Gość: Mosze
IP: *.red.bezeqint.net
01.03.03, 19:20
www.wprost.pl/ar/?O=41014&WS=1
Operacja Babilon
Tygodnik "Wprost", Nr 1057 (02 marca 2003)
Gdyby nie zdecydowana reakcja Izraela, Irak zafundowałby sobie bombę "A" na
francuskiej licencji
Można stwierdzić krótko, że hipokryzja Chiraca przewyższyła wieżę Eiffla. Ale
można też nowatorsko zinterpretować następującą złotą myśl wygłoszoną przez
prezydenta Francji na ostatnim szczycie UE w Brukseli: "Kiedy się jest w
rodzinie, to się ma więcej praw niż starający się o przyjęcie do niej".
Czyżby do tej "rodziny" - bliskiej sercu Francji - należał wuj Saddam? Prawda
historyczna nakazuje odpowiedzieć - tak!
Ostrzeżenie Begina
W 1975 r. iracki program nuklearny nabrał wielkiego przyspieszenia dzięki
przyjaźni, którą obdarzył Saddama francuski prezydent Valeđry Giscard
d'Estaing. Paryskim politykom nie przeszkadzało bratanie się z jednym z
najbardziej krwawych dyktatorów świata, szybko więc podpisano umowę dotyczącą
wybudowania w Iraku dwóch atomowych reaktorów za 5 mld USD. Izraelski premier
Menachem Begin usiłował przekonać Francję, by odstąpiła od tej umowy, jednak
możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy była dla Paryża ważniejsza od ryzyka
pojawienia się atomowego grzyba nad Jerozolimą.
Dla Begina było oczywiste, że budowa reaktorów w Iraku to pierwszy krok do
zdobycia bomby "A" przez Saddama i dlatego premier Izraela skierował do akcji
Mossad. Jego agenci we Francji szybko znaleźli szkolących się tam irackich
inżynierów oraz odkryli, że jeden z nich - Eben Halim - przeżywa małżeńskie
kłopoty. Dzięki pośrednictwu Mossadu Irakijczyk "przypadkowo" spotkał piękną,
a co ważniejsze chętną dziewczynę. Dalej sprawy potoczyły się szybko i Halim
dostarczył Izraelczykom nie tylko plany budowanej w Iraku elektrowni
atomowej, ale również dokładną datę i miejsce wysyłki rdzeni reaktorów z
Francji do Bagdadu.
Reaktory miały być wyekspediowane z wojskowej bazy w miasteczku Seyne sur
Mer. Nie wyruszyły one jednak w podróż na Bliski Wschód, bowiem trzy dni
przed terminem wysyłki, 6 kwietnia 1979 r., wyleciały w bazie w powietrze.
Choć do zamachu przyznał się nikomu nie znany Francuski Ruch Ekologiczny, to
podejrzenia padły na Mossad. Giscard d'Estaing postanowił ukarać Izrael,
obiecując Irakowi, że mimo kłopotów wywiąże się z umowy. Francuscy
inżynierowie przystąpili do naprawy uszkodzonych w zamachu rdzeni, a technicy
z Francji kontynuowali prace nad budową reaktorów w irackim Oziraku. W
połowie 1980 r. Paryż przygotował nawet do wysyłki partię 12 kg wzbogaconego
uranu dla irackich reaktorów. Izrael nie mógł się bezczynnie przyglądać
rozwojowi wydarzeń.
Francuzi zdruzgotani
Na izraelskiej pustyni Negew zbudowano makietę wznoszonej w Iraku elektrowni
atomowej. To na niej piloci ćwiczyli celność bombardowań. "Wasze
niepowodzenie może oznaczać całkowite zniszczenie naszego kraju"- powiedział
lotnikom 7 czerwca 1981 r. dowodzący izraelskim lotnictwem Raful Eitan. Kilka
minut później eskadra myśliwców F-16 wystartowała z bazy Etzion, biorąc kurs
na Irak. Tak w finalną fazę weszła operacja "Babilon". F-16 leciały bardzo
blisko siebie, a towarzyszył im zgłoszony jako cywilny samolot czarterowy
pasażerski boeing. Dzięki temu fortelowi radary identyfikowały całą grupę
jako jeden obiekt. Już nad terytorium Iraku myśliwce zatankowały w powietrzu
paliwo z boeinga, który następnie skierował się w stronę Cypru. Tymczasem F-
16, lecąc tuż nad ziemią, a tym samym unikając wykrycia przez radary,
zbliżyły się do Oziraku. Wtedy gwałtownie zwiększyły pułap, ustawiły się pod
słońce, by utrudnić reakcję obrony przeciwlotniczej i zaatakowały, zrzucając
bomby na budowaną elektrownię. Reaktor legł w gruzach, grzebiąc sny Saddama o
atomowej potędze. Akcję izraelskich pilotów okrzyknięto najbardziej brawurową
od czasu zakończenia II wojny światowej. Dopiero po tej lekcji Francja
postanowiła znacząco zmniejszyć pomoc w budowie irackiej infrastruktury
atomowej.
Mirosław Błach
Pluton Śmierci
Khidhir Hamza, były szef irackiego programu atomowego, który w 1994 r. uciekł
do USA, ujawnił, że ani naloty podczas wojny o Kuwejt, ani działania
inspektorów rozbrojeniowych ONZ nie wstrzymały całkowicie programu
wzbogacania plutonu. Dodajmy, że po wyrzuceniu z tego kraju w 1998 r.
inspektorów ONZ Irak już bez przeszkód wydobył z podziemnych schowków tzw.
wirówki gazowe pozyskane z Niemiec i ponownie je uruchomił, wznawiając
produkcję wzbogaconego uranu z rudy przemyconej z Brazylii. Większość wirówek
została zniszczona podczas amerykańskich nalotów, ale to nie oznacza, że
Saddam pozbawiony został głównego składnika do produkcji głowic atomowych.
Jeżeli sam go nie wyprodukuje, to może go kupić! W raporcie amerykańskiej
Narodowej Rady Wywiadu wymienione są liczne przykłady kradzieży wzbogaconego
uranu w Rosji, i to w ilościach wystarczających do budowy nie jednej, ale
kilku bomb. Tylko w pierwszej połowie ubiegłego roku europejskie wywiady
przechwyciły na naszym kontynencie prawie 15 kg tej substancji (wystarczy na
dwie bomby). Pozostaje pytanie: ilu kilogramów wzbogaconego uranu nie udało
się przechwycić?
Nuklearne walizki
Irak po przegranej wojnie o Kuwejt nie musiał ani odbudowywać swych
zbombardowanych fabryk wzbogacania uranu, ani też kupować go na czarnym
rynku. Wystarczyło, że jego agenci wymienili wypchane dolarami nesesery na
rosyjskie atomowe walizki. W czasach zimnej wojny w ZSRR skonstruowano
przenośne walizkowe bomby atomowe o sile rażenia 10 kiloton (o połowę
mniejszej niż bomba, którą zrzucono na Hiroszimę). W chwili rozpadu ZSRR
większość walizek zaginęła! W 1997 r. ówczesny sekretarz rosyjskiej Rady
Bezpieczeństwa Aleksander Lebiedź oświadczył, że nie doliczono się dziesiątek
takich walizek (co najmniej czterdziestu). Bardziej dokładny był doradca
prezydenta Borysa Jelcyna Aleksiej Jabłokow, informując, że zaginęły 84
walizkowe bomby atomowe. To jeszcze nie wszystko. Wywiad USA donosił, że w
1992 r. z rosyjskiej bazy w Komsomolsku nad Amurem ukradziono 28 głowic
jądrowych. Nieoficjalnie wiadomo, że kupili je obywatele państw arabskich.
Czy wśród nich byli też wysłannicy Saddama?