Gość: Anicka
IP: *.lasypanstwowe.gov.pl
17.09.12, 12:58
Cieszę się, że jest taka wyżalnia, bo muszę się komuś poskarżyć. Moje małżeństwo się rozpada z dnia na dzień w drobny mak. Mój mąż kiedyś, jak się zakochaliśmy, głaskał mnie po buzi, cierpiał ze mną, gdy płakałam. Teraz często sobie ze mnie żartuje, śmieje się ze mnie, gdy płaczę, wzruszami ramionami i mówi, że jak mam jakiś problem, to żebym sobie załatwiła lekarza. Nie widzę u niego krzty zainteresowania tym, co czuję, czego potrzebuję. Jest mi z nim źle. Nie jestem byle kim - mam 180 cm, jestem wysoka, zgrabna, wykształcona, z sukcesami na skalę międzynarodową, pracuję, ale jednocześnie jestem też dobrą żoną - utrzymuję porządek w domu, sprzątam, zajmuję się dziećmi, gotuję.
I w tym wszystkim nie robię nic dla siebie - miałam kilka planów, chciałam się zapisać na jakiś sport ot tak dla siebie, coś zrobić, jednak ze względu na obowiązki domowe i to, że muszę też znaleźć dla dzieci czas, poczytać im, pobawić się z nimi, to zrezygnowałam ze wszystkiego, żeby czasem czegoś nie zaniedbać. Tak wygląda moje życie, a wczoraj od męża usłyszałam, że jestem egoistyczna. Nie wiem, w czym jestem egoistyczna. Pytałam go, to odpowiedział, że w życiu codziennym. Wg niego to, że sprzątam, też wynika z mojego egoizmu. Żenujące.
Nie musicie tego komentować. Tak napisałam, bo jest mi źle.
A co jeszcze najbardziej mnie wkurza w nim to to, że jak zwrócę uwagę, żeby np. nie właził w butach, jak świeżo umyłam podłogę, żeby uszanował moją pracę, to mówi "mhm, tak, tak, mhm" i dalej wchodzi. Robi to złośliwie, bo jak to określił kiedyś "lubi wkurzać ludzi". Celowo tak robi. I czasami mi parska śmiechem prosto w twarz i się tak na pokaz śmieje, że wykańcza mnie tym psychicznie. Nie wytrzymałam raz i go strzelił w ramię za takie coś. To mi oddał. Uderzył mnie w twarz.