Dodaj do ulubionych

Sama i nie Sama

06.12.01, 16:14
Mam obecnie 44 lata. Wyszlam za maz z wielkiej milosci i wydawolo mi sie ze z
wzajemnoscia. Koniec studiow, praca, dziecko i przeprowadzka do rodzinnego
miasta meza. I tu bum, rozczarowanie. Maz sie calkowicie zmienil nie do
poznania. Odsunal sie ode mnie calkowicie, poswiecajac czas swojej mamie i
pracy. Moje proby zwrocenia na siebie uwagi, ze jestem, ze zyje i ze
funkcjonuje spelzly na niczym. Poczatkowo nie zwwracalam, az na to takiej
uwagi, bo: praca, dom, dziecko. Zaczelam miec problemy zdrowotne. Ze strony
meza nadal male zainteresowanie. Liczyla sie tylko praca i mama (tesciowa). I
tak minelo 20 lat pozycia malzenskiego z miloscia z mojej strony z brakiem jej
z meza strony. Wychowalam syna, a gdy on skonczyl 15 lat (obecnie ma 19), nagle
wzroslo zaintersowanie meza wlasnie synem. Moja milosc do meza wygasla. Teraz
jestem sama i nie sama. I chyba dojrzalam do tego, aby zmienic swoje zycie,
znalezc milego czlowieka, za ktorym bym tesknila, gdy wyjdzie do pracy, do
ktorego chetnie bym sie przytulila, potrzymala za reke, poogladala wspolnie
telewizje, opowiedziala o wrazeniach ostatnio przeczytanej ksiazki. Brakuje mi
jak kazdej kobiecie w tym wieku ciepla, tolerancji, zrozumienia, akceptacji.
troski.

