Dodaj do ulubionych

francuski piesek

22.08.12, 13:13
Dziś trzecia rocznica mojego ślubu. Zaczęło się pięknie i po partnersku. Jak się skończy, a przede wszystkim kiedy się skończy - nie wiem. Tak, mam dominujący charakter, ale w związku oczekuję partnerstwa. Nie, moje życie nigdy nie będzie się zaczynać i kończyć na obowiązkach domowych i gotowaniu obiadków. Z wspaniałego mężczyzny i partnera mój mąż zamienił się w samca rodzaju męskiego. Zaczęło się od wojny o podział obowiązków w domu. Nie zorientowałam się, że chodzi o znacznie więcej. Wczoraj usłyszałam, że mój mąż nie zamierza być tresowanym francuskim pieskiem na moich usługach.

Znam dwa modele małżeństw w których kobieta ma swoje ambicje i oczekuje współpracy męża przy dzieciach i w domu oraz wsparcia. Jeden - to model gdy kobieta ustępuje, rezygnuje ze swoich planów, odkłada je "na później", wchodzi w rolę dobrej żony. Drugi - to małżeństwa rozwiedzione. Wierzyłam, że ja nie będę musiała wybierać.
Tak są stany pośrednie - kobiety "realizujące się" w pracy na jakimś ośmiogodzinnym etacie, a potem "realizujące się" w domu i przy dzieciach, żony bardzo dobre i z "ambicjami zawodowymi" i "gospodarne". Co to za realizacja - przekładać papiery od ósmej do szesnastej? Ja tak nie chcę, nie umiem, nie potrafię.
Znam siebie i wiem, że nie ustąpię. Nie zrezygnuję. Patrzę na moje dzieci, bardzo z nim związane. Tak, spędza z nimi dużo czasu, kocha je. Nie, nie poświęcę się "dla dobra dzieci". Nie nadaję się na "żonę" (co podkreślałam przed zawarciem małżeństwa i co mój mąż akceptował).
Najzabawniejsze jest to, że mój mąż nie ma wielkich planów zawodowych. Mógłby spokojnie wziąć na siebie większość odpowiedzialności za dom i dzieci, bez uszczerbku dla swojej pracy. Woli jednak mieć "żonę" (którą nie jestem i nie będę, a na którą on od jakiegoś czasu usiłuje mnie przerobić). Pewnie wystarczyłoby zatrudnić panie do pomocy i problem by się rozwiązał (byle on nie musiał kalać swojej męskości prowadzeniem domu) - ale tak się składa, że jeśli zacznę robić to co planuję z początku nasze dochody nie wystarczą na zatrudnienie niani i pomocy. Pracując w domu zarabiam więcej.

Czy da się wyprowadzić mężczyznę z patriarchatu? Słucham opowieści rozwodzących się kobiet - nie da się (próbowały). Słucham opowieści mężatek - nie da się (próbowały). Czy mężczyzna który pracuje zawodowo i prowadzi dom to faktycznie francuski piesek? Przecież w drugą stronę sytuacja jest powszechna - kobiety robią i to i to, a ich mężowie realizują się zawodowo (czasem faktycznie się realizują, a czasem przewalają te papiery i biorą "nadgodziny" żeby uniknąć odkurzania i zakupów).
Obserwuj wątek
    • facettt daj odetchnac, co ? 22.08.12, 13:19
      twojabogini napisała:
      > Dziś trzecia rocznica mojego ślubu. Zaczęło się pięknie i po partnersku. Jak si
      > ę skończy, a przede wszystkim kiedy się skończy - nie wiem. Tak, mam dominujący
      > charakter, ale w związku oczekuję partnerstwa. Nie, moje życie nigdy nie będzi
      > e się zaczynać i kończyć na obowiązkach domowych i gotowaniu obiadków.

      Rok szkolny mi sie zaczal.
      A Jak ktos ma dominujacy charakter, to niech sobie poszuka jakiejs poduszki,
      a nie lwa, czy chocby lisa, co ? :)))
    • berta-death Re: francuski piesek 22.08.12, 13:22
      A francuski piesek to nie jest przypadkiem taki delikutaśny psiaczek co to bułkę przez bibułkę, wszystko miękutkie i kruchutkie i na podusi cały dzień się wyleguje? Jednym słowem z prawdziwym samcem nie ma nic wspólnego. ;)

      Poza tym co to za prawdziwi men, który nie potrafi zarobić na utrzymanie żony i dwójki dzieci. I to na takim poziomie, żeby żona tylko leżała i pachniała, nie przy garach sterczała. Od garów to służba i wysokozaawansowane technologicznie AGD. Ja bym w te tony uderzyła. Bo skoro nie zarabia odpowiednich pieniędzy, to niech nie filozofuje, tylko zabiera się za ścierę i gary szoruje.
      • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 13:59
        berta-death napisała:

        > A francuski piesek to nie jest przypadkiem taki delikutaśny psiaczek co to bułk
        > ę przez bibułkę, wszystko miękutkie i kruchutkie i na podusi cały dzień się wyl
        > eguje? Jednym słowem z prawdziwym samcem nie ma nic wspólnego. ;)

        Te francuskie pieski to się wzięły z moich podłych obyczajów. Moja ukochana scena z filmu to Scarlett w ogrodzie wśród wielbicieli, czasami odtwarzam ją na żywo. Flirt mnie bawi. A mąż określił kiedyś tych adoratorów jako "francuskie pieski" właśnie.

        > Poza tym co to za prawdziwi men, który nie potrafi zarobić na utrzymanie żony i
        > dwójki dzieci. I to na takim poziomie, żeby żona tylko leżała i pachniała, nie
        > przy garach sterczała. Od garów to służba i wysokozaawansowane technologicznie
        > AGD. Ja bym w te tony uderzyła. Bo skoro nie zarabia odpowiednich pieniędzy, t
        > o niech nie filozofuje, tylko zabiera się za ścierę i gary szoruje.

        Myślałam nad tym, żeby na stereotyp odpowiedzieć stereotypem. W ostateczności to pewnie zrobię. Ale obawiam się że przegram. Jak to ktoś zgrabnie ujął "" Nie dyskutuj z głupcem, sprowadzi cię do swojego poziomu i wygra".
        • berta-death Re: francuski piesek 22.08.12, 16:30
          Tak czytając ten wątek przyszło mi do głowy, że może ty po prostu masz za duże wymagania i zbyt wielką perfekcjonistką jesteś? Jaki poziom ugotowania, posprzątania, wyprania, pozmywania, i innych prac jest dla ciebie satysfakcjonujący? Może mąż najzwyczajniej w świecie nie widzi powodu, żeby np codziennie odkurzać, doktoryzować się godzinę w tematyce segregowania prania i ustawiania programatora, polerowania talerzy podczas mycia, itp? Może ty od niego wymagasz, nie tego, żeby brał odpowiedzialność za dom i dzieci, czyli również współdecydował o tym co trzeba zrobić i w jakim zakresie, ale chcesz, żeby pod twoje dyktando był gosposią wykonującą punkt po punkcie zlecone prace, za które jeszcze będzie oceniany i krytykowany. Może wystarczy wyluzować i odpuścić nieco. A niech się podłoga lepi, niech się pranie z kubła wylewa, niech będzie pizza na obiad. Nie umrzecie od tego.

          No i może zainwestuj w bardziej zaawansowane AGD. Skoro piszesz, że mąż nie pozmywał, to znaczy, że nawet zmywarki nie macie. A to błąd. Skoro obydwoje pracujecie, to logiczne jest, że potrzebujecie techniczne wspomagacze. Łącznie z elektronicznymi niańkami w stylu komputer, internet, tv, dvd, playstation i co tam jeszcze. W końcu nie musisz być aż tak perfekcyjną matką, która wypełnia dzieciom cały dzień, jak się same trochę gadżetami pobawią to nic im nie będzie. Pomyśl, że one nie tylko zabijają czas, działają również rozwojowo. Starszego możesz zachęcić do pobawienia się z młodszym. Niech się integrują bracia. W końcu taki mądry, zdolny i duży starszy brat to na pewno lepiej niż matka pokaże do czego klocki służą. Przecież byle bajer wystarczy, żeby mieć trochę czasu dla siebie, trzeba tylko trochę pokombinować.
          • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 11:22
            berta-death napisała:

            > Tak czytając ten wątek przyszło mi do głowy, że może ty po prostu masz za duże
            > wymagania i zbyt wielką perfekcjonistką jesteś?

            Dzięki za dobre chęci. Zmywarkę mamy, perfekcjonistką nie jestem. Potrafię zamknąć brudną chałupę i iść na obiad w miasto i dobrze się przy tym bawić. Samo się od tego nie sprzątnie, ale zyskuję jeden dzień wolny. Technicznych wspomagaczy do dzieci nie uznaję. Nie mamy w domu nawet telewizora. nastolatek ma kompa, ale korzysta z niego w ograniczonym czasie.

            Rzecz w tym, że konflikt nie jest o to kto pozmywa gary. Rzecz w tym, że ja chcę żeby mój mąż wziął sobie dom i dzieci na głowę, po to żebym ja przez najbliższe dwa lata miała czas rozwinąć się zawodowo. I uważam, że w ramach partnerstwa mam prawo od niego tego oczekiwać.
            • six_a Re: francuski piesek 23.08.12, 11:47
              >Rzecz w tym, że ja chcę żeby mój mąż wziął sobie dom i dzieci na głowę, po to żebym ja przez najbliższe dwa lata miała czas rozwinąć się zawodowo. I uważam, że w ramach partnerstwa mam prawo od niego tego oczekiwać.

              a jak w praktyce chcesz to zrobić? bo jeśli masz pracować w domu, to rozumiem, że ten ciężar ma ktoś (mąż?) zdejmować w czasie Twojej pracy, tak? czyli on ma zrezygnować z pracy i siedzieć w domu, bo gdzieś tam było, że na opiekunkę nie będzie Was stać? to kto w czasie tych najbliższych dwóch lat ma utrzymywać wasz dom? Ty nie bo na początku pewnie więcej inwestowania w coś tam niż zysku. on nie, bo ma siedzieć w domu z dziećmi?

              no niestety, ale takie zwalanie jednostronne nigdy nie działa - on też chyba nie wymagał od Ciebie żebyś z pracy zrezygnowała w ogóle prawda? no to musicie się tym jakoś sensownie podzielić, albo jednak wynająć kogoś do pomocy.

              wymagania w stylu - zdejmij ze mnie dzieci na najbliższe dwa lata - to niestety absurd i mrzonka. ale jak sobie to wbijesz do głowy, dodasz jego niechęć do współpracy, to in the end obwinisz go całkowicie o rozpad związku.
            • berta-death Re: francuski piesek 23.08.12, 16:48
              Tak mi przyszło do głowy, bo miałam kiedyś koleżankę, która narzekała na swojego niechlujnego narzeczonego. Że niedomyślny, że nic mu nie przeszkadza, że jak mu palcem nie pokaże to nie zauważy, że coś trzeba itp. Że jak już gary pozmywa, to źle i ona musi mu palcem pokazywać w którym miejscu nie domył albo nie dopolerował. I tak samo jest ze sprzątaniem i wszystkim innym. No i on to w ogóle bardzo się stara, bo nic nie mówi tylko te gary po raz n-ty myje, żeby narzeczoną zadowolić, itp. To było w fazie narzeczeństwa, kiedy obie strony jeszcze się starają, ale po 3latach małżeństwa to ja średnio widzę, żeby on nie pieprznął tymi garami w wersji optymistycznej, bo w pesymistycznej, to pieprznie żoną i ewentualnymi dziećmi, które jak najbardziej były w planach.
            • jamesonwhiskey Re: francuski piesek 24.08.12, 13:57
              > ę żeby mój mąż wziął sobie dom i dzieci na głowę, po to żebym ja przez najbliżs
              > ze dwa lata miała czas rozwinąć się zawodowo. I

              z twoim poziomem umyslowym to musze powiedziec ze widze to w szaro burych barwach
        • bcde Re: francuski piesek 23.08.12, 03:19
          > Myślałam nad tym, żeby na stereotyp odpowiedzieć stereotypem. W ostateczności t
          > o pewnie zrobię. Ale obawiam się że przegram. Jak to ktoś zgrabnie ujął "" Nie
          > dyskutuj z głupcem, sprowadzi cię do swojego poziomu i wygra".

          Jeśli o swoim mężu mówisz jak o głupku, to raczej go już nie kochasz za bardzo, więc nic nie uratuje tego małżeństwa. Po 3 latach małżeństwa i 2 dzieci skończyła się twoja chemia w stosunku do niego. A on zrobił błąd, że ożenił się z kobietą, która sama uprzedzała, że nie nadaje się na żonę.
          • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 11:26
            bcde napisał:

            > Jeśli o swoim mężu mówisz jak o głupku,

            jeśli traktujesz sentencje dosłownie...raczej nie będę z tobą dyskutować...żeby nie zejść do twojego poziomu...

            > więc nic nie uratuje tego małżeństwa. Po 3 latach małżeństwa i 2 dzieci skończ
            > yła się twoja chemia w stosunku do niego.

            Żal komentować...


    • allerune Re: francuski piesek 22.08.12, 13:28
      używasz słowa "partnerstwo" a piszesz o tym aby facet przejął wszystkie obowiązki domowe.

