twojabogini
22.08.12, 13:13
Dziś trzecia rocznica mojego ślubu. Zaczęło się pięknie i po partnersku. Jak się skończy, a przede wszystkim kiedy się skończy - nie wiem. Tak, mam dominujący charakter, ale w związku oczekuję partnerstwa. Nie, moje życie nigdy nie będzie się zaczynać i kończyć na obowiązkach domowych i gotowaniu obiadków. Z wspaniałego mężczyzny i partnera mój mąż zamienił się w samca rodzaju męskiego. Zaczęło się od wojny o podział obowiązków w domu. Nie zorientowałam się, że chodzi o znacznie więcej. Wczoraj usłyszałam, że mój mąż nie zamierza być tresowanym francuskim pieskiem na moich usługach.
Znam dwa modele małżeństw w których kobieta ma swoje ambicje i oczekuje współpracy męża przy dzieciach i w domu oraz wsparcia. Jeden - to model gdy kobieta ustępuje, rezygnuje ze swoich planów, odkłada je "na później", wchodzi w rolę dobrej żony. Drugi - to małżeństwa rozwiedzione. Wierzyłam, że ja nie będę musiała wybierać.
Tak są stany pośrednie - kobiety "realizujące się" w pracy na jakimś ośmiogodzinnym etacie, a potem "realizujące się" w domu i przy dzieciach, żony bardzo dobre i z "ambicjami zawodowymi" i "gospodarne". Co to za realizacja - przekładać papiery od ósmej do szesnastej? Ja tak nie chcę, nie umiem, nie potrafię.
Znam siebie i wiem, że nie ustąpię. Nie zrezygnuję. Patrzę na moje dzieci, bardzo z nim związane. Tak, spędza z nimi dużo czasu, kocha je. Nie, nie poświęcę się "dla dobra dzieci". Nie nadaję się na "żonę" (co podkreślałam przed zawarciem małżeństwa i co mój mąż akceptował).
Najzabawniejsze jest to, że mój mąż nie ma wielkich planów zawodowych. Mógłby spokojnie wziąć na siebie większość odpowiedzialności za dom i dzieci, bez uszczerbku dla swojej pracy. Woli jednak mieć "żonę" (którą nie jestem i nie będę, a na którą on od jakiegoś czasu usiłuje mnie przerobić). Pewnie wystarczyłoby zatrudnić panie do pomocy i problem by się rozwiązał (byle on nie musiał kalać swojej męskości prowadzeniem domu) - ale tak się składa, że jeśli zacznę robić to co planuję z początku nasze dochody nie wystarczą na zatrudnienie niani i pomocy. Pracując w domu zarabiam więcej.
Czy da się wyprowadzić mężczyznę z patriarchatu? Słucham opowieści rozwodzących się kobiet - nie da się (próbowały). Słucham opowieści mężatek - nie da się (próbowały). Czy mężczyzna który pracuje zawodowo i prowadzi dom to faktycznie francuski piesek? Przecież w drugą stronę sytuacja jest powszechna - kobiety robią i to i to, a ich mężowie realizują się zawodowo (czasem faktycznie się realizują, a czasem przewalają te papiery i biorą "nadgodziny" żeby uniknąć odkurzania i zakupów).