kompletnenic
29.06.09, 21:55
Poznalam kiedys kogos, plci meskiej, naklamal o sobie, poukladal
historie zycia tak jak mu bylo wygodniej, nie sprawdzalam, bo z
reguly ufam ludzim. Chcialam wierzyc, tym bardziej ze to nie ktos z
kosmosu tylko znajomy znajomych. Chcial byc podziwiany, kochany,
wazny, a taka pycha w koncu przynosi efekty. Poltora roku udawal
to , ze mu zalezy, ze jest ok, ze wszystko ma przemyslane i dazy do
celu. Udawal, bo nagle wsyzstko sie odmienilo, zapytalam bowiem co
dalej z nami, wypadaloby cos pomyslec, skoro czas leci a my po 20
lat nie mamy. A tu niespodzianka, pan caly nerwowy, nagle to czmy si
ezachwycal neguje, nagle okazuje sie e czarne jest biale i wszystko
nie tak. Pytam o co czlowieku chodzi, a on mowi ze nie wie czego
chce, ze nie umie dokonac w swoim zyciu zmian, ze musi miec czas.
Pytam sie na co, skoro nie wiesz czego chcesz? I takie dyskusje o
niczym, z unikaniem neiwygodnego twematu, z umykaniem przed
odpowiedzialnoscia, z egocentryzmem tak wielkim ze nie chce nawet
zauwazyc ile osob skrzywdzil....Pierwszy raz chce zeby jego tez
zabolalo to co zrobil....Bo zrobil przeogromnie wielkie swinstwo -
strasznym klamstwem i zachowaniem....