      Z tekstu wynika, że on jest za partnerstwem, a Ty za matriarchatem.

      > Nie, nie poświęcę s
      > ię "dla dobra dzieci".

      w takim razie powinno Ci się odebrać prawa rodzicielskie. Decydując się na dzieci masz obowiązek o nie dbać
      • wersja_robocza Re: francuski piesek 22.08.12, 13:32
        Dbanie to to samo co poświęcenie?
        • allerune Re: francuski piesek 22.08.12, 16:31
          dla niej "poświęceniem się" jest praca tylko 8 godzin dziennie i spędzenie tych paru po pracy z dzieckiem...
          • maly_zlosliwiec Re: francuski piesek 22.08.12, 16:38
            Porozmawiajmy o Twoim poświęceniu ?
            Śledziłam Twoje posty, bo kiedyś wydawały mi się sensowne.
            Wiem, że jesteś programistą. Co dajesz z siebie ?
            Czy godzinami siedzisz przed kompem i oczekujesz obsługi głupszej połowy, bo Ty zarabiasz więcej swoim intelektem ?
            • allerune Re: francuski piesek 24.08.12, 12:05
              > Porozmawiajmy o Twoim poświęceniu ?

              nie mam żony, nie mam dzieci więc nie muszę się poświęcać. Może dlatego nie mam jednego i drugiego, że na takie poświęcenie w tym momencie nie mógłbym sobie pozwolić...

              > Śledziłam Twoje posty, bo kiedyś wydawały mi się sensowne.

              dzięki, niewielu tak myśli :D

              > Wiem, że jesteś programistą. Co dajesz z siebie ?

              pomysły na to jak zrobić coś i się nie narobić ;-)

              > Czy godzinami siedzisz przed kompem i oczekujesz obsługi głupszej połowy, bo Ty
              > zarabiasz więcej swoim intelektem ?

              Jeśli kobieta nie pracuje, siedzi w domu i się op...dala to oczywiście oczekuję, że będzie posprzątane, wyprane i ugotowane (chociaż to ostatnie często sam lubię robić dla przyjemności), ona w międzyczasie skoczy na fitness i powita mnie w domu ubrana w seksowną sukienkę.
              Jeśli kobieta pracuje w wymiarze godzinowym takim samym jak ja, to dzielimy obowiązki po równo. Co się da "outsourcujemy" (może być za moją "intelektualną" kasę) żeby mieć więcej czasu dla siebie. To chyba oczywista oczywistość.

              Jeśli kobieta zarabiałaby 2x więcej niż ja... to kupiłbym sobie nowego mercedesa, przeszedłbym na pół etatu i opiekował się dziećmi :)
              • maly_zlosliwiec Re: francuski piesek 27.08.12, 02:23
                Dobra. Wkurzyłeś mnie. Ale już mi przeszło, bo Twoje stwierdzenia to tylko teoria.

                Na marginesie. Wiem, że facetom nic się nie chce. Stąd to pierniczenie o wyjątkowości itp.
                Ale wczoraj usłyszałam świetną historyjkę.
                To powinni czytać rodzice leniwym dzieciom (obu płci).
                Otóz znajoma ( świetny programista, olbrzymie zarobki)
                ma męża (nie pracuje), dwóch synów. Jeden z nich dostał się na rewelacyjne studia.
                Po dwóch miesiącach chłopaka musieli przywieźć do domu. Czemu ?
                Bo nie radził sobie z najbardziej podstawowymi rzeczami.
                Pranie - kosmos. Gotowanie ? A co to jest ?
                Brudnego, głodnego zwieźli do domu. Oczywiście rodzice wściekli. Chłopaka przenieśli na studia bliżej domu. I jaki z tego morał ?
                PS. Pan i władca nawet palcem w domu nie kiwnie. Nie chcę nawet wiedzieć, co on całymi dniami w domu robi.
          • wersja_robocza Re: francuski piesek 22.08.12, 17:23
            Co ty bredzisz? Poświecenie się zdaniem bogini to rezygnacja z własnych ambicji, rozwoju, realizacji. To postawienie siebie na którymś tak kolejnym miejscu po dzieciach, mężach, ciepłych obiadach, błyszczących kaflach,... I ona nie chce się na to zgodzić, bo chce robić coś innego, a oczekuje się od niej tego, bo jest kobietą. I o co takie wielkie halo, w końcu przez jej upór pan mąż może stać się eks panem mężem. Zupełnie jakby mąż był świętą krową, która jak stanęła tak stoi i ani ją próbuj przesunąć.
            Bogini ma szanse na rozwój i teraz to, jak będzie przez jakiś czas wyglądało funkcjonowanie jej rodziny, zależy w dużej mierze od postawy jej męża. Nie twierdzę, że ona jest biedną sierotką która nagle rogi pokazuje. Odnoszę jednak wrażenie, że mąż wystraszył się kolejnych obowiązków, które jak mniemam chwilowo, spadłyby na jego barki. Zmieniła się jej sytuacja zawodowa, ma szansę się rozwijać i więcej zarabiać, a to odbije się na ilości czasu jaki będzie inwestować w dom i rodzinę i to wadzi mężowi.
            Od mądrości ich obojga zależy jak się to potoczy, ale nie zwalaj odpowiedzialności tylko na nią.
            • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 11:41
              wersja_robocza napisała:

              > Co ty bredzisz? Poświecenie się zdaniem bogini to rezygnacja z własnych ambicji
              > , rozwoju, realizacji.

              Dzięki wersjo za zrozumienie. Ładnie napisałaś też o moim mężu. Ja mam paskudny charakter i kiedy ktoś się nie zgadza na moje plany, od razu uznaję, że robi to przeciwko mnie i dla własnej wygody. Trudno mi zrozumieć, że ktoś może bać się zmiany, nowej roli, zmiany układu. Ja uwielbiam zmiany, nawet jeśli są to zmiany na gorsze. Liczy się ruch.
              Mój mąż jest wspaniałym mężczyzną, ale zmiany są dla niego zawsze bardzo obciążające. Podobnie jak nowe role. Tak było, gdy został tatą maluszka. Bał się zostać sam na sam z kruchą istotką. A ja myślałam, że chce na mnie zrzucić obowiązki przy dziecku ;) W końcu się dogadaliśmy, on upewnił się w nowej roli, ja go wsparłam - i trudno o troskliwszego bardziej kochającego tatę.
              • wersja_robocza Re: francuski piesek 23.08.12, 14:15
                Słuchaj, masz udany związek. Nie zepsuj tego pochopnie. I uświadom to samo mężowi. Da się tutaj wypracować kompromis. I obyś nie ceniła zmian tylko dla samych zmian.
                • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 14:37
                  Dzięki wersjo :) Bardzo mi pomogłaś ostudzić emocje i przestawić się na racjonalne myślenie. Niby to potrafię, ale jak ubzduram sobie, że jestem obiektem ataku (zwłaszcza męskiego ataku na moją osobistą kobiecą wolność i niezależność) to przypominam pijanego słonia. I jeszcze mężowi muszę wytłumaczyć, że to nie miał być objaw tresury tylko nieudana próba negocjacji. Ma poczucie humoru, wiec co najwyżej dostanę jakąś sympatyczną karę...Myślę, że się dogadamy.

                  A ja to się przejdę do psychologa, bo to już któryś raz zaczęłam się bronić nie atakowana. Niby podejrzewam co się za tym kryje: lata obserwacji jak kobiety łatwo się poddają, jak dają się wtłaczać w stereotypy i lata walki o siebie, o wyrzucenie z głowy tego co dostałam w prezencie w procesie wychowania i socjalizacji, o prawo do bycia sobą. No ale jak za każdym drzewem zacznę widzieć szowinistę...:)))
                  • wersja_robocza Re: francuski piesek 23.08.12, 14:42
                    Jeśli uważasz, że rozmowa z psychologiem Ci pomoże, to skorzystaj z tego. Może on spróbuje Ci uporządkować Twoją wiedzę i wskaże Ci jak się przygotować, jak prowadzić, reagować i jak sobie radzić w takiej rozmowie o wysoką stawkę tak, abyś nie reagowała zbyt emocjonalnie. Bo dobre stosunki łatwo popsuć, a szkoda nadgryzać dobry związek, skoro to wcale nie jest konieczne i da się to załatwić polubownie.;)
          • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 11:30
            allerune napisał:

            > dla niej "poświęceniem się" jest praca tylko 8 godzin dziennie i spędzenie tych
            > paru po pracy z dzieckiem...

            Jasnowidzenie? Kiepsko ci idzie.

            Pracuję w domu, zarabiam sporo. Czasem więcej niż 8 godzin, czasem wcale. Z dziećmi spędzam czas, bo bardzo to lubię.
            Poświęcenie dla mnie to rezygnacja z moich ambicji i planów. Tego robić nie zamierzam.
            • allerune Re: francuski piesek 24.08.12, 12:12
              napisałaś swój wątek tak, że odczytać go można na wiele sposobów. Znając życie ludzie wszystko koloryzują na swoją korzyść, ja lubię postawić się z tej drugiej strony i w tym przypadku mam takie spostrzeżenia a nie inne

              mało konkretów napisałaś. Jeśli wymagasz czegoś od męża, porozmawiaj otwarcie i zawrzyj z nim umowę gdzie ustalicie ilość godzin, listę czynności itd. oraz wytłumaczysz mu WSPÓLNE korzyści wynikające z takiego a nie innego układu. Na to powinniście wyrazić zgodę oboje
      • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 14:07
        allerune napisał:

        > używasz słowa "partnerstwo" a piszesz o tym aby facet przejął wszystkie obowiąz
        > ki domowe.
        >
        > Z tekstu wynika, że on jest za partnerstwem, a Ty za matriarchatem.

        Partnerstwo to nie jest równy podział obowiązków domowych. To związek w którym oboje partnerów może się realizować, liczyć na wsparcie drugiego partnera. Mój mąż dostał ofertę pracy, bardzo atrakcyjną, ale na czas określony. Nie było go prawie w domu. Okej. Przez jakiś czas przejęłam wszystko ja. Nie miałam tez pretensji, kiedy potem przez jakiś czas musiał szukać pracy i na mojej głowie było utrzymanie rodziny. Satysfakcja jest w życiu ważna.

        Tego samego oczekuje od męża - że on na jakiś czas przejmie dom, żebym ja mogła zrealizować swoje plany. Na dłuższą metę zyskujemy wszyscy, ja bo jestem zadowolona, mam jeszcze stabilniejszą sytuację zawodową i wyższe kompetencje, rodzina bo mam większe dochody, mniejszym nakładem czasu. Około dwóch lat jest nieco gorzej.
        >
        > > Nie, nie poświęcę s
        > > ię "dla dobra dzieci".
        >
        > w takim razie powinno Ci się odebrać prawa rodzicielskie. Decydując się na dzie
        > ci masz obowiązek o nie dbać

        Dbam o moje dzieci, poświęcać się dla nich nie zamierzam. Zresztą nigdy nie widziałam dziecka "poświęconej" matki, które byłoby szczęśliwe. Trudno być dzieckiem zgorzkniałej matki, która oczekuje od dziecka zbyt wiele, bo ona tak wiele dla niego poświeciła, młodość, karierę, radość życia.
        • stephanie.plum Re: francuski piesek 22.08.12, 14:24
          >Dbam o moje dzieci, poświęcać się dla nich nie zamierzam. Zresztą nigdy nie widziałam dziecka "poświęconej" matki, które byłoby szczęśliwe. Trudno być dzieckiem zgorzkniałej matki

          przepraszam cię, ale to straszna demagogia, albo brak logiki.

          dlaczego stawiasz znak równości między faktem zrezygnowania z czegoś ze względu na dziecko, a postawą zgorzkniałej męczennicy?

          nie, to nie bład logiczny, to bardzo sprytne usprawiedliwienie niepatrzenia wiele dalej, niż na czubek własnego nosa. wszystko po to, żeby własnym zgorzknieniem nie skrzywdzić dzieci...
          • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 14:34
            > nie, to nie bład logiczny, to bardzo sprytne usprawiedliwienie niepatrzenia wie
            > le dalej, niż na czubek własnego nosa. wszystko po to, żeby własnym zgorzknieni
            > em nie skrzywdzić dzieci...

