Dodaj do ulubionych

Nastąpił zgon chorych kas

17.12.02, 23:19
Sejm przyklepał reformę reformy służby zdrowia made by Minister Łapiński ( to
ten z tą brodą dziwną ). Ma być lepiej podobno niż za Buzka. Hmmm... Z racji
zawodu widzę to na codzień. Im dłużej rządzi SLD, tym większy burdel panuje w
opiece zdrowotnej. Rzeczywiście lepszy niż za Buzka... A co to dopiero się
stanie, jak w nowym roku wywrócą wszystko do góry nogami? Oj będzie się
działo, będzie się działo...
Obserwuj wątek
    • Gość: babariba JAK PRZEGRAĆ W KARTY IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 18.12.02, 00:55
      JAK PRZEGRAĆ W KARTY
      Trzeba było zmienić ustawę, aby odwołać dyrektora Śląskiej Regionalnej Kasy
      Chorych. Za późno. Dyrektor zdążył zapłacić miliony złotych za nikomu
      niepotrzebne kawałki plastiku. Teraz przymierza się do startu na prezydenta
      Katowic.

      Andrzej Sośnierz, człowiek-legenda, ksywa Chrześniak, do 13 sierpnia był
      dyrektorem | Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych.

      Wcześniej podjęto próbę odwołania go, ale zo-stał przywrócony na stanowisko.
      Dopiero zmia-no przepisów, która sprawiła, że w radzie kasy większość mają
      ludzie mianowani przez mini-stra, pozwoliła wyrzucić Sośnierza. Ten jednak nie
      stracił rezonu i ogłosił, iż myśli o fotelu prezy-denta Katowic. Wieczorem 13
      sierpnia, przed kamerami regionalnej telewizji, chełpił się tym, że trzeba było
      zmienić ustawę, by się go pozbyć. Ślązacy po raz kolejny usłyszeli, że Sośnierz
      to mąż opatrznościowy ich służby zdrowia i nie było żadnych powodów, by go
      odwołać. Pytany o porażki odpowiedział, że była jedna - utrata przezeń
      dyrektorskiego stanowiska. Wśród suk-I cesów wymienił wprowadzenie kart
      chipowych.
      Za wiele, wiele milionów złotych ufundowa-no Ślązakom bezwartościowy gadżet. W
      do-datku taki, który jest już zabytkiem. W tej sprawie od 6 miesięcy toczy się
      śledztwo. Dotąd nikomu nie postawiono zarzutów. Spieszymy więc prokuraturze z
      pomocą.

      SZMAL NA SIEDEM SZPITALI

      Karty, choć przestarzałe i marne, kosztowały krocie. Sośnierz umiał jednak
      zapewnić sobie przychylność dziennikarzy. Ci pisali o nich czę-sto, dużo i w
      samych superlatywach. Podawali, że 11 min zł zapłacono za wdrożenie systemu,
      a „tylko" 2,5 mln wydano na dystrybucję kart.
      Gówno prawda. Wartość przetargu to prawie 22 mln zł. Ale wszystko ustawiono tak
      sprytnie, ze już bez żadnego przetargu trzeba będzie zapłacić trzy razy więcej
      za to, by system w ogóle mógł funkcjonować. Wychodzi nam kwota zbliżo-na do 70
      min zł, czyli tyle, ile kosztuje roczne utrzymanie siedmiu przyzwoitych
      szpitali.
      Nic dziwnego, że Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych złożył doniesienie o
      popełnieniu przestępstwa. Zawiadomienie wpłynęło do Proku-ratury Rejonowej
      Katowice-Wschód 22 listopada 2001r. Potem sprawę przejął wydział śledczy Pro-
      kuratury Okręgowej w Katowicach, który 1 lutego tego roku wszczął śledztwo.
      Ze względu na dobro śledztwa prokurator Tomasz Tadla nie chciał nam powiedzieć,
      jak głęboko wstecz sięga ciekawość organów ściga-nia. Nie wiemy więc, czy
      zainteresowały się maleńką firmą elektroniczną PIK działającą na początku lat
      90. w Gliwicach. Panom prokura-torom od razu radzimy, by między bajki włożyli
      pogłoskę, jakoby szacowna małżonka Andrzeja Sośnierza zasiadała w radzie
      nadzorczej PIK. Takie małe spółki rad nadzorczych nie mają. Raczej niech
      przyjrzą się, skąd trafiał sprzęt komputerowy do zakładów opieki zdrowotnej w
      województwie katowickim, gdy dyrektorem wydziału zdrowia w Urzędzie Wojewódzkim
      był właśnie Sośnierz. Idziemy o zakład, że trafią na wspomnianą firemkę.
      Tenże PIK w 1997 r. stanął do przetargu na przygotowanie programu
      eksperymentalnego dla woj. katowickiego, dotyczącego wprowadze-nia
      elektronicznych kart ubezpieczenia zdrowot-nego, Chodziło o wyprodukowanie 400
      tyś. kart i 170 czytników. Wygrały dwie firmy: PIK i Uni-card. Unicard to
      doświadczona firma. Zwycięży-ła w konkursie zorganizowanym przez unijny fun-
      dusz PHARE. Dotyczył on opracowania elektro-nicznego Rejestru Usług Medycznych
      dla Polski. Swój system o nazwie AKERUM (koniecznie trzeba zapamiętać)
      zainstalowała w stołecznej dzielnicy Praga Południe, gdzie do dziś korzysta z
      niego 250 tyś. osób, a 370 gabinetów lekar-skich ma terminale medyczne.
      Niech biegli pomogą prokuraturze stwier-dzić, czy słusznie postąpiono nakazując
      Unicardowi dostarczenie zubożonej wersji sys-temu, podczas gdy PIK zajmował się
      resztą. Nam wiewióry powiedziały, że inaczej PIK byłby w ogóle niepotrzebny.
      Wspominamy o tym zdarzeniu sprzed lat i o tej niewielkiej firmie z Gliwic, gdyż
      tamto rozwiązanie to wła-śnie głośny, wielki sukces Sośnierza i przyczyna
      dociekań śledczych Prokuratury Okręgowej.