Obserwuj wątek
    • Gość: basia Re: Sama i nie Sama IP: 212.121.202.* 06.12.01, 16:19
      Czasami wydaje nam sie ze kogos nie kochamy ale kiedy tego kogos tracimy
      umzyslawiamy sobie jak bardzo byl dla nas wazny. Ale bywa tez ze milosc wygasa
      i nic na to nie jestesmy w stanie poradzic. Nigdy nie jest za pozno zeby zaczac
      nowe zycie, nigdy... A byc moze okaze sie ze to ktore bylo jest duzo bardziej
      wartosciowe... Takie rozterki beda ci towarzyszyly do momentu kiedy nie
      postarasz sie zmienic swego zycia....a nie jest to latwe.Zaryzykowac jednak
      warto.
      • sannab Re: Sama i nie Sama 06.12.01, 16:39
        Mam taka nadzieje i jestem do tego przygotowana. Zdaje sobie sprawe, ze bedzie
        to bardzo trudne (zaufanie, wsparcie, wyrozumialosc, tolerancja - to cechy
        deficytowe w dzisiejszych czasach). Mysle jednak, ze nie strace nadziei i mimo
        wszystko uda mi sie. Dziekuje za odpowiedz.
    • evunia Re: Sama i nie Sama 06.12.01, 16:38
      Ja mysle ze najlepiej chociaz sprobowac porozmawiac z mezem i powiedziec mu to
      co wlasnie tutaj napisalas, a potem zobaczysz.. podr.
      • sannab Re: Sama i nie Sama 06.12.01, 16:41
        20 lat prob rozmowy nie daly rezultatu, sorrki, ale juz nie bede probowala
        Dzieki za podpowiedz
        • Gość: iwa Re: Sama i nie Sama IP: 10.128.136.* 06.12.01, 17:26
          Odsyłam Cię do tego, co napisałam w wątku "czy któraś z Was utrzymuje swojego
          partnera". Niby to coś innego a jednak to samo. W końcu chodzi o uczucie dwojga
          osób (dwojga!). Popieram to, co napisała Basia.
          • Gość: vagin@in Re: Sama i nie Sama IP: 10.131.130.* 06.12.01, 17:49
            Jeśli mogę coś wtrącić to myślę, że niema na co czekać . Czas na działanie!
            Albo jeszcze raz spróbuj rozmowy z mężem , albo najwyższy czas na rozstanie!
            Argument , że jesteś z mężem wyłącznie dla dobra dziecka odpada! naprawdę nie
            trać czasu!!!Życie jest (może) być piękne ale w towarzystwie osoby która
            potrafi okazać choć trochę zainteresowania naszą osobą.pozdrawiam
            • Gość: Don Juan Re: Sama i nie Sama IP: 212.191.70.* 06.12.01, 17:52
              Sa 4 mozliwosci lub ich kombinacje :
              1.romans
              2.milosc
              3.malzenstwo
              4.ciaza
              Co wybierasz ?
              • sannab Re: Sama i nie Sama 06.12.01, 17:54
                Nie mam watpliowosci w dpowiedzi - milosc
                • Gość: Don Juan Re: Sama i nie Sama IP: 212.191.70.* 06.12.01, 17:55
                  Dam znac gdy zadziala mi poczta . Pozdrawiam .
            • sannab Re: Sama i nie Sama 06.12.01, 17:53
              Serdeczne dzieki za wlasnie taka wypowiedz, nie pognebia, a przeciwnie daje
              jakas nadzieje, na nastepny dzien.
              • Gość: fanny Re: Sama i nie Sama IP: *.chello.pl 06.12.01, 18:51
                Sannab, jestes w pieknym wieku. Szkoda tracic czas na wegetacje w zwiazku,
                ktory tkwi w miejscu, nie rozwija sie w porzadana strone. Dziecko masz dorosle,
                pora zrobic cos dla siebie. Jezeli myslisz sobie, ze lepiej by bylo Ci samej
                niz z takim mezem, to odejdz! Jezeli tak to wlasnie widzisz. Siebie siedzaca z
                ksiazka, nikt Cie od niej nie oderwie. Idziesz na spacer i mozesz zachwycac sie
                platkami sniegu, zamias isc obok kogos, kto absorbuje Twoja uwage nic
                nieznaczaca gadka. Jesz co chcesz i kiedy chcesz. Nie musisz sprzatac i robic
                zakupow. Ale mozesz. Dla siebie. A nie dla kogos, dla kogo nie warto. Gasna
                korki i to Ty musisz je naprawic. Na poczatku nie jest latwo, ale jaka
                satysfakcja, ze sie udalo. Tobie sie udalo. I uda sie jeszcze wiele innych
                rzeczy. Zrobisz, naprawisz, wezwiesz majstra, oplacisz i rozliczysz. Czasem
                jest ciezko samej, zdanej tylko na siebie. Jesli widzisz tez siebie placzaca
                sama w poduszke, zla, rozczarowana, wsciekla i wiesz, ze to calkiem zwyczajne i
                nie przeraza Cie ta wizja, bo widzisz siebie tez silna i samowystarczalna.
                Bedac taka masz szanse na zycie z kims innym. Kims, kto na Ciebie zasluguje.
                Nie kims, kto nadaje Twojemu zyciu sens. Bo Ty sama go nadajesz! Ale jest przy
                Tobie. Choc potrafilabys tez zyc bez niego.
                Ale zeby moc go spotkac, musisz najpierw byc sama.
                Zadbaj o siebie. Masz do tego prawo. I jezeli doszlas do wniosku, ze Twoj maz
                niewiele Ci daje chetnie otrzymujac od Ciebie, moze pora, zeby z tym skonczyc.
                Pozdrawiam i zycze dobrych decyzji.
                • sannab Re: Sama i nie Sama 06.12.01, 18:57
                  dziekuje
            • sannab Re: vagin 06.12.01, 18:37
              Oczywiscie, ze nie ma sensu podpierac sie argumentem typu "dla dobra dziecka".
              Syn jest juz samodzielnym mezczyzna (staralam sie wlasnie go tak wychowac i
              mysle, ze mi sie udalo).
              Dzieki za wypowiedz
              • Gość: soso Re: vagin IP: 195.41.66.* 07.12.01, 08:51
                Chyba lepiej byc ostroznym w calej tej sytuacji i wszelkie proste rady typu nie
                ma na co czekac nie wydaja sie trafne.
                Dlaczego?
                Z Twego listu wnioskuje, ze nie ma innej osoby w Twoim zyciu, ktora by chciala
                dzielic z Toba czas poza obecna rodzina. A wiec niejako jestes zdana na siebie.
                Ludzie sa rozni i roznie reaguja na duze zmiany. Jezeli odejdziesz ot tak to
                musisz polubic zycie wsrod rzeczy zamiast ludzi, musisz cieszyc sie kawa w
                kawiarni, krajobrazem, smiesznym wydarzeniem z zycia ale sama. Nie bedziesz
                tego dzielila z nikim bliskim. Wbrew pozorom nawet dla ludzi egoistycznych i
                cynicznych nie jest to latwe. Czegos nam brakuje w zyciu jezeli nie mozemy
                dzielic z kims radosci czy smutkow. Trzeba byc bardzo silnym i uodpornionym na
                tesknoty jezeli dokonuje sie takiego wyboru. Wtedy mozna cieszyc sie z
                posiadania dookola siebie ale rzeczy, nie ludzi.
                Dalej, piszesz, ze potrzebujesz milosci. No to znaczy drugiej i bliskiej osoby.
                Jezeli jej jeszcze nie ma to wlasnie tak jak napisalem poprzednio, lepiej
                zalozyc wlasnie taki niski pulap startu a moze zycie cos przyniesie. A moze
                nie. To jest ryzyko tej sytuacji. Za to na pewno stracisz cos, czego jeszcze
                sobie nie uswiadamiasz. Jezeli nawet maz da sie latwo odstawic w zapomnienie to
                zostaja inni, dla ktorych ta decyzja bedzie nie tylko tematem rozmow ale i
                dotknie ich wnetrza, zmieni ich i ich zycie. Musisz byc przygotowana na
                niewiadome, na reakcje, ktorych w tej chwili nawet nie jestes sobie w stanie
                wyobrazic. Bedzie po prostu inaczej niz myslisz. Na dodtek zycie z ta
                swiadomoscia takze i Ciebie okaleczy i utraci skrzydla na dlugi czas. Takie
                niebezpieczenstwa sa bardziej niz prawdopodobne.
                Czy jest to wiec sytuacja bez dobrego rozwiazania? W jakims sensie tak.
                Znajdujesz sie w sytuacji zwierzecia zagonionego w pulapke. Mozna skoczyc w
                przepasc ale jest noc i nie wiemy, czy bedzie to miekkie ladowanie metr czy tez
                100 metrow nizej.
                Osobiscie nie wiem co radzic. Najbardziej sensowne wydaje sie zaczekac na
                wlasciwa osobe ale ryzyko jest wielkie. Zawiesc sie w takiej sytuacji na kims
                to dodatkowa przeszkoda do wziecia. Wspolczuje Ci i naprawde nie wiem co
                radzic. Bezpiecznym rozwiazaniem jest proba zainwestowania w to co jeszcze
                masz. Moze pomoze. Twoj maz jak widac jest gotowy na zmienianie swych
                preferencji zyciowych. Moze z Waszego malzenstwa zrobi swoj cel? Jezeli nie, to
                zastanow sie dlaczego nie chce. To jest ciekawy problem i zwykle przejscie nad
                tym do porzadku dziennego nie jest chyba wlasciwe. Moze za jego brakiem
                zainteresowania stoi jakis drobiazg? Mozesz tez rzucic sie glowa w dol w
                przepasc i zobaczyc co z tego wyniknie ale wtedy musisz byc przygotowana na
                trudne miesiaca a moze i lata. Bajkowe rozwiazanie ale nie niemozliwe to
                czlowiek, ktory zechce dzielic z Toba zycie kazdego dnia i do konca a na
                dodatek wspanialy i kochany. Oby tak sie stalo jezeli juz naprawde nie ma
                innego wyjscia.