            Błąd logiczny to popełniasz ty. Kobieta działa dla dobra dziecka, kiedy daje się przerobić na kurę domową i to kurę pracująca na etacie? Większość znanych mi kobiet tak zrobiła - nie mają czasu dla swoich dzieci. Dzieci chowają się obok nich, a one są dodatkowo zajęte obsługą pana męża. Nie, nie są szczęśliwe. Zarabiają tyle, żeby starczyło na życie i na jakieś wakacje.
            Starczyłoby parę lat większego wysiłku całej rodziny, żeby większość z nich zarabiała dobre pieniądze i miała więcej czasu dla dzieci (niania, pani do sprzątania itp.). Ale nie - bo muszą wypadać z rynku, poświęcać się. Jedyna osoba która na tym zyskuje to mąż (bo nadal może być macho, który nie wie gdzie leży wałek do ciasta i ściera do podłogi). A na dłuższą metę nawet on nie. To tylko jakiś ślepy pęd do powielania starych schematów!!!
            • stephanie.plum Re: francuski piesek 22.08.12, 14:45
              >miała więcej czasu dla dzieci (niania, pani do sprząta
              > nia itp.).

              skoro "więcej czasu dla dzieci", to po co niania?

              rozmowa ze mną o tym, to jak ze ślepym o kolorach. szkoda twojego czasu.
              i tak nie uwierzę, że matka robi dziecku krzywdę, jeśli nie posyła go do żłobka i takie tam.
              ani w to, że najwięcej czasu dla dzieci mają rodzice, którzy przede wszystkim muszą realizować się zawodowo.

              a kiedy przyjdzie do życiowych obserwacji, to moja jest taka: najmniej rozmaitych problemów mają dzieci z pełnych rodzin (sorry), w których sam fakt posiadania dzieci i konieczności wykonywania prac domowych nie jest uważany za ostateczny dopust, plagę i źródło upokorzenia, tylko jako coś POZYTYWNEGO.
        • mocno.zdziwiona Re: francuski piesek 22.08.12, 14:24
          twojabogini napisała:
          >
          > Partnerstwo to nie jest równy podział obowiązków domowych. To związek w którym
          > oboje partnerów może się realizować, liczyć na wsparcie drugiego partnera.
          >
          > Tego samego oczekuje od męża - że on na jakiś czas przejmie dom, żebym ja mogła
          > zrealizować swoje plany. Na dłuższą metę zyskujemy wszyscy, ja bo jestem zadow
          > olona, mam jeszcze stabilniejszą sytuację zawodową i wyższe kompetencje, rodzin
          > a bo mam większe dochody, mniejszym nakładem czasu.

          Myślę, że powinnaś powiedzieć mu to samo co tutaj napisałaś. Ale dodatkowo też zastanowić się czy warto poświęcić małżeństwo w imię akcji "będę niezależna, wyzwolona i garów nie zmyję".
          Ja też pracuję w domu i wykonuję przez to wiele obowiązków domowych "przy okazji". Wstaję i nastawiam pralkę (5 minut). Po dwóch godzinach idę zrobić sobie herbatę i wieszam pranie (15 minut). Robię szybki obiad - około 30 minut, jak coś spadnie na podłogę to przejechanie mopem zajmuje mi 2 minuty. To są takie pierdoły, które traktuję jako przerywnik w pracy. Nie lubię prac domowych, nie lubię sprzątać, ale samo się nie zrobi. Duże sprzątanie robimy razem w weekend, może z czasem zatrudnimy kogoś bo do niedawna nie było nas na to stać.
          Myślę, że jeśli masz fajnego męża to naprawdę nie warto rozwalać małżeństwa przez niestarty kurz czy pełną zmywarkę. Za parę lat dzieci, tak teraz absorbujące, będą mogły Wam w domu pomagać - wyrzucić śmieci, odkurzyć, pozmywać. A póki co przeczekaj i nie podejmuj pochopnych decyzji, może po przemyśleniu kurz pod łóżkiem Cię nie zagryzie.
          A może te Twoje wahania to wynik przemęczenia, stresu albo głębszych problemów w związku?
          • wersja_robocza Re: francuski piesek 22.08.12, 14:31
            Kurcze, dwie uparte osoby i żadna nie chce popuścić o krok dla dobra obojga. Chyba że jedna z osób czuje się spychana w róg, więc się broni i nie ustępuje, bo w końcu zniknie.
            Bogini, przyprowadź tu swojego męża, by przedstawił swoją wersję. Staniecie się sztandarowym przykładem jak rozwiązać konflikt w sprawie partnerstwa, podziału obowiązków itd.
          • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 14:37
            > Myślę, że powinnaś powiedzieć mu to samo co tutaj napisałaś. Ale dodatkowo też
            > zastanowić się czy warto poświęcić małżeństwo w imię akcji "będę niezależna, wy
            > zwolona i garów nie zmyję".

            To nie o to chodzi. Nie zmyję garów, bo nie będę miała na to czasu. Mój mąż będzie miał. Jeśli zacznę realizować swoje plany zawodowe układ się bardzo zmieni. Liczyłam na wsparcie - dostałam bunt, sabotaż i niezgodę.
            • mocno.zdziwiona Re: francuski piesek 22.08.12, 14:46
              Daj mu czas. Pewnie musi się oswoić z sytuacją, przetrawić zmiany. Wstrzymaj się od pochopnych decyzji, rozmawiaj, tłumacz. Wierzę, że to tylko przejściowe, on pewnie obawia się nowej sytuacji, ale z czasem przywyknie.
              • irish_coffee_black Re: francuski piesek 22.08.12, 14:48
                nie widzisz, ze bogini nie potrafi tlumaczyc, ona umie jedynie rozkazywac.
              • policjawkrainieczarow Re: francuski piesek 22.08.12, 19:24
                mocno.zdziwiona napisała:

                > Daj mu czas. Pewnie musi się oswoić z sytuacją, przetrawić zmiany.

                ke? znaczy, chata ma zarastać brudem, a dzieci chodzic głodne, nieumyte i nieprzebrane, az pan sie oswoi i przetrawi? niestety, roboty domowe, zwlaszcza w domu z dziećmi, mają to do siebie, że nie będą czekac na przetrawienie, muszą być robione na bieżąco.
          • tfu.tfu Re: francuski piesek 22.08.12, 17:57
            tyle samo czasu wstawienie prania, ugotowanie obiadu i zmycie garów zajmuje facetowi. no sorry, ale nie róbmy z mężczyzn jakichś niepełnosprytnych dzieci, co to same nic nie umieją i "mamusia" musi za nich. błech!
      • odmieniona44 Re: francuski piesek 22.08.12, 14:49
        allerune napisał:

        "> Nie, nie poświęcę s
        > > ię "dla dobra dzieci".
        >
        > w takim razie powinno Ci się odebrać prawa rodzicielskie. Decydując się na dzie
        > ci masz obowiązek o nie dbać"
        ..........
        A mąż oczywiscie nie musi, jemu praw zabrać nie należy?
        Bo on jest do wyższych celów?
        • allerune Re: francuski piesek 22.08.12, 16:47
          czy napisałem że nie musi? czy przeczytałaś co autorka wątku napisała? Z tego co widzę to mąż "spędza dużo czasu z dziećmi" więc... on nie ma chyba z tym problemu

          zastanów się zanim się zaczniesz napinać nad czymś co wyciągasz z kontekstu
    • wersja_robocza Re: francuski piesek 22.08.12, 13:33
      A jak u Was wygląda podział obowiązków domowych?
      • wyzuta Re: francuski piesek 22.08.12, 13:37
        ja wykonuję obowiązek małżeński, on całą resztę.
        • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 14:09
          wyzuta napisała:

          > ja wykonuję obowiązek małżeński, on całą resztę.

          W następnym małżeństwie tak właśnie się ustawię ;))))
      • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 13:52
        wersja_robocza napisała:

        > A jak u Was wygląda podział obowiązków domowych?

        W zamierzchłych czasach nie było podziału, każdy sprzątał po sobie, raz na jakiś czas, gdy chałupa wymagała ogarnięcia to się za to braliśmy, zakupy kto miał czas, gotowanie kto wcześniej wrócił do domu, tak za wszystkim. Wychodziło mniej więcej po równo. Jak ktoś miał lenia to o tym mówił i dostawał "urlop".
        Drugie dziecko zmieniło sytuację. Przez jakiś czas dom był na jego głowie - ja spędziłam wiele miesięcy w szpitalu. Po powrocie niby po staremu, ale mi doszło obowiązków i praca zawodowa w domu. On z początku bał się opiekować dzieckiem i próbował tego unikać, podobnie jak rzeczy z maluchem związanych (wstawanie w nocy, prasowanie ciuszków, zakupy dla dziecka itp.). Aczkolwiek był gotowy nosić malucha godzinami (co było wygodne, bo wtedy ja musiałbym zajmować się resztą). To naprawdę wynikało z lęku oraz z przekonania, że takie rzeczy robi mama dziecka. Wtedy układ był jeszcze na tyle partnerski, że rozmowami, moim wsparciem, pracą nad sobą i swoimi obawami mąż stał się wspaniałym ojcem. Bez problemu mogłam mu zostawić niemowlę, do dziś bez problemu wyjeżdżam zostawiając dzieci pod jego opieką. Umie zrobić wszystko to co ja. Na co dzień tez poświęca im sporo czasu.
        Ostatnio zaczął się buntować przeciwko dotychczasowym zwyczajom, twierdząc, że ja jestem w domu, a on pracuje. Była wojna, bo ja też pracuję, tyle, że w domu. Osiągnęliśmy jakieś tam kompromisy i ustalenia. Jednak on nadal je sabotuje, pytając mnie np. co jest do zrobienia (czego ja nie uznaję, moim zdaniem jak się widzi brudny kibel to się go po prostu myje, jak się widzi pełną zmywarkę... itp. nie zamierzam zostać wszechmamą rozdzielająca obowiązki).
        • mohitto Re: francuski piesek 22.08.12, 16:18
          Aczkolwiek był gotowy nosić malucha godzinami (co było wygodne, bo wtedy ja musiałbym zajmować się resztą). To naprawdę wynikało z lęku oraz z przekonania, że takie rzeczy robi mama dziecka. Wtedy układ był jeszcze na tyle partnerski, że rozmowami, moim wsparciem, pracą nad sobą i swoimi obawami mąż stał się wspaniałym ojcem. Bez problemu mogłam mu zostawić niemowlę, do dziś bez problemu wyjeżdżam zostawiając dzieci pod jego opieką. Umie zrobić wszystko to co ja.

          to naprawde niesamowite - przypisujesz sobie chyba zbyt wiele zaslug i za bardzo sie wczuwasz w role "pani zony", a ze charakterek masz ciezki - nie watpie ;)
    • light_in_august Re: francuski piesek 22.08.12, 13:45
      W ogromnej większości związków, które mam okazję obserwować, to kobieta pracuje, a po pracy zapiep.rza w domu. Taka prawda. Panowie to najwyżej wrzucą rzeczy do pralki, wyrzucą śmieci i pójdą po chleb jak się akurat skończy. I wsio, cały ich wkład w prace domowe. A kobiety z wymuszonym uśmiechem przylepionym do twarzy robią wszystko inne i słowa nie pisną, że im to nie w smak. Wszak może jest im w smak.

      I nie, nie podoba mi się to. Panowie oczekują, że baba wszystkim sie zajmie i jeszcze będzie zarabiać dużo, bo inaczej to znaczy, że nieambitna i kura domowa. W d... mam takie równouprawnienie.

      --
      It's after we've lost everything that we're free to do anything.
      • kochanic.a.francuza Re: francuski piesek 22.08.12, 15:49
        He, he, ja juz dawno pisalam, ze rownouprawnienie, to jakis sprytny facet-nierob wymyslil: podonic kobite do roboty, zeby odciazyc go troche, zwiekszyc zarobki, dac zabezpieczenie gdyby stracil prace. A w domu to kobieta pracuje, wiec kto na tym zyskal?
        T nie lepiej pytac przed slubem: No kochanie, a ile mozesz przeznaczyc miesiecznie na pomoc domowa? Tylko tyle? No to cala reszta musimy sie podzielic. I zrobic liste obowiazkow. Urzedy Stanu Cywilnego, przy slubie powinny to rozdawac. Tylko, ze wtedy slubow by nie bylo wiele.

        Nie ludzcie sie, facet to len (99%), a slub dla niego to darmowy seks, czysta chalupa i zarcie na stole.
        Niech ktora napisze, jak to sie dzieli z mezem (takim conajmniej 5-lrtnim, bo miesiac po slubie to wiadomo, ze sie nawet len stara), jak to po rowo dzieli obowiazkami.
    • stephanie.plum Re: francuski piesek 22.08.12, 13:45
      nic z tego nie rozumiem.

      rozwiedziesz się, bo nie możesz postawić na swoim, już, teraz, zaraz?

      mam nadzieję, że ten wątek to dla ciebie tylko taka forma terapii, wyrzucenia z siebie chwilowego niezadowolenia, a nie odzwierciedlenie twoich PRAWDZIWYCH przemyśleń...

      "nie poświęcę się dla dzieci".
      ależ poświęciłabyś się. jakby trzeba było któremuś oddać nerkę, oddałabyś.

      pewnie jeszcze najwyżej ze cztery lata, i młodsze pójdzie do szkoły, cały dzień będą zajęte i nic nie będzie ci przeszkadzać w samorealizacji.

      oddałabyś nerkę, to możesz chyba też oddać ten czas, żeby dzieci miały poczucie bezpieczeństwa, rosnąc w domu z ojcem, którego kochają?

      zwłaszcza, że twoja sytuacja chyba nie jest obiektywnie zła, tak szczerze...?
      • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 14:22
        stephanie.plum napisała:

        > rozwiedziesz się, bo nie możesz postawić na swoim, już, teraz, zaraz?

        Zaraz nie. Spróbuję przekonać męża do swoich racji. Jeśli nadal będzie oczekiwał, że będę "żoną" rozwiodę się - bo nie będę.

        > ależ poświęciłabyś się. jakby trzeba było któremuś oddać nerkę, oddałabyś.

        Tak. To oczywiste.