      GIGANT NA STARCIE

      System elektronicznych kart ubezpieczenia zdrowotnego nazywa się START, a jego
      wdrozeniem zajmuje się ComputerLand Zdrowie. Czyli dawny PIK
      Nie trzeba wielkiej przenikliwości, by domy-ślić się, dlaczego taki gigant jak
      ComputerLand kupił niewielką firmę PIK. Do przetargu, który rozpisała Śląska
      Regionalna Kasa Chorych, przystąpił właśnie ComputerLand Zdrowie. I zaczęły się
      jaja. Trzykrotnie Urząd Zamówień Publicznych unieważniał procedurę przetar-
      gową. Kasa ogłaszała kolejne terminy konkur-sów jednocześnie podnosząc wadium,
      jakie trzeba było wpłacić, aby stanąć do walki. To bardzo prosta metoda, by
      wyeliminować więk-szość firm. Wadium urosło z ponad 200 tyś. zł do miliona.
      Ostatecznie na placu boju pozostały: Compu-terLand, Unicard występujący tu w
      barwach Prokomu, firma EMAX i ZEG SA Tychy. Wspól-na oferta Prokomu i Unicardu
      oraz propozycja firmy EMAX zostały odrzucone ze względów for-malnych, ofertę
      ZEG uznano za nieatrakcyjną. Zwyciężył ComputerLand, który za swój system żądał
      22 mln zł. Rozstrzygnięcie nastąpiło 5 kwietnia 2001r. W tym samym dniu Śląska
      Regionalna Kasa Chorych podpisała z ComputerLandem umowę!

      OD WRÓZKI DO LICENCJI

      Podpowiadamy prokuratorom z Katowic, by za-interesowali się przedziwnym
      zbiegiem okoliczno-ści. Nasze wiewióry twierdzą, że przed rozstrzyg-nięciem
      przetargu polski rynek został dosłownie wyczyszczony z pewnego procesora o
      dosyć wą-skim zastosowaniu. Używa się go mianowicie w czytnikach do tych kart
      chipowych, które rozda-je Śląska Regionalna Kasa Chorych. Czytniki trzeba było
      dopiero zmontować. Wystarczy tylko zajrzeć do dokumentów księgowych importera,
      by dowiedzieć się, czy istotnie procesory nabył ten, kto później robił dla
      śląskiej kasy czytniki.
      Najciekawszy jednak kwiatek to Umowa Licen-cyjna Nr 354/DA-11/10/2000. Przed
      rozstrzygnię-ciem przetargu Śląska Kasa Chorych, reprezen-towana przez
      dyrektora Sośnierza, zawarła ją z Unicardem, który - jak pamiętamy - startował
      w przetargu i odpadł. A w tej umowie jak byk stoi, że chodzi o to, by firma,
      która wygra prze-targ, mogła zerżnąć osiągnięcia Unicardu. Za licencję kasa
      zapłaciła 427 tyś. zł brutto. ComputerLand dostał całą dokumentację za darmo.
      Zanim jednak do tego doszło, okazało się, że ComputerLand, który samodzielnie
      nie radził sobie z systemem kart chipowych, do pomocy najął inną firmę
      elektroniczną. Unicard zaprotestował, bo z licencji wynikało, ze z dokumentację
      można przekazać tylko raz. Czyli Computerlandowi, a nie komuś innemu. Wtedy
      Sośnierz ruszył do działania. Dysponujemy kopia pisma do prezesa Unicardu, w
      którym Sośnierz wystę-puje w interesie ComputerLandu: „proszę Pana Prezesa o
      niezwłoczne zawarcie z ComputerLandem S.A. bezwarunkowej (!!!) umowy...
      Dlaczego napisaliśmy, że wprowadzenie całe-go tego systemu będzie dużo droższe
      niż te 22 min zł dla ComputerLandu? Na początek do-dajmy do tego koszt
      rozprowadzenia kart chipowych, czyli 2,5 min zł, oraz to, co kasa zapłaciła za
      licencję. Do tego trzeba jeszcze dodać tyle komputerów i drukarek (liczmy
      skromnie - sprzęt, program operacyjny Windows, aplika-cje, słowem jakieś 4 tyś.
      zł za jedno stanowisko), ile w woj. śląskim ma być czytników kart elektro-
      nicznych. Czyli 2,5 tyś., co daje kwotę rzędu 10 mln zł. Jednak zarówno za te
      pecety i drukar-ki, jak i za oprogramowanie muszą już osobno zapłacić zakłady
      opieki zdrowotnej. Na tym nie koniec wydatków. Eksperci ostrzegali Urząd
      Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych: W praktyce cala infrastruktura
      specjalistyczna: czytniki kart, kodów kreskowych, oprogramowanie aplikacyjne,
      szkolenia, zarządzanie danymi zależy od ComputerLand Zdrowie, które dowolnie
      moderuje ceny za usługi na niezmiennie wysokim poziomie w wyniku braku
      jakiejkolwiek konkurencji.