                såså
                • sannab Re: soso 07.12.01, 10:35
                  Masz racje, doskonale sobie zdaje sprawe z ewntualnych skutkow podjecia decyzji
                  bycia sama. Mam pare kolezanek, ktore wlasnie sie zdecydowaly na ten krok i co
                  sie okazalo?, ze wlasnie dawni znajomi (malzenstwa) odsunely sie delikatnie w
                  cien pozostawiajac je wlasnemu losowi. Jest to smutne, ale prawdziwe, takie sa
                  realia zycia. Proba n-ty raz ratowania tego co mam wiem, ze jest skazana na
                  niepowodzenie. Maz jest typem samotnika, odpowiada mu taka sytuacja w jakiej
                  sie znajduje nasze malzenstwo, a wiec moje milczenie, nie wtracanie sie do
                  niczego, nie zabieranie glosu. Nauczylam sie tego z biegiem lat (zamknelam sie
                  w sobie). Czytajac Twoja wypowiedz przyszla mi mysl, ze moze czeka na
                  odpowiedni moment, aby wlasnie odejsc. (Moze to byloby dobre rozwiazanie dla
                  mnie?)
                • sannab Re: soso 07.12.01, 10:47
                  Masz racje, doskonale sobie zdaje sprawe z ewntualnych skutkow podjecia decyzji
                  bycia sama. Mam pare kolezanek, ktore wlasnie sie zdecydowaly na ten krok i co
                  sie okazalo?, ze wlasnie dawni znajomi (malzenstwa) odsunely sie delikatnie w
                  cien pozostawiajac je wlasnemu losowi. Jest to smutne, ale prawdziwe, takie sa
                  realia zycia. Proba n-ty raz ratowania tego co mam wiem, ze jest skazana na
                  niepowodzenie. Maz jest typem samotnika, odpowiada mu taka sytuacja w jakiej
                  sie znajduje nasze malzenstwo, a wiec moje milczenie, nie wtracanie sie do
                  niczego, nie zabieranie glosu. Nauczylam sie tego z biegiem lat (zamknelam sie
                  w sobie). Czytajac Twoja wypowiedz przyszla mi mysl, ze moze czeka na
                  odpowiedni moment, aby wlasnie odejsc. (Moze to byloby dobre rozwiazanie dla
                  mnie?)
    • Gość: Kredka Re: Sama i nie Sama IP: *.fn.pl 07.12.01, 08:42
      A ja Tobie zdecydowanie odradzam rozstanie się z mężem. Skoro się kiedyś
      kochaliście, to cały czas istnieje szansa na odnowienie Waszej miłości. Jestem
      w podobnym do Ciebie wieku. Dlatego doskonale rozumiem, że masz wrażenie, że to
      ostatnia szansa poczuć się najważniejszą i pożądaną w oczach ukochanego
      człowieka.
      W przeciwieństwie do moich poprzedników, uważam, że KAŻDE małżeństwo zawarte z
      miłości ma szansę aby być udanym związkiem. Czy chcesz poznać moją receptę na
      udane małżeństwo? Jeśli tak, to czytaj dalej, jeśli nie, to skończ czytać
      tutaj. I proszę Cię abyś przemyślała swój dalszy krok i serdecznie życzę Ci
      powodzenia, niezależnie co postanowisz.
      A teraz moje doświadczenia z ponad 20 lat małżeństwa.
      Trzeba umiec ze sobą rozmawiać. Poważnych spraw nigdy nie omawiać na stojąco
      (wtedy często się kłócicie). Gdy mam ważny problem do omówienia z mężem,
      siadamy na fotelach, robię dobrą kawę i ciastko, prosimy dzieci aby nam nie
      przeszkadzały (gdy były małe, po prostu kładłam je do łóżeczka) i rozmawiamy.
      Zaczynamy rozmowę zawsze od podziękowania sobie za coś (okazuje się wtedy, że
      jest wiele rzeczy, za które mogę mu dziękować). Potem dopiero mówię co mnie
      zabolało. Staram się go wysłuchać (niestety, ja zbyt czesto mówię, na słuchanie
      nie mam już czasu). Mówię o swoich uczuciach. Nigdy mu nie mówię, np. "ty
      jesteś zły", lecz mówię "twoje postępowanie w ten sposób mnie zabolało". Takie
      rozmowy są dla nas bardzo ważne, pozwalają wyjasnić nam bardzo wiele
      nieporozumień
      Często okazuję mężowi czułość (oczywiście nie na pokaz). Przytulam się do
      niego, uśmiecham, czasami pogłaszczę (mój mąż w rodzinnym domu nie był nauczony
      czułości, ale się wyrobił!!!)
      Mężczyzna musi mieć poczucie, że to on jest głową domu. Dlatego konsultuję z
      nim wszystkie ważne decyzje, nalewam mu jako pierwszemu talerz zupy itp..
      Jeden dwa wieczory w tygodniu mąż "oddycha wolną piersią", bo spędza je beze
      mnie(chodzi na zajęcia sportowe z przyjaciółmi). Za to starałam się polubić
      i "współdzielić" jego sportowe pasje i dzięki temu wczasy zawsze spędzamy razem.