        > pewnie jeszcze najwyżej ze cztery lata, i młodsze pójdzie do szkoły, cały dzień
        > będą zajęte i nic nie będzie ci przeszkadzać w samorealizacji.

        To nie takie proste. Teraz mam energię do działania. Jestem na bieżąco w swojej branży. Jeśli utknę na zleceniach w domu, albo na etacie plus roli kury domowej - nie będzie mi się już chciało a zawodowo będę trupem. Widzę co się dzieje z koleżankami, które odchowują dzieci, wspierają męża w jego pracy zawodowej, a potem chcą robić karierę.

        > oddałabyś nerkę, to możesz chyba też oddać ten czas, żeby dzieci miały poczucie
        > bezpieczeństwa, rosnąc w domu z ojcem, którego kochają?

        Nie będą miały poczucia bezpieczeństwa. Będą miały sfrustrowana matkę i rodziców, którzy kłócą się o umycie podłogi czy inne podziały. Chyba, że faktycznie schylę głowę i dla spokoju będę udawać, ze mnie to zadowala, ze czuje się zrealizowana. Ale mnie to nie zadowoli, nie uszczęśliwi, tylko upokorzy. Mam dwóch synów. Zrobię im krzywdę, przekazując dalej taki model. W moim pokoleniu jeszcze trzy czwarte kobiet co najmniej schyla głowy. W ich pokoleniu ile tak zrobi? Naprawdę nie powinni wynosić takiego układu z domu.

        > zwłaszcza, że twoja sytuacja chyba nie jest obiektywnie zła, tak szczerze...?

        Obiektywnie jest mi wspaniale. Mój mąż zajmuje się dziećmi, marudzi, ale póki co wykonuje prace domowe i nie domaga się obiadu na stole. Jak ma ochotę na seks nadal prowadzi grę wstępną. W przeciwieństwie do większości koleżanek, wyjeżdżam czasem sama z domu nie martwiąc się, czy mąż sobie poradzi, bo radzi sobie doskonale.
        A ja do tego chcę gwiazdki z nieba polegającej na zawodowym rozwoju. Zamiast wziąć sobie skromny etacik, albo nadal siedzieć i pracować w domu, co tak dobrze działa na rodzinę.
        • stephanie.plum Re: francuski piesek 22.08.12, 14:32
          oto wspaniały układ, gdzie każdy może robić dokładnie i wszystko to, co chce. spełniać marzenia
          a dzieci też...?

          co, jeśli one będą CHCIAŁY żyć w domu z mamą i tatą, w dodatku z mamą i tatą, którzy nie fundują im codziennnych spektakli w postaci "awantur o nieumytą podłogę"? jeśli takie będzie ich marzenie?

          dobrze, że w realizację tego marzenia postanowiłaś przede wszystkim zainwestować energię, której masz w tej chwili wiele.
          kto wie, czy to nie ważniejsze, niż jakaś tam realizacja zawodowa?

          ja tam myślę, że wyjdziecie z kryzysu.
          • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 15:12
            stephanie.plum napisała:

            > ja tam myślę, że wyjdziecie z kryzysu.

            Dzięki :) Naprawdę. Co do dzieci - oboje je kochamy, nawet gdy się nie zgadzamy maja w domu spokój. Awantur w sensie krzyków i wrzasków przy dzieciach nie robimy. Piszę o konfliktach o niezgodzie - ale to przebiega na zupełnie innym poziomie bytu. Nasza wojna jest wojną na słowa i podstępy taktyczne.
            Aczkolwiek czuję, że nadszedł już czas, abym zajęła się sobą i swoja pracą. Odchowałam młode i nie wymaga już tyle mojej uwagi. Jeśli nie zrobię tego - mogę zacząć krzyczeć.
            • wredny-typek Re: francuski piesek 23.08.12, 09:22
              Bogini, jako kobieta inteligentna najpierw chyba ocenisz, co ci się opłaca. Dzieci z kąpielą nie wylejesz, prawda?
        • sid-l Re: francuski piesek 24.08.12, 16:03
          > Nie będą miały poczucia bezpieczeństwa. Będą miały sfrustrowana matkę i rodziców, którzy
          > kłócą się o umycie podłogi czy inne podziały. Chyba, że faktycznie schylę głowę dla spokoju
          > będę udawać, ze mnie to zadowala, ze czuje się zrealizowana. Ale mnie to nie zadowoli,
          > nie uszczęśliwi, tylko upokorzy. Mam dwóch synów. Zrobię im krzywdę, przekazując dalej
          > taki model. W moim pokoleniu jeszcze trzy czwarte kobiet co najmniej schyla głowy. W ich
          > pokoleniu ile tak zrobi? Naprawdę nie powinni wynosić takiego układu z domu.

          Bardzo mądrze napisane. :)
    • laveenia Re: francuski piesek 22.08.12, 13:46
      moja rocznica ślubu niebawem, również trzecia. i też mam wrażenie, że wyszłam za mąż za kogoś innego. podział obowiązków, który funkcjonował przed ślubem przestał istnieć, a ostatnio dowiedziałam się, że obie moje prace nie są taka naprawdę pracami - bo jedna to przecież głównie siedzenie w domu, a druga to w ogóle sama przyjemność. i nie wiem, co to znaczy zmęczenie po 8 godzinach PRAWDZIWEJ pracy...
      • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 14:27
        aveenia napisała:

        > a ostatnio dowiedziałam się, że obie moje prace nie są taka napra
        > wdę pracami - bo jedna to przecież głównie siedzenie w domu, a druga to w ogóle
        > sama przyjemność. i nie wiem, co to znaczy zmęczenie po 8 godzinach PRAWDZIWEJ
        > pracy...

        Współczuję, wiem coś o tym. Mój mąż tez ma prawdziwą prace, a moja jest taka na niby, choć przynosi spory dochód. I też nie mam pojęcia jak on jest zmęczony. Swojemu mężowi powiedziałam, żeby poszedł się zbadać, bo to nie jest normalne, żeby po ośmiu godzinach pracy zdrowy mężczyzna padał, skoro ja mogłam pracować po 9 i 10 zająć się dzieckiem domem, i jeszcze miałam siły iść na imprezę i balować do rana. Trochę mu zmęczenie przeszło :)
    • sfornarina Re: francuski piesek 22.08.12, 13:54
      Bogini, bez urazy, bo nie znam Cię i może wyciągam zbyt daleko idące wnioski. Ale po przeczytaniu któregoś z rzędu Twojego postu odnoszę wrażenie, że trochę się zatraciłaś w tym swoim uporze i byciu niezależną i nade wszystko wyzwoloną .

      Małżeństwo, choćby najbardziej partnerskie, to sztuka kompromisu. Jeśli to Ty siedzisz w domu z dziećmi, to naprawdę nic złego w tym, że Ty ugotujesz obiad. Nie odpowiada Ci - proszę bardzo, możecie zamawiać jedzenie na wynos bądź jadać w restauracjach.

      Nic dziwnego też, że Ty więcej zajmujesz się dziećmi, skoro to Ty jesteś z nimi w domu. A pan i władca ma prawo być zmęczony po powrocie z pracy, tak samo jak Ty masz prawo być zmęczona obowiązkami domowymi. I naprawdę nie ma sensu kruszyć kopii, kto zrobi co w domu. Jeśli Twój mąż był na początku w związku partnerem, to trudno mi uwierzyć, że nagle nie robi NIC.
      Jeśli obojgu Wam się nie chce - to po prostu nie róbcie.
      Jeśli Wam się jeszcze bardziej nie chce - zatrudnijcie nianię i pomoc domową.

      Nie możesz oczekiwać od faceta, że nagle zamieni się w kurę domową, bo Ty żoną i matką być nie zamierzasz i bo "przecież ostrzegałaś". Jeżeli zarabiasz więcej pracując z domu - kto Ci broni nadal pracować z domu i zatrudnić gosposię?
      Tłumaczenie, że Ty chcesz zająć się czymś, co Cię pasjonuje, ale wtedy nie będzie Was stać na pomoc domową, więc mąż musi przejąć obowiązki domowe, do mnie wcale a wcale nie przemawia. Mąż ma pomagać i być partnerem, a nie być francuskim pieskiem - pięknie to ujął.

      Mam wrażenie, że stawiasz go na z góry przegranej pozycji i go upokarzasz. Samo czytanie Cię sprawia, że mu współczuję. Ma żonę - choćby najcudowniejszą - ale uparcie powtarzającą na każdym kroku, jaka jest wyzwolona i że nie pozwoli się zagonić do roboty, więc lepiej, żeby on się za tę robotę zabrał. Ma żonę, która zrzędzi, że on powinien wziąć na siebie "większość odpowiedzialności za dzieci i dom" (gdzie tu partnerstwo???), bo on przecież ambicji zawodowych wcale nie ma. Ma żonę, która podważa jego ambicje i męskość na każdym kroku, bo przecież ona jest wyzwolona, więc mąż ma robić, co ona każe.

      > Nie zrezygnuję. Patrzę na moje dzieci, bard
      > zo z nim związane. Tak, spędza z nimi dużo czasu, kocha je. Nie, nie poświęcę s
      > ię "dla dobra dzieci". Nie nadaję się na "żonę" (co podkreślałam przed zawarcie
      > m małżeństwa i co mój mąż akceptował).

      Nie widzisz, że to zahacza o śmieszność? Może trzeba było dzieci nie rodzić?

      Podkreślam, nie widzę nic złego w lenistwie, sama nie cierpię obowiązków domowych, nie widze nic złego w poświęcaniu się własnym pasjom, nawet jeśli odbywa się to (małym) kosztem dzieci. Nie widzę nic złego w zatrudnieniu niani, pomocy domowej i jadaniu poza domem.
      Ale nie pojmę, jak możesz zwalać na męża, że on ma robić więcej, bo Tobie się nie chce, bo nie lubisz i bo w ogóle bycie żoną Cię drażni (oczywiście nazywając to "byciem niezależną i wyzwoloną"). W życiu rzadko ma się wszystko i często trzeba wybrać. Nie chce Wam się? Luz, zatrudnijcie pomoc domową i z Was obojga zejdzie nadęcie, najwyżej będzie trzeba budżet domowy przyciąć.
      Z poprzednich postów wynika, że masz naprawdę cudownego męża. Szkoda byłoby to zniszczyć w imię źle pojętego wyzwolenia.
      Obawiam się też, że zrobienie francuskiego pieska z męża zabije jego godność, a tym samym jego atrakcyjność w Twoich oczach. Naprawdę Twoim celem jest posiadanie męża pantofla?
      • twojabogini Re: francuski piesek 22.08.12, 15:01
        sfornarina napisał(a):

        > Bogini, bez urazy, bo nie znam Cię i może wyciągam zbyt daleko idące wnioski. A
        > le po przeczytaniu któregoś z rzędu Twojego postu odnoszę wrażenie, że trochę s
        > ię zatraciłaś w tym swoim uporze i byciu niezależną i nade wszystko wyzwoloną

        Dzięki za twój post. Mogę zobaczyć sytuację oczami mojego męża.Chyba on widzi coś w tym rodzaju. Rzecz w tym, że moim celem nie jest bycie "wyzwoloną". Moim celem było na przykład partnerskie rodzicielstwo. Nie po to aby mi było lepiej, ale aby mój mąż mógł przeżyć przygodę zwaną ojcostwem i więzią z dzieckiem i żeby dziecko miało ojca - a nie pana który przychodzi, kapie i czasem czyta bajkę na dobranoc. Za dużo widziałam samotnych matek, pozostających w związkach małżeńskich, ludzi skrzywdzonych brakiem zaangażowanego ojca, który zawsze był, ale nigdy się autentycznie nie zainteresował.
        To też była wojna i byłam oskarżana o feministyczne zapędy (słusznie bo mam takie, ale moim celem nie jest "bycie feministką", feminizm naprawdę ma sens, to coś głębszego). Wygrałam tą wojnę, pokonałam lęki i uprzedzenia mojego męża. Rozmawialiśmy o tym i jest mi wdzięczny - bo oprócz dziecka dałam mu jeszcze więź z tym dzieckiem. Sam miał tatę, który był ale "był daleko".

        Co twoich rozważań o podziale. Pracuje zawodowo, tylko że w domu. Zdecydowałam tak ze względu na dzieci. Jest o wiele trudniej, bo nie mam ośmiu godzin z przerwą, plus służbowe wyjazdy i szkolenia. Ale nawet gdybym w ogóle nie pracowała, tylko zajmowała się dziećmi i domem, nadal uważałabym, że mąż ma obowiązki w domu i przy dzieciach a praca zawodowa go z nich nie zwalnia.

        Co do "prawa do zmęczenia po pracy" - dlaczego takie prawo przysługuje tylko mężczyznom? Kiedy żona jest na wychowawczym oni są zmęczeni i każdy to rozumie, kiedy żona wraca do pracy na te osiem godzin, oni nadal są zmęczeni - ona nie. Gdyby kobiety były tak samo "zmęczone"?

        Nie dziwię się, że więcej zajmuję się domem siedząc w tym domu. Ale teraz, gdy dziecko nie wymaga mojej stałej obecności zamierzam z tego domu wyjść i zająć się swoją pracą zawodową, a dokładniej podniesieniem swojej pozycji. Wiec teraz to mąż powinien więcej zając się dom. Ma na to czas i możliwości. Nie mam nic przeciwko temu, żeby zatrudnił sobie nianie, babcie, panią do sprzątania. Chodzi o to, ze teraz jest jego czas na przejecie odpowiedzialności. Ja poświeciłam już trzy lata - czysta biologia, to ja byłam w ciąży, karmiłam piersią itp.

        Nie uważam, żeby oznaczało to, że jest pantoflem. Moja praca i mój rozwój zawodowy wymagają ode mnie teraz nakładu pracy. Co nie oznacza, ze nie będzie mnie w domu. Ale przez jakiś czas nie będę w stanie być odpowiedzialna za dom. I nie chodzi o mycie garów (jest zmywarka) tylko o ogólną odpowiedzialność. Do tej pory obowiązki wykonywaliśmy bardziej lub mniej wspólnie, ale to ja zapisywałam dzieci na wizyty u lekarzy, czuwałam nad wybrykami nastoletniej grupy mojego syna, planowałam finanse, zakupy - byłam "głową rodziny". To cała masa pierdół, ale takich które wymagają uwagi, czasu, myślenia o nich. A teraz zwyczajnie nie będę miała na to czasu. Ani głowy. I skoro ja dałam sobie radę przez trzy lata, to mój mąż też da sobie radę. A jeśli nie chce - to jego wybór.
        • maly_zlosliwiec Re: francuski piesek 22.08.12, 15:09
          A ja Cię doskonale rozumiem. Nie daj sobie wmówić, że masz za duże oczekiwania.

          Bo masz rację. Mam ojca, który dał sobie radę z karierą, pracą w domu i opieką nad dwójką dzieci. Bo mu się chciało. Dzięki temu moja matka ma też udane życie zawodowe.
          Po czterdziestu latach obydwoje mają przyzwoite emerytury.

          Ojciec do tej pory prowadzi duży ogród. Jedzenie mamy własne.
          "Karierę" zrobił dużą. Raczej nikt w rodzinie już tego nie powtórzy.
          Da się wszystko, tylko trzeba chcieć.
        • irish_coffee_black Re: francuski piesek 22.08.12, 15:12
          powiedzmy sobie szczerze: nie sadze, aby Twoj maz byl malointeligentnym facetem, ktory postanowil wyprobowac, jak to jest byc w zyciu macho. Przeciez, jak sama pisalas, wczesniej mieliscie podzial obowiazkow i wszystko dobrze funkcjonowalo. Mozna do tego wrocic ale nalezy z nim o tym porozmawiac...spokojnie porozmawiac.
        • sfornarina Re: francuski piesek 22.08.12, 15:49
          > Nie po to aby mi było lepiej,
          > ale aby mój mąż mógł przeżyć przygodę zwaną ojcostwem i więzią z dzieckiem i że
          > by dziecko miało ojca - a nie pana który przychodzi, kapie i czasem czyta bajkę
          > na dobranoc. Za dużo widziałam samotnych matek, pozostających w związkach małż
          > eńskich, ludzi skrzywdzonych brakiem zaangażowanego ojca, który zawsze był, ale
          > nigdy się autentycznie nie zainteresował.

          Ale dlaczego piszesz o tym, co widziałaś i co mogłoby się wydarzyć, skoro Twój mąż zajmuje się dziećmi, kocha je i poświęca im czas, jak wcześniej pisałaś?
          Przypomina mi się moja mama, która na zapas robiła mi i siostrze godzinną awanturę w samochodzie podczas wyjazdów do rodziny, wrzaskiem wytykając wszystkie rzeczy, których nam robić nie wolno i za które zostaniemy ukarane. Może to drastyczny przykład, ale tak mi się skojarzyło...

          > Rozmawialiśmy o tym i jest mi wdzięczny - bo oprócz dziecka dałam mu jeszcze więź
          > z tym dzieckiem. Sam miał tatę, który był ale "był daleko".

          Jesteś pewna, że jego więź z dzieckiem to cała Twoja zasługa?

          > Co twoich rozważań o podziale. Pracuje zawodowo, tylko że w domu. Zdecydowałam
          > tak ze względu na dzieci. Jest o wiele trudniej, bo nie mam ośmiu godzin z prze
          > rwą, plus służbowe wyjazdy i szkolenia. Ale nawet gdybym w ogóle nie pracowała,
          > tylko zajmowała się dziećmi i domem, nadal uważałabym, że mąż ma obowiązki w d
          > omu i przy dzieciach a praca zawodowa go z nich nie zwalnia.

          Rozumiem. Ja nie uważam wcale, że praca zawodowa zwalnia którekolwiek z Was obowiązków (no, chyba że gosposia;). Nie rozumiem jedynie, dlaczego on ma przejąć większość obowiązków.

          > Co do "prawa do zmęczenia po pracy" - dlaczego takie prawo przysługuje tylko mę
          > żczyznom? Kiedy żona jest na wychowawczym oni są zmęczeni i każdy to rozumie, k
          > iedy żona wraca do pracy na te osiem godzin, oni nadal są zmęczeni - ona nie. G
          > dyby kobiety były tak samo "zmęczone"?

          I sama zobacz, jak wybiórczo czytasz, forsując własne niezależne "ja". Przecież ja napisałam, ze mąż ma identyczne prawo do zmęczenia jak Ty po całym dniu pracy w domu:)

          > Ale teraz, gdy
          > dziecko nie wymaga mojej stałej obecności zamierzam z tego domu wyjść i zająć s
          > ię swoją pracą zawodową, a dokładniej podniesieniem swojej pozycji. Wiec teraz
          > to mąż powinien więcej zając się dom. Ma na to czas i możliwości. Nie mam nic p
          > rzeciwko temu, żeby zatrudnił sobie nianie, babcie, panią do sprzątania. Chodzi
          > o to, ze teraz jest jego czas na przejecie odpowiedzialności.

          W zupełności rozumiem Twoje podejście i chęć powrot do pracy. I popieram.

          Za to kompletnie nie rozumiem, co jest przedmiotem Waszego sporu. Tylko gdybam, więc mogę się mylić, ale może przedstawiłaś mu sprawę bardziej drastycznie niż ona wygląda? Próbuję znaleźć rozwiązanie, bo nie wierzę, że przez taki drobiazg można stawiać małżeństwo na ostrzu noża.
          Może facet się po prostu przeraził tą "wielką odpowiedzialnością", którą na niego chcesz przełożyć? Może po prostu lepiej wyłożyć się na sofie, przytulić i powiedzieć, że od kiedy będziesz pracować, będzie Wam trudniej, ale przecież dacie radę? I że w żadnym razie nie zamierzasz utrudniać mu spraw - wręcz przeciwnie, służysz pomocą, szczególnie na początku? I że dzieci rosną szybko, niedługo będzie żłobek, przedszkole, zostawanie na popołudnie u kolegi itd? Może lepiej głaskać z włosem niż brać pod włos?

          > Nie uważam, żeby oznaczało to, że jest pantoflem. Moja praca i mój rozwój zawod
          > owy wymagają ode mnie teraz nakładu pracy. Co nie oznacza, ze nie będzie mnie w
          > domu. Ale przez jakiś czas nie będę w stanie być odpowiedzialna za dom

          A może nie warto tego na każdym kroku podkreślać? Bo odnoszę wrażenie, że usiłujesz powiedzieć, że jego praca jest mniej ważna, że chcesz coś zepchnąć na niego, jako że on jest ten gorszy. A przecież każde z Was ma takie same prawa. Nie możesz umniejszać jego pozycji kosztem windowania swojej.

          > Do tej po
          > ry obowiązki wykonywaliśmy bardziej lub mniej wspólnie, ale to ja zapisywałam d
          > zieci na wizyty u lekarzy, czuwałam nad wybrykami nastoletniej grupy mojego syn
          > a, planowałam finanse, zakupy - byłam "głową rodziny". To cała masa pierdół, al
          > e takich które wymagają uwagi, czasu, myślenia o nich. A teraz zwyczajnie nie b
          > ędę miała na to czasu. Ani głowy. I skoro ja dałam sobie radę przez trzy lata,
          > to mój mąż też da sobie radę.

          A może warto mężowi powiedzieć, ze będziesz trzymać rękę na pulsie w miarę możliwości? Zanim on się połapie we wszystkim? Każdy normalny człowiek wystraszyłby się nowych obowiązków, tak po ludzku. Obiecać, że zadzwonisz do przychodni albo po prostu podasz mu nr i nazwisko lekarza, jak będzie trzeba? Może zaczniecie robić zakupy spożywcze przez internet?
          Zamiast straszyć go, że teraz on będzie miał wszystko na głowie, może zapewnij, że to wszystko nie jest trudne i zamiast obarczać go problemami zanim jeszcze je przejął, to jakoś je umniejsz?

          Ja rozumiem, wyzwolenie, partnerstwo i te sprawy... Ale czasem może warto po prostu uruchomić podstawową znajomość psychologii?
          Jeśli chcesz, aby dziecko posprzątało klocki, o wiele łatwiej jest powiedzieć: chodź, posprzątamy razem - włożysz parę klocków z dzieckiem do pudełka, a ono samo dokończy, zamiast toczyć z nim zaciętą wojnę o sprzątanie:)
          Jeśli chcesz zwrócić pracownikowi uwagę, że robi coś źle, nigdy nie mów: "to jest źle zrobione, robi się tak", tylko grzecznie zapytaj, czy nie uważa, że byłoby łatwiej/lepiej/szybciej gdyby robił to tak i tak? Przynosi taki sam efekt, a pracownik nie czuje się pouczony czy stłamszony.

          Daję głowę, że Twój mąż czuje się podeptany oraz wystraszony "ogromną odpowiedzialnością", którą usiłujesz go obarczyć. Połechtaj trochę jego ego (to naprawdę nie przeczy wyzwoleniu, to ludzka rzecz czuć się ugłaskanym) zamiast krzyczeć i się buntować, a postawisz na swoim łatwiej, niż Ci się wydaje.
          • light_in_august Re: francuski piesek 22.08.12, 19:13
            Gimi a brejk... Jakoś kobiety nikt nie musi wdrażać w skomplikowane domowe sprawy, podawać numeru do pediatry i wskazywać, gdzie lezy mop. Kobieta MUSI to wiedzieć od urodzenia, łaski nie robi. A facecik może łaskawie zechce zostać wdrożony, a może nie.
            Czy Twoim zdaniem mężczyzna to jakieś stworzenie niezborne umysłowo, specjalnej troski i ze specjalnymi przywilejami? Biedaczek. On tak samo powinien być odpowiedzialny za dom, rodzinę, dzieci jak kobieta, od początku.

            --
            It's after we've lost everything that we're free to do anything.
          • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 12:02
            sfornarina napisał(a):

            > Jesteś pewna, że jego więź z dzieckiem to cała Twoja zasługa?

            Tak. Bo odczuwał ogromną miłość do maluszka, ale nigdy przedtem nie zajmował się niemowlęciem. Bał się że może mu zrobić krzywdę, nie odróżniał body od pajacyka, nie wiedział czemu dziecko płacze. Do tego ja wszystko robiłam szybko i sprawnie i jeszcze go pouczałam (w najlepszej wierze) on czuł się niezdarny, niekompetentny. Zaczął się wycofywać. Unikać. Myśleć, że może niemowlaki są dla matek, a ojciec wkracza do akcji, gdy dziecko jest już komunikatywne (koło 15 roku życia? ;). Wycofywać się w stereotyp.
            Ja, jak to ja - zrobiłam karczemną awanturę. Nie przyszło mi do głowy, ze można bać się, czuć niekompetentnym. Byłam pewna, że mu się nie chce, ze się odwidziało (sama nie wiem jak mogłam myśleć tak okropne rzeczy o moim mężu, który jest dobrym i kochającym człowiekiem). Ale potem zaczęliśmy rozmawiać. Wystarczyły dwa wspólne tygodnie, podczas których pokazałam mu co i jak, zamiast krytykować, wsparłam.
            Może i mam paskudny charakter, ale na dłuższą metę bardzo przydatny. Wiele kobiet "zazdrości" mi tak czułego i zaangażowanego w ojcostwo partnera - ale one nie krzyczały, kiedy ich mąż się wycofywał.
            • sfornarina Re: francuski piesek 23.08.12, 12:35
              > Tak. Bo odczuwał ogromną miłość do maluszka, ale nigdy przedtem nie zajmował si
              > ę niemowlęciem. Bał się że może mu zrobić krzywdę, nie odróżniał body od pajac
              > yka, nie wiedział czemu dziecko płacze. Do tego ja wszystko robiłam szybko i sp
              > rawnie i jeszcze go pouczałam (w najlepszej wierze) on czuł się niezdarny, niek
              > ompetentny.

              Dlaczego robisz z niego taką ciapę?
              Proste prawo biologii - faceci nie mają instynktu macierzyńskiego i mają prawo nie wiedzieć, jak postępować z niemowlęciem. Ich organizm nie wytwarza takich hormonów, jak organizm matki, nie doszukuj się w tym filozofii i stereotypów.

              Niestety, ja się utwierdziłam, że traktujesz swojego męża jak plastycznego misia, którego formujesz wedle własnego widzimisię. Wszystko, z czego jesteś w nim dumna, to - Twoim własnym zdaniem - Twoja zasługa. I dam sobie obie ręce uciąć, że tak jak chwalisz się nim (wytresowanym i chodzącym na sznurku) nam na forum, tak samo chwalisz się nim w kręgu Waszych znajomych.
              Ale poza chwaleniem się, masz go za ciapę. Bez ambicji, bez instynktu, bez własnej inicjatywy.
              Nie dziwię się, że poczuł się jak piesek.
              Nie dlatego, że Ty chcesz wrócić do pracy, a on ma się domem zająć. Myślę, że w ogóle nie w tym problem. Problem jest w Twoim podejściu do niego, pouczającym traktowaniem go, patrzeniem na niego z góry i udowadnianiem na każdym kroku, że to kim jest - to Twoja zasługa.

              Ale może się kompletnie mylę, ocenę pozostawiam Tobie.

              Psychologiem nie jestem, natomiast tkwię w dobrym partnerskim związku, gdzie żadne z nas nie musi robić drugiemu karczemnej awantury, by dopiąć swego, i oboje akceptujemy siebie dokładnie takimi, jakimi jesteśmy, więc jakieś tam podstawy partnerstwa mam:)
              • sid-l Re: francuski piesek 24.08.12, 16:05
                > Proste prawo biologii - faceci nie mają instynktu macierzyńskiego i mają prawo nie wiedzieć,
                > jak postępować z niemowlęciem. Ich organizm nie wytwarza takich hormonów, jak organizm
                > matki, nie doszukuj się w tym filozofii i stereotypów.

                A to od hormonów nabywa się wiedzy dotyczącej postępowania z niemowlakiem? Czy raczej o role społeczne i przygotowanie chodzi? Nie trzeba doszukiwać się stereotypów, bo one walą po oczach.
          • madzioreck Re: francuski piesek 27.08.12, 00:13
            > Rozumiem. Ja nie uważam wcale, że praca zawodowa zwalnia którekolwiek z Was obo
            > wiązków (no, chyba że gosposia;). Nie rozumiem jedynie, dlaczego on ma przejąć
            > większość obowiązków.

            Dlatego, że żeby mogła przeprowadzić przedsięwzięcie zawodowe, które będzie korzystne dla całej rodziny, tego właśnie wymaga sytuacja, bo Bogini musi się skupić bardziej na pracy. Ona dla niego robiła to samo, kiedy on się realizował.
      • ina_nova Re: francuski piesek 22.08.12, 15:46
        >Mąż ma pomagać i być partnerem, a nie być francuskim pieskiem - pięknie to ujął.

        Pomagać to może gosposia albo miły sąsiad. Mąż ma taki sam obowiązek zająć się sprawami domowymi co żona. Chyba, że to nie jego dom, nie jego dzieci, a przychodzi tylko w odwiedziny.
    • six_a Re: francuski piesek 22.08.12, 14:32
      o, dziś dzień kiepskiego życia?
      a tak mnie stawiają na nogi te optymistyczne opowieści z cyklu: jak mam wspaniale i jaka to jestem zorganizowana.

      w nic nie można uwierzyć, normalnie w nic.
      co za czasy.
      • irish_coffee_black Re: francuski piesek 22.08.12, 14:35
        no widocznie przestalas byc juz "jego boginia". Jedz do Egiptu tam w prawdzie tez nie ma uprawnienia ale zaplacisz i bedzie ci dobrze.
        • six_a Re: francuski piesek 22.08.12, 14:36
          nie pij tyle tej kawy z łychą, bo nie wiesz, gdzie się dopisujesz.
        • best.yjka Re: francuski piesek 22.08.12, 16:19
          Piep&%ysz, że zęby bolą. Tak cie to boli? Urlop w Egipcie cię niestarć? Założyłaś durny wątek i wszędzie, gdzie tylko możesz gadasz o tym samym.
      • kochanic.a.francuza Re: francuski piesek 22.08.12, 16:11
        Bogini przyjanmniej zyje, w przeciwienstwie do sixy.
    • fimellon Re: francuski piesek 22.08.12, 14:51
      Ja tylko formalnie, o Bogini :)
      Francuski piesek a tresowany piesek to dwa różne pieski. Francuski jest synonimem wybrednego, tresowany - pantoflarza.

      I jednak ad meritum - kategoryczność Twoich sądów skłania mnie do sugestii, iż powinnaś ochłonąć i wrócić do tematu za, dajmy na to, tydzień albo dwa.
    • alpepe Re: francuski piesek 22.08.12, 15:25
      zmusić się nie da. Skoro tak ci ciężko, to podpowiadam: wynajmij sobie biuro i nie pracuj w domu. Ja kupiłam robota sprzątającego i thermomix, by łatwiej było mi ogarnąć dom, a faceta wywaliłam.
      • mariuszg2 Re: francuski piesek 22.08.12, 16:04
        alpepe napisała:

        >, a faceta wywaliłam.

        aisasiasiasiaś...gorąca babeczka z Ciebie....na pewno nie golisz nóg....pobiłaś go przy okazji? proszę powiedz, że tak.....
        • alpepe Re: francuski piesek 22.08.12, 16:08
          golę.
          Zdziwko?
          • mariuszg2 Re: francuski piesek 22.08.12, 16:18
            alpepe napisała:

            > golę.
            > Zdziwko?

            nie no ale szkoda, że taka kobieta jak Ty robi to w samotności i samodzielnie w sensie sama sobie.....myślę, że zasługujesz na mężczyzne, który będzie Ci złużył do golenia..... piankę zrobi (wolisz żel, piankę, mydliny czy na sucho?) jeżeli żel to jaki? (mentol, energy, sport, soft, power, fire, ice, cool) , przeciągnie delikatnie mnaszynką, nałozy balsam (oliwkę, kremik) i wymasuje stópki począwszy od podeszwy poprzez palce (palce masujemy ustami ruchem ssącym z ciągiem) a potem nóżki, no i jak będzie życzenie pośladki również....a może nawet i plecki....golenia plecków sie nie podejmuje....
        • best.yjka Re: francuski piesek 22.08.12, 16:23
          mariuszg2 napisał:

          > na pewno nie golisz nóg....

          To nogi trzeba golić?
      • kochanic.a.francuza Re: francuski piesek 22.08.12, 16:10
        A ten thermomix to naprawde cos daje, czy tylko kolejny gadzet zawalajacy kuchnie?
        • mariuszg2 Re: francuski piesek 22.08.12, 16:19
          no własnie znajoma mówi,że ją teściowa namawia.... sam jestem ciekaw...
        • alpepe Re: francuski piesek 22.08.12, 16:39
          jak nienawidzisz gotować, to jest niezbędny.
          • mariuszg2 Re: francuski piesek 22.08.12, 16:55
            hmmm...prawdopodobnie w Twoim wypadku Thermomix zastępuje Ci mężczyznę, którego do tej pory używałaś do rozrobienia ciasta na nalesniki. Thermomix w pozycji 7 (ponizszy filmik) przez 40 sekund zrobi co trzeba za mężczyznę.... niestety bez patelni naleśnika nie upieczesz...wg mnei Thermomix wymyśliła jakaś złośliwa kobieta, żeby wcisnąć go kobeitom, które potencjalnie mogłyby odbić faceta wynalazczyni Thermomixa....

            PS. Szok! Od kiedy do ciasta naleśnikowego dodaje si ę mineralnej gazowanej?

            • six_a Re: francuski piesek 22.08.12, 17:38
              >dodaje si ę mineralnej gazowanej?
              można, można, wtedy wychodzą pulchniejsze naleśniki.
            • kochanic.a.francuza Re: francuski piesek 24.08.12, 05:22
              E, to chyba tylko kolejny nieprakryczny mikser w nowoczesnym opakowaniu. A jaki glosny.
              Na prawdziwe roboty to sobie jeszcze poczekamy.
              • alpepe Re: francuski piesek 24.08.12, 09:02
                nie, ma jedną zasadniczą zaletę: gotuje i miesza. Nie stoisz przy garach, dla mnie to było najważniejsze.
    • raohszana Re: francuski piesek 22.08.12, 15:33
      Czegoś tu nie łapię - to on robi czy nie robi? Raz tak piszesz, a raz inaczej.
      Poza tym - jak trzy lata dobrowolnie robiłaś więcej to liczysz, że nagle on sam zachce robić więcej w domu? Wolne żarty, niewiele jest osób, które nagle wezmę na siebie maks obowiązków, skoro tyle czasu ktoś inny się tym zajmował.
      Czy on w ogóle podaje jakieś wytłumaczenie swojego stanowiska?
      • kseniainc Re: francuski piesek 22.08.12, 15:46
        tia, do luksusu człowiek się szybko przyzwyczaja;-)
    • kochanic.a.francuza Re: francuski piesek 22.08.12, 15:57
      Ha, ha, akurat u mnie dzisiaj bylo to samo. Na codzien nie robie z igly widly, bo zajety, troche gotuje, to sie ciesze. Ale jego gotowanie to 10 gora 15 minut dziennie. Moje sprzatanie po trzech osobach 4 godziny (jak mam czas oczywiscie). No i ma sporo wolnego, bawi sie, niech mu na zdowie bedzie, ale najpierw niech pomoze. Ja za trzech zasuwac nie bede.
      Wywalilam wszystko co mi lezalo i sie ulewalo, jutro zobacze co pan mezus powie. W kazdym razie siedze przy biurku, na ktorym przed chwila walaly sie tony papierzysk. A pod papierami: koktajl mleczny, koktajl jagodowy, papierki od cukierkow, paznokcie, wlosy itp. Wszystko lezy, jak bylo. Niech rano zobacza co za syf. A papiery niech sami szukaja na podlodze.
      Nie nalezy wojowac czy rozwodzic sie o pierdoly, ale to jest tekst do mezczyzn, bo to oni te "pierdoly" produkuja, swoja gnusnoscia, lenistwem, tchorzostwem, olewaniem.
    • allatatevi1 Re: francuski piesek 22.08.12, 16:12
      Generalnie rozumiem przesłanie Twojego posta i zgadzam się z nim, ale bądź może w tej walce z patriarchatem bardziej konsekwentna.
      Może zatrudnij pana do sprzątania i opiekuna do dziecka.

      I dlaczego wspomniałaś o babci w którymś poście - może lepszy do pomocy byłby dziadek?

      A może uważasz, że kobiety ze starszych pokoleń nie mają prawa do równouprawnienia? Bardzo patriarchalne myślenie spychające kobiety w pewnym wieku w cień życia.
      • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 12:12
        allatatevi1 napisała:

        > Generalnie rozumiem przesłanie Twojego posta i zgadzam się z nim, ale bądź może
        > w tej walce z patriarchatem bardziej konsekwentna.
        > Może zatrudnij pana do sprzątania i opiekuna do dziecka.

        No i mnie masz. Bez bicia się poddaję. Posługuję się językiem patriarchatu. natychmiast się poprawiam - osobę do sprzątania. Tylko gdzie ja znajdę pana do sprzątania? Do opieki nad dzieckiem - bywało.
        >
        > I dlaczego wspomniałaś o babci w którymś poście - może lepszy do pomocy byłby d
        > ziadek?

        Tu masz racje. Najlepszym dodatkowym opiekunem mojego malca jest właśnie dziadek. gdyby dostał swoją szanse w patriarchacie byłby cudownym ojcem. Był jednym z najlepszych - jak na tamte czasy, gdy mężczyźni do dzieci się raczej nie dotykali. Realizuje się przy wnuku. Stary układ krzywdził nie tylko kobiety, ale i mężczyzn.

        > A może uważasz, że kobiety ze starszych pokoleń nie mają prawa do równouprawnie
        > nia? Bardzo patriarchalne myślenie spychające kobiety w pewnym wieku w cień życ
        > ia.

        Nie nie uważam. To kalki językowe - obiecuję poprawę. Nie jest łatwo obalić stare schematy.

    • aneta-skarpeta Re: francuski piesek 22.08.12, 16:37
      moj mąż to co mu każę to robi:), ale jakby go tak zostawic samego to troche dziecko we mgle

      smieje sie ze mnie i mowi- nie wiem jaki diabeł mnie podkusił, ze wziałem sobie za zone feministkę;D gdy wykłocam sie gdy mowi " w czym ci pomóc?" gdy wraca z pracy,a ja mu tyrade, ze on mi nie pomaga. A dla niego to tylko słowo, ktore lepiej brzmi niz" mow co mam robic":)

      ale..nie ma tak lekko

      czasem gruchnie jak nie wiem
      wtedy jak tak mu dowalam ze w piety mu idzie i nie cackam sie i tak ma ze mną raj:P
    • lazy.eye Re: francuski piesek 22.08.12, 18:05
      Hehehe... następna leniwa laska, która dorabia teorię do dupy.
      Mężczyzna nie jest zaprojektowany do prac domowych czy zajmowania się bachorami. To tak jakby od kobiety wymagać pracy w kopalni.
      O związkach partnerskich najczęściej wypowiadają się nawiedzone feministki, które w domu mają co najwyżej wyrób mężczyznopodobny.
      • maly_zlosliwiec Re: francuski piesek 22.08.12, 18:16
        A do czego jest zaprojektowany ?
        To jest kluczowe pytanie. Rozumiem, że do wyższych celów.
        Ale pod warunkiem, że jest geniuszem w jakiejś dziedzinie, lub wykonuje hiperodpowiedzialną pracę. Ewentualnie posiada wyjątkowe umiejętności.

        Ale takich facetów jest garstka. A reszta ?
        • lazy.eye Re: francuski piesek 22.08.12, 18:42
          Geniusza to ja już dawno nie spotkałem:)
          Myślałem raczej o pracy hydraulika, górnika czy rolnika. Mężczyzna jest zaprojektowany do prac wymagających siły. Taka praca jest dla niego naturalna i nie męczy go tak jak drobne upierdliwe roboty. Kobieta na odwrót. Praca w kopalni by ją wykończyła a zajmowanie się dziećmi może jej sprawiać przyjemność.
          Facet woli przywieźć ze sklepu 10 ciężkich skrzynek piwa niż ganiać po lekkie podpaski.
          • wersja_robocza Re: francuski piesek 22.08.12, 18:45
            A myślałby kto, ze wy od wyższych celów, a wy tylko od ról ciężkich.
            • lazy.eye Re: francuski piesek 22.08.12, 18:52
              Nie tylko od ciężkich. Też od takich wymagających podejmowania szybkich decyzji, talentów technicznych, współdziałania czy zarządzania. Kobiety są generalnie rozlazłe, niepozbierane i mało dynamiczne. Wymagają męskiej ręki do kierowania nimi.
              • wersja_robocza Re: francuski piesek 22.08.12, 18:55
                No tak. Mężczyźni to urodzeni prezesi i dyrektorzy.
          • maly_zlosliwiec Re: francuski piesek 22.08.12, 18:56
            Zobacz, jakie masz wąskie horyzonty.
            Nie byłeś nigdy na wsi ? Tam pracują wszyscy, bez względu na płeć.
            Widać również, że nie masz pojęcia o pracy na kopalni. Bo kobiety pracowały na dole w kopalniach. Hydraulika ? Proszę Cię.
            Na wakacjach na ochotnika pracowałam przy budowie domu. Powiedz mi, co za problem zrobić beton ?

            Na marginesie, moja matka jest silniejsza od ojca. On jest drobniejszej budowy ciała.
            Ona - urodzona atletka.
            Znam też 80 - latkę, która wygrywa w tenisa z młodymi facetami .
      • wersja_robocza Re: francuski piesek 22.08.12, 18:21
        a jak tam twoja żona?
      • six_a Re: francuski piesek 22.08.12, 19:28
        a ty do czego jesteś "zaprojektowany"?
        domu nie ogarniasz, najprostszego sklepu świata nie ogarniasz, na kopalni też nie pracujesz.
        oczko se ić napraw, to ładny przynajmniej będziesz.
      • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 12:20
        azy.eye napisał:

        > O związkach partnerskich najczęściej wypowiadają się nawiedzone feministki, któ
        > re w domu mają co najwyżej wyrób mężczyznopodobny.

        No to byś się zdziwił. Mój mąż jest 100% samcem alfa. Niepewnie czuje się jedynie, gdy ma podjąć te role, które "tradycyjnie" są domeną męską. Ale gdy już to przełamie - radzi sobie doskonale, z dzieckiem, pralką i zmywarką. I poradzi sobie z prowadzeniem domu, gdy na jakiś czas zajmę się czym innym. I zrobi to pewnie lepiej niż ja - bo jest bardziej systematyczny i dokładny i stabilniejszy emocjonalnie. Ja wkładając szklankę do zmywarki rozważam zagadnienia rutyny w życiu, on po prostu ją tam wkłada i nie zawraca sobie d...
    • rafa4.4 Re: francuski piesek 22.08.12, 18:06
      Coś takiego, zmienił się po ślubie :o))) Powiedziałabym, że tego wspaniałego mężczyznę i partnera przed tym ślubem to tylko udawał, teraz wreszcie może być sobą.
    • iwona334 swoje problemy rozwiazuje sie z mezem. 22.08.12, 18:20
      evtl. przed obliczem sadu.
      a nie wsrod obcych na forum.
      • wersja_robocza Re: swoje problemy rozwiazuje sie z mezem. 22.08.12, 18:28
        Błąd tragiczny. Przyjść na forum i szukać opinii.
        • iwona334 naduzycie. 22.08.12, 18:35
          wersja_robocza napisała:
          > Błąd tragiczny. Przyjść na forum i szukać opinii.

          nie.
          przedstawianie problemow swoich klientow - jako swoje wlasne
          to naduzycie ze strony bogini.

          to nieuczciwe wykorzystywanie forum
          dla osobistych korzysci zawodowych.

          • wersja_robocza Re: naduzycie. 22.08.12, 18:39
            Bogini pisze, że pisze o sobie.
            • iwona334 zarty na bok :) 22.08.12, 18:44
              wersja_robocza napisała:
              > Bogini pisze, że pisze o sobie.

              tesz tak moge :)
              siegnij do historii jej wypowiedzi.
              • wersja_robocza Re: zarty na bok :) 22.08.12, 18:46
                O nie. Za leniwa jestem, by grzebać po archiwach, sprawdzać i demaskować. To nie dla mnie. Ja nie CBŚ.;)
                • iwona334 To byla uwaga dla bogini :) 22.08.12, 18:53
                  wersja_robocza napisała:
                  > O nie. Za leniwa jestem, by grzebać po archiwach, sprawdzać i demaskować. To ni
                  > e dla mnie. Ja nie CBŚ.;)

                  To byla uwaga , dla bogini.
                  Gdy ktos latami na foro opisuje, jak mu sie doskonale wiedzie i zapodaje to, ze zajmuje sie wlasnie (zawodowo) "nieudanymi malzenstwami" - to jezeli wciela sie nagle w los jednego
                  z owych - powinien chociaz dla kultury ogolnej i higieny psychicznej - zmienic nicka :)
                  • maly_zlosliwiec Re: To byla uwaga dla bogini :) 22.08.12, 18:57
                    A po co zmieniać ?
                    To pokazuje, że nic nie jest pewne.
                    Był sensowny facet, awidocznie oszukiwał.
                  • wersja_robocza Re: To byla uwaga dla bogini :) 22.08.12, 18:58
                    Załóżmy, że komuś się wiedzie i pracuje z nieudanymi małżonkami. I tak to opisał czy opisywał na forum. Czy fakt, że opisuje jakiś swój problem, radzi się, szuka opinii na forum automatycznie oznacza, że ściemnia, bo przecież kiedyś pisał inaczej, że ma cudownie, bez rys? ;)
                  • sfornarina Re: To byla uwaga dla bogini :) 22.08.12, 18:59
                    > To byla uwaga , dla bogini.
                    > Gdy ktos latami na foro opisuje, jak mu sie doskonale wiedzie

                    Że jak?
                    Moim zdaniem posty bogini są wyjątkowo spójne i nie mam wątpliwości, że pisze o sobie.
                    • iwona334 cd. To byla uwaga dla bogini :) 22.08.12, 19:54
                      sfornarina napisał(a):
                      > Moim zdaniem posty bogini są wyjątkowo spójne i nie mam wątpliwości, że pisze o
                      > sobie.

                      A ja mam. Byly spojne, z wyjatkiem tego i dlatego czekamy na JEJ wyjasnienia,
                      a nie jakiekolwiek komentarze postronnych.
                      • martishia7 Re: cd. To byla uwaga dla bogini :) 22.08.12, 20:52
                        Nie do końca się zgadzam. Jakiś czas temu bogini strzeliła wątek właśnie o niechęci pana do dzielenia się obowiązkami domowymi, zatytułowany był "chłop mi się popsuł" albo coś takiego. W każdym razie temat podnosiła. A potem było kilka wątków bogini o tym jak urodzenie dziecka zmienia równowagę nawet w związku dwojga pracujących ludzi- niby abstrakcyjne, ale raczej można było odnieść wrażenie, że doświadczenia osobiste odegrały tu rolę. Nie neguję oczywiście, że możesz mieć rację, ale nie jest tak, że ten wątek bogini to jakieś wielkie zaskoczenie. A pamiętam to bez grzebania w wyszukiwarce.
                • berta-death Re: zarty na bok :) 22.08.12, 22:19
                  > To nie dla mnie. Ja nie CBŚ.;)

                  Ale iwona334 to CBŚ i chce cię podpuścić, żebyś odwaliła za nią robotę i zinwigilowała boginię, która w rzeczywistości jest posłanką PO, na którą PIS szuka haka.
                  • iwona334 Re: zarty na bok :) 23.08.12, 12:49
                    Nie wiem, jak Ty, ale ja jestem bezpartyjna.
                    A jako sympatyczka Urzedu Ochrony Konsumenta sprawdzam tylko, czy nie zachodzi tu przypadek
                    nieuczciwej konkurencji.
                  • twojabogini CBŚ 23.08.12, 13:40
                    berta-death napisała:

                    > Ale iwona334 to CBŚ

                    Niezłą robotę tu CBŚ odwala na forum. Tak mam czasem do czynienia z rozwalającymi się małżeństwami. Pomagam im przebrnąć przez prawne aspekty podziału majątku, wspólnych kredytów itp. Charytatywnie pomagam też kobietom które ze związku muszą wiać, bo doświadczają przemocy (ale to pomoc natury prawnej i organizacyjnej nie psychologicznej). Ale przy okazji słucham, słucham, słucham. Siłą rzeczy staram się zrozumieć, to co obserwuję, więc czytam.

                    Problem jaki podrzuciłam jest mój własny osobisty. Wielu osobom jak widzę trudno pogodzić wizję dobrego związku z tym, że jest w nim konflikt. Ja uważam, że mój związek jest dobry właśnie dlatego, że się kłócimy.
                    Mam skłonność do przesady i stawiania sprawy na ostrzu noża, oraz oskarżania w emocjach mojego męża o niestworzone rzeczy (wybacza mi, sam ma niezły temperament). Naprawdę mam zamiar rozwinąć się zawodowo, co wymaga nakładu finansów i znacznego nakładu mojego czasu oraz moich częstych nieobecności poza domem. I naprawdę oczekuję, że w tym czasie mój mąż przejmie dom i zaakceptuje nierówny podział obowiązków (na jego "niekorzyść"). Wiem, że sobie poradzi.
                    Temat wrzuciłam na forum, żeby zrzucić emocje przed rozmową. Pierwsza nie wypadła najlepiej - francuskie pieski i te rzeczy (swoich wypowiedzi nie cytuję, ale lepsze nie były, chociaż może równie zabawne). Chciałabym też zobaczyć jak może wyglądać sytuacja oceniana innymi oczami niż moje. Naprawdę mam okropny charakter i pierwsze słowa sprzeciwu lub wątpliwości od razu traktuję jako zamach na moją wolność, mąż staje się natychmiast moim przeciwnikiem posiadającym szereg nieludzkich cech, a do tego mizoginem. W rzeczywistości jest wspaniałym człowiekiem, zaangażowanym w dom i rodzinę (choć jak pisywałam i tutaj mieliśmy trochę trudności z ustaleniem tego co uważamy za partnerstwo i zaangażowanie, przy czym zanim wypracowaliśmy własny schemat oboje odwoływaliśmy się do jakiś paskudnych stereotypów). No i ma stabilny charakter, więc moje burze i huragany na szczęście jest w stanie przetrwać.
                    • iwona334 A zatem CBŚ konczy dzialalnosc - co do Ciebie :) 23.08.12, 14:31
                      Skoro to rzeczywiscie Twoje (wlasne) problemy.
                      Chetnie wspoldyskutuje , gdy ktos zapodaje tu problemy innych.
                      Wtedy mozna bez wiekszych emocji cos wspolnie wydumac...

