rzeka.chaosu
17.04.11, 20:54
Dwie sytuacje.
Niedawno późno wracałam do domu, trochę na skróty – 20 metrów po skosie przez park. W parku była grupa facetów (męskie głosy), zaczęli coś za mną mówić, zaczepiali, "straszyli". Oczywiście galopowałam do domu najszybciej jak się dało. Oni mięli pewnie ubaw. Ha ha ha, śmieszne jak cholera.
Dziś miałam przejechać się rowerem do lasu. Wnosiłam rower po schodach i też zaczepiły mnie jakieś typy z głupimi komentarzami, cel: nastraszyć, "pomóc", skomentować.
Przejażdżka długo nie trwała, bo jak tylko wjechałam do lasu kolejni super zabawni panowie postraszyli mnie, gonili i chcieli "pożyczyć ładny rowerek". Bałam się jak cholera, a oni mięli ubaw. Co ciekawe nie były to żadne podejrzane typy tylko zwykli spacerowicze po 40, obok szły kobiety i dzieciak. Zabawa zabawą, ale łapanie za rower to przesada.
Za nic nie czaję takich męskich zachowań. Boję się i powoli wpadam w jakąś dziwną panikę, unikam miejsc, w których mogę znaleźć się sama.
Co z tego, że ktoś sobie tylko żartuje. A może nie żartuje. Zupełnie nie wiem jak się zachować, nic poza ucieczka nie mogę zrobić, a dogonić mnie nie jest trudno.
[Kobiety] Jak sobie radzicie w takich sytuacjach? Mam na myśli opanowanie strachu, uniknięcie obsesji.
[Dżentelmeni] Czemu służą takie męskie zachowania? Wiem, wiem, wy tak nie robicie, no ale ktoś jednak to robi i nie są to kobiety! Kurna! ;P