      Mam jeszcze dużo do opowiadania, ale na dzisiaj na pewno już wystarczy.
      Pozdrowienia
      • sannab Re: Kredka 07.12.01, 11:30
        Chetnie pocztram to co masz do powiedzenia. jestem otwarta na wszystkie rady
        Pozdrawiam
      • sannab Re: Kredka 07.12.01, 18:22
        Kredko, nie pomysl o mnie zle, ale to o czym piszesz jast oczywiste,
        przynajmniej dla mnie. Moze z malymi wyjatkami postepowalam podobnie. Ale to
        byla rozmowa typu "gadal dziad do obrazu". Moze w tym wlasnie miejscu dodam, ze
        maz nie potrzebowal inteligentnej, ambitnej zony, partnerki, tylko zwykla
        kucharke, domatorke. Oczywiscie zrozumialam to po jakims czasie. Zalezalo mi
        jednak na nim bardzo, bo go kochalam. Nadal cenie go i szanuje, ale nie moze to
        byc jednak jednostronne. Malzenstwo, sama dobrze o tym wiesz powinno polegac na
        partnerstwie, na wzajemnej tolerancji, na przebaczaniu, zrozumieniu,
        wyrozumialosci, na akceptacji. Ale powinno to dzialac w obie strony. I tego
        oczekiwalam. Jak kazdy czlowiek ja rowniez posiadam wady i zdaje sobie z nich
        sparwe.
    • maniia Re: Sama i nie Sama 07.12.01, 10:42
      Nie chce byc tu pesymistycznym gosciem, ale tak naprawde jak spotkac kogos w
      tym wieku? pozdr.
      • Gość: iwa Do Maniiii IP: 10.1.12.* 07.12.01, 11:49
        maniia napisał(a):

        > Nie chce byc tu pesymistycznym gosciem, ale tak naprawde jak spotkac kogos w
        > tym wieku? pozdr.

        To jest bardzo dobry wiek na spotkanie kogoś!!! Więcej doświadczeń, więcej tolerancji a i ciało jeszcze nie
        zmurszałe. A gdzie można spotkać? Nie zna się dnia ani godziny.
        A dla właścicielki tego portu: tutaj żadna rada nie pomoże, ale - moim zdaniem - wskazówki są następujące:
        1. czy go kochasz?
        2. czy Twój syn go kocha (i potrzebuje)?
        3. Czy Twój syn widzi i rozumie, że właściwie nie masz męża? Jakie masz relacje z synem?
        4. Czy czujesz się na siłach być sama (tzn. nie pod względem finansowym, czy tych korków, które będziesz musiała
        wkręcać sama, ale towarzyskim na przykład)? Czy wiesz, że przez część Wigilii będziesz sama, bo Twój syn na
        pewno pójdzie odwiedzić ojca, gdzie zresztą cała jego rodzina będzie odpowiednio indoktrynować Twojego syna?
        Napisz, jak wypadł test. Trzymaj się
        • sannab Re: Do Iwa 07.12.01, 12:07
          Gość portalu: iwa napisał(a):

          > maniia napisał(a):
          >
          > > Nie chce byc tu pesymistycznym gosciem, ale tak naprawde jak spotkac kogos
          > w
          > > tym wieku? pozdr.
          >
          > To jest bardzo dobry wiek na spotkanie kogoś!!! Więcej doświadczeń, więcej tole
          > rancji a i ciało jeszcze nie
          > zmurszałe. A gdzie można spotkać? Nie zna się dnia ani godziny.
          > A dla właścicielki tego portu: tutaj żadna rada nie pomoże, ale - moim zdaniem
          > - wskazówki są następujące:
          > 1. czy go kochasz?
          Nie
          > 2. czy Twój syn go kocha (i potrzebuje)?
          Tak i to bardzo
          > 3. Czy Twój syn widzi i rozumie, że właściwie nie masz męża?
          Tak i doskonale z tego sobie zdaje sprawe
          >Jakie masz relacje
          > z synem?
          Bardzo dobre
          > 4. Czy czujesz się na siłach być sama (tzn. nie pod względem finansowym, czy ty
          > ch korków, które będziesz musiała
          > wkręcać sama, ale towarzyskim na przykład)? Czy wiesz, że przez część Wigilii b
          > ędziesz sama, bo Twój syn na
          > pewno pójdzie odwiedzić ojca, gdzie zresztą cała jego rodzina będzie odpowiedni
          > o indoktrynować Twojego syna?
          Ze wszystkiego co napisales doskonale zdaje sobie sprawe. Jezeli chodzi o syna,
          sam mi podpowiedzial, ze powinnismy podjac w koncu decyzje.
          > Napisz, jak wypadł test. Trzymaj się

