak
się "rozbroił". Czy być może? Co się stało, że w ciągu zaledwie tygodnia
straszliwy Saddam Husajn przestał być największym wrogiem demokracji i
rodzaju ludzkiego? Że przestał, to rzecz pewna, bo czyż inaczej prezydent
Bush godziłby się na pozostawianie go na czele Iraku, niechby i rozbrojonego?
Przecież iracka opozycja demokratyczna w Londynie takiego zawodu chybaby nie
przeżyła. Najwyraźniej Saddam musiał się poprawić. No i dobrze, ale co się
stało konkretnie? Tajemnica to wielka, ale nie jest wykluczone, że nawrócił
się na demokrację, jak, dajmy na to, po sąsiedzku Turkmenbasza. Jeśli
rzeczywiście na naszych oczach wydarzył się taki cud, to już chyba nic by się
nie stało, gdyby ONZ, tak jak Irakowi, nakazała rozbroić się również
Izraelowi? W końcu on też zlekceważył tyle rezolucji Rady Bezpieczeństwa, że
mógłby podbić sobie nimi delię, niczym pan Łaszcz, oboźny koronny. Świat
odetchnąłby z ulgą, bo w takiej sytuacji perspektywa spełnienia się wiadomego
proroctwa Radia Erewań znacznie by się oddaliła.

Stanisław Michalkiewicz
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka