lachien
09.08.07, 10:44
Wracaliśmy zwartą grupą z lokalu po raz kolejny śpiewając "sto lat" naszej
znajomej dziennikarce, której skoczyła 30-tka na piękny kark. Oczywiście
zapewniliśmy solenizantkę, że nie życzymy jej, aby chodziła po świecie ok.
3000 lat, bowiem mniej więcej tyle razy zaczynaliśmy pierwszą zwrotkę z powodu
alkoholowego upojenia. Płeć piękna została wsadzona w dwie taksówki, a samcza
wataha ruszyła na jeszcze jednego kielicha. Po zmianie kolejnego klubu
stwierdziliśmy, że czas udać się do łóżeczka (jakiegokolwiek byle nie na
Kolskiej), ponieważ kolejna kropla 40 % mikstury może spowodować zatrzymanie
przepływu neuronów w naszych mózgach. Plan był dobry, lecz miły powiew
powietrza lekko otrzeźwił nasze umysły i postanowiliśmy tym razem pójść
naprawdę na ostatniego drinka za rewolucję, którą niewątpliwie rozpętamy.
Szczerze mówiąc nie pamiętam, na jakiej ulicy się znaleźliśmy, lecz z zewnątrz
lokal sprawiał pozytywne wrażenie. Weszliśmy do środka gdzie panował półmrok,
z głośników sączył się kawałek Diany Krall chyba z płyty Live In Paris (jej
głos rozpoznam zawsze, bez względu na spożyte ilości alkoholu), na małym
parkiecie tańczyło kilka osób. Zasiedliśmy na wygodnej kanapie, a ja udałem
się do baru po naprawdę ostatniego drinka. Czekając na zamówienie podszedł do
mnie facet i zadał mi pytanie, które zapamiętam do końca życia:
- Dobry Wieczór, nazywam się Radek. Czy zatańczy pan ze mną ?
Poczułem się źle, żołądek podszedł mi do gardła, nogi ugięły się pode mną
jakby były z waty. Patrzyłem się na faceta jak na zjawisko paranormalne.
- Przepraszam, co Pan chce zrobić ?
- Zatańczyć z panem, jeśli oczywiście będzie miał pan ochotę.
Przeraziłem się, że jestem już tak pijany, że nie odróżniam kobiety od
mężczyzny. Szybko rozejrzałem się po sali i…zorientowałem się, że nie ma
nigdzie kobiet. Zaraz…przecież tańczą na parkiecie...Na bogów – sami mężczyźni
! Natura heteroseksualisty szybko nakazała mi odwrót. Panu odmówiłem i szybkim
krokiem udałem się do swych podchmielonych towarzyszy, którzy zaczęli być
otaczani przez grupkę "nowych kolegów". Kiedy uświadomiłem biedaków gdzie
przez pomyłkę trafiliśmy, kulturalnie wstaliśmy od stolika i czym prędzej
czmychnęliśmy z przybytku homoseksualnych uciech.
Nie mam nic przeciwko gejom, uważam się za tolerancyjną personę, ale żeby
facet prosił mnie do tańca…?? Miałem później pijacki, senny koszmar. Jeden z
moich profesorów szantażował mnie, że jeśli z nim nie zatańczę to mnie
obleje...Co za trauma.