      ELEKTRONICZNY ZABYTEK
      • Gość: babariba Re: JAK PRZEGRAĆ W KARTY II IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 18.12.02, 00:58
        ELEKTRONICZNY ZABYTEK

        Samych kart ubezpieczenia zdrowotnego kasa zamówiła 5,5 mln. Napisaliśmy, że
        marnych, przestarzałych i nie do tego, do czego mają służyć. Ta karta jest
        tylko gadżetem! Niemcy używali jej od 1992 r. i wtedy była nowoczesna. Teraz
        stanowi zabytek elektroniki. Zawiera prawie te same dane, które mamy w dowodach
        osobistych. Na więcej brakuje pamięci. Równie dobrze można więc przyjść do
        przychodni z peerelowską legitymacją ubezpieczeniową. A nawet lepiej, bo w tej
        legitymacji znajduje się przynajmniej zdjęcie, po którym można poznać, że żaden
        lump, który nie ma ubezpieczenia, nie podszywa się pod obywatela
        ubezpieczonego. Nie może zawierać żadnych danych, od których zależy zdrowie lub
        życie człowieka. Bowiem wybrana przez Śląską Regionalną Kasę Chorych karta
        chipowa to tzw. karta synchronicznopamięciowa, która ma prawo robić drobne
        przekłamania podczas transmisji danych. Może na przykład zmienić komuś grupę
        krwi z A Rh plus na A Rh minus.
        Ktoś rozsądny powiedział o tym Sośnierzowi, który podczas pierwszej edycji
        przetargu życzył sobie, by karta zawierała m.in. jedną informację ratunkową
        (najpewniej chodziło właśnie o grupę krwi).
        Z kartami chipowymi jest więc tak, jak było bez nich, tylko znacznie głupiej.
        Pacjent idzie do re-jestracji, tam pani wczytuje jego kartę, potem drukuje
        kupony Rejestru Usług Medycznych i wręcza je pacjentowi. Lekarz udziela
        pacjento-wi porady, a pod koniec pracy odnosi wypełnio-ne kupony pani
        rejestratorce. Ta wklepuje ich treść do komputera. Do czego tu potrzebna kar-
        ta? Do odliczania pacjentów? Wystarczyłoby prosić ich o podpis.
        Sośnierz starannie pielęgnuje legendę, według której ma być pociotkiem
        katowickie-go arcybiskupa Damiana Zimonia. Nas gówno interesuje, prawda to czy
        fałsz, że jest chrześniakiem księdza arcybiskupa. Ten „kierownik" służby
        zdrowia najpierw w woj. katowickim, a póź-niej w woj. śląskim przez całą dekadę
        trwał na stanowisku. Niezatapialnego Sośnierza pozwoliła usunąć dopiero zmiana
        przepisów o wyborze członków rad nadzorczych kas chorych, którą wprowadzono na
        żądanie ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego. Jednak za późno - osiągnął swój
        zamiar. Teraz steruje na głębsze wody. Cel - cała Polska. Byle tylko lewica
        przegrała wybory, to Sośnierzowe chipy zaszczepią wszystkim Polakom. A jeśli
        Sośnierz zostanie prezydentem Katowic, to mieszkańcy stolicy Śląska mogą być
        pewni, ze wkrótce rozpocznie się wymiana dowodów osobistych na karty chipowe,
        które można będzie odczytać tylko w katowickich urzędach.
        Robert Kosmaty

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka