kochanic.a.francuza
30.03.13, 16:28
Mam 40 lat, kiedys ludzie umierali w tym wieku, a teraz to wciaz musza sie czegos uczyc, nie tylko zawodowo ale i zyciowo.
Co nowego zmienilam ostatnio w swoim swiatopogladzie? Spoooro. Np stosunek do dziecka. Jak sie urodzilo wyobrazalam soebie, ze bede troszczyc sie i zabiegac o jego przyszlosc, dobry start w zycie. Wysle do najlepszych przedszkoi, szkol, uniwestytetow. Kupie mieszkanie, samochod, na dobry start, niech ma dobrze i syto.
Ale...slucham wypowiedzi roznych mlodych ludzi, czytam Forum Kobieta i czego sie dowaiduje? Ze mlodzi wlasnie czekaja na takie frajerki jak ja! Ida w zycie ze skalkulowanym programem ile od rodzicow a ile od tesciow wyciagna. Znajoma liczy ile dostanie jej maz jak tesciowa umrze (tesciowa w sile wieku na tamten swiat sie nie wybiera absolutnie), inna sie rozwodzi bo tesciowie nie rozpieszczali wnuczka finansowo, tutaj ktos sie zali, ze matka ma na swoje zachcianki a corce nie pozyczy. I tak sobie mysle: ja zachrzaniam, zeby jakos bylo a kiedys jakas mloda siksa (synowa mam na mysli) bedzie kiedys chciala z tego korzystac? O nie. Zaraz w poniedzialek ide kupic wszystko czego sobie odmawialam dotychczas, bo dziecko, bo przyszlosc itd. Wszysko bede wydawac na bierzaca, nic nie zaoszczedze. Przynajmniej nie beda do mnie miec zalu, ze mam a nie dam. A ile sie przy tym wybawie!
Dobry plan? Prosze przekonac mnie, ze sie myle, ze to margines te synowe-hieny, ze niema sie czego obawiac.