          • Gość: Don Juan Re: Do sannab IP: 212.191.70.* 07.12.01, 17:20
            Posluchaj dobrych rad Kredki. POslalem Ci kolorowa
            kartke .Jesli doszla to daj mi znac na Forum bo u mnie
            poczta nie dziala .
            • sannab Re: Don Juan 07.12.01, 17:56
              Dzieki, kartka przesliczna i z pieknym mottem
              Pozdrawiam
          • Gość: iwa Do Sannab IP: 10.128.136.* 07.12.01, 17:26
            Test wypadł tak samo jak mnie niegdyś. Dlatego jestem wiele lat po rozwodzie,
            znalazłam fajnego człowieka, jestem z siebie zadowolona, dzieci to wszystko
            (podobnie jak Twój syn) zaakceptowały jeszcze przed. Odżyłam.
            Co z tym zrobisz, to już sama musisz podjąć decyzję. Ja w każdym razie nigdy
            jej nie żałowałam, chociaż nawet moja rodzina tego nie strawiła. Ale to jest
            moje życie. Dzieciom też jest lepiej (i to na namacalnych przykładach). Kolejny
            raz powtarzam: sfrustrowana matka to trucizna dla własnych dzieci.
            Buźka
            • sannab Re: Do Iwa 07.12.01, 17:53
              Cisze sie, ze Ci sie udalo, ze jestes szczesliwa i nie zalujesz decyzji, ktora
              podjelas. W brew pozoram, jakie tutaj wynikly, mam dosc silna osobowosc i
              potrafie sobie poradzic w zyciu nawet bedac sama, bo tak naprawde bylam sam
              przez 20 lat swojego malzenstwa. Nie obce mi sa popsute krany, wiertla czy
              zepsute kontakty. Nie oznacza to jednak, ze moj maz nie potrafil sie tym zajac.
              Po prostu nie chcial.
              Pozdrawiam serdecznie
              • Gość: Don Juan Re: Do sannab IP: 212.191.70.* 07.12.01, 18:07
                Dzieki za predka odpowiedz . Juz teraz wiem jak sie
                porozumiewac gdy u mnie zawodzi siec . Napisze pozniej
                przez e-maila prywatnie .
    • ogien1984 Re: Sama i nie Sama 07.12.01, 18:47
      Jako nastolatek mam rodzicow w podobnej sytuacji i chcialbym sie wypowiedziec.
      Obecnie nie ma u nich ani krzty milosci, kwestionowalbym tez zwykla przyjazn.
      Sam czesto zadaje sobie pytanie - po co sa razem, jak mogli sie pobrac, skoro
      teraz czekaja wlasciwie tylko na smierc. Sa razem, a jednak osobno.

      Gdybym mogl - zachecilbym ich do rozstania i poszukania sobie NOWEGO, LEPSZEGO
      ZYCIA. Bo wiem, ze nie sa szczesliwi. Polska to niestety kraj mocno katolicki,
      na dodatek stare pokolenie bardzo zle mysli o wszelkiego typu rozwodach i
      roszadach w rodzinie. Jak jednak mozna zyc do konca zycia z czlowiekiem, z
      ktorym oglada sie tylko razem telewizje?

      Nie chce jednak psuc zycia i opinii moim rodzicom. Chociaz, gdy wyjade z domu -
      pewnie powiem Im cos takiego.

      ja zycze Pani dobrego zakonczenia tej sprawy i prosze wiedziec, ze oprocz Pani
      jest w Polsce niestety wiele podobnych rodzin, malzenstw. To wlasnie ten
      pechowy wiek...

      Powodzenia!
      • sannab Re: Ogien 1984 07.12.01, 19:08
        Domyslam sie masz okolo 17 lat, ale widze tez ze bardzo dojrzale myslisz, co mi
        sie w Tobie bardzo podoba. Zycze Tobie, abys na swojej drodze zycia poznal
        dziewczyne, a jednoczesnie partnerke, abys dzielil z nia zarowno dobre jak i te
        zle chwile, abys mogl w kazdej sytuacji na nia liczyc a ona na Ciebie. Wlasnie
        zwiazek dwojga ludzi powinien tak wygladac. Takie jest moje zdanie
        Dziekuje i pozdrawiam
      • sannab Re: Ogien 1984 07.12.01, 19:08
        Domyslam sie masz okolo 17 lat, ale widze tez ze bardzo dojrzale myslisz, co mi
        sie w Tobie bardzo podoba. Zycze Tobie, abys na swojej drodze zycia poznal
        dziewczyne, a jednoczesnie partnerke, abys dzielil z nia zarowno dobre jak i te
        zle chwile, abys mogl w kazdej sytuacji na nia liczyc a ona na Ciebie. Wlasnie
        zwiazek dwojga ludzi powinien tak wygladac. Takie jest moje zdanie
        Dziekuje i pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka