Gość: Tawananna
IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl
26.12.03, 00:28
Pozwoliłam sobie zacząć nowy wątek... mam nadzieję, że numeracja może
być :). A na początek moja opinia ;).
Realizacja programu... Ech, to było koszmarne ;))). Dlaczego nie można było
oglądać WI niepociętego i najlepiej na żywo? (i nieważne, że trwałoby
dłuuuugo) Polsat zrobił koszmarek, wstawiając co chwilę Rocka sztucznego jak
nigdy. Na dodatek pocięli całość z gorliwością godną zawodowego kucharza
przy siekaniu warzyw na sałatkę ;). Ale wszystko przebił... tłumacz! O ile
się nie mylę, przekładał wszystko "na żywo" - dlaczego, skoro program był
wcześniej montowany? Nie można było zatrudnić lektora?
Tłumaczenie odebrało mi połowę przyjemności - pomijając już to, że moim
zdaniem nie było dokładne i nie oddawało np. epitetów używanych przez
jurorów (ale a) nie znam angielskiego aż tak dobrze, by wyrokować w tej
sprawie; b) wnioskuję tylko po tym, co "przebiło" się zza polskiego głosu),
okazało się koszmarne dla ucha - masa pauz, strasznie cicho, wyraźne i
usilne poszukiwanie słów ;). Naprawdę nie dało się tego zrobić lepiej? Swoją
drogą, ktoś się orientuje czy i kiedy RTL powtarza to? Chętnie bym
obejrzała :). Co prawda niemiecki znam tak jak amerykański juror polski ;),
ale przynajmniej sobie zobaczę, jak to pomontowali :).
Kuba... Po tym, co czytałam wcześniej spodziewałam się najgorszego. Wydaje
mi się, że nie było tak źle. Jeśli chodzi o jego polski/angielski - poddaję
się, to po jakiemu on w końcu mówił? ;) Czy dogrywał angielskie kwestie
później? (skoro twierdzicie, że w RTL przemawia w języku Szekspira :)) Jeśli
mówił po polsku - szkoda. Dziwnym trafem Holender, Belgijka czy Niemka
mogły ;). Z drugiej strony jeżeli "lengłydż" Wojewódzkiego miałby być
koszmarny, a przede wszystkim odebrać mu możliwość swobodnego wyrażania
swoich sądów - może to i dobrze? To natomiast, co mnie wkurzyło to dowcipy i
aluzje zrozumiałe tylko dla Polaków - wyglądało to trochę tak, jakby Kuba
robił show tylko dla widzów ze swojego kraju. Przecież żaden
Anglik/Norweg/Australijczyk itd. nie zrozumie krawatu Samoobrony ;).
Beznadziejnym pomysłem była wódeczka - a potem dziwić się, że Polak jest
synonimem pijaka :(. Natomiast przechodząc do sądów - nie uważam, żeby
Wojewódzki był wyjątkowo kontrowersyjny. To, co mu się podobało pochwalił
(Guy, Kurt, tamten Belg), to co nie - skrytykował. Chyba o to w tym chodzi?
Poza tym w swoich sądach był mniej chamski od Amerykanina. Chciałabym też
zauważyć, że naprawdę Kuba wygłupiłby się, gdyby był miły, sympatyczny i
bezkonfliktowy - jakbyśmy go odebrali tutaj, w Polsce? Niezależnie od tego
jaki jest, trzyma się konsekwentnie swojego wizerunku. A skoro zaprosili go
do WI, musieli wiedzieć, na co się decydują - Wojewódzki nie był ani trochę
bardziej złośliwy, nieuprzejmy itd. niż w polskim "Idolu".
Ala... Zawód. Siedzę właśnie przy komputerze (odkrywcze, nie? ;)) i
słucham "I don't know how to love him" w wykonaniu Ali z Polski (wcześniej
specjalnie nie kojarzyłam). I wtedy było lepiej... dużo, dużo lepiej. Mam
wrażenie, że wówczas za tą piosenką kryły się jakieś uczucia, przeżycia,
słowem - treść, a tym razem Ala... przepraszam, Alex :) po prostu to
odśpiewała. Na tle takich dziwolągów jak Alexander wypadła jednak całkiem
znośnie :). A, i jeszcze jedno - podobało mi się to, jak zachowała się po
odpowiedzeniu Kubie i uwadze jury o "specjalnym polskim wydaniu programu" -
tzn. że przetłumaczyła swoją wypowiedź na angielski. A poza tym w tej
fryzurze z WI trochę śmiesznie wyglądała ;).
Reszta uczestników... Zawód, zawód, zawód. Poprawiła mi się opinia o gustach
polskiej publiczności :). Z drugiej strony zakładam, że tak jak w Polsce
wygrała Ala (a nie Szymon, Ewelina, Gosia czy Tomek) tak w innych krajach
niekoniecznie zwyciężali ci najlepsi. No, ale słówko o tych "idolach".
Alexander - brrrr, to był największy koszmar wieczoru (i nawet Will go nie
przebił :)). Trochę mnie to dziwi, bo wcześniej słyszałam raczej pozytywne
opinie o nim. Wokal zupełnie mi się nie podobał, ale największym koszmarem
była wizja - te wygibasy były okropne i według mnie zupełnie nie pasowały do
rytmu, do piosenki... do niczego! Po prostu skakał po scenie jak małpa!
Guy Sebastian - podobało mi się. Miał w sobie jakąś pozytywną energię,
śpiewał z uśmiechem i nie skakał po scenie (duży plus, zwłaszcza dla
występującego po Alexandrze :)). Charakterystyczny głos, brzmiał przyjemnie,
co najmniej ciekawie. Jedyne do czego bym się przyczepiła to masa, cała masa
ozdobników. Z drugiej strony zrobił z ogranego numeru coś swojego,
wyjątkowego.
Diana - hmmm :). Na pewno dwie osoby rzucały się w oczy ze względu na sam
dobór repertuaru - ona i Peter. Ma ładny głos, piosenka brzmiała przyjemnie,
ale trudno mi powiedzieć, czy wyróżnia się na tle innych wokalistek
śpiewających w takim stylu - bo właściwie innych nie znam.
Powiedziałabym "brawa za odwagę", ale przecież to nie ona decydowała, z
jakim numerem wystąpi na WI, a w krajach arabskich taki kawałek zapewne
czymś szczególnie niezwykłym nie jest.
Ten Holender... jak mu tam ;) - śpiewał ładnie, melodyjnie, przyjemnie do
ucha, nawet mi się podobało. No właśnie - tyle, że po dwóch godzinach od
koncertu nie pamiętam, jak wyglądał i co śpiewał, nawet mimo tego, że Polsat
co chwile katuje nas urywkami z występów ;). Jednym słowem - odtwórca może i
nie najgorszy i nic więcej :(.
Heinz Winckler - wszystko to, co wyżej, tyle że w dużo lepszym wydaniu ;).
Zarówno jeśli chodzi o wizję, jak i o fonię :).
Ryan Malcolm - wizja odczuwalnie gorsza, fonia też nie nadzwyczajna, ale
przynajmniej włożył w piosenkę trochę uczucia ;).
Kelly Clarkson - hmm, nie powiem, podobało mi się, było rytmicznie,
melodyjnie, całkiem niezły głos ma (ale czy najlepszy, jak mówił jeden z
jurorów - miałabym wątpliwości), tyle że znów nic nadzwyczajnego w tym nie
było. Takich Kelly jest w Polsce co najmniej kilka - i w Ameryce na pewno
też. Jedna miała więcej szczęścia od reszty - i tyle...
Peter o nazwisku trudnym do zapamiętania ;) - miła odmiana po tej pop-
sieczce (i mówi to osoba, która częściej od rocka słucha popu). Słuchało się
nieźle, ale zupełnie nie trafił do mnie z jakimś przekazem - tam był jakiś
przekaz? - mało było w tym uczucia. Kiedy słucham np. Kuby Kęsego - a nie
jestem bynajmniej jego gorliwą fanką ;) - mam wrażenie, że korzystając z
piosenki chce coś powiedzieć. Tutaj tego mi brakowało.
Will - już jak występował gościnnie podczas I edycji polskiego "Idola" mi
się nie podobał ;). Ładnego głosu mu jednak nie odmówię, szkoda, że go tak
marnuje. Z jego wersji "Light my fire" podobała mi się może
pewna "kameralność" i śpiewanie "na luzie" - ale wydaje mi się, że to było
bardziej takie "nucenie do siebie", nie materiał do wykonania na estradzie.
Gdyby chociaż był tu jakiś nastrój...
Kurt Nilsen - energetycznie, z uśmiechem, na dodatek muzykalnie. Szkoda, że
tak się czepiają jego wyglądu - kupujecie płyty po to, by patrzeć na
okładkę? Ja ostatnio dokonałam niesamowitego odkrycia - to pudełko się
otwiera :) i można posłuchać muzyki :), a wtedy mam gdzieś, jak wykonawca
wygląda :). A swoją drogą - może mi się przywidziało, ale czy w tamtym
materiale o Kurcie nie miał on w jakimś ujęciu dłuższych włosów (coś a'la
Adam Kozłowski w jednym z jego (tudzież Czajki) wcieleń)? Wyglądał chyba
lepiej... Poza tym jak ktoś już zauważył, dobry stylista czyni cuda.
I parę refleksji na koniec. Wychodzi na to, że tylko w Polsce przez
wrzucenie do programu pro-rockowych jurorów doszło do zmiany konwencji.
Gdzie indziej Idol = Pop Idol (a czy w którymś kraju ten program się tak nie
nazywał?). Heinz, Alexander, Will - zauważyliście, jacy oni są podobni? -
zewnętrznie i nie tylko. No to mamy już członków nowego boysbandu ;). W tym
towarzystwie przypuszczam, że najlepiej sprawdziłby się Totoszko (bez urazy
dla Totoszki, po prost