                      Nie jestem jednak ciocia Dobra Rada i nigdy nie udzielam sie na watkach osob,
                      ktore pisza o SWOICH wlasnych problemach.
                      Nie zamierzam ich brac na swoje sumienie :)

                    • pani_frig Re: CBŚ 23.08.12, 14:31
                      Sądzę, na podstawie twoich opisów męża i sytuacji rodzinnych, że jest duża szansa na do gadanie się, ale musisz mu wyjaśnić o co ci dokładnie chodzi czyli sprecyzować ideę w taki sposób jak to zrobiłaś w niektórych wpisach tego wątku, bo przyznam, że tylko w niektórych wpisach udało ci się sprecyzować ideę. :) Z opisu widać, że facet jest empatyczny i nie ma kompleksów aby pójść na taki układ, który chciałabyś osiągnąć. Nie treść jest tu problemem, ale forma w jaki sposób tą treść mu przekazujesz, więc jeśli podejdziesz do sprawy mniej ideologicznie i bez zacietrzewiania się, a zwyczajnie po przyjacielsku tak jak to zrobiłaś w przypadku opieki nad maluchem, to myślę że masz dużą szansę osiągnąć cel.
                      • twojabogini Re: CBŚ 23.08.12, 14:50
                        pani_frig napisała:

                        > Sądzę, na podstawie

                        Twoja wypowiedź brzmi bardzo rozsądnie. No, formą to się raczej nie popisałam. Tak sobie już na spokojnie myślę, że bardzo spodobały mi się moje plany i bardzo mi zależy, żeby je wprowadzić w życie. Dla mojej rodziny to rewolucja, więc oczywiste, że mogą moje chłopaki mieć trochę wątpliwości, czy to na pewno dobry pomysł. Mój mąż najbardziej - bo to na niego spadnie większość obowiązków. I ja się chyba tak na zapas od razu uzbroiłam w ciężką artylerię i zaczęłam strzelać z armat.
                        No, ale ja zawsze "negocjacje" pojmowałam jako świetną okazję, żeby przycisnąć przeciwnika bardziej pod mur, zastraszyć i skłonić do maksymalnych ustępstw. W pracy mi się sprawdzało, choć miałam opinię suki, ale za to skutecznej...W rodzinie faktycznie lepiej zostawić ideologie pod drzwiami, a włączyć nieco empatii.
                        Dziękuję ci :)
    • varia1 Re: francuski piesek 22.08.12, 19:01
      ex męża nie udało mi się zmienić, zresztą, akurat podział obowiązków domowych to był najmniejszy pryszczyk

      obecny partner pracuje zawodowo, często na wyjeździe, ja też pracuję dość dużo

      kiedy jest w domu normalnie uczestniczy w domowych obowiązkach, niczego mu nie muszę przypominać, widzi bałagan i to znacznie szybciej niż ja;) ... bo ja jestem krótkowidzem :D
      gotuje, pranie potrafi wrzucić poprawnie do pralki , a nawet wyjąć i po wysuszeniu przetransportować do szaf odpowiednich

      a jak prasuje, cholera, to kolana mi miękną :)
      no i gotuje też całkiem fajnie chociaż jak dla dzieci to trochę zbyt pikantne .. ale pracujemy nad tym :)

      acha, z wiertarką też mu "do twarzy" :D

      może to kwestia tego że jest młodszy ode mnie, a może dlatego że nie wychował się w kraju nad Wisłą? ale u mnie w domu to raczej matriarchat panuje :D







    • wicehrabia.julian Re: francuski piesek 22.08.12, 21:17
      twojabogini napisała:

      > Dziś trzecia rocznica mojego ślubu. Zaczęło się pięknie i po partnersku. Jak si
      > ę skończy, a przede wszystkim kiedy się skończy - nie wiem. Tak, mam dominujący
      > charakter, ale w związku oczekuję partnerstwa. Nie, moje życie nigdy nie będzi
      > e się zaczynać i kończyć na obowiązkach domowych i gotowaniu obiadków.

      czy musisz zanudzać wszystkich swoimi problemami małżeńskimi? to, że nie potrafisz właściwie dobrać sobie partnerów nie świadczy o tobie najlepiej
    • baba.z.broda Re: francuski piesek 23.08.12, 11:36
      Wspominając wszystkie mundrości, jakie pisałaś, nasuwa się jedno: pycha ukarana.
      Może jakaś refleksja?

      >Wczoraj usłyszałam, że mój mąż nie zamierza być tresowanym fr
      > ancuskim pieskiem na moich usługach.

      Przecież dokładnie to chciałaś osiagnąć, z dumą chwaliłas się na forum swoimi metodami. Chłop oprzytomniał i połapał się, to chyba dobrze świadczy o jego inteligencji.

      Tak, mam dominujący
      > charakter, ale w związku oczekuję partnerstwa

      Partnerstwo to nie jest programowanie związku "będzie tak, jak JA uważam za słuszne".
      Z Twoich starych postów wyłaniał się kompletny brak szacunku do męża, Pani Psycholog, czy Terapeutko, czy kim tam jestes.
      Każdy, kto zawiera związek z intencją wychowania sobie partnera/ki wedle własnych potrzeb, jest durniem. Żadne wykształcenie, jak widac, przed tym nie chroni.
    • vandikia Re: francuski piesek 23.08.12, 12:23
      no proszę, pani idealna, która każdemu potrafiła wypunktować błędy związkowe i przedstawić szereg tak zwanych "dobrych rad" gubi się w kolejnym związku
      i znowu to wina partnera
      przednie
      • twojabogini Re: francuski piesek 23.08.12, 13:42
        vandikia napisała:

        > no proszę, pani idealna, która każdemu potrafiła wypunktować błędy związkowe i
        > przedstawić szereg tak zwanych "dobrych rad" gubi się w kolejnym związku
        > i znowu to wina partnera
        > przednie

        Tak, tak...dokładnie tak jak piszesz :)))))
    • twojabogini Dziekuję :))) 23.08.12, 14:05
      Opadły mi emocje. Jestem gotowa do rozmowy z mężem bis. Pierwszej chyba faktycznie nie przemyślałam. Może to faktycznie nie jest najlepsza strategia tak sobie przyjść i oznajmić, że od dziś część środków finansowych będzie przeznaczana na co innego, od stycznia będzie mnie w domu coraz mniej, od czerwca na jakiś czas wcale. Dorzucenie do tego zgrabnej uwagi, że w związku z tym oczekuję, że mąż przejmie moje obowiązki też pewnie nie było szczytem finezji. Powiedzenie, że mówię o tym zawczasu, żeby się przygotował też nie polepszyło sprawy. Może i miałam dobre intencje, ale faktycznie brzmi jak tresura.
      Gdyby to zdarzyło się "w drugą stronę", dostałabym szału, zrobiła aferę, że mnie pomija przy ważnych decyzjach, że to męskie szowinistyczne podejście, że kobieta nie ma nic do powiedzenia i oskarżyła męża o najcięższe zbrodnie, spalenie wszystkich czarownic i potajemne praktyki seksistowskie. Francuski piesek jest subtelniejszą formą wyrazu.
      Swoje plany zamierzam zrealizować.
      Swoją drogą to zastanawiające z jaką naturalnością przyjmuje się, że kobieta prowadzi dom a mężczyzna robi karierę. Kiedy kobieta oczekuje, że role się na jakiś czas odwrócą - jest egoistką, nie kocha swoich dzieci, nie nadaje się na matkę, widzi tylko czubek swojego nosa i co tam jeszcze tu powypisywano. Patriarchat ma się dobrze.
      Do tych wszystkich szczęśliwych, że mi się noga powinęła - za wcześnie na radość. Póki co moje małżeństwo ma się dobrze. I nie jestem do cholery psychologiem.
      • mkt1 Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 15:30
        ....bardzo ciekawy watek. Bazujac na opiniach zgadzam sie z twojabogini: patriarchat ma sie bardzo dobrze, a szczegolnie dobrze w Polsce. O dziwo jego najbardziej zagorzalymi zwolennikami sa same kobiety.
        Twojabogini czuje podswiadomie, ze decyzja, ktora chce podjac jest jak najbardziej sprawiedliwa a dodatkowo gdyby byla podjeta przez mezczyzne to spotkalaby sie z powszechna aprobata. Nie rozumie faktu, dlaczego wiec jej maz jest temu niechetny., tym bardziej, ze ona jako kobieta wlazyla w ta rodzine wiecej trudu: byla w ciazy, urodzila dzieci, karmila je itd. Ktos powie, ze to biologia, ale patrzac obiektywnie na dwoje ludzie to taka jest prawda, kobieta 'inwestuje' wiecej otrzymujac w zamian za to mniej.
        Glosy oburzenia na forum potwierdzaja powszechna opinie, ze owszem kobieta moze byc ambitna, ale w jakiejs 'przyzwoitej' normie, na pewno nierownej meskiej.
        Droga twojabogini: decycja oczywiscie nalezy do ciebie. Z tego co pisalas wynika, ze twoj maz kocha ciebie i vice versa. Osobiscie uwazam jednak, ze jesli zalezy ci na czyms, musisz walczyc o to jak najszybciej, im wczesniej w malzenstwie tym lepiej. Zycie jest tylko jedno i jeden raz czlowiek ma tylko tyle lat ile ma. Pozniej twoje plany moga natrafic na rozne inne przeszkody. Moze powinnas wziac gleboki oddech i zadac sobie bardzo proste pytanie: Kim jestem, co w zyciu mnie definiuje. Odpowiedzi moga byc rozne, jestem matka, jestem zona, jestem polka, jestem programista....albo po prostu jestem czlowiekiem, a jako czlowiek zaslugujesz na pelne rownouprawnienie w kazdej sytuacji i twoje potzreby sa warte kazdej walki.
        pozdrawiam serdecznie
      • six_a Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 17:06
        > z jaką naturalnością przyjmuje się, że kobieta prowadzi dom a mężczyzna robi karierę. Kiedy kobieta oczekuje, że role się na jakiś czas odwrócą - jest egoistką,

        ciekawam, o czym teraz piszesz? u Ciebie w domu tak było, że zrezygnowałaś z pracy i prowadziłaś dom? przecież sama napisałaś wyżej, że nie. więc po co takie odwracanie kota ogonem. więc dlaczego oczekujesz, że Twój mąż wejdzie w taką rolę, jakiej sama nie grałaś ani nie chciałabyś grać?

        znowu mam wrażenie, że temat wymyśliłaś od a do zet i urządzasz tu sobie takie eksperymenty z cyklu: zobaczmy, jak bardzo oburzy się forum i policzmy strażniczki patriarchatu.

        ew. celowo tak to przedstawiasz, żeby sobie podbudować argumentację i ruszyć do ataku w kolejnym starciu z mężem.

        nic z tego nie będzie, obawiam się. bo już nie jesteś singielką, nie jesteś już rozwódką, masz nową rodzinę, a jakoś nadal nie możesz zrozumieć, że nie jesteś w tym układzie pępkiem świata. co w naturalnie nie znaczy, że masz zapominać o sobie. nie, po prostu musisz zająć inne miejsce i się dostosować. jak wszyscy w rodzinie.
        • piataziuta Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 17:26
          echh
          jak czytam takie jadowite opie... to mam ochotę wywlec wszystkie moje brudy żeby i mnie ktoś tak opie...ł

          • alpepe Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 17:35
            nie ma sprawy ;)
            • piataziuta Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 17:45
              wiem, że jeśli chodzi o jadowity komentarz, to na ciebie zawsze można liczyć :D

              niestety, moje brudy są powiązane z osobami, które nazbyt często grzebały mi w komputerze i raczej znają mojego forumowego nicka, a zakładanie nowego wydaje się jakieś takie żałosne
              • maly.jasio eee tam... Pepe to... 23.08.12, 19:37
                piataziuta napisała:
                > wiem, że jeśli chodzi o jadowity komentarz, to na ciebie zawsze można liczyć :D

                Pepe - to Myszka Miki :)
        • mkt1 Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 17:27
          ale co zlego jest w byciu pepkiem swiata?
          • six_a Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 17:59
            jak przeanalizujesz sens i wydźwięk tego sformułowania, to może też dowiesz.
            zawsze warto spróbować.
            • mkt1 Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 18:11
              a ty widze dalej probujesz....mam nadzieje ze z analiza stoisz lepiej niz z wydzwiekiem.
              • six_a Re: Dziekuję :))) 23.08.12, 18:46
                proszę.
        • sid-l Re: Dziekuję :))) 24.08.12, 16:14
          > u Ciebie w domu tak było, że zrezygnowałaś z pracy i prowadziłaś dom? przecież sama
          > napisałaś wyżej, że nie. więc po co takie odwracanie kota ogonem. więc dlaczego oczekujesz,
          > że Twój mąż wejdzie w taką rolę, jakiej samanie grałaś ani nie chciałabyś grać?

          Rozumiem, że mężczyzna może wziąć na siebie obowiązki domowe tylko wtedy, kiedy kobieta uprzednio zrobi to samo? Bo jeśli ona swojej pańszczyzny nie odrobiła, to on nie będzie jej, jak to się mówi, wyręczał w jej obowiązkach?
          • six_a Re: Dziekuję :))) 26.08.12, 22:24
            nie, chyba nie rozumiesz:)
            • six_a Re: Dziekuję :))) 26.08.12, 22:32
              zresztą to nie ma większego znaczenia, bo jak widać, pytanie o konkrety, czyli: jak to sobie konkretnie wyobrażasz, zostało gładko pominięte.

              więc nie chodzi o jakiekolwiek kompromisy, szukanie rady czy tam rozwiązań.

              typowe dylematy drama queen szukającej współczucia z kiepskimi widokami na happy end.
    • sid-l Re: francuski piesek 24.08.12, 16:11
      > Czy da się wyprowadzić mężczyznę z patriarchatu?

      Nie sądzę. Mężczyźni, dla których podział obowiązków domowych jest sprawą oczywistą, to tacy, którzy zdają sobie sprawę z tego, że skoro dwie osoby chodzą do pracy i mieszkają razem w domu, to powinny razem ten dom ogarnąć. Oraz tacy, którzy być może od małego są przyzwyczajeni do pracy (napisałabym, że twarde, wiejskie wychowanie, ale tam role domowe często są przesiąknięte stereotypami), dlatego nie przerażają ich prace domowe i pozadomowe, no bo to trzeba zrobić.
      Natomiast co do całej dyskusji, to może rzeczywiście spróbuj jeszcze raz pogadać z mężem, bo sama piszesz, że nie rozegrałaś tego tak, jak trzeba. I nie daj sobie wmówić, że masz fanaberie, krzywdzisz biednego misia i wymagasz od chłopa rzeczy poniżej jego chłopskiej ambicji, bo to piszą albo faceci albo strażniczki patriarchatu.;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka