turkusowafuksja
31.07.11, 19:38
Hej. Bedzie dlugo ale ciekawie :-)
W ostatnich paru tygodniach nawiazalam kontakt z moim pierwszym facetem, jak w tytule. Nie odzywalismy sie do siebie przez 5 lat.
Poznalismy sie w liceum i zostalismy para, jakich wtedy bylo wiele. Ale y bylismy ta wyjatkowa hihi. Kazdy o nas wiedzial i nawet dyrektor szkoly zawsze wypowiadal sie zawsze o nas obojgu, nigdy o jednym z nas. Bylismy tak ze soba siedem lat, on byl wspanialym facetem. Mial przeokropnie odbre serce i swiata nie widzial poza mna. Ja tez wkladalam w nasz zwiazek wszystko, co tylko moglam dac. Zdradzil mnie tylko raz, ale raczej nie byla to zdrada, tylko zauroczenie nasza 'kolezanka'. Po lekkich perturbacjach wrocilismy do siebie i mozna powiedziec, ze tylko po to, aby znowu byc idealna para. W trakcie studiow (studiowalismy w innych miastach, ale na jakis czas zamieszkalismy razem) ja zrobilam mu straszne swinstwo i praktycznie przez 3 miesiace bylam rownolegle w dwoch zwiazkach. Bylam bardzo zakochana w tym nowym, a moj luby coraz wiecej imprezowal, moze ze wzgledu na mnie i na nasz zwiazek, zaczal duzo pic. Ale mimo tego, ze ja ciagle bylam z tamtym, on o mnie walczyl i mysle, ze po prostu przerosla go cala ta sytuacja, co prowadzilo do naduzywania alkoholu przez niego. Po jakims czasie bylo jak filmach: placz, rozstanie, histeria, spakowana moja walizka - malo nie wpadlam pod tramwaj kiedy walizka sie otworzyla i wypadly z niej na ulice wszystkie moje rzeczy. Wrocilam do mamy.
Dlugo nie moglam sie pozbierac, nigdy wczesniej nie myslalam, ze moge komus wyrzadzic taka krzywde. Nocami wylam z bolu.
Bylam z tamtym drugim facetem dwa lata, zwiazek rozszedl sie po kosciach - wypalilo sie cos miedzy nami i nawet nie plakalismy przy rozstaniu...
Teraz zyje w moim ukochanym miescie na drugim koncu Polski. Mam wpaniala prace, kocham ja bezgranicznie. Wspanialych kilkoro przyjaciol, zaczynam budowac dom. Ale jestem sama.
Pewnego dnia zaprosilam mojego pierwsza milosc do znajomych na fejzbuku. On od razu napisal list pytajac czy moze bywam w jego miescie, bo warto byloby sie spotkac. Ja krociotko odpisalam, on pisal baaardzo dlugasne listy. O naszych niezapomnianych wakacjach, wyjazdach do mojej rodziny, radosciach itp. Napisal, ze nadal bardzo ladnie wygladam hihi. Peklam. Wybuchlam. Zadzwonilam. Histeria. Placz. Tesknota. Powiedzialam mu ze pierwsza milosc jest tylko jedna i ze on nie moze mi opowiadac bzdur, ze kocha swoja obecna dziewczyne. Ze wiemy o sobie wszystko i ze te 5 lat bez jakiegokolwiek kontaktu bylo nam dane tylko po to, zeby zrozumiec i doswiadczyc tego, ze z nikim innym nie bedzie nam tak idealnie jak razem. Powiedzial, ze moja reakcja jest ostatnia jaka mogl sie spodziewac. Ze obawial sie przypadkowego spotkania na ulicy ze mna. Ja go strasznie kocham. Nie wiem co robic. Mam teraz troche czasu, bo on jest zawodowo zajety.
Podsumowujac:
- to on napisal do mnie pierwszy list po 5 latach
- gdyby faktycznie nic do mnie nie czul to by nie napisal
- ciezko powiedziec, czy tamta dziewczyna cos dla niego znaczy, sa razem 2,5 roku, nie ma slubu, zareczyn, dzieci, a mnie zawsze na to bardzo namawial (ucieklam 7 dni przed zareczynami),
- gdzie sie z nim spotkac i czy w ogole? Moje, jego miasto, na jedna kolacje czy zostac na drugi dzien, tylko co wtedy
- jak go zdobyc? malymi kroczkami, przyjaznic sie (chociaz byloby to ciezkie, bo mieszkamy w innych miastach)
- zawsze jest tak, ze widzi sie to, co chce sie widziec, ale on jet baaardzo mily w swoich listach
dziekuje wszystkim, ktorym udalo sie przebrnac przez moj dlugasny post. Dzieki